Najdurniejsze mity na temat karmienia piersią
- Jeśli twoje piersi w pierwszej dobie po porodzie po naciśnięciu nie tryskają fontanną pokarmu, to znaczy, że dziecko trzeba dokarmiać (nic tak skutecznie nie zabija laktacji, jak dokarmianie od chwili narodzin, a konia z rzędem temu, komu tryskało).
- Jeśli masz nawał w 3-5 dobie po porodzie i nie odciągniesz mleka laktatorem, to trzeba ciąć pierś (ergo cięcia nie unikniesz, bo kto karmi, to wie, że im więcej odciągasz, tym więcej się produkuje)
- Dziecko karmione piersią trzeba dopajać, inaczej się odwodni (mleko zapewne dostaje w stanie stałym czy co…).
- Po dziewięciu miesiącach pokarm matki staje się dla dziecka trujący.
- To samo w wydaniu płciowym: należy koniecznie odstawiać od piersi chłopców po dziewięciu miesiącach karmienia, ponieważ obecność hormonów żeńskich w mleku sprawia, że w przyszłości mogą się u nich ujawnić preferencje homoseksualne (skoro tak, to należałoby założyć, że 50% mężczyzn to zakamuflowani geje).
- Matka nie może karmić, jeśli ma gorączkę lub jeśli jest przeziębiona (to jedna z najczęstszych bzdur. Właśnie powinna wtedy karmić, bo przeciwciała zawarte w mleku uodparniają jej dziecko).
- Małe piersi – mało pokarmu, duże piersi – dużo pokarmu (jestem żywym zaprzeczeniem tej tezy. Można mi było przygotować taśmociąg maluszków, tyle miałam pokarmu, a biust, delikatnie mówiąc, nie z tych największych).
- Karmienie na żądanie sprawi, że wychowamy sobie domowego dyktatora, trzeba zatem noworodki karmić co 3 godziny (nawet nie będę komentować).
- Od szóstego miesiąca życia dziecko koniecznie trzeba dokarmiać (można, ale to nie oznacza, że bezwzględnie trzeba).
- Jeśli dziecko chce jeść częściej niż 3 godziny, to znaczy, że masz bezwartościowy pokarm (ustalmy: pokarm matki NIGDY nie jest bezwartościowy dla dziecka. Zawiera wszystkie niezbędne składniki odżywcze w optymalnej ilości. Jeśli czegoś tam nie ma w pożywieniu matki, to do pokarmu "kierowane" są substancje kosztem jej własnego organizmu).
- Dzieci karmione piersią wolniej się rozwijają.
- Żeby mieć dużo pokarmu, trzeba pić dużo mleka. W wersji okrojonej – trzeba pić bawarkę (kto nie lubi lub nie może pić ze względu na skazę białkową u dziecka, ma przechlapane).
- Szczupła kobieta ma chude (czytaj: bezwartościowe) mleko.
- Kiedy piersi stają miękkie, to znaczy, że pokarm się kończy (piersi ZAWSZE stają się miękkie po kilku miesiącach, taka jest ich natura po ustabilizowaniu się laktacji. Pokarm tak czy siak produkowany jest na bieżąco. Na tej zasadzie, nigdy nie da się odciągnąć pokarmu do zera. Jak długo odciągasz, tak długo piersi go produkują).
- Dzieci odstawione od piersi w 7. miesiącu są najiteligentniejsze (moje odstawiłam z konieczności w ósmym. Czyli co? Najlepsze mnie ominęło?)
- Jeśli dziecko płacze, to znaczy, że masz za chude lub za tłuste mleko (mleko matki NIGDY nie jest za chude lub za tłuste. Zawsze zawiera tłuszczu w sam raz, niezależnie od tego, jak ta matka się odżywia).
- Mój faworyt: chłopcy długo karmieni piersią mają skłonności samobójcze (o dziewczynkach ani słowa? Jestem rozczarowana).
- Nie wolno karmić dziecka po kilkudniowej przerwie, bo mleko w piersi zdążyło się zepsuć (zsiadłe się zrobiło, cholera, czy jak??).
- Jak mleko skończy się w piersi, to nie ma sensu, żeby dziecko nadal ją ssało (po pierwsze póki dziecko ssie, pokarm się produkuje, po drugie – JAK rozpoznać, że mleko się skończyło??).
- Po sześciu miesiącach pokarm matki staje się dla dziecka bezwartościowy (więc jeśli nadal przybiera na wadze, to trzeba krzyczeć "cud! cud!").
- Jeśli dziecko ma zielone kupy, to mleko w piersi jest za zimne (tak. No to włóż cyc do mikrofali i podgrzej, w czym problem…).
- Używanie laktatora powoduje raka piersi (no, to można mnie zacząć żegnać).
- Piersi należy przed każdym karmieniem przecierać spirytusem, a co najmniej umyć (krótko – bzdura).
- Karmienie piersią sprawia, że nie można zajść w ciążę (no, ja znam takich, którzy w to święcie wierzyli. Trójka dzieci w odstępie jednego roku każde. I przy każdym byli zdziwieni, bo przecież karmiła piersią i nawet miesiączki nie było).
- Jeśli karmisz dziecko dłużej niż 15-20 minut, to soki trawienne dziecka zniszczą ci brodawkę (moje brodawki są całe. Wniosek: dziecko zapewne nie miało soków trawiennych…).
- Jak długo karmisz piersią, dziecko będzie miało krzywe nóżki (a raciczki mu nie wyrosną? Ciekawe..).
- Pokarm matki może być dla dziecka trujący (to dlaczego ród ludzki nie wyginął jak mamuty?)
- Jak dziecko płacze po ssaniu piersi, to trzeba je koniecznie napoić glukozą (powodów płaczu może być setki z mokrą pieluchą i kolką na czele, no ale tę glukozę to tak czy siak zapodać, zapodać…).
- No i jeszcze hit mojej współspaczki w szpitalu – nie będzie karmiła piersią (urodziłyśmy tego samego dnia w odstępie godziny), bo za dwa tygodnie idzie na dyskotekę i cycki muszą ładnie wyglądać.
Wszystkie bajery, które przedstawiłam powyżej, w jakiś sposób mogą zaważyć na decyzji karmienia rzadziej lub odstawienia od piersi zupełnie. Ja sama gratuluję sobie wyboru szpitala, gdzie kompetentne i skore do pomocy położne wytłumaczyły jak krowie na rowie, że jeśli nie mam nawału w trzeciej dobie po porodzie i nie czuję, żeby coś mi leciało, to nie znaczy, że dziecko się nie najada. Mam trzymać przy piersi do oporu, a jeśli zechce jeść za godzinę, to znowu przystawić. Wpojono mi tam, że najlepszą metodą na dużą ilość pokarmu jest po pierwsze jak najszybsze rozpoczęcie karmienia (karmiłam pół godziny po wyjęciu jej z brzucha, dosłownie parę minut po założeniu szwów po cesarce!), po drugie jak najczęstsze przystawianie do piersi. Dobrze, że to powiedziały. Nawał pojawił się u mnie w 10-11 dobie po porodzie i "nawałem" był jedynie z nazwy. Nie przeszkodziło to mojemu dziecku odpowiednio przybierać na wadze i prawidłowo się rozwijać. I ostatnia rzecz – pokarm rodzi się w głowie. Niestety, to tak jak z samooceną, ona też pochodzi spod czaszki. Jeśli się nie lubisz, zawsze wydasz się sobie za gruba/za chuda/z za małym lub za dużym biustem, niezależnie od tego, co na siebie włożysz. Jeśli nastawisz się na to, że CHCESZ karmić piersią, powinno się udać. Oczywiście nie każdy ma tyle szczęścia, żeby karmić dziecko przez rok lub dłużej. Ja nie miałam. W obronie karmiących butelką – w następnej notce
Znacznie dłuższa lektura na temat mitów karmieniowych tutaj.
Z tymi mitami nie mialam do czynienia poza jednym jedynym – odnośnie zachodzenia w ciążę… ale oczywiście w pełnym uświadomieniu i obśmianiu koncepcji bo i owszem można karmiąc w ten sposób się zabezpieczać przed ciażą ale trza by było karmić ciągle i nieprzerwanie, w równych odstępach czasu i w dzień, i w nocy – no się nie da… chyba, że sie cyborgiem jest…
Ja chciałam karmić piersią ale powrót do szpitala z tygodniowym dzieckiem, stres i nakaz sztucznego karmienia w tym czasie – skutecznie mi pokarm naturalny odjęły… Chcialam a nie miałam…
Czytałam, że pełna ochrona przed zajściem w ciążę jest tylko podczas pierwszych dwunastu tygodni po porodzie. Potem może wystąpić owulacja. I ważne jest, jak piszesz, kiedy się karmi, jak regularnie i ile dziecko wypija (to też się liczy). Nie do zbadania. Dlatego lekarze uważają, że po dwunastym tygodniu po porodzie trzeba stosować jakieś metody antykoncepcji, żeby zajścia w ciążę uniknąć (nie ważne czy naturalne czy sztuczne, trzeba się pilnować, ot co).
Odnośnie Twojej sytuacji karmieniowej jest mój kolejny wpis. Wpłynęłaś na mnie inspirująco
Fakt, że zielona kupa wskazuje na zimne mleko jakoś mi umknął, a szkoda;)
A koleżankę, która chciała sobie na dyskotekę wyskoczyć to bym jednak rozgrzeszyła – przynajmniej uczciwie postawiła sprawę, że woli lecieć na dyskotekę niż z dzieckiem przy cycku siedzieć. Chociaż, gdyby trochę pokarmiła, to mogłaby liczyć na dobre rwanie na duże cycki… Ech, bezmyślność.
Ja tak troszkę poza tematem, ale z prośbą o notkę znów – temat: dieta mamy karmiącej. Bo nieco mnie przytłoczyła myśl, że wszystkie dobrodziejstwa świąteczne mnie mogą ominąć (termin: 28 grudnia, no ale wiadomo…)
PS. Tak, jem orzechy, cytrusy i czekoladę teraz, na zapas, żeby mi szkoda nie było…
Notka będzie, zapisałam
Już kiedyś coś tam skrobnęłam na ten temat, ale czas na odświeżenie, faktycznie
Tymbardziej że to dość drażliwy temat. Ile głów, tyle teorii.
Ogromnie dziękuję. Zwłaszcza, że mam teraz (38 tc) nawał telefonów od doświadczonych mam, które „stawiają mnie pod tablicą” i przepytują z przygotowania do nadejścia dnia ZERO oraz z wiedzy na temat karmienia i pielęgnacji. I tylko raz usłyszałam „jedz, co chcesz, ja nie jadłam prawie nic, a i tak się skończyło dietą eliminacyjną i kolkami”.
tak naprawdę nie ma reguły. Wszystko trzeba przetestować. Ograniczanie się do gotowanego kurczaka, ziemniaków i marchewki nie ma żadnego sensu. Czas o tym napisać. 38t? Ups, muszę podgonić
Dziękuje z calego serca za ta strone. moja tesciowa byla wielce zdziwiona gdy preczytalam jej o zielonej kupce-zimne mleko, o goraczce i nie karmieniu, i to sine mleko ktore mi „wypominala” od urodzenia Matyldy.
dzieki
zaliczyla zdziwko
Zimne mleko rządzi:)
Mi jakaś znajoma kiedyś przy mężu mówiła, że muszę pić dużo mleka, żeby mieć dużo pokarmu, na co mąż odparł „a krowa mleka nie pije”;)
Mi tryskało mleko w pierwszej dobie od porodu
czekam na mojego konia z rzędem
większych głupot dawno nie słyszałam ;P chociaż karmię butelką odkąd Jula skończyła 2 miesiące to czasem się zastanawiam kto wymyśla te wszystkie mity zarówno o karmieniu piersią jak i o karmieniu butlą ….żal po prostu…
„Mi jakaś znajoma kiedyś przy mężu mówiła, że muszę pić dużo mleka, żeby mieć dużo pokarmu, na co mąż odparł „a krowa mleka nie pije”;)”
Fantastyczne! Pozdrowienia dla męża.
Ale mit o bawarce wciąż jest utrzymywany. I ten o rzekomej antykoncepcji. Reszta przeminęła z wiatrem. Raczej. Przynajmniej mam nadzieję
Jedna rzecz mnie tylko zdziwiła, co ma co 3 godzinne karmienie do szkodzącego mitu. W pierwszych dniach oczywiście karmienie na żądanie musi być, ale potem to się samo reguluje. I jeśli nie mówimy o fazie wzrostu, to tak ok co 3 godziny karmi się piersią. Dla niezdyscyplinowanych to wskazówka, by nie przeoczyć. Poza tym jeśli zbliża się pora karmienia a dziecko płacze, to już oczywistym jest, że karmić trzeba. Noc oczywiście ma inne prawa.
bo kolki nie zaleza od tego co jesz,ja pilam piwa,cole palilam[ zawsze po karmieniu by to sie przetrawilo w ciagu paru godzin jak dziecko spi,a potrafilo spac ok 8 h w dzien,w nocy tylko raz sie budzilo a wtedy jadlo jak dzikie] takze to jak los na loterrii ;] poprostu moje dziecko bylo zlote,zero kolek,raz sie budzilo w ciagu doby i wtedy pilo nie powiem z 4 h ? ale dla mnie to byla przyjemnosc ;DDD moim bledem bylo tylko to,ze nie odciagalam pokarmu w miedzy czasie jak spalo i pokarm mi szybko zanikl