Poczytaj mi, mamo. NATYCHMIAST!
Ryp! Czuję uderzenie w potylicę. Facet, który mnie goni, jednak mnie dopadł (nic dziwnego, biegnę, jakbym miała na nogach betonowe skarpetki) i solidnie mi przywalił. Sen jest wyjątkowo realistyczny, bo ból czuję naprawdę. Ryp! Uderzenie po raz drugi.

Nasza broń masowego rażenia w komplecie
- Mama! – woła facet głosikiem ewidentnie przedmutacyjnym. – Mama!
Ryp! Po trzecim ciosie wreszcie otwieram oczy. Moje dziecko po raz kolejny postanowiło obudzić mnie za pomocą literatury. Tym razem postawiła na większy kaliber i potylicznie zapodała mi wiersze Brzechwy.
Takie pobudki zdarzają się często, a dziecię jest uzbrojone po zęby, ponieważ nasz arsenał książeczkowy wynosi, jak policzyłam wczoraj, dziewiętnaście sztuk.

Nasza broń masowego rażenia w komplecie
Czytamy namiętnie, obłędnie i godzinami. Naprawdę, nie zdawałam sobie sprawy, że dziecko, które ma rok i cztery miesiące jest w stanie przez bite półtorej godziny (!) skupić się na jednej czynności. Kładziemy się na łóżku, obstawiamy książeczkowym murem i czytamy, czytamy, czytamy. Po piętnaście razy te same książeczki i od nowa. Przerywamy, coś tam zjemy, wyprowadzimy kundla na się odlanie i znów czytamy.
Gdybym miała utworzyć jakąś toplistę czytelniczą, to hity mamy trzy. Licząc od końca bajka o owieczce, w której są beznadziejne rymy częstochowskie, a tekst tak toporny, że aż zęby bolą. Sama sobie zrobiłam kuku, bo książeczkę kupiłam w jakimś kiosku przy okazji zaopatrzenia się w lekturę dla siebie. Dziecko te koszmarne strofy o owieczce uwielbia. Na drugi miejscu są wiersze Brzechwy, które stały się przyczyną moich porannych bólów głowy. Wierszy oczywiście nie czytamy w całości – dziecko jest jeszcze za małe – ale te krótsze wchodzą nam zupełnie gładko. Książka jest przy okazji wprost obłędnie kolorowa, co się chwali. Hit hitów to Okulary Juliana Tuwima. Potrafimy ich szukać razem z panem Hilarym po siedem razy pod rząd i za każdym razem okazujemy radość z powodu odnalezienia pechowego gadżetu.
Jesteśmy zatem marzeniem organizatorów akcji Cała Polska czyta dzieciom. Wyrabiamy 300% normy. Dobra, koniec. Klawiaturę zasłonił mi właśnie Miś w lesie.
Gdybym miała utworzyć jakąś toplistę czytelniczą, to hity mamy trzy. Licząc od końca bajka o owieczce, w której są beznadziejne rymy częstochowskie, a tekst tak toporny, że aż zęby bolą. Sama sobie zrobiłam kuku, bo książeczkę kupiłam w jakimś kiosku przy okazji zaopatrzenia się w lekturę dla siebie. Dziecko te koszmarne strofy o owieczce uwielbia. Na drugi miejscu są wiersze Brzechwy, które stały się przyczyną moich porannych bólów głowy. Wierszy oczywiście nie czytamy w całości – dziecko jest jeszcze za małe – ale te krótsze wchodzą nam zupełnie gładko. Książka jest przy okazji wprost obłędnie kolorowa, co się chwali. Hit hitów to Okulary Juliana Tuwima. Potrafimy ich szukać razem z panem Hilarym po siedem razy pod rząd i za każdym razem okazujemy radość z powodu odnalezienia pechowego gadżetu.
Jesteśmy zatem marzeniem organizatorów akcji Cała Polska czyta dzieciom. Wyrabiamy 300% normy. Dobra, koniec. Klawiaturę zasłonił mi właśnie Miś w lesie.