No, to jest po prostu old school. Chyba nie ma rodzica, który nie słyszał o kremie Penaten.
Zdjęcie produkcji własnej, dlatego takie kiepskie. Tak, mam różowy mebel w domu. Stolik z IKEI
Nie mam pojęcia, ile czasu utrzymuje się na rynku, ale podejrzewam, że pamiętają go nawet dinozaury. Penaten nie ma pozytywnej opinii polskiego Instytutu Matki i Dziecka, jakby ktoś szukał takiej informacji. Ale to wcale nie oznacza, że traci na jakości i nie jest wart zaufania. Znaczek instytutu nie decyduje o wszystkim.
Penaten to gęste kremiszcze i chwała temu, kto zamknął go w pudełku, a nie jak to jest w przypadku kremu Nivea Baby - w tubce. Ładowanie gęstych kremów do tubki powoduje to, że nigdy nie wyciśniemy całości, chyba że chce nam się tubę rozkrajać i wygrzebywać paluchem resztę. Niemałą resztę. A to z kolei przelicza się na konkretne pieniądze. Jeśli czegoś, za co zapłaciłeś, nie wykorzystujesz w całości, to po prostu na tym tracisz. Penaten jest na szczęście w okrągłym pudełeczku i tu mowy o stratach nie ma.
A działanie? Moim zdaniem miodzio. Na pewno sprawię go sobie, kiedy maluchy przyjdą na świat (to znaczy zanim przyjdą, bo potem to się lata jak kot z pęcherzem, a tu trzeba na spokojnie, metodycznie). Testuję go co prawda na dwuletnim zadku, ale opinie płynące z szeroko pojętego Zachodu pozwalają mi twierdzić, że na tym noworodkowym sprawdzi się również.
Wady? Jedyna, jaką widzę, dotyczy właśnie gęstości. Jest tak duża, że krem ciężko rozsmarować. Poza tym nie mam się do czego przyczepić.
Podsumowanie:
Producent: Johnson&Johnson
Nazwa: Penaten Creme
Ocena w skali 1 do 6 - 5 (będzie 6 mam nadzieję za parę miesięcy)











