Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Puk, puk, czy dostaniesz becikowe? Zmiany w becikowym od 1 listopada.

sob, 31 paź 2009 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta
Wszyscy zainteresowani zapewne już wiedzą, że od jutra, czyli od 1 listopada 2009 zaczną obowiązywać inne zasady przy przyznawaniu becikowego. Ci niezainteresowani niech też przeczytają, bo dzieci lubią działać z zaskoczenia. Nie znasz dnia ani godziny, wierz mi :-)
Do tej pory było tak: dziecię się rodziło, brałeś akt urodzenia, dowód osobisty i podpisywałeś oświadczenie, że twoja partnerka życiowa już po kasę nie startowała. Wystarczyło, 1000 złociszy lądowało na konto lub na rękę.
Teraz będzie trudniej, bo trzeba będzie przedstawić dowód na to, że podczas ciąży pozostawało się pod opieką lekarza. Kobieta musi dowieść, że przeszła trzy obowiązkowe w ciąży badania lekarskie, po jednym w każdym trymestrze. Ważne zastrzeżenie: pierwsze badanie musi się odbyć przed 10. tygodniem ciąży.
Dowodem może być zaświadczenie wystawione przez lekarza lub karta ciąży.
Po co to wszystko? Po to między innymi, by zmusić kobiety w ciąży do regularnych wizyt u ginekologa, czyli innymi słowy do dbania o ciążę, w którą już się zaszło. Dla was dbanie to oczywista oczywistość? W takim razie, moje drogie, reprezentujecie – uwaga – jedną dwunastą ciężarnych. Tylko co dwunasta kobieta spodziewająca się dziecka pojawia się regularnie u lekarza. U mnie ta informacja wywołała opad szczęki, u was nie? Choć w sumie nie powinno mnie to dziwić, jak wspomnę osobę poznaną na porodówce. Do lekarza zgłosiła się dopiero w piątym miesiącu (!!) ciąży, bo wcześniej miała fuchę w Czechach i nie chciała jej tracić. Praca wysiłkowa tak na marginesie. W czasie ciąży piła wódę i paliła jak smok (nawet pół godziny przed cesarką wyskoczyła na papieroska, a w przeddzień przyjęcia do szpitala walnęła sobie trzy piwka dla kurażu), a na kolejną wizytę zgłosiła się pod koniec ciąży. Żeby dostać wyższe becikowe (2000 zł) specjalnie zwolniła się z pracy i zarejestrowała jako bezrobotna. Polak potrafi.
Celem ministerstwa zdrowia jest zmniejszenie śmiertelności niemowląt, która to śmiertelność wynika z nieodpowiedzialności matek (gdyby wizyty u lekarza były regularne, więcej wad wrodzonych można by na czas wykryć). Celem jest również zmuszenie do regularnego kontrolowania swojego stanu zdrowia.
No fajnie, tylko takie rozwiązanie rodzi wątpliwości. Co z kobietami, które o tym, że są w ciąży, dowiedziały się po 10. tygodniu? Ups, Houston mamy problem. To wcale nie taka rzadka sytuacja, zwłaszcza dla kobiet cierpiących na zespół policystycznych jajników. Brak miesiączki przez 50 dni i dłużej to dla nich żadna nowość.
Co z kobietami pracującymi za granicą? Czy zaświadczenie lekarza, dajmy na to, z Lądka (nie-Zdroju) będzie honorowane? Ustawa nic o tym nie mówi. Houston, znów mamy problem. Wystarczy zaświadczenie wypisane zagramanicznie i przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego, czy przyszła matka ma podsunąć ginowi oryginalny formularz po polsku i namawiać go do podpisania tegoż? A on jej tak po prostu uwierzy, że podpisuje coś porządnego? Twórcy ustawy nie przewidzieli takiej opcji.
Kolejny argument przeciw wysuwają sami lekarze, wzmiankując, że na wizytę do nich – taką refundowaną przez NFZ – czeka się kilka miesięcy. I co wtedy? Becikowe przepada? Tu będę polemizować. Nie wiem, skąd lekarze mają takie dane, ale ja, mieszkając we Wrocławiu i stawiając się na regularne wizyty u gina co trzy miesiące NIGDY nie czekałam na wizytę dłużej niż dwa tygodnie. Najczęściej czekam 4-5 dni. Na NFZ oczywiście, nie prywatnie.
Co z kobietami, które w 10. tygodniu ciąży znalazły się PRZED 1 listopada 2009 roku? Spokojnie, one żadnych zaświadczeń przedstawiać nie muszą. Te, które 10. tydzień zastanie PO 1 listopada, już tak.
No więc tak, z becikowym będzie trudniej. I dobrze, ma być trudniej. Moim skromnym zdaniem, wszelkie działania, które mają za zadanie podnieść świadomość u kobiet, są słuszne. Czy nam się to podoba, czy nie, żyjemy w ginekologicznej epoce kamienia łupanego. Jesteśmy w ogonie Europy. Kobiety często po raz pierwszy pojawiają się u ginekologa, kiedy mają oznaki pierwszego w życiu porodu. To jest jakaś totalna zapóźnieniowa masakra. Wymagania nie są aż tak rygorystyczne, żeby przeciętna Polka, która choć trochę odpowiedzialnie podchodzi do swojego macierzyństwa, nie mogła ich spełnić. Ja tam przyklaskuję. A wy?
Słowa kluczowe: ,

7 odpowiedzi odnośnie posta “Puk, puk, czy dostaniesz becikowe? Zmiany w becikowym od 1 listopada.”

  1. Arkadiusz pisze:

    No ja tez przyklaskuje, ale nie do końca, bo: nie podoba mi się wprowadzanie ustaw, które nie są dopięte na „ostatni guzik”. Tak to już jest w naszym pięknym państwie, niestety… Generalnie wszystko cacy tylko nie rozumiem dlaczego kobieta MUSI się zgłosić przed 10 tc do gina. Wiadomo, im wcześniej tym lepiej ale (jak już wspominałaś) nie zawsze kobieta jest świadoma tego, ze jest w ciąży, a czasem jest się w ciąży a i pojawiają się przecież normalne miesiączki (poprawcie mnie jeśli się mylę – jestem samcem ;) ) Co jeszcze? No właśnie ten cholerny NFZ.. Na dzień dzisiejszy brakuje pieniędzy na podstawowe zabiegi, na operacje itd. kto wie czy jutro nie zabraknie na wizyty specjalistyczne, w tym ginekologiczne? Reasumując: pomysł fajny, ale czy da się go zrealizować bez wyrządzania krzywdy normalnym (nie oszukującym system) matkom? Śmiem wątpić, bo pewnie nie jedna się nie załapie…

  2. Anonimowy pisze:

    W Lublinie do mojego ginekologa takiego zwykłego czeka się 2 tygodnie. Do specjalisty wyższej klasy już około miesiąca (prywatnie). Gdy leżałam na PC to na sąsiednim łóżku była dziewczyna – pielęgniarka dopiero w 3 miesiącu dowiedziała się że jest w ciąży, wcześniej razem z lekarzem rodzinnym dzielnie leczyła wrzody i inne takie bo pierwsze testy nie wskazały ciąży a potem nie powtórzyła.

  3. Anonimowy pisze:

    Po prostu szukaja oszczednosci i tyle. Nie masz papierka – nie dostaniesz becikowego.

    A Ladek-nie-Zdroj pisze sie zwyczajowo „Londek” od pelnej nazwy :D

  4. Hmmmm więc czyli jeśli dobrze rozumiem to skoro mam termin na 11stego listopada to takiego zaświadczenia okazywać nie bede musiała??wszędzie jest napisane co innego…przeważnie że nie zależnie od zaawansowania ciąży takie zaświadczenie po 1listopada trzeba okazać!!

  5. ja np. nie wiedziałam w 10. tygodniu. dowiedziałam się dopiero w 12. jeśli kobiety nie stać na prywatnego to i tak nie jest w stanie odbyć odpowiedniej liczby wizyt z NFZ ponieważ kolejki są straszne i czeka się po 2 miesiące nawet. więcej na http://www.nasza-ciaza.pl

  6. Moim zdaniem to również za wcześnie!!ja mam karte ciąży od 12tyg…,wiec prawdopodobnie BECIKOWEGO nie dostane z tego co sie dowiedziałam…Ponieważ każda matka składająca papiery o becikowe po 1listopada musi okazac stosowne zaświadczenie:/

  7. No właśnie, tu jest sprzeczność. Jedni podają, że każda matka, której 10. tydzień ciąży wypada PO 1 listopada, musi udokumentować wizyty u lekarza (już to zaświadczeniem, już to kartą ciąży). Natomiast te, które mają rodzić już za chwileczkę, już za momencik, nie muszą. Ale ile w tym prawdy? Tego dowiesz się pewnie w urzędzie, kiedy przyjdzie Ci składać papiery.

    Ja sama zorientowałam się w szóstym tygodniu. Do lekarza poszłam w ósmym, a kartę ciąży miałam prowadzoną od 13. tygodnia, bo od 9. tygodnia leżałam w szpitalu na podtrzymaniu. Według zamysłu ustawodawcy ma być ALBO zaświadczenie, ALBO karta ciąży, która dokumentuje pierwszą wizytę przed 10. tygodniem.

    Więc tak – ideę uważam za dobrą, ale jak zwykle wszystko się rozpieprzy o szczegóły.

A Ty co myślisz?