Zagubieni, czyli jak szybko odnaleźć dziecko w hipermarkecie?
Święta się zbliżają, tłumy w hipermarketach i centrach handlowych rosną, a wraz z tym wzrostem coraz częściej słychać komunikaty typu "Zapłakany Jacuś czeka na swoich rodziców przy kasie nr 5". Szał zakupów, wszyscy gdzieś pędzą, więc o zawieruszenie dziecka wcale nie jest tak trudno. Zwłaszcza jeśli małoletni przejawia irytującą skłonność do włażenia tam, gdzie włazić nie powinien. No i teraz pół biedy, jeśli Jacuś na tyle opanuje emocje, że będzie w stanie coś konkretnego na temat rodziców powiedzieć. Często jednak trzy- lub czterolatek jest tak przerażony, że w najlepszym wypadku pamięta swoje imię i nic więcej. I szukaj tu rodziców. A jeśli zgubi się na plaży pełnej turystów? Jak oznajmić wszem i wobec, że właśnie my znaleźliśmy malucha i ten czeka na rodziców za parawanem w gwiazdki? Znacznie prościej jest, jeśli mały jest wyposażony w pewien, hmm, gadżet:
.
.
Cóż to jest? To jest zmywalny tatuaż (trudnozmywalny), który można sobie na zamówienie zrobić. Taka kalkomania czy jak to zwał. Można na nim umieścić rozmaite informacje, również takie, że np. dziecko jest silnie uczulone na coś (na orzeszki ziemne dajmy na to).
.
.
Co o tym myślicie? Paranoja czy pomysł w dechę?

