Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Nowe oblicze terroryzmu

wt, 23 cze 2009 · Opublikowane w Życie...
-Kwa, kwa, kwa, kwa!!! – ryknęło moje dziecko na cały regulator, udowadniając tym samym, że kiedy bozia dawała ząbki, dziecię stało po dodatkowe pęcherzyki płucne. Natężenie decybeli powaliło kolejkę, na której końcu stałyśmy. Tłum zakołysał się jak drzewa pod naporem huraganu i skierował na mnie spojrzenia pełne wyrzutu. Koleja stała do kasy na stacji benzynowej. W niedzielę po południu połowa narodu postanowiła zatankować.
Odgłos paszczowy mojego dziecka niezbicie wskazywał na fakt, że gdzieś pomiędzy puszkami coli a płynem do spryskiwaczy znajdowała się kaczka. Rozglądnęłam się i zobaczyłam wielki kosz z pluszakami stojący, a jakże, na wyeksponowanym miejscu. Przy koszu stała dziewczynka w wieku wczesnogimnazjalnym i głaskała dużą pluszową żółtą kaczkę.
- Kwa, kwa, kwa, kwa?… – zapytało moje dziecko piszcząc w wysokim C i wskazując palcem na żółte zwierzę. Kolejka zatęskniła za stoperami.
Dziewczyna z kaczką podeszła do nas i podsunęła małej kaczkę pod nos.
- Masz, dziewczynko, zobacz, jaka milutka.
Dziewoję natychmiast zabiłam wzrokiem, ale widać siła rażenia mojego spojrzenia straciła nieco na wyrazie, bo gimnazjalistka cała i zdrowa oddaliła się, by kontemplować batoniki (odchudzamy się, co?). Po ptakach. Mała siedząc mi na rękach tuliła żółtego potwora z całych sił. Miękki był, nie powiem. Spojrzałam pod skrzydło – jasna cholera, 32 złote!
- Niunia, kaczka droga, innym razem kupimy.
- Ka, ka, ka!!!! – dziecko wyraziło podziw dla zwierza ocierając się ultradźwięki. Szyby w oknach zadrżały.
- Niunia, odkładamy kaczuszkę, potem kupimy.
- Nie!!!!
Kolejka spojrzała na mnie wzrokiem z przesłaniem typu "bierz tę kaczkę, durna babo, i wycisz dźwięk". Po piętnastu minutach (w czasie których dziecię kurczowo trzymało żółte straszydło i tuliło się doń ze wszystkich sił) dotarliśmy do kasy.
- Bierze pani kaczkę? – spytał sprzedawca z nadzieją.
Spojrzałam na moje dziecko, a ono wlepiło we mnie oczy dokładnie tak jak kotek ze Shreka.


 

- Tak, biorę – westchnęłam.
Czy mogłam nie ulec?
- Będziesz się jednak musiała nauczyć nie ulegać, inaczej pójdziemy z torbami – trzeźwo zauważył mój mąż, kiedy razem z nowym nabytkiem przekroczyłyśmy próg mieszkania.
Ma rację. Na razie mała świetnie sobie z nami radzi uskuteczniając tak zwany terroryzm przytuleniowy. Trzeba się na niego uodpornić, tylko jak?
Kaczka, tak jak przypuszczałam, po dwóch dniach podzieliła los żaby, pieska, misia i hipopotama. Słowem jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie i szczególnie to dziecka nie martwi.

Słowa kluczowe:

A Ty co myślisz?