Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Czy leci z nami dziecko?

wt, 15 wrz 2009 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta, Życie...

Ha! Jedziemy do Tunezji, jak już zdążyłam kiedyś napomknąć. Lecimy znaczy się, bo drogą lądową udałby się chyba kompletny wariat. Albo ten, kto ma dużo czasu i sprawny samochód. Terenowy najlepiej.

Ad rem. Lecimy oczywiście z dzieckiem, w związku z tym zapuściłam żurawia tu i ówdzie, by wysondować, jak się za ten samolot zabrać. Co wziąć ze sobą, na co się nastawić i tego typu rzeczy. Jak przeżyć dwie godziny w samolocie i nie zwariować. Najbardziej pomógł mi e-mail koleżanki, która loty z dzieckiem (i to młodszym niż moje półtoraroczne) uskuteczniała kilkakrotnie. Dzielę się tym, bo myślę, że warto. Na razie oczywiście jestem mocna w teorii, na sprawdzian w praktyce przyjdzie czas za dwa tygodnie, a co z tej praktyki wyniknie, nie omieszkam donieść. Do dzieła zatem.

  • Poimy w czasie lotu. Dużo. Najwięcej przy starcie i lądowaniu, a także przy większych zmianach wysokości. Dysponujące własnym barem mlecznym mogą zapodać cyca (koleżanka twierdzi, że działa bez pudła), ja z braku cyca i mleka w tymże zapodam herbatkę.
  • Szykujemy na podróż samolotem nowe zabawki, których jeszcze oko dziecięce nie widziało. Jest szansa, że trochę czasu zleci, zanim zacznie się nudzić na poważnie. Zabawki rzecz jasna mają być lekkie (chyba że chcemy dopłacać ekstra za nadbagaż).
  • Zabieramy coś do jedzenia. U dzieci włącza się niezawodny mechanizm: ruszamy = "mamo jeść!".
  • Nastawiamy się na wędrówki w tę i z powrotem wzdłuż samolotu (podobno nieuniknione).
  • Zbieramy przed podróżą bajery, które mogą uczynić czas spędzony w samolocie bezbolesnym. Co zbieramy? Nalepki, które można naklejać na jakieś karteluszki, kredki, książeczki. Coś małego, lekkiego i bardziej skomplikowanego niż pluszowy miś.
  • Zabieramy kocyk do przykrycia malucha, bo ponoć potrafi wiać z klimatyzacji.
  • Ubieramy dziecko maksymalnie wygodnie. Żadne tam kiecunie z falbankami, spodnie-ogrodniczki, których zapięcia mogą się wpijać w ramiona. Najlepiej dres. Jeśli ciuch jest nowy, wcześniej starannie wycinamy wszystkie metki. Gryząca w kark wszywka potrafi być niezwykle wnerwiająca dla dziecka.
  • Rzeczy w bagażu podręcznym układamy tak, że na wierzchu najpotrzebniejsze, a na spodzie te, po które można sięgnąć w ostateczności.
  • O zabraniu pieluch na zmianę nawet nie wspominam – to alfabet.

Pamiętać trzeba, że na odprawę na lotnisku zjawiamy się odpowiednio wcześniej, a zatem nowości muszą być dawkowane racjonalnie, żeby na całą podróż starczyło.

Ostatni raz leciałam samolotem 23 lata temu. To był jakiś rozlatujący się Ił, który potwornie trząsł się przy starcie. Nie mam zatem doświadczenia matczynego w tego typu wojażach. Nie wiem na przykład, jak najlepiej zmienić pieluchę. O kupę mi chodzi, bo siku zaczeka do lądowania. Pewnie w toalecie, ale z tego, co pamiętam, w kibelku Iła nie bywałam, nie mam pojęcia zatem o samolotowych wucetach. Starczy tam miejsca na przebranie gadziny? Jest więcej niż w kibelku w InterCity? Ten przetestowałam pod kątem pieluch zmiany i da się.

W myślach przepakowałam walizki już z pięćset razy i nadal nie uważam, bym zbliżyła się do stanu dającego się określić mianem "zadowalający".

Lecimy w nocy, liczę więc na to, że zapędy krajoznawczo-turystyczne młodzieży stracą nieco na sile. O spaniu nawet nie myślę, bez sensu. Jeśli ktoś chciałby jeszcze coś dorzucić, podzielić się doświadczeniami ku dobru bliźnich obecnych i przyszłych pokoleń, to zapraszam do komentowania.

14 odpowiedzi odnośnie posta “Czy leci z nami dziecko?”

  1. Jako mama_z_dzieckiem_latająca oraz współpasażer takowych pozwolę sobie dodać uwagę odnośnie zabawek: nowe jak najbardziej, żeby Potomek zainteresował się na możliwie jak najdłużej (średnio od 5 minut wzwyż ;) . Ważne jest także, żeby zabawki nie grały idiotycznej melodyjki na granicy wytrzymałości bębenków wszystkich w samolocie. Zdarzyło nam się siedzieć za rodzinką, która obdarowała swe dziecię superbajeranckim telefonikiem. Telefonik wygrywał ting-tinng-tiiinnngg na takiej częstotliwości, że po jakimś czasie mózg wypływał uszami.

  2. Anonimowy pisze:

    Nie wiem jak w „normalnych” samolotach, ale w tanich liniach jest straaaasznie malo miejsca do przewijania dziecka. Jak rozlozysz poleczke na ktorej kladziesz dziecko to musisz wciagnac brzuch i posladki :) zeby sie zmiescic. Poza tym poleczka jest pod takim skosem i jak dziecko chce usiasc to wali glowa w ow skos-sufit. Ale moze nie bedzie kupy… :D

  3. Latałam z roczniakiem i dwulatkiem, a w niedzielę polecę z trzylatkiem i 8miesięczniakiem. Nie było potrzeby przewijania w samolocie, picie z butelki nic nie dawało, ale dziecko miało w poważaniu problemy z uszami. Zabawki właściwie nie były potrzebne, dziecko chłonęło samolot i pasażerów. W ogóle nie było łażenia po samolocie ;)
    Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę to przepisy lotniskowe, czyli nie można żadnych soczków, ani własnego jedzenia (chyba, że kupione w sklepie wolnocłowym) wnosić do samolotu. Butelka musi być pusta (o wodę prosisz stewardessę), a proszek (mleko, herbata, etc.) osobno. Czasem się mniej czepiali, czasem bardziej, ale lepiej być gotowym na to, że mogą kazać wylać ten terrorystyczny napój ;)
    I poprosić by wózek (jeśli bierzesz) można było oddać przy wejściu do samolotu.

  4. @oshin
    A czy to przypadkiem nie jest tak, że przepisy są zależne od tego, gdzie się leci? Bo kumpela latająca do Lądka (nie ma takiego miasta Londyn) mówi, że bez problemu picie i jedzenie dla dziecka można brać, ale dla dorosłego maksymalnie 100 ml napoju. Nie mówiła nic, że prosiła stewardessę o wodę…

  5. @kruszyna
    Nie wiem. To są przepisy wyczytane na lotnisku.
    Jak lecieliśmy do Paryża bardzo mocno na to zwracali uwagę i u nas i z powrotem. Do Aten u nas weszłam na pokład z własną colą, ale przy powrocie ludzie pili soki kupione na lotnisku przed przejściem przez bramkę, bo nie były w zabezpieczonych torbach z wolnocłowego. Do Genewy lecąc również byliśmy sprawdzani pod tym kątem i u nas i u nich. Z tych trzech lotów tylko do Aten były to tanie linie, reszta standardowa.

  6. Anonimowy pisze:

    Co do napojow dla dziecka, to chyba najlepiej sprawdzic na stronie danego przewoznika. Dodatkowo trzeba sprawdzic, czy na danym lotnisku nie obowiazuja jakies dodatkowe przepisy bezpieczenstwa. Ja latam wizzairem i za dziecko do lat 2 place tylko stala oplate, trzymam dziecko na kolanach (nie ma dla niego osobnego fotela w samolocie), nie moge tez wziac dodatkowego bagazu rejestrowanego. Za to oprocz mojego bagazu podrecznego moge miec wlasnie jedzenie i picie dla dziecka NA CZAS PODROZY, tzn. jak chce wniesc 5 soczkow to prawdopodobnie zostane oprotestowana. Mialam kupne sloiczki i nie kazali mi otwierac, ale juz np. kumpeli kazali nawet skosztowac. Za to ja musialam napic sie herbatki ktora mialam w butelce.
    Dla siebie nie moglam wniesc soku ani wody mineralnej, musialam wypic przed bramka, tak, jak pisze oshin.
    Picie dla dziecka to wazna sprawa, bo po pierwsze, w samolocie klimatyzacja i to powoduje zwiekszenie zapotrzebowania na plyny (podobno). W przypadku 2 godzin lotu to pewnie pikus, ale jak lecisz 8 godzin to juz co innego. Po drugie, kiedy samolot startuje, laduje albo zmienia pulap, zatykaja sie uszy. Dorosly przeczeka, dzieci przewaznie zaczynaja ryczec. I tu objawia sie dobroczynna moc plynow :) Przelykanie odtyka uszy.
    Co do zabawek i spacerow po samolocie, to rzeczywiscie, ogolnie dzieciaki sa zainteresowane tym, co wokol. Natomiast dobrze jest miec przygotowane te pomysly jako awaryjne. Trzymam kciuki!

  7. Na zatkane uszy świetny jest Nasivin, tuż przed startem i lądowaniem.

  8. Anonimowy pisze:

    heh,no, z tymi przepisami… Ostatnio jak lecialam to bylam baaardzo zakrecona. Po drodze do odprawy wszyscy pytali, czy nnie mam przy sobie jakis kosmetykow, napoi itp. Ja oczywiscie mowilam ze nie i lecialam dalej. Przeswietlil mi torbe i nic. W samolocie czegos szukalam i… o moj Boze, nie dosc, ze mialam nozyczki do skorek, caly komplet agrafek, pomadke bezbarwna, pol mineralnej i nie pamietam co jeszcze. Pies z kulawa noga sie tym nie zainteresowal. Zdziwilo mnie to, ze mozna miec parasolke. Na upartego, jakby wymontowac szpryche i dzgnac kogos… Albo nie wymontowywac nawet i po oczach…

    Co do pasa dla dziecka, to dostajesz go przed startem. Ma on taka szlufke, przez ktora przewlekasz swoj wlasny pas i sie zapinasz, a potem w ten mniejszy wkladasz dziecko i go zapinasz tez.
    Sorki za styl ale musze jednym okiem pilnowac mojego drabka. Drabika? Hm…

  9. Małgorzata pisze:

    Zerknij tutaj (link bezpośrednio do strony, bo źle zrobiona):

    http://www.malypodroznik.pl/porady/p_samolot.htm

    (ogólnie dość przyjemny portal).

  10. gabby pisze:

    Co do latania z niemowlakiem to chyba jestem ekspertem. Moj szkrabik ma 10 mcy a lecial juz……jakies 12 razy. Niestety nie ma zelaznych regul, kazdy przewoznik i kazde lotnisko ma jakies swoje zasady.
    Uogolnijac:
    raczej zawsze mialam cos do picia w dzieciecym kubeczku(przewaznie musialam sprobowac ale zdarzylo sie ze nie) i do jedzienia (ostatnio nawet 16 jogurcikow bo nie zmiescily mi sie do duzego bagazu) i wszystko przechodzilo bez problemow,
    miejsce do przewijania zdalo rezultat z 3miesiecznym maluchem ale kompletnie nie z zywym, rychliwym 9 miesieczniakiem wiec sprobowalam na siedzeniach (mialam wolne dwa obok) ale nie polecam stewradzi byli przerazeni i wszczeli afere na miare drugiej wojny swiatowej.
    Najwazniejsze to wygodny stroj, cos wiecej do zalozenia gdzy dziecina w krotkim rekawku a w samolocie bywa chlodno, ewentualnie do przykrycia gdy sie zdrzemnie(najlepsza opcja), plyn do przetkania uszu i jakies zajecie.
    Wozkiem oczywiscie podjezdzamy pod drzwi samolotu bo wygodniej, przynajmniej dla mnie. Pozniej przewaznie go wyzucaja na tasme z bagazem glownym choc zdarza sie ze znajduje sie na plycie lotniska po opuszczeniu samolotu (jesli wysiadamy bezposrednio na plyte a ni do rekawa).
    Za kazdym razem spotyka mnie cos nowego czego nie bylo lub bylo inaczej do tej pory wiec na to wszystko nie ma reguly.
    Wysokich lotow!

  11. Reksio pisze:

    a można do samolotu wziąść misia pluszowego oraz poduszkę dla malucha bo mój nie może bez tego usnąć

  12. Reksio pisze:

    do podręcznego bagaża oczywiście

  13. Czy orientuje się ktoś od jakiego wieku malcowi należny się bagaż podręczny?? Latałam już z synkiem ale nie miał ukończone 2 latka masakra z tymi zasadami nie dość ze płaciłam za jego bilet tyle co za siebie a raz nawet brzdąca bilet był droższy niż mój to nie miał swojego miejsca ani j(miejsce jeszcze ujdzie) ale choćby jakaś 5kg torba na pewno by się przydała na szpargały naszych pociech. Skandal.
    Teraz czeka mnie kolejny lot z synkiem lecz teraz ma skończone dwa latka i nadal jego bilet kosztuje mnie tyle co moj ale chyba już mu sie należy bagaż podręczny 10 kg w końcu przeszedł do drugiej grupy wiekowej :)
    P.S widze ze dawno nikt sie nie wypowiadal wiec jak ktos to przeczyta i bedzie wiedzial cos na ten temat prosze o informacje w meilu gunia1989@interia.pl z gory dziekuje za pomoc

  14. beatadrz pisze:

    Każda firma przewozowa ma inne przepisy. Ryanair, którym zmuszona jestem latać, każde dzieciom do 2 roku życia siedzieć na kolanach opiekuna, nie zezwala na bagaż prócz wózka i popiera za to jakąś opłatę nawet. Od drugiego roku życia podróżuje na prawach dorosłego tj. ma opłatę za bilet jak dorosły, bagaż nadawany o ile za niego zapłacisz, ale podręczny wliczony w cenę i oczywiście własne siedzonko. Dobrą opcją i nie tak drogą jest wykupienie dodatkowego bagażu nadawanego dla dziecka. Wózek darmowy jest chyba tylko dla małych dzieci, w opisie jest niemowlęta. I nie wiem czy dla starszego nie trzeba zapłacić. Ja po prostu zaczęłam płacić od pewnego momentu.
    Zazwyczaj jest jedna tylko toaleta, ta z tyłu samolotu, która jest wyposażona w przewijak. Jak już wspomniałyście przewijanie w samolocie jest sportem ekstremalnym, gdyż miejsca jest tyle co deska sedesowa i mała pólka nad nią. więc musowo nóżką strąci nam wszystko w co trafi. Na siedzeniach nie przewijałabym. Raz nie higieniczne, dwa obnażanie się w miejscach publicznych jest niedozwolone niby, choć w sumie w Polsce przymyka się oko na dzieci.
    Zabawek wzięłabym mało i to koniecznie takich, których nie będziemy zbierali po całej podłodze samolotu.
    Nie liczcie na to, że dziecko uśnie i będziecie mieli je z głowy. Obawiam się, że za dużo wrażeń wybudza je skutecznie.
    Picie -koniecznie. Odtyka uszy itd. Ale przez to obowiązkowo czeka was choć jedne przewijanie pieluchy. Na 3 godzinnej trasie -nawet dwukrotne. Mój synek uwielbiał strzelać kupę podczas lotu. No i musicie być cierpliwe, bo gdy pali się kontrolka „zapiąć pasy”, to musicie odczekać w wycieczką do toalety, aż zgaśnie.
    Temperatura!!! Raz bywa upiornie gorąco a raz zimnica. Musicie mieć ubrania na cebulkę. Przydałoby się coś do okrycia śpiącego malucha plus coś pod główkę, może być wasz sweter czy polar. Ale wtenczas pamiętajcie by samemu nie zmarznąć.

    Idealnym rozwiązaniem -jeśli lecicie same w dzieckiem- byłaby jedna torba podręczna 10kg i wózek zostawiony, a potem odebrany!- sprzed samolotu. 10kg na osobę podręcznego ma właśnie Ryanair. Ale jak wspominałam na samym początku, każda firma ma inne przepisy.

    Picie -czasem kazali próbować, więc wrzątku w termosie nie wniesiecie. Czasem wnosiłam wodę lub soczek dla siebie jako picie dla dziecka. W Irlandii coca-cola to też napój dla dziecka! Ale niestety nie ma jakiejś konkretnej regulacji i nie wiadomo tak do końca ile i co można wnieść. Czasem kazali mi wyrzucać lub wypić, choć nie wnosiłam dużo. Wrzucam co dokładnie piszą na ten temat:
    „Pasażer może wnosić na pokład samolotu wyłącznie takie płyny, których pojedyncze opakowanie mieści nie więcej niż 100 mililitrów. Wszystkie wnoszone płyny muszą być zapakowane do przezroczystej zamykanej torby, której pojemność nie przekracza 1 litra. Zasady te dotyczą wszelkich rodzajów płynnych substancji, w tym również kosmetyków, takich jak perfumy, kremy, pasta do zębów czy tusz do rzęs.
    Ograniczenia nie obejmują leków i odżywek dla dzieci, pod warunkiem, że są one niezbędne w podróży. Artykuły te muszą oczywiście zostać okazane w trakcie kontroli bezpieczeństwa.
    Turyści mogą kupować kosmetyki czy napoje w sklepach wolnocłowych.”

    Ach, no i wszystko musi być zamknięte w plastikowych woreczkach. Wariactwo.
    A, tuż przed wejściem do samolotu stewardesy -a szczególnie z Ryanaira- sprawdzają wymiary torby podręcznej i czy wszystko! mieści się w niej a nie jest przenoszone w ręce. Więc misia dziecka musicie schować. A jakiś wielkich zakupów też nie zrobicie przed odlotem. Ostatnimi czasy podróżowanie stało się bardzo uciążliwe. bo raz: oddajecie bagaż, dwa zanim przejdziecie kontrolę paszportową, jeszcze sprawdzą czy bagaż podręczny spełnia wymiary i nie przekracza wagi (tak jest we Wrocku), potem kontrola paszportowa i wrzucanie wszystkiego -najlepiej w wózkiem na pas, potem kontrola biletu, paszportu i bagażu przed wejściem do samolotu i kontrola biletu w samym samolocie. Do tego trzeba mieć nerwy ze stali, mało wymagające dziecko sztuk jedno, jeden bagaż podręczny lub kogoś do pomocy. A przy malutkim dzieciaczku najlepiej prócz wózka jeszcze nosidełko. Bo ręce musicie mieć wolne do ciągłego wyciągania tych wszystkich dokumentów. wózek koniecznie, bo inaczej przez ok 2 godziny będziecie dźwigać bąbla plus torby. A śpi się najwygodniej w wózku.
    Uff najchętniej bym nie latała.

A Ty co myślisz?