Paszport dla dziecka i przeboje w Urzędzie Wojewódzkim
Jedziemy do Tunezji. Jak wiadomo, Tunezja nie należy ani do UE, ani do strefy Schengen i trzeba mieć paszport, żeby się tam wybrać. Ponieważ jedziemy z dzieckiem (dzieci do 2. roku życia mają wycieczkę za darmo!), dziecko też musi mieć paszport. Pierwszy raz mieliśmy taką rodzinną paszportową imprezę, a zatem kilka słów dla potomnych o tym, czego się można spodziewać.
Po pierwsze trzeba zrobić zdjęcia. Muszą to być specjalne zdjęcia do paszportu. Twarz na wprost na białym tle, bez uśmiechu. Wychodzi się tak, jakby człowieka fotografowano do kroniki policyjnej, dożywocie za sam wygląd, ale cóż. To zdjęcie musi takie być. Na szczęście można dać się sfocić na terenie Urzędu Wojewódzkiego – piszę o urzędzie we Wrocławiu – czyli załatwić wszystko w jednym miejscu.
Po drugie trzeba wypełnić formularz. To akurat bułka z masłem. Schody zaczynają się, kiedy z tym formularzem podchodzi się do okienka. Zgodę na wydanie dziecku paszportu musi podpisać obydwoje rodziców! Odpada opcja, że mąż w pracy, to ja sobie z dzieckiem pojadę złożyć formularz. Nie złożysz. Nawet jeśli wypełnisz go w domu, to pani w okienku przybija na papierku wielką czerwoną pieczątkę, na której podpis mamy i taty musi się znaleźć. Inaczej z paszportu nici. Dlatego, jeśli planujecie takie przedsięwzięcie, to nie ma bata, bierzecie dzień wolnego i jedziecie razem. Bardzo ważne: koniecznie trzeba zabrać akt urodzenia dziecka!
Dzieciom do szóstego roku życia nie pobiera się odcisków palców – tak, tak, teraz są paszporty biometryczne, przy czym – jak to pani raczyła fachowo określić – w przypadku dzieci jest tylko biometria twarzy, zaś w przypadku dorosłych biometria twarzowo-palcowa.
My, jako dorośli, mamy nieaktualne paszporty, musieliśmy więc również sprawić sobie zdjęcie i wypełnić formularze. Udało nam się wszystkich nas załatwić w jednym dniu, co nie oznacza, że za jednym razem.
Jeśli, rodzicu, wybierasz się do wydziału paszportowego, to, na Boga, uzbrój się we wszelkie możliwe książeczki, zabawki, deserki, pieluchy, kredki i nie wiem co jeszcze. Dlaczego? Bo sobie, kochany, poczekasz. Poczekasz to mało powiedziane. Będziesz niemal wegetował przed okienkiem. Twoje dziecko będzie się potwornie nudzić, a jak dziecko się nudzi, to wiadomo, co się dzieje. Sajgon.
Stanowisk we wrocławskim Urzędzie Wojewódzkim jest dwanaście. Łał. Działają cztery. Może to wina piątku (14 sierpnia), kiedy to część pracowników odbierała sobie dzień wolny za sobotę (mamy święto), ale mimo wszystko mogli sobie te urlopy rozłożyć bardziej racjonalnie. Do urzędu pojechaliśmy rano i tylko dzięki temu czekaliśmy do okienka półtorej godziny (!!!). Przed nami było 14 osób w kolejce. Gdybyśmy przyjechali dwie godziny później, musielibyśmy poczekać, aż 57 (!!!!) oczekujących załatwi swoje sprawy, zanim my wejdziemy. Horror. Jeśli już musisz jechać, przyjedź jak najwcześniej.
Na stanowisku nr 6 informacja, że dzieci do lat 6 przyjmowane są bez kolejki. Super. Ładujemy się z małą, załatwiamy formalności. Okazuje się jednak, że tylko dziecko może być przyjęte bez kolejki. Rodzic musi swoje odstać do innego okienka. Bo na tym stanowisku nie zostanie obsłużony. Dlaczego? Bo tam pani nie ma tego ustrojstwa do ściągania odcisków palców. Czyli jest tak, że dziecko załatwiasz raz-dwa, a potem z tym samym maluchem czekasz półtorej godziny. Zachodzę w głowę, dlaczego nikt nie wpadł na zorganizowanie okienka „rodzinnego” w którym cała banda mogłaby swoje sprawy załatwić? Jak potrzebujesz tylko paszport dla dziecka, to składasz wniosek i po kłopocie, jak potrzebujesz też dla siebie, załatwiasz to w tym samym miejscu. Takie to przecież proste, a takie nieosiągalne.
Na korytarzu zatem panował horror. Rodzice maluchów, dla których właśnie złożyli formularze, ustawiali się w kolejce i grzecznie czekali na wyświetlenie się ich numerka. Dzieci wyły, ryczały, jęczały, płakały, biegały, marudziły. Matki lulały, ojcowie sapali i ogólnie każdy był coraz bardziej zirytowany. Czekaj tu z dzieckiem w kolejce, kiedy wiesz, że przed tobą są 42 osoby. Fakt, możesz przyjechać kiedy indziej sam, ale po pierwsze nie zawsze jest możliwość wysupłać od pracodawcy jeszcze jeden dzień wolny, po drugie nie zawsze jest z kim dzieciaka zostawić, a po trzecie można znaleźć sto innych przyczyn. Tragedia.
Cztery czynne stanowiska na dwanaście możliwych.
Kolejna niedogodność to brak możliwości zapłacenia kartą. Może ja jestem jakoś skrzywiona pod tym względem, ponieważ posługuję się prawie wyłącznie kartami płatniczymi i rzadko kiedy używam gotówki, ale, na miły Bóg, żyjemy w XXI wieku, płacimy za te paszporty ciężkie pieniądze (140 zł za dorosłego i 30 zł za dziecko), naprawdę nie muszę nosić takich pieniędzy przy sobie. Dlaczego kasa przyjmuje wyłącznie gotówkę? W czym problem, żeby zrobić terminal? Przecież setki ludzi dziennie przewija się przez urząd i założę się, że nie raz pada pytanie o płatność kartą. Na terenie urzędu jest na szczęście bankomat, ale nie każdy ma konto w tym akurat banku i za wyciągnięcie pieniędzy zapłaci prowizję.
Przyjeżdżając w celu złożenia formularza, warto wziąć swój stary paszport. Zwłaszcza w przypadku kobiet. Jeśli „żywot” dokumentu nie dobiegł jeszcze końca, ale stracił on ważność na skutek np. zmiany nazwiska posiadaczki, to za każdy ważny rok, który pozostał, jest zwracane 14 zł. Jeśli zatem ktoś wyrabia sobie nowy paszport, a do końca ważności starego zostały 4 lata, to zapłaci za nowy mniej o 4×14 zł. To, myślę, cenna informacja.
Czyli robisz tak: przyjeżdżasz rano i od razu pobierasz numerek. Potem spokojnie robisz zdjęcia w punkcie na terenie urzędu (płacisz gotówką 22 zł za 4 zdjęcia) i zabierasz się za wypełnianie formularza. To trochę zajmie, przez ten czas kilka osób z czekających przed tobą zostanie obsłużonych. Załatwiasz sprawę z dzieckiem (okienko dzieciowe) i czekasz dalej na swoją kolej z numerkiem w łapie.
Jeślibyś wcześniej chciał zasięgnąć informacji, to nie dzwoń na ogólną infolinię urzędu. Niczego się nie dowiesz. Dzwoń od razu na infolinię paszportową. Powodzenia!
Po pierwsze trzeba zrobić zdjęcia. Muszą to być specjalne zdjęcia do paszportu. Twarz na wprost na białym tle, bez uśmiechu. Wychodzi się tak, jakby człowieka fotografowano do kroniki policyjnej, dożywocie za sam wygląd, ale cóż. To zdjęcie musi takie być. Na szczęście można dać się sfocić na terenie Urzędu Wojewódzkiego – piszę o urzędzie we Wrocławiu – czyli załatwić wszystko w jednym miejscu.
Po drugie trzeba wypełnić formularz. To akurat bułka z masłem. Schody zaczynają się, kiedy z tym formularzem podchodzi się do okienka. Zgodę na wydanie dziecku paszportu musi podpisać obydwoje rodziców! Odpada opcja, że mąż w pracy, to ja sobie z dzieckiem pojadę złożyć formularz. Nie złożysz. Nawet jeśli wypełnisz go w domu, to pani w okienku przybija na papierku wielką czerwoną pieczątkę, na której podpis mamy i taty musi się znaleźć. Inaczej z paszportu nici. Dlatego, jeśli planujecie takie przedsięwzięcie, to nie ma bata, bierzecie dzień wolnego i jedziecie razem. Bardzo ważne: koniecznie trzeba zabrać akt urodzenia dziecka!
Dzieciom do szóstego roku życia nie pobiera się odcisków palców – tak, tak, teraz są paszporty biometryczne, przy czym – jak to pani raczyła fachowo określić – w przypadku dzieci jest tylko biometria twarzy, zaś w przypadku dorosłych biometria twarzowo-palcowa.
My, jako dorośli, mamy nieaktualne paszporty, musieliśmy więc również sprawić sobie zdjęcie i wypełnić formularze. Udało nam się wszystkich nas załatwić w jednym dniu, co nie oznacza, że za jednym razem.
Jeśli, rodzicu, wybierasz się do wydziału paszportowego, to, na Boga, uzbrój się we wszelkie możliwe książeczki, zabawki, deserki, pieluchy, kredki i nie wiem co jeszcze. Dlaczego? Bo sobie, kochany, poczekasz. Poczekasz to mało powiedziane. Będziesz niemal wegetował przed okienkiem. Twoje dziecko będzie się potwornie nudzić, a jak dziecko się nudzi, to wiadomo, co się dzieje. Sajgon.
Stanowisk we wrocławskim Urzędzie Wojewódzkim jest dwanaście. Łał. Działają cztery. Może to wina piątku (14 sierpnia), kiedy to część pracowników odbierała sobie dzień wolny za sobotę (mamy święto), ale mimo wszystko mogli sobie te urlopy rozłożyć bardziej racjonalnie. Do urzędu pojechaliśmy rano i tylko dzięki temu czekaliśmy do okienka półtorej godziny (!!!). Przed nami było 14 osób w kolejce. Gdybyśmy przyjechali dwie godziny później, musielibyśmy poczekać, aż 57 (!!!!) oczekujących załatwi swoje sprawy, zanim my wejdziemy. Horror. Jeśli już musisz jechać, przyjedź jak najwcześniej.
Na stanowisku nr 6 informacja, że dzieci do lat 6 przyjmowane są bez kolejki. Super. Ładujemy się z małą, załatwiamy formalności. Okazuje się jednak, że tylko dziecko może być przyjęte bez kolejki. Rodzic musi swoje odstać do innego okienka. Bo na tym stanowisku nie zostanie obsłużony. Dlaczego? Bo tam pani nie ma tego ustrojstwa do ściągania odcisków palców. Czyli jest tak, że dziecko załatwiasz raz-dwa, a potem z tym samym maluchem czekasz półtorej godziny. Zachodzę w głowę, dlaczego nikt nie wpadł na zorganizowanie okienka „rodzinnego” w którym cała banda mogłaby swoje sprawy załatwić? Jak potrzebujesz tylko paszport dla dziecka, to składasz wniosek i po kłopocie, jak potrzebujesz też dla siebie, załatwiasz to w tym samym miejscu. Takie to przecież proste, a takie nieosiągalne.
Na korytarzu zatem panował horror. Rodzice maluchów, dla których właśnie złożyli formularze, ustawiali się w kolejce i grzecznie czekali na wyświetlenie się ich numerka. Dzieci wyły, ryczały, jęczały, płakały, biegały, marudziły. Matki lulały, ojcowie sapali i ogólnie każdy był coraz bardziej zirytowany. Czekaj tu z dzieckiem w kolejce, kiedy wiesz, że przed tobą są 42 osoby. Fakt, możesz przyjechać kiedy indziej sam, ale po pierwsze nie zawsze jest możliwość wysupłać od pracodawcy jeszcze jeden dzień wolny, po drugie nie zawsze jest z kim dzieciaka zostawić, a po trzecie można znaleźć sto innych przyczyn. Tragedia.
Cztery czynne stanowiska na dwanaście możliwych.
Kolejna niedogodność to brak możliwości zapłacenia kartą. Może ja jestem jakoś skrzywiona pod tym względem, ponieważ posługuję się prawie wyłącznie kartami płatniczymi i rzadko kiedy używam gotówki, ale, na miły Bóg, żyjemy w XXI wieku, płacimy za te paszporty ciężkie pieniądze (140 zł za dorosłego i 30 zł za dziecko), naprawdę nie muszę nosić takich pieniędzy przy sobie. Dlaczego kasa przyjmuje wyłącznie gotówkę? W czym problem, żeby zrobić terminal? Przecież setki ludzi dziennie przewija się przez urząd i założę się, że nie raz pada pytanie o płatność kartą. Na terenie urzędu jest na szczęście bankomat, ale nie każdy ma konto w tym akurat banku i za wyciągnięcie pieniędzy zapłaci prowizję.
Przyjeżdżając w celu złożenia formularza, warto wziąć swój stary paszport. Zwłaszcza w przypadku kobiet. Jeśli „żywot” dokumentu nie dobiegł jeszcze końca, ale stracił on ważność na skutek np. zmiany nazwiska posiadaczki, to za każdy ważny rok, który pozostał, jest zwracane 14 zł. Jeśli zatem ktoś wyrabia sobie nowy paszport, a do końca ważności starego zostały 4 lata, to zapłaci za nowy mniej o 4×14 zł. To, myślę, cenna informacja.
Czyli robisz tak: przyjeżdżasz rano i od razu pobierasz numerek. Potem spokojnie robisz zdjęcia w punkcie na terenie urzędu (płacisz gotówką 22 zł za 4 zdjęcia) i zabierasz się za wypełnianie formularza. To trochę zajmie, przez ten czas kilka osób z czekających przed tobą zostanie obsłużonych. Załatwiasz sprawę z dzieckiem (okienko dzieciowe) i czekasz dalej na swoją kolej z numerkiem w łapie.
Jeślibyś wcześniej chciał zasięgnąć informacji, to nie dzwoń na ogólną infolinię urzędu. Niczego się nie dowiesz. Dzwoń od razu na infolinię paszportową. Powodzenia!