Znowu to zrobiłam. Nie zdążyłam z obiadem i zapodałam młodzieży gotowca. Tym razem wybór padł na firmę Hipp i jej serię Baśniowa Kraina, a konkretnie Warzywa z makaronem i pulpecikami z indyka.
Młodociana wzięła łychę do buzi, przewróciła oczami i zawartość wylądowała na śliniaku. OK, myślę, niejadek jest, to normalne. Ponawiam procedurę. Łycha za łychą z chirurgiczną precyzją, nieco przemielone lądują w śliniakowej kieszonce. Coś zjeść, do licha, musi, nie można jechać cały dzień na danonkach, jestem zatem uparta i ładuję. Młodzież w bek.
Pies zachwycony obrotem sytuacji instaluje się pod krzesełkiem do karmienia i wychwytuje zabłąkane kawałki. Młodzież ryczy. Co jest? - myślę. - Może zimne?
Nie, nie zimne. Akuratne. Ale jak tylko wzięłam to do ust, to zawartość skończyła w Jadziowym śliniaku. Ludzie? Co to, what the fuck, jest?! Co to za szit?! Co tym dzieciom proponuje się do jedzenia?! To było OBRZYDLIWE. Jakiś pomidorowy bezpłciowy szajs z rozklejonym na maksa makaronem świderki i za przeproszeniem pulpecikami. Pulpeciki wielkości zielonego groszku. Po rozgryzieniu okazało się, że to jest mieszanina mąki, czegoś, co zgrzytało w zębach, i jakichś innych zagęszczaczy. Nie wiem, czy kiedykolwiek stało koło mięsa. Po rozgryzieniu powodowało odruch wymiotny. Nie pamiętam, żebym kiedyś jadła coś równie świńskiego. Chińskie zupki to przy tym żarcie z Ritza.
Niech mi nikt nie wciska kitów, że prawidłowo zbilansowane, że ekologiczne i jakieś tam jeszcze. Karma dla mojego psa pachnie lepiej, a podejrzewam, że i lepiej smakuje. Jeśli dzieci mają to jeść, to musi to być po prostu SMACZNE. Wywaliłam prawie 7 zł na coś, co nadaje się do kosza bez otwierania słoiczka. Data ważności dobra - to tak na marginesie.
Jeśli to jest Baśniowa Kraina, to chyba jakaś alternatywna.
PS. Z warzyw uświadczyłam jedynie marchewkę. Jeśli nie liczyć tego szitowego przecieru pomidorowego.








10 komentarze:
"Chirurgiczne" please...
Ups, wypadek przy pracy, niezamierzony. Już poprawione :)
No właśnie. Mi Hipp też jakoś pośmierduje i nic dziwnego że mój Żuczek tego jeść nie chce. Po wypluciu trzeciej łyżeczki marchewki zaciska usta i nic już nie dam rady tam zainstalować. A jak babcia ugotuje i zmiksuje marchewę, to wcina aż miło. Tylko skąd brać czas?
Moje dziecie tak samo reaguje na HIPPA, i na baśniową krainę i na włoskie dania. Nie zje tego i koniec - a fe mama!
Moje dziecko od początku nie chciało żadnego słoikowego szitu. Nie ma się co oszukiwać, słoiczki (ekologiczne, zbilansowane, srety-bzdety) to takie zupki chińskie dla najmłodszych. Ja zupek chińskich nie jadam, a moja córeczka nie jada żarcia ze słoików. I nie to, że ja taka cudowna matka jestem, co to po nocach miksuje i mieli ekologiczne warzywa i mięska dla swojej latorośli. Latorośl zmiksowanego żarcia nie tknie. Je to, co mamusia i tatuś. I nic złego się nie dzieje. Tyle że mamusia i tatuś zawsze odżywiali się zdrowo, a teraz to nawet jeszcze zdrowiej;)
Zupki dawałam wcześniej dość często i nawet z ochotą. Głównie wynikało to z tego, że Jadzia dorobiła się pierwszego ząbka w wieku 15 miesięcy. Pożądliwie kierowała wzrok na schabowe, ale niestety nie była w stanie sobie z nimi poradzić. No i dochodził permanentny brak czasu u macierzy. Niektóre słoiczki były gorsze, inne lepsze. Smakowo nie powalały nigdy, ale takie obrzydlistwo jak ten Hipp trafiło mi się po raz pierwszy. Danie było po prostu wstrętne. I masz rację, że to takie zupki chińskie dla najmłodszych. Pewnie gdybyśmy zobaczyli proces produkcji, to nawet zwierzęta domowe miałyby zakaz jedzenia tego żarcia :)
Teraz jakoś stanęłam na nogi i udało mi się okiełznać brak czasu. No i mała ma już, niech policzę, 12 zębów. To już coś. Je to, co my, przy czym oczywiście nie omieszka marudzić. Jak na niejadka przystało.
Łał! to niezłe tępo z tymi zębami. Pamiętam jak całkiem niedawno cieszyłaś się na blogu z pierwszego. Gratulacje.
Tak,ale nie każda mama ma czas gotować dla swojej pociechy. Jak nie zdąży to daje słoiczek i jest ok.
Moje dziecie w pierwszym roku życia nie chciało tknąć nic co ugotowałam, jadło tylko słoiczki. Teraz ma dwa lata i żyje, i zdrowy jest jak ryba.
A tak w ogóle to HIPP ma kosmiczne ceny!!!
No, zębiska się rzuciły. Oczywiście każdy okupujemy powyższoną temperaturą, marudzeniem, rykiem w nocy i sraczką. Nie może być za lekko przecież, ech...
Ratunkiem w przypadku braku czasu może być babcia. Jeśli ktoś ma taką możliwość. Moja mama jest przykładem takiej babci-zbawicielki. Co jakiś czas kursowała do nas z torbiszczem pełnym zawekowanych słoików, a w tych słoikach zupki domowej roboty. Normalne typu pomidorowa, żurek, ogórkowa itp., wzbogacone o jajko, mięsko, masełko i tego typu sprawy. Młoda się zażerała. Dzięki babcinej kuracji waga z 3. centyla skoczyła na 50. :) Zupki-gotowce podawałam, kiedy mama się nie wyrobiła, a ja też nie dałam rady. Zresztą moich nie chciała z takim apetytem jeść jak babcinych. Po półtora roku dziecię powiedziało jednak stanowcze nie babciowym wyrobom. Nie mam pojęcia, dlaczego. Nie i koniec.
A co do Hippa - nie tylko on ma kosmiczne ceny. W ogóle te obiadki są drogie.
Prześlij komentarz
Zobacz także: