Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Fotorelacja z warsztatów Rośniemy Razem

pon, 20 kwi 2009 · Opublikowane w Życie...
Do Warszawy jako jedyni z laureatów konkursu Rośniemy Razem dotarliśmy pociągiem. Podróż z Wrocławia zajęła nam 5,5 godz. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o stolice, bliżej mamy do Pragi i do Berlina, he he.
No, dobrze, dojechaliśmy bez przeszkód do Klubu Malucha "Tygrysek" na Ochocie, gdzie warsztaty się odbywały. Tygrysek to po prostu prywatny żłobek dla dzieci w wieku od 6 miesięcy do 3 lat.  O, proszę, zdjęcia tutaj. Powiem szczerze, że takiej placówce powierzyłabym moje dziecko bez mrugnięcia okiem. W środku było po prostu CU-DOW-NIE, a nasza Jadzia zaaklimatyzowała się bardzo szybko i podobało jej się tam absolutnie wszystko, łącznie z panem kamerzystą (który jednakowoż szczególnie przystojny nie był). Same warsztaty dzieliły się na dwie części: ruchowo-zabawową i dydaktyczną. Porządne przeczołganie dzieci w pierwszej części sprawiło, że rodzice mogli bez problemu wziąć udział w drugiej. Do dyspozycji mieliśmy pediatrę-neonatologa i innych specjalistów, którzy swoimi dzielili się swoimi uwagami i którym można było zadawać rozmaite pytania.
W części pierwszej zabawa była naprawdę przednia. Po pierwszym szaleństwie wyciszające bujanie w hamaku:

Zabawa w kuku – klasyka gatunku, ale cieszy niezmiennie od pokoleń:

No, a matka tej małej niewiasty, czyli autorka bloga Dzieciowo mi! wzięła udział w zabawie z pełnym poświęceniem:

Zabawa z wielką chustą – yes, yes, yes!

Frajda była jak sto pięćdziesiąt! Idea była taka, żeby nasi podopieczni wędrowali sobie dołem, ale jak to zwykle w życiu bywa, oni postanowili inaczej i większość wybrała eksplorację napowierzchniową.

Potem – jak w filmach Hitchcocka – emocje już tylko rosły. Puszczanie baniek mydlanych. Dla niektórych był to pierwszy kontakt z mydłem w takiej właśnie mało kąpielowej formie. Rodzice i załoga Pamersa bardzo się starali, płuca pracowały pełną parą.

Na koniec niesamowity plac zabaw z przyjemnie miękkich elementów. Jakbym była mniejsza, sama bym wlazła, ale nie chciałam ryzykować zniszczenia mienia.

Po części dydaktycznej dla rodziców udaliśmy się wszyscy na przygotowany poczęstunek. Było coś dla dużych i coś dla małych. Brawa za wspaniały cathering! Było pyszne!! Objedliśmy się jak bąki, a po dniu pełnym wrażeń apetyty mieliśmy istnie wilcze.
Mała – jak i inne dzieci – została obdarowana wielgachnym pudłem, w którym odkryliśmy: pieluszki Pamers (wersja dla dziewczynek), chusteczki dla niemowląt (też Pampers), zabawkę Fisher Price (takie fajne klocki!), wiaderko i foremki (dzisiaj idzemy je przetestować do piaskownicy), kocyk (który nam się niezwykle przydał w czasie drogi powrotnej) i piłeczki, które w pokoju hotelowym zrobiły furorę. Dostaliśmy też certyfikat poświadczający udział w warsztatach Rośniemy Razem.
Jako że byliśmy niezmotoryzowani, jedna z organizatorek całej imprezy odwiozła nas do naszego hotelu. Ale do jakiego! Zapewniono nam nocleg w czterogwiazdkowym Courtyard by Marriott! O, dokładnie w tym koło lotniska na Okęciu:


Źródło

W środku w niezwykle przytulnym pokoju ze wspaniałą łazienką czekało na Jadzię wieeeeelkie łóżko:

Można było spać wzdłuż i wszerz, i we wszelkich możliwych kierunkach, co dziecię skrzętnie wykorzystało. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, że w cenie pokoju będzie do dyspozycji całodobowy, świetnie wyposażony klub fitness, to zabralibyśmy jakieś trampki i dresy!
Rano zeszliśmy na śniadanie, gdzie spotkaliśmy innych uczestników warsztatów (pozdrawiamy!). Śniadanie było BOSKIE!! Tak zaopatrzonego szwedzkiego stołu w życiu nie widziałam! Obsługa niezwykle grzeczna, kawa pyszna. Na Boga, niech kelner mi zdradzi, w czym pierze swoją nieskazitelnie białą koszulę! I czym ją prasuje!
Po śniadaniu mała odfajkowała sjestę, a my spakowaliśmy się i ruszyliśmy na miasto. Pogodę mieliśmy wspaniałą. Ach, ta stolyca. Ledwie człowiek dotrze na dworzec, a tu proszę, już na niego wyłażą zabytki :-) )

Ruszyliśmy sobie spokojnie Krakowskim Przedmieściem w kierunku Placu Zamkowego. Po drodze pozdrowiliśmy pana Prezydenta:

W pobliżu Zamku Królewskiego było niezwykle kolorowo:

Czekała nas jeszcze atrakcja w postaci głaskania konika. Konik z anielską cierpliwością zniósł inwazję pieszczot:

Do ZOO niestety nie dotarliśmy, nie wyrobiliśmy się. Stolycę odwiedzialiśmy po raz pierwszy (tak, tak istnieją takie przypadki w przyrodzie, które nie zaliczyły Warszawy w ramach wycieczek szkolnych) i nie mogliśmy sobie darować okazji zwiedzenia tego i owego. A potem nagle zrobiła się godzina 15.00 i trzeba było gnać na dworzec. O 22.00 cali i zdrowi dotarliśmy do Wrocławia.

Warsztaty Rośniemy Razem i cała wyprawa przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Zostały zorganizowane z prawdziwym profesjonalizmem. Spotkaliśmy się z otwartością, serdecznością i uprzejmością. Organizacja na bardzo wysokim poziomie. Słowem wrażenia są niezapomniane!
Całość imprezy kosztowała nas… 20 zł, z czego 3,40 przypadło na gazetę, która wpadła nam pod pociąg, zanim zdążyliśmy ją przeczytać, a reszta na skandalicznie drogą kawę w pociągu Eurocity do Warszawy. W tym miejscu pragniemy również pozdrowić bohaterskiego pana konduktora tegoż pociągu, który z zimną krwią wszedł pod wagon, żeby wyciągnąć naszego pluszowego pieska. Proszę pana, chapeaux bas!

Słowa kluczowe: , , ,

A Ty co myślisz?