Wróciłam z roboty wieczorową porą (niech żyją drugie zmiany), zaglądnęłam do skrzynki e-mailowej i znalazłam tam niecodzienną informację. Przeczytałam parę razy i nie wiedziałam, jak się do tego odnieść. Poproszono mnie o poinformowanie was o czymś. Skąd moje wahanie? Otrzymałam poniekąd informację handlową. Można powiedzieć, że reklamę. Gdyby chodziło o buty, ciuchy czy Danonki, ręka by mi nie zadrżała przy naciskaniu klawisza delete. Ponieważ jednak sprawę uznałam za wartą uwagi, niniejszym donoszę, o co chodzi.
A chodzi o warsztaty dla dzieci i rodziców, które w dniach 18-19 lipca w godz. 12.00-16.00 odbędą się w centrum handlowym Arkadia w Warszawie. Warsztaty pod nazwą ABC pierwszej pomocy dzieciom w Arkadii. Warsztaty podzielono na część rodzicielską i część dziecięcą. Podczas gdy rodzice zdobywają wiedzę, dzieci, by tak rzec, poznają sferę medyczną poprzez zabawę. Ćwiczenia dla dorosłych podzielono na kategorie tematyczne:
- Zadławienie jako stan zagrażający życiu – objawy, schematy postępowania u niemowląt do 1 roku życia, u dzieci do 8 lat i u dorosłych
- Odmrożenia i oparzenia – stopnie, postępowanie w poszczególnych przypadkach, polecane lekarstwa
- Resuscytacja krążeniowo-oddechowa – co to jest, jak to robić w poszczególnych grupach wiekowych (dzieci od 1,5 roku życia do okresu dojrzewania i dzieci do 1,5 roku życia) oraz jak posługiwać się defibrylatorem AED
- Uszkodzenia naczyń krwionośnych – skaleczenia, rany, krwotoki, krwotok z nosa i ogólnie jak postępować w takich przypadkach
W informacji prasowej stoi, że:
Akcja jest bezpłatna. Odbędzie się w Arkadii na I piętrze przy ogródku restauracyjnym. Jej organizatorami są Arkadia oraz EDUKADO – Akademia Zabawy i Twórczego Rozwoju. Sponsorzy przygotowali na czas akcji specjalne oferty. Apteka Super-Pharm daje uczestnikom akcji rabaty na wybrane produkty dla dzieci, produkty przeciwoparzeniowe i materiały do apteczek. Sklep Bartek funduje zwycięzcom konkursów bony na swoje produkty, a Smyk użycza zabawek potrzebnych do przeprowadzenia warsztatów. Patronat medialny objął serwis eDziecko.pl , natomiast specjalnym partnerem akcji został Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie.
Czyli jest tak, że rodzic się może doszkolić, dziecko pobawić i poznać nowe dziedziny życia, a wszyscy wziąć udział w konkursie z nagrodami.
Dlaczego ta akcja wydała mi się ważna? Stoję na stanowisku, że każdy dorosły człowiek powinien być oparciem dla swojego dziecka. Truizm, wiadomo. Jeśli zajdzie taka potrzeba, powinien je umieć reanimować do skutku lub do przybycia lekarza.
Mam absolutnego świra na punkcie pierwszej pomocy. Wiele razy wyszukiwałam na stronach www informacji o tym, jak poprawnie przeprowadzić resuscytację. Pluję sobie w brodę, że na lekcjach przysposobienia obronnego w liceum rechotałam na tyłach klasy, kiedy moje koleżanki na innych koleżankach zmuszone były pokazywać sztuczne oddychanie. Na ocenę oczywiście. Manekina szkoła się nie dorobiła. Jakimś cudem ja nigdy nie pokazałam, albo tego nie pamiętam. Faceta, który zajęcia prowadził, sztywnego, emerytowanego wojskowego dzisiaj całowałabym po rękach. Przekazał nam mnóstwo wiedzy, którą ja kompletnie olałam. Bardzo, ale to bardzo teraz tego żałuję. Głównie dlatego, że od czasu liceum nie dane mi było przetrenować masażu serca raz jeszcze. No, nie liczę tutaj tak zwanego szkolenia w trakcie kursu na prawo jazdy, kiedy kilka razy ucisnęłam jakiegoś fantoma i usłyszałam, że "no, no, no, pani to naprawdę dobrze robi". Niesamowite. Nie chciałabym stanąć wobec konieczności ratowania życia drugiemu człowiekowi poprzez resuscytację. Jeśliby jednak tak się zdarzyło, chcę mieć odpowiednią wiedzę, by stanąć na wysokości zadania i po prostu nie dać się ponieść panice.
Uważam zatem, że każde działanie, które edukuje nas w dziedzinie pierwszej pomocy jest godne naświetlenia. Sama chętnie bym się na takie warsztaty wybrała. Od stolicy dzieli mnie jednak kilkaset kilometrów i sześć godzin jazdy pociągiem. Odpada. Czekam na podobną akcję we Wrocławiu. Proszę bardzo, zdjęcia nawet zrobię i zamieszczę na blogu.
Dlaczego ta akcja wydała mi się ważna? Stoję na stanowisku, że każdy dorosły człowiek powinien być oparciem dla swojego dziecka. Truizm, wiadomo. Jeśli zajdzie taka potrzeba, powinien je umieć reanimować do skutku lub do przybycia lekarza.
Mam absolutnego świra na punkcie pierwszej pomocy. Wiele razy wyszukiwałam na stronach www informacji o tym, jak poprawnie przeprowadzić resuscytację. Pluję sobie w brodę, że na lekcjach przysposobienia obronnego w liceum rechotałam na tyłach klasy, kiedy moje koleżanki na innych koleżankach zmuszone były pokazywać sztuczne oddychanie. Na ocenę oczywiście. Manekina szkoła się nie dorobiła. Jakimś cudem ja nigdy nie pokazałam, albo tego nie pamiętam. Faceta, który zajęcia prowadził, sztywnego, emerytowanego wojskowego dzisiaj całowałabym po rękach. Przekazał nam mnóstwo wiedzy, którą ja kompletnie olałam. Bardzo, ale to bardzo teraz tego żałuję. Głównie dlatego, że od czasu liceum nie dane mi było przetrenować masażu serca raz jeszcze. No, nie liczę tutaj tak zwanego szkolenia w trakcie kursu na prawo jazdy, kiedy kilka razy ucisnęłam jakiegoś fantoma i usłyszałam, że "no, no, no, pani to naprawdę dobrze robi". Niesamowite. Nie chciałabym stanąć wobec konieczności ratowania życia drugiemu człowiekowi poprzez resuscytację. Jeśliby jednak tak się zdarzyło, chcę mieć odpowiednią wiedzę, by stanąć na wysokości zadania i po prostu nie dać się ponieść panice.
Uważam zatem, że każde działanie, które edukuje nas w dziedzinie pierwszej pomocy jest godne naświetlenia. Sama chętnie bym się na takie warsztaty wybrała. Od stolicy dzieli mnie jednak kilkaset kilometrów i sześć godzin jazdy pociągiem. Odpada. Czekam na podobną akcję we Wrocławiu. Proszę bardzo, zdjęcia nawet zrobię i zamieszczę na blogu.



Kalendarz ciąży

Uczestniczyłam w takim kursie w Poznaniu: http://blog.pikinini.pl/2008/kurs-pierwszej-pomocy/
Uważam, że takie ćwiczenia powinny być obowiązkowe dla wszystkich, może na kursach przedporodowych, na maturze?
I ja mam podobne odczucia… Normalnie boję się swojej niewiedzy a suche informacje z gazetek czy internetu to za mało…
Potrzebne sa takie akcje i powinno ich być dużo, dużo więcej w każdym większym mieście… sama z chęcią bym poszła posłuchać, poćwiczyć… żeby mieć ten komfort psychiczny, tą pewność, że będe wiedziała co zrobić… bo teraz to tylko panika i wzywanie pogotowia…
Zorientuj się, czy u Ciebie PCK nie robi takich kursów. Czasem działają Harcerskie Grupy Ratownicze, które też organizują takie kursy. Oczywiście nie nastawione na dzieci, tylko ogólne. Ale taki PCKowski kurs to jeden weekend i poznajesz najważniejsze rzeczy a dodatkowo ćwiczysz, ćwiczysz i ćwiczysz.