W życiu nie widziałam takich rozstępów. Calusieńki brzuch poprzeżynany z góry na dół białymi bliznami. Od biustu po raj. Biust zresztą też nie lepiej się prezentował.
- Ups, masz rozstępy – stwierdziłam odkrywczo i inteligentnie.
- No, mam.
- Smarowałaś się może czymś?
- Iiiiii tam, pierdolę – współspaczka dosadnie wyraziła swój pogląd na temat pielęgnacji skóry w czasie ciąży i potem.
No cóż, każdy jest kowalem swojego losu. Jeśli tobie zależy nieco bardziej niż jej na utrzymaniu jako takiego stanu skóry, to warto się koło tego zakręcić. Powiększający się brzuch to, jak wiadomo, ogromne wyzwanie dla rozciągającej się skóry.
Czy da się w ogóle rozstępów w ciąży uniknąć? Da się. Czy jest jakaś uniwersalna recepta? Nie ma. Wiele zależy po prostu od twojego garnituru genowego. Jedne, pardon le mot, pierdolą i brzuch mają piękny, inne pielęgnują, a rozstępy i tak są.
Jeśli chodzi o mnie, to w czasie ciąży nie dorobiłam się ani jednej blizny. Ani na brzuchu, ani na biuście. Ani jednej białej lub czerwonej kreski. Jako takie rozstępy owszem i mam, ale nie w tych strategicznych miejscach i są one pozostałością po gwałtownym tyciu i chudnięciu w prehistorii, czyli w liceum. Dlatego – chcę w to wierzyć – brak rozstępów ciążowych zawdzięczam pielęgnacji. No i właśnie o smarowidłach i pielęgnacji ta notka.
Przede wszystkim muszę powiedzieć, że smarowałam starannie brzuch od samego początku, odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Oczywiście wcześniej balsamy również nie stanowiły jedynie ozdoby łazienki i były aktywnie używane, ale zaczęłam dbać o to, by smarować brzuch i biust codziennie. A nawet dwa razy dziennie. Nie było dnia, żebym to smarowanie sobie odpuściła. Przez całe dziewięć miesięcy.
Czego używałam? Na przykład Musteli z serii 9 miesięcy. Miałam krem przeciw rozstępom, o taki:
Po porodzie, kiedy gwałtownie zmieniałam rozmiary, smarowałam brzuch nadal, uważając jedynie, by nie zababrać blizny po cesarce. Sama blizna też zresztą ze sporej czerwonej szramy przeistoczyła się w wąziutką białą kreseczkę. Śmiało mogę zakładać bikini.
Podsumowując: smarować, smarować, smarować. Nic nie stracisz, a możesz zyskać. Reszta nie od ciebie zależy.
***
Możesz pobrać Asystenta Ciążowego, bezpłatną aplikację na swoją komórkę, dzięki której na bieżąco będziesz śledzić rozwój Twojego dziecka. Opis tutaj, a szczegóły instalacji i plik tutaj.


Kalendarz ciąży

Zasiałam z premedytacją, bo mam przykre doświadczenia z pieluchami z tej serii. Do innych produktów w związku z tym podchodzę jak pies do jeża. Ale ponieważ mam kartę, która mi daje 5% zniżki w Rossmannie, to poczułam się zmotywowana do szarpnięcia się na oliwkę i wypróbowania na sobie
I ja smarowałam i smarowałam i smaruje – rano i wieczorem, do rozwiązania jeszcze trochę. Używam kosmetyków marki Dax Cosmetics z linii Perfecta Mama – jeden do pielęgnacji biustu, drugi przeciw rozstępom, na brzuszek. Biustu nie udało się uratować. Miałam już przed ciążą na piersiach rozstępy, ale nie były one tak duże i tak widoczne w porównaniu z ciążowymi. I już wydawało mi się, że udało mi się chociaż brzuch uratować, a tu nagle (ok. 32 tyg.) zauważyłam jasne pręgi w podbrzuszu.
Nie przerywam, smaruje nadal. Brzuch to nawet 3 razy dziennie. Pocieszam się tym, że moje rozstępy da się ukryć pod bikini.
Ale może zmienić kosmetyk…
Dziewczyny, kobitki i te inne w ciazy
Ja wiem, ze czeste smarowanie sie jest troche upier… tego, panie, meczace, ale warto. Radzilabym, zeby przynajmniej raz dziennie byla to oliwka, najlepiej specjalna dla kobiet w ciazy. Wazne jest tez oszczypywanie brzucha, taki masaz bez uciskania, tylko bierze sie falde skory i robi „zakretas”, puszcza sie i to samo kawalek dalej. Szczegoly mozna doczytac nawet w „Sztuce kochania” Wislockiej (tak, tak!) – w wielu polskich domach stoi nieczytana na polce (poza pewnymi rysunkowymi fragmentami)
Zgodzę się w wami kochane, nie ma co liczyć że wszystko będzie w porządku, bo to rosyjska ruletka. Mi babeczki z rodziny mówiły, że u nas w rodzinie nie ma tendencji do rozstępów, ale i tak od 3 miesiąca profilaktyka została zastosowana. W sumie to lepsze samopoczucie daje oliwka, aniżeli kremy (takie moje własne subiektywne odczucie), ale myślę że w gruncie rzeczy,co kto woli. No ja jak na razie 32 tydzień, i odpukać, wszystko na miejscu, bez usterek
….i może mama z babcią mogą twierdzić że to geny, ja tam w siłę kosmetyków wierzę. Acha, poleciałam po kosztach, bo używam Ziajki (z rana) oraz oliwki Baby Dream (wieczorami). Tanio, komfortowo i skutecznie;p
Oliwka Baby Dream brzmi podejrzanie podobnie jak pieluchy Baby Dream z Rossmanna. Czy to aby nie ta sama seria?
Tak, ta sama. Ale nie mam jej, jak do tej pory, nic do zarzucenia….a co? Coś nie tak? Bo jakieś ziarno niepewności we mnie zasiałaś?
Acha, i co do rozstępów rada dla wytatuowanych mam: GDZIE BY TEN TATUAŻ NIE BYŁ, SMAROWAĆ GO I DBAĆ!!! Bo z obserwacji widzę, że w polskim społeczeństwie bywa z tym tematem jeszcze problem.
… smarować, smarować, smarować. Nic nie stracisz, a możesz zyskać. Reszta nie od ciebie zależy… To prawda, ja smarowałam się kremem LeMaadr Potrójnie działającym przeciw rozstępom. Jest to nowy krem, nie znałam go, ale przekonało mnie, że ma badania kliniczne. I jakie są moje spostrzeżenia: po nałożeniu skóra się nie klei, nie swędzi a przyjemnie pachnie. Krem jest wydajny i niedrogi.
@kruszyzna i Anonimowy
Ja też używam Rossmannowej oliwki Babydream- nie różni się jakością od innych „firmowych” oliwek, za to ceną zdecydowanie odstaje od nich na swój plus. Może jest trochę mniej wydajna. W obecnej ciąży miałam problem z suchością skóry, które jak ręką odjął zniknęły przy tej oliwce. Oczywiście stosuję też różne inne cuda wianki, ale oliwka sama w sobie sprawdza się po prostu. Świetna jest też żelowa oliwka Cien z Lidla, ale jej nie ma w stałym asortymencie sklepu. A, no i stosuję oliwki tylko na sobie, także nie wiem jak tam z oddziaływaniem na skórę niemowlaka.
A zdradzę jeszcze, że OKO Instytut (bez umlauów), którego opinie posiadają kosmetyki serii Babydream, ma opinię bezkompromisowego i nie biorącego w łapę, co swego czasu przekonało mnie do wypróbowania tej serii.
A ja polecam zwykły krem Nivea. Nie ten light, tylko zwykły, tłusty, w granatowym pudełku. Do tego masaż szorstka rękawicą.