Nosidełko czy chusta?
Ha! Oto jest pytanie, że tak zacytuję jednego takiego, który twierdził, że źle się dzieje w państwie duńskim. W naszym państwie też z zasady za różowo nie jest, ale tematy polityczne odstawiamy na bocznicę, a wzrok kierujemy na kolejne zagadnienie, któremu rodzic-debiutant poświęca swą uwagę. Jeśli ma brzydki zwyczaj obgryzać paznokcie, to pewnie wygląda teraz jak Wenus z Milo, bo problem bagatelny nie jest, a chcemy wszak dla naszych dzieci jak najlepiej. Nosidełko czy chusta?
Ech, zacznijmy od nosidełek. Są ich, z grubsza rzecz biorąc, dwa rodzaje. Miękkie i usztywniane. Są też takie, które zapewniają podpórkę pod głowę dziecka i takie, które jej są pozbawione.
Czy to ma znaczenie? Oczywiście. Jeśli podpórka jest, możemy do nosidełka wpakować już takie dziecko, które potrafi prosto trzymać główkę. U różnych dzieci różnie to bywa. Moje bywało w nosidełku od trzeciego miesiąca życia. Bywało rzadko i nienotorycznie. Bo nosidełko (i chusta zresztą też) po to właśnie zostało wymyślone, żeby umożliwić rodzicowi przemieszczenie się z potomkiem bez potrzeby taszczenia ze sobą wózka. Ja na ten przykład korzystałam z nosidełka, kiedy przyszło mi wyskoczyć po jakieś małe zakupiątko, do przychodni lub na pocztę. Znoszenie ciężkiego wózka po schodach, żeby wyjść na 10-15 minut, mijało się z celem. Na początku myślałam, że będę brała dziecię do nosidełka, psa na smycz i tak sobie będziemy dłużej spacerować i zażywać tlenu, ale szybko okazało się, że ani dla dziecka nie jest to wygodne, ani dla mnie. Kręgosłup wysiada. Nosidełko najlepsze jest do celów doraźnych.
Jakie ja miałam? Usztywniane z podpórką na główkę. Bardzo polecam to rozwiązanie. Daje zdecydowanie więcej możliwości. Nosidło służyło nam naprawdę długo, zdarzało mi się nosić jeszcze ponadroczne dziecię (na dobrą sprawę dopiero niedawno zarzuciłam tę metodę poruszania się po mieście). Można pociechę umieścić i od strony rodzicielskiego brzucha, i od pleców.
Wady nosidełka? Widzę jedną, która mnie wprawia w stan niezwykłej irytacji. Większość nosidełek sprawia wrażenie, jakby były przewidziane dla matek mających ponad dwa metry wzrostu. Koszykarki i siatkarki na pewno byłyby zadowolone, ale mnie z równowagi wyprowadza fakt, że nóżki dziecka majtają mi się gdzieś w okolicy moich ud w kierunku kolan. I tak było po skróceniu pasków do maksimum. Popatrzcie na kobietę, towarzyszkę faceta ze zdjęcia powyżej – ta sama sytuacja. Efekt jest taki, że nóżki dziecka trzeba po prostu przytrzymywać, bo delikatnie mówiąc komfortowe to nie jest.
Marudzę? Oj, Boże, może i marudzę, ale w nosidło inwestujesz około 150 zeta. Musisz być świadomy wad i zalet.
Taki sprzęt do noszenia ma natomiast kilka walorów nie do pogardzenia.
- Po pierwsze, nie musisz kombinować, jak je zawiązać – obsługa jest prosta jak konstrukcja cepa.
- Po drugie jest lekkie i szybkie w użyciu.
- Po trzecie często posiada rozmaite kieszonki i schowanka, które są na wagę złota, jeśli w taki gadżet pakujesz dzieciaka i wyruszasz do miasta, a nie chcesz mieć niepotrzebnie zajętych rąk.
Bardzo dobrym (głównie z myślą o rodzicielskim kręgosłupie), ale znacznie droższym i dla starszych dzieci rozwiązaniem jest nosidełko… turystyczne.
Komfort dla dziecka nieporównywalnie większy. Dla rodzica zresztą też. Sprawdziłam na sobie. Właściwie na mężu. Na wyprawy do miasta (i w plener) gorąco polecam, jeśli nie chcesz taszczyć wózka do różnych środków lokomocji (a z tą pomocą ludzką to różnie bywa, czasem nikt tyłka nie ruszy, żeby ci pomóc wnieść wózek).
To może jednak chusta?
O chuście myślałam swego czasu nawet dosyć intensywnie, ale ponieważ nosidełko po prostu mi podarowano, nie widziałam sensu wydawania kolejnych pieniędzy na samą zmianę opcji.
A jest co wydawać. Średnia cena chusty to 150 zł. To irytuje. Zwłaszcza że chustę tak naprawdę można zrobić samemu, trzeba tylko dysponować bardzo dobrej jakości przewiewnym materiałem i odrobiną inwencji twórczej. Wówczas koszt "produkcji" będzie kilkakrotnie niższy.
Kolejna wada takiego rozwiązania to sposób nakładania tego ustrojstwa. Ci, co sami chust używają, twierdzą, że nic prostszego, ale ja raz po raz napotykam się na wypowiedzi rozmaitych osób, które pytają, jak to cholerstwo wiązać?
Zalet chusty widzę kilka.
- Po pierwsze można w niej nosić już jednomiesięczne maluchy. Wszystko zależy od sposobu wiązania i tutaj pole manewru jest znacznie szersze niż w przypadku nosidełek.
- Po drugie można motać chustę na najróżniejsze sposoby, dzięki czemu dziecko nie podróżuje w jednej ustalonej z góry pozycji.
- Po trzecie pozycja zajmowana w chuście jest bardziej, hmm, ergonomiczna dla dziecka. Bliższa naturze.
- Po czwarte chusta występuje w tak wielu barwach i wzorach, że oprócz środka transportu może stanowić wspaniałe uzupełnienie stroju i po prostu ozdobę.
- Po piąte chusta jest przewiewna i ta zaleta szczególnie uwidacznia się podczas upałów. Dziecko w nosidełku potrafi się jednak mocno spocić.
- Po szóste dziecko w chuście siedzi wyżej niż dziecko w nosidełku. To ma ogromne znaczenie dla kręgosłupa "nosiciela".
Ponieważ nosidełko, które mam, szlag raczył trafić, kwestia wyboru tej opcji lub opcji chuścianej stoi przede mną otworem, gdyby mi przyszło jeszcze raz się zadziecić. Co wybrałabym? Najchętniej i to, i to. Chustę na pierwszy rzut, kiedy młodę jeszcze jest na nosidełko za małe. Nosidełko w dalszej kolejności z wrodzonego mi lenistwa i tendencji do wygodnictwa. Nie wiążę, nie kombinuję, nie myślę, tylko zakładam i wio. Jak znam życie, to na dwie pieczenie przy jednym ogniu po prostu nie starczy kasy.
To moje zdanie. Jeśli jednak czyta tę notkę ktoś, kto z chustami miał do czynienia więcej niż ja (bo ja zbadałam sprawę od strony teoretycznej, praktyka nie była mi dana), to zachęcam, by dla dobra przyszłych pokoleń zostawił swoje trzy grosze w komentarzu. Jeśli ktoś chce coś dodać na temat nosidełek, to również zapraszam.










Przede wszystkim dziecko nie powinno wisieć, dlatego nosidła w których jest zawieszone w kroku są zwyczajnie szkodliwe. Powinno siedzieć jak „żabka”, wtedy jest bezpiecznie. Dziecko powinno się nosić w stronę rodzica a nie świata (właśnie po to aby nie musiało wisieć). Zawieszone do świata ładnie wygląda marketingowo ale zdrowe nie jest. A przytulone do rodzica w dalszym ciągu może obserwować otoczenie a kiedy się zmęczy może się przytulić i usnąć. Nosidło czy chusta? Komu wygodniej ale jeśli nosidło to ergonomiczne aby nie zaszkodzić dziecku.
Nosidlo sluzy glownie do przemieszczania sie a chusta? W domu tez potrzebne sa wolne rece. Z dzieckiem w chuscie mozna sprzatac, wrzucic rzeczy do pralki itp. Jakos nie widze w tej roli nosidla. Sa dzieci, ktore same nie beda lezaly (bo nie) albo wymagaja ciaglej uwagi. Chusta powoduje, ze matce „nie odpadaja rece”.
Przetestowalam na sobie zwykla bawelniana kange (taka afrykanska) na 8-14 (bo tyle sie nim zajmowalam) mies. chorym dziecku. Nieoceniona.
Ja miałam chustę kółkową – takie chustowe rozwiązanie dla leniwych. Sprawdziła się całkiem nieźle, zwłaszcza na początku, kiedy nie wolno mi było dźwigać ciężarów (po cesarce) i taszczenie wózka po schodach nie wchodziło w grę. Gdybym jednak miała drugi raz wybierać, kupiłabym chustę wiązaną – zdecydowanie wygodniejsza i bardziej ergonomiczna tak dla malucha, jak i dla mamy. Myślę, że to wystarczający powód, żeby nauczyć się ją wiązać.
Nosidła jakoś od początku nie przypadły mi do gustu. W większości dziecko wisi całym ciężarem na pachwinach ud, co nie jest dobre dla stawów biodrowych i dla kręgosłupa. Z tego co zaobserwowałam, usztywnienie pod główkę z reguły niewiele daje – wielokrotnie widziałam śpiące w takich ustrojstwach noworodki, którym głowa zwisała bezwładnie gdzieś na bok. Ja sama bym się po takim spaniu czuła nieźle połamana, a co dopiero taki maluch. Moim zdaniem nosidełko to rozwiązanie dla dzieci trochę jednak starszych, samodzielnie trzymających główkę, a i tak nawet wtedy nie powinno być nadużywane.
I tu właśnie chusta ma nad nosidłem przewagę – dzięki możliwości zapewnienia dziecku różnorodnych, naturalnych pozycji ciała, może być używana znacznie częściej i przez dłuższy czas.
Jedyne nosidła, które mnie przekonały (chciałam nawet kupić) to nosidełka Mei Tai – w takim urządzonku dziecko siedzi, a nie zwisa na wrzynającym się w pachwiny kawałku materiału.
Witam!Moja babcia(i jej liczne rodzeństwo)było noszone w chustach(a raczej w czymś na kształt koca lub przescieradła),moja mama również była chustowana:)jak łatwo się domyśleć,ja również.
Teraz jestem w ciąży i nie wyobrażam sobie innego trasportu dla mojego dziecka.Chusta jest z nami od pokoleń,i bardzo sie z tego ciesze:)
Ja nie byłabym taka pewna co do chusty. Jednak jestem zwolenniczką nosidełek. Pierwsze dziecko nosiłam w nosidełku…przy drugim dostalam chuste w prezencie, wiec zaczelam nosic dziecko wlasciwie od pierwszego miesiaca w chuscie. Jednak kiedy Maksiu mial 3,5 miesiaca wróciłam spowrotem do nosidełka- dlaczego?:
1. Przede wszystkim jest ono wygodniejsze w obsłudze. Prowadze dosyć szybki tryb życia, więc zalezało mi na czasie. Wiazanie chusty było dosc niewygodne. A wlozenie dziecka do nosidelka jest naprawde szybkie i wrecz-banalnie proste:)
2. w nosidelku ciezar rozklada sie rownomiernie. -dzieki temu ominely mnie bole kregoslupa…
3. Pozycja żabki- to wlasnie w nosidelku Maksiu trzyma odpowiednio szeroko nozki. W chuscie zawsze łączył nóżki, bo nie byla ona odpowiednio usztywniona. Nosidełko jest szerokie i dzieki wypełnieniu pozycja żabki jest cały czas utrzymana.
Ja jestem naprawde bardzo zadowolona z nosidełek! I wszystkim gorąco polecam:)
Pozdrawiamy
Karo wszystko co napisałaś o noszeniu w chuście wynika z tego, że źle musiałaś ją wiązać. To właśnie chustę można dokładnie dociągnąć i dopasować do danego malucha. To właśnie w chuście można uzyskać prawidłową żabkę – poprzez odpowiednie zawiązanie jej a nie żadne usztywnienia.
W chuście odpowiednio zawiązanej ciężar zawsze rozkłada się równomiernie a dziecko nie „lata” i nie ma luzów jak w nosidle.
Wiem, że nosidło szybsze i łatwiejsze w obsłudze ale niestety niezdrowe i niedobre dla dzieci, a to że tak jest wychodzi dopiero po wielu wielu latach więc naprawdę warto podejmować wysiłek dla zdrowia i przyszłości naszych maluchów.
Na jakiej podstawie uważasz, że nosidełka są niezdrowe dla dzieci? Ja rzetelnie przeanalizowalam wszelkie plusy i minusy nosidelek, konsultowalam sie tez z lekazem i pytalam,czy moge uzywac nosidelka. Nie mial nic przeciwko temu. Wrecz zachecal. (Nie mowil tez,ze chusty sa zle-jednakze wspolnie ustalilismy,ze nosidelko ergonomiczne bedzie rownie dobre dla dziecka, a dla mnie wygodniejsze)
Poza tym, nosidelko, ktore posiadam ma pozytywna opinię Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Nie uwazam wiec,zebym zrobila krzywde moim dzieciom. Byly i sa badane, i rozwijaja sie prawidlowo!
Przypominam tez, ze nie tylko chuste mozna dociagnac i dopasowac do malucha- to samo osiagnac mozna dzieki regulacji nosidelka. Wszelkie luzy równiez mozna zredukowac dzieki regulacji. O pozycji żabki juz pisalam-zostala ona utrzymana (i nie byly to twarde usztywnienia, tylko wypelnienie -ergonomicznego- nosidla)
W dalszym ciagu popieram nosidla.
Ja chciałam mieć wiązaną chustę, ale jak zobaczyłam ceny, to się przestraszyłam. Odkupiłam od koleżanki taką „jednostronną” z kółkiem, ale nie bardzo umiałam w niej dziecię ułożyć. Nosidełko dostałam, używam czasem, bo łatwo się wkłada jak już zauważyliście. A w końcu sama „zrobiłam” sobie chustę, bo zaszła konieczność i okazało się, że wcale nie jest tak trudno ją zawiązać! Wystarczyło zajrzeć na chustomanię.pl i już podwójny krzyż umiałam zawiązać. Sporo filmików też można znaleźć, trzeba tylko spróbować i wiązanie już nie zajmuje mi więcej czasu niż zakładanie nosidła, które jest dużo mniej wygodne dla mojej kluseczki. Jedyny minus, to nie znam się na materiałach i jak poprosiłam w sklepie o coś co by się nadawało, to babeczka sprzedała mi zbyt śliski materiał, więc muszę co jakiś czas poprawiać /:ale teraz kupię lepszy d;
Najlepiej mieć właśnie chustę i nosidełko, to można szaleć i wybierać (; Chusta wg. mnie lepsza, ale nosidełko też ma plusy, nie potrafię wybrać.
Pozdrawiam
C.
Moiim zdaniem:
1/ to, że chusty są z nami od pokoleń to słaby argument – czy zwolennicy chust używają szczoteczek do zębów ze świńskim włosiem?
2/ niewątpliwie usadowienie zbyt małego dziecka do kiepskiego nosidełka czyni krzywdę, ale ciekawy jestem jaki procent użytkowników chust wiąże je prawidłowo.
3/ nikt mnie nie przekona, że chusta jest bardziej ergonomiczna dla matki/ojca – a to przecierz też istotne.
Osobiście uważam, że chusta jest OK dla małego dziecka, na krótkie wypady, ale jeśli ktoś planuje kilkugodzinne wyprawy z 7-miesięcznym maluchem to jednak nosidełko zdaje się być bardziej sensowne (szczególnie typ:turystyczny).
Mamy i chustę i nosidło, a chusty nawet dwie, elastyczną, której używaliśmy na początku; i tkaną (piękną tęczową Inkę Storcha, jak na zdjęciu powyżej), której używamy odkąd synek skończył pół roczku. Nosidło Mei Tai szyłam sama. Z mojego doświadczenia – wolę chustę. Dociąganie jest kwestią wprawy – teraz robimy oboje z Mężem szybko i dokładnie, choć początki były trudne. MT wiąże się szybciej, ale mały ma w nim większy luz, co mnie osobiście nieco przeszkadza. W chuście jest tak cudownie przytulony:) Chodziliśmy w chuście po górach z 11 miesięcznym synkiem i było ok. Obiektywnie jednak MT jest lepszy na upały. Pozdrawiam wszystkich chustomaniaków, Kasia
Ja miałam i chustę, i nosidełko. Mąż uparł się na nosidło- ja wolałam chustę. Dałam się ponieść coraz większej modzie na chusty-muszę przyznać, że szum wokół chust jest ogromny. Nasz pierworodny, w komitywie z tatą:) , wolał jednak nosidełko. Nie mając więc większego wyboru- mały pojękiwał i krzywił się w chuście- musiałam przyzwyczaić się do nosidełka. Jednak z perspektywy czasu, stwierdzam, że to był dobry wybór. Nosidełko było bardzo praktyczne. Mogłam szybko wyjąć z niego malucha i włożyć do fotelika samochodowego. Szybkie wypady do sklepu były znacznie wygodniejsze. A łatwość instalacji malca była dodatkowym plusem. Zadziwiało mnie też,jak szybko mały usypiał w nosidle.
Teraz spodziewamy się córeczki, więc znowu przeglądam fora internetowe dot. tego tematu:) spróbuję jeszcze córę umieścić z chuście ale myślę, że po doświadczeniach z nosidełkiem jestem już zdecydowanie jego zwolenniczką…-moi Panowie mnie przekonali;)
Pozdrawiam, Iza
Ja mam tylko nosidelko…i też jestem z niego zadowolona…szum wokol chust rzeczywiscie jest ogromny. Nie zgadzam się jednak z zarzutami dotyczącymi nosidel- ze sa one niezdrowe dla dziecka. Nosidelka posiadaja atesty, niektóre również pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka… Najważniejsze jest chyba jednak to, żeby w ogóle nosić- zachecam wszystkich do noszenia. Jest to nie tylko wygodne- dla rodzica i malca- ale również umożliwia niepowtarzalną bliskość w trakcie calego dnia. Pozdrawiam;)
Witam!
uważam, że obie te rzeczy są dobre, przydatne i wygodne -zarówno dla dziecka jak i dla rodziców. Wybór należy do rodziców i nikt nie powinien się tu wtrącać. Tymczasem, to co robi chustomania to już jest przesada. Nie podobają mi się ich komentarze dot. szkodliwości nosidełek a wychwalające chusty, które można znaleźć na wielu forach internetowych.
Wg mnie nie jest to szczere- cała ta otoczka to, jak dla mnie, ogromny marketing.
a my natomiast zdecydowalismy się na kupno nosidełka, w którym dziecko można nosić w poziomie, od samego porodu (Cybex, model I.go). Z czasem, kiedy maluch „sztywnieje” nosidelko ustawia się w pozycji pionowej. Chusty jakoś nas nie przekonuja….
Uważam, że i chusta, i nosidełko są tak samo reklamowane. Tyle, że o nosidełkach było głośno dużo wcześniej. Mam zamiar kupić chustę dla mojej 2 miesięcznej córy, ale taką, którą będę mogła użyć jak urośnie. Ceny są wysokie jak za kawałek materiału, ale na szycie i szukanie dobrego materiału nie mam czasu, więc muszę pójść na łatwiznę. W nosidełku raczej bałabym się umieszczać takiego malucha. Wydaje mi się, że najlepszym argumentem popierającym chustę jest to, że jak na zdjęciu powyżej od dawien dawna w krajach afrykańskich (może i nie tylko) dzieci tak były noszone i nie cierpią na skrzywienia kręgosłupa, itp…
Ja też używam i chusty i nosidła. Chust nawet dwóch – elastycznej i tkanej. Z chustą czułam się zdecydowanie pewniej kiedy Młody jeszcze nie trzymał główki. Był bliżej mnie, dobrze wpasowany. Byłam spokojna o jego kręgosłup i główkę. Kiedy był mały nie było też problemu z jego wagą. Potem, kiedy przy 3godzinnym spacerze w chuście zaczęły mnie boleć ramiona przesiedliśmy się do manduca – nosidełka ergonomicznego z pasem biodrowym. Pas świetnie przenosi ciężar z ramion i pleców, a ja ciągle czuję się blisko z moim dzieckiem. Teraz Młody ma 1.5 roku, uwielbia chodzić na własnych nogach, a na spacery zabieramy nosidło – kiedy się zmęczy, ładuje mi się na plecy i ruszamy razem w świat
Aga – wzruszające – reklamą pachnie, że ho ho
Czy chusty czy nosidełka najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Propaganda chustowa jest przerażająca, robi taką sieczkę z mózgu tymi informacjami wyssanymi z palca, że żal ogarnia serce i umysł. I pomyśleć, że ktoś się na to łapie.
Każdy ma swój rozum. Chusty czy nosidełka, najważniejsze jest bezpieczeństwo dzidzi i zdrowy rozsadek rodzica. Nie demonizował bym ani chust ani nosidełek, wszystko jest dla ludzi. Nie widzę powodu żeby stawać po którejś ze stron i walczyć w jakiejś dziwnej walce. My osobiście używamy obu – ja wolę nosić w nosidełko, żona w chuście. I jest okej.
fajny artykuł, z nosidełkiem racja, że przydaje się często gdy trzeba gdzieś wyskoczyć z maluchem, do sklepu albo na krótki spacer ze znajomą i jej dzidzią
my nosimy w modelu rain zaffiro, który ma właśnie taki specjalny daszek, który podpiera główkę i chroni przed wiatrem i gdy się rozpada.
Nie uzywalam nigdy chusty. Uważam, że to zwykła moda dla rodziców, którym się nudzi po prostu. Za dużo zachodu z tym wiazaniem, wcale nie jest zdrowa tak jak reklamują, skórka nie warta wyprawki. Używam wózka na dłuższe spacery, nosidełka na krótksze spacery i szybkie wizyty po za domem, też w podrózy. Są różne nosidełka, to na zdjeciu z para jest faktycznie dziwne ale te dwa pozostałe są ok. Poza tym nowe modele są już zupelnie inne, mam taki z regulacją, jak dociagne to corcia jest mi na wysokosci serca. Niezdrowe to jest jedzenie z McDonalda.
Noszę córkę w chuście od – mniej więcej – trzeciego miesiąca życia. Nie wyrzekłam się wózka, bo są sytuacje, kiedy jest niezastąpiony, ale chusta zdecydowanie ułatwia nam życie. Wiązanie nie jest supertrudne, a dobrze zawiązana chusta odejmuje ciężaru (córka waży 7 kilo i nie jest to odczuwalne). Kiedy mała będzie starsza, przesiądziemy się na nosidło ergonomiczne – żadnych wisiadeł.
Nosidło ergonomiczne – masz na myśli takie zakładane na plecy jak plecak? To co prawda drogi interes, ale fantastyczna sprawa, jeśli robisz wypad na wycieczkę lub po prostu musisz połazić po mieście, a dziecko bierzesz ze sobą. Takie nosidło ma kieszenie na butelki, pieluchy, daszek, żeby dziecię nie zmokło i jest superwygodne. Gorąco polecam. Wydatek rzędu 400-800 zł, ale jeśli dużo łazimy po mieście lub gdzieś tam, to naprawdę warto. Zwłaszcza, że wsiadanie z wózkiem do zatłoczonego tramwaju lub autobusu do najprzyjemniejszych nie należy. Takie nosidło ma stelaż, więc można je postawić na ziemi,a młodzież i tak spoczywa spokojnie.
Oj tam nosidełka-wisiadełka. Na co to straszyć rodziców. Używam nosidełka od wiosny u mojej dzidzi. Gdybym nie była pewna tego i nie konsultowala sie z neonatologiem, który nie miał nic przeciwko noszenia w nosidełku to nigdy bym do niego dziecka nie włożyła. Ja wiem, że chusta jest albo probuje być trendy i w ogole wow ale po co od razu dezinformować rodziców?