Jak oduczyć od smoczka?
Przyszedł czas na nowy etap w ewolucji małego człowieka. Uczłowieczanie przed odsmoczkowienie. Przynajmniej wszędzie, gdzie zaglądam, stoi, żeby pozbyć się smoczka najpóźniej do skończenia przez dziecko dwóch lat. Bo potem wady zgryzu murowane i tego typu sprawy. I tu, Houston, mamy problem. O ile do tej pory młoda traktowała smoczek na zasadzie miło, że jest, ale jak nie ma, to też nie tragedia, o tyle teraz „momo” musi być i kropka. Zdarza jej się zasypiać bez, ale i tak za godzinę lub dwie rozlega się zza drzwi znajome kwęknięcie i rodzic sadzi susy ze smoczkiem w łapie, żeby ustabilizować u dziecięcia fazę REM. Szukam zatem skutecznej i w miarę humanitarnej metody pozbycia się wyżej wymienionego (tzn. o smoczek chodzi, nie o rodzica).
- Próbowałam smoczki zgubić. Z premedytacją. Nie działa. Zagubione znajdują się nagle, a młodzież przychodzi dumna i blada pokazać mi swoje znalezisko, które od pół roku bytowało gdzieś za regałem lub w jeszcze innym miejscu. Im bardziej staram się smoczki zgubić, tym więcej ich znajdujemy.
- Jest metoda, żeby posypać smoczek czymś nieprzyjemnym. Pieprzem, solą, ostrą papryką. Odrzucam pomysł jako łamiący prawa człowieka.
- Niektórzy proponują smoczek uciąć. Taki ucięty znacząco traci na atrakcyjności. W kolejce do wypróbowania.
- Można po prostu odstawić nagle i koniec, nie ma zmiłuj. Tylko czy ja to przetrzymam?
- Można odstawiać na raty, czyli dawać tylko do spania, a na dzień chować. Młodzież (nie)stety śpi w dzień i potem nie da sobie smoczka zabrać. U mnie to nie wypala.
Jakieś inne propozycje? Czekam z utęsknieniem
No i jak to zrobić, żeby nie przerzuciła się na ssanie palca?
Co prawda Dziubelunio niesmoczkowa, ale jej mamusia podobno pożegnała się swego czasu ostatecznie ze smoczkiem, kiedy ten „zupełnie przypadkiem” wpadł rodzicowi do kibla. Nie było już mowy o smoczku – ani o tym, ani innym. Tylko nie wiem czy Twoja mała będzie już świadoma powagi kiblowej sytuacji. No i czy to humanitarne… też nie wiem.
U nas smoczek od „zawsze” był tylko do spania a im dziecię starsze tym mniej ze smoczkiem tańcowało… więc za dużego klopotu nie było… naturalnie się rozeszło po kościach… rolę smoczka przejęła podusia przytulusia, nieodłączna obecnie przy zasypianiu…
A może da się przekupić „coś za smoczka”, tylko czy nie zmieni później zdania. U mnie pożegnanie smoczka odbyło się przez wyrzucenie go przez okno do lasu dla wilków (nie wiem jak to przyszło do głowy moim rodzicom). Podobno zadziałało.
My odstawiliśmy smoczek w wieku 1,5 roku – nagle, płaczu było co niemiara, trwało to kilka dni, ale przetrzymaliśmy to. Smoczek został tylko do spania, i tu mamy problem, bo mamy dwa lata i bez smoczka nie zaśniemy. I co tu zrobić???
Uwagę od smoczka odwracam niejako odruchowo („zaraz mama da smoka, tylko najpierw poczytamy. O, co tu jest? Koziołek?”). Czasami działa, zależy od nastroju
Moje dziecko kompletnie nie byłoby zszokowane faktem wpadnięcia smoczka do kibla.Wyjęłoby, oblizało i ssałoby dalej
Klocek pływał w kiblu, smoczek też może, no nie?
Przekupywania za smoczek to jednak się boję. Jeszcze jej się ugruntuje postawa, że zawsze musi dostać coś w zamian za coś, co traci. Z czasem mogę pójść z torbami
No i właśnie, najbardziej boję się dwóch rzeczy: ryku (płuca to ma mocne) i przerzucenia sie na ssanie palca. Ech, jak minie nam infekcja wirusowa, to przystąpię do dzieła, nie ma zmiłuj.
Starszy w wieku ok. 9-10 m-cy przeszedł na smoczek tylko do zasypiania (przez resztę dnia był schowany w szafce i młody się nie domagał) a potem gdy skończył rok, po prostu wyrzuciłam i już (żadnego szoł z wyrzucaniem nie uskuteczniałam). Dwa dni było trochę łez przy zasypianiu a potem spokój.
Z młodszym gorzej, bo właśnie ma 10 m-cy i ostro ząbkuje, smoczek mu dobrze robi więc ciamka w ciągu dnia takoż, ale ciągle plan zakłada, że jak skończy rok to wyrzucamy i przetrzymujemy.
Ale ja z tych matek-dyktatorek, butelkę odstawiłam jak starszy miał 1,5 roku i skoro chciał tylko z butelki, to nie pił mleka ani nie jadł kaszki i szlus.
Ja się raz z Młodą nie dogadałam i w wyniku takiej niefortunnej konwersacji, Panna ręcyma własnemi smoka wywaliła do śmieci.
)))
Przez tydzień tłumaczyłam jej potem, że „mocia” nie ma, bo wyrzuciła przecież, skończyło się na pochlipywaniu, awantur nie było. W końcu sama go wyrzuciła
Młody smoka kiedyś zgubił. Nikt go nie szukał. Ot i tyle
Był taki program właśnie na TVN Style odnośnie smoczka. Tam Pani mówiła, że nalepiej żeby po skończeniu 6 miesięcy już dziecko odstawić do smoczka, bo mimo, że to na pewno wygodniejsze dla rodziców, to tak jest lepiej. W każdym razie Pani tłumaczyła, że jeżeli dziecko jest kumate można używać różnych wybiegów, np. wziąć dziecko na litość i np. wymyślić historię o powiększającej rodzinie myszek. Powiedzieć dziecku że myszki są biedne i mama mysz nie ma smoczków dla swoich maluszków i że dobrze by się z nią było podzielić, bo to taki dobry uczynek.
Można też wyprawić pogrzeb smoczka. Np. podczas jakiejś uroczystości powiedzieć dziecku że jest już takie duże, że trzeba pożegnać się ze smoczkiem, że nam dzielnie służył, ale teraz już trzeba go zostawić w spokoju, musi odpocząć itd. Ogólnie ujmując propozycją tejże Pani z programu było wypłynięcie na wyobraźnię dziecka, tak żeby uznało, ze pozbywając się smoczka robi coś dobrego
Pozdrawiam
Nie wiem czy jest się co bać o ssanie kciuka. Kiedy decydowaliśmy się na wychowanie bezsmoczkowe, bardzo dużo naczytałam się własnie o tym, że przecież dzieć będzie zamiast smoka ssać palec i czy to aby nie gorsze. Okazało się, że wcale nie gorsze, bo nawet przez myśl młodej ssanie kciuka nie przeszło. Nie jest wcale powiedziane, że Jadzia zacznie ssać palec. Bo niby dlaczego miałaby?
Wam się akurat udało. Natomiast znam sytuacje, gdzie brak smoczka zaowocował ssaniem palucha. Może to jest tak, że dzieci mają różną potrzebę ssania? Jedne większą, jedne mniejszą.
No, ale uwaga! Pierwsza noc bez smoka za nami i… zero protestów. Teraz trwa dzień bez smoczka i poza jednym stwierdzeniem „dzie je momo?” nadal nic, kwestia smoczka nie istnieje. Czekam i nadzieja rośnie
Mój Żuk ma prawie 8 miesięcy i ssie kciuk. Ssała od urodzenia. Nic nie poradzę. Próbowałam przekonać, że smoczek jest fajniejszy – nic z tego. No i co? Nic. Przecież nie odrąbię kciuka, prawda? Zobaczymy co będzie dalej. Po cichutku liczę na to, że samo jej przejdzie.