Po traumatycznym przeżyciu z chusteczkami peelingującymi do twarzy (o których napisałam tutaj) obiecałam sobie, że więcej kosmetycznego szitu lidlowego nie tknę. Bywa czasem tak, że życie stawia człowieka pod ścianą. Chusteczki dla niemowląt mi wyszły, do bankomatu daleko jak do Gdańska (a ja mam do Gdańska naprawdę daleko), czasu brak, a jedno z nielicznych miejsc, gdzie na mojej zapadłej pipidówie można płacić kartą, to właśnie ów nieszczęsny Lidl. Kupiłam, raz kozie śmierć, chusteczki dla niemowląt Cien.
.
.
Wybaczcie zdjęciowe lamerstwo. W sieci zdjęć nie uświadczyłam i trzeba było coś zmajstrować własnym sumptem. Chusteczki są, jak widać, używane. Z pewną taką nieśmiałością, że tak zacytuję reklamę (kto pamięta jaką? he he), sięgnęłam po nie i uratowałam memu dziecku pupę z kupy. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że mam w rękach naprawdę porządny produkt (nie mam tu na myśli produktu przemiany materii, choć on też był konkretny) za śmieszne pieniądze! W opakowaniu kosztującym 3,99 zł mamy 80 sztuk bardzo dobrych chusteczek, nieustępujących jakością Bella Happy, Bambino, Huggiesom czy Nivei! Z początku da się je nawet wyciągać pojedynczo. Gdzieś w połowie opakowania cała sprawa się rypie, ale i tak jest dobrze.
Za niecałe 4 zł otrzymujemy odpowiednio nawilżone, mocne, duże i znośnie pachnące chusteczki (mają taką lekko irytującą nutkę jak Dada z Biedronki, choć producent zapewnia, że fragrance free). Nic nie uczula, nic nie robi z tyłka jesieni średniowiecza (choć nieustannie zaznaczam, że mam dziecko delikatne acz niealergiczne). Czyszczą dobrze, spełniają swoją rolę i naprawdę do niczego nie można się przyczepić. No, może żeby bardziej stabilny był ten wariacik przy opakowaniu. Ten zamykacz-odmykacz. Bo mój szlag trafił na drugi dzień.
Dwa dni później pocwałowałam do Lidla po następne opakowanie (żeby mieć na zapas). Nie było. Wykupili, dranie. Teraz praktycznie codziennie chodzę i poluję. Jak się trafi, kupię pewnie ze trzy.
Za niecałe 4 zł otrzymujemy odpowiednio nawilżone, mocne, duże i znośnie pachnące chusteczki (mają taką lekko irytującą nutkę jak Dada z Biedronki, choć producent zapewnia, że fragrance free). Nic nie uczula, nic nie robi z tyłka jesieni średniowiecza (choć nieustannie zaznaczam, że mam dziecko delikatne acz niealergiczne). Czyszczą dobrze, spełniają swoją rolę i naprawdę do niczego nie można się przyczepić. No, może żeby bardziej stabilny był ten wariacik przy opakowaniu. Ten zamykacz-odmykacz. Bo mój szlag trafił na drugi dzień.
Dwa dni później pocwałowałam do Lidla po następne opakowanie (żeby mieć na zapas). Nie było. Wykupili, dranie. Teraz praktycznie codziennie chodzę i poluję. Jak się trafi, kupię pewnie ze trzy.
Podsumowanie:
Producent: eeee…? Made for Lidl in UE
Nazwa: Cien Soft & Clen Baby Wipes
Ocena w skali 1 do 6 – 5. Ale z plusem.


Kalendarz ciąży
