Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Śliniak, śliniaczek, śliniaczysko

czw, 25 cze 2009 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta
Śliniak dla dziecka, który spełniłby oczekiwania rodzica, powinien mieć rękawy, golf, nogawki i jeszcze kaptur najlepiej. Wtedy mamy pewność, że nasza pociecha czymś się jednak nie uświni. Dzieci przejawiają w tym zakresie wprost niesamowity talent i są w stanie ufajdać się absolutnie wszystkim, a do tego zrobić to tak, żeby trzeba je było natychmiast przebrać. Śliniaczek przy jedzeniu jest absolutnie niezbędny, jeśli chcemy przynajmniej ograniczyć zakres zniszczeń, bo o całkowitym ich uniknięciu najczęściej nie ma mowy.
Jaki śliniaczek jest najlepszy?

  • Z CERATY! Rewelacja, jeśli chodzi o utrzymanie czystości. Wystarczy go opłukać pod kranem i gotowe. Nie trzeba prać, suszyć itp. Wystaczy mieć dwa na zmianę. Nie niszczy się (przynajmniej nie w tym tempie, co inne), nie szarzeje. Śliniak frote po jednym użyciu nadaje się tylko do prania. Po co tracić tyle czasu?
  • Dobrze jest też, jeśli śliniak ma z przodu kieszonkę, do której spływa niepożarte jedzenie. Z tego, co widzę, potrafi spływać naprawdę sporo. To dodatkowa ochrona dla dolnych partii ciała (jeśli nie chronimy, spodnie najczęściej też przebieramy).
  • Świetnie, jeśli ma rękawy. Moje dziecko (które notabene dorobilo się ostatnio ksywy "JA SAMA!") trenując trafianie łyżką do paszczy wykazuje jeszcze pewne niedociągnięcia w tej dziedzinie. Skutek – połowa obiadu wędruje na stolik. Ach, jakże przyjemnie zanurzyć rękawy w tym, co spadło, i rozsmarować po blacie! Dzięki śliniakowi z rękawami zaoszczędzisz na proszku do prania.
  • Śliniak powinien posiadać możliwie jak największą powierzchnię. Zawsze coś wycieknie i to w miejscu, gdzieśmy się tego najmniej spodziewali. Słynna PRL-owska nazwa "podgardle dziecięce" nie ma tu zastosowania. Prędzej kombinezon.

Życzyłabym sobie śliniaki z ochroną na nogi, ale oczywiście takich nie ma. Wszystkie inne parametry spełnia na przykład śliniak z IKEI:

Albo też taki, firmy A ku ku:

Mamy na stanie śliniak z rękawami (niestety ceratowo-frote, ale rękawy to jest to, naprawdę), ale mamy też dwa śliniaki Canpol Babies. Ceratowe z kieszonką. Służą nam dłuuuuuuuuugo. Polecam je.

Najważniejsze napisałam. Napisałabym więcej, ale idziemy przebrać kupę :)

2 odpowiedzi odnośnie posta “Śliniak, śliniaczek, śliniaczysko”

  1. Przydają się też jednorazowe śliniaki, ja mam Pyni- ok 15 zł za 15 sztuk. Korzystamy z nich na wyjazdach. Ceratowe z Canpola są rzeczywiście super. Spodobał mi się ten z rękawami, na pewno się przyda:)

  2. Hej! Rzeczywiście ceratowy z kieszonką najlepszy na świecie :) ja mam a ku ku, niestety od jakiegoś czasu nie mogę nigdzie upolować nowego. Te z Canpolu są zbyt szerokie – jak młoda się wierci lub grymasi, śliniak się przesuwa i odsłania wszystkie strategiczne powierzchnie i wtedy też na nic kieszonka :) Miałam też taki z rękawkami z Tesco jak córcia uczyła się jeść a przy okazji ząbkowała i po każdej łyżce marchewki wkładała paluszki do buzi rozmazując wszystko po twarzy, rękawach itp. Teraz przydaje nam się do malowania :) )) polecam i pozdrawiam!

A Ty co myślisz?