Na początku była Demi Moore.
Zdjęcie zrobione w prehistorii, bo prawie 20 lat temu, zrobiło prawdziwą furorę, szokowało nie na żarty i wywołało burzę komentarzy. Jeśli ówczesna żona Bruce’a Willisa chciała rozgłosu, nie mogła sobie wymyślić lepszej metody autopromocji. Czy skuteczne to było? Oh, yes, najwyraźniej. Bo potem się posypało.
.
.
.
.
O ile jeszcze pierwsze zdjęcie, "prapoczątkowe" nosiło silne znamiona artyzmu, o tyle w innych chodziło tylko i wyłącznie o powielenie motywu i uzyskanie podobnego efektu marketingowego. Zobaczcie, nawet nie silono się na inne, niebanalne, niestandardowe ustawienie modelki. Kopie Demi powieliły się na okładkach popularnych czytadeł. I znów, czy zadziałało? No jasne! Obalanie tabu, zaglądanie do alkowy, w prywatność zawsze działa. A ciąża do niedawna należała do sfery jeśli nie tabu, to tematów wstydliwych, bo w końcu, żeby do ciąży doszło, potrzebny jest mężczyzna, a konkretnie tego mężczyzny określony organ i to w stanie wskazującym na stanie. No i robienie dzieci generalnie rzecz biorąc nie przypomina robienia śniadania na przykład. Znacznie bardziej intymne to jest, prawda?
Okazuje się jednak, że ciąża jako taka sporo straciła na intymności. Stała się poniekąd sprawą publiczną, jak kolejki w ZUSie. I modne jest teraz na przykład wybranie się do fotografia i zafundowanie sobie sesji zdjęciowej z brzuszkiem.
.
Czy jestem za? Jestem za. Ciąża, zwłaszcza pierwsza, jest czasem absolutnie niepowtarzalnym i jeśli ktoś ma koncepcję go uwiecznić, to szczęść mu Panie Boże. Jeśli sam nie ma talentu fotograficznego, niech odda się i matkę swego dziecka w ręce specjalistów. Zdjęcia dokumentujące czas błogosławiony wcale nie są mniej ważne niż zdjęcia ślubne, a przecież trudno sobie wyobrazić ślub bez sesji u fotografa. A że przy fotografowaniu brzuszka pozbywamy się warstewki intymności? Mój Boże! Osiągnięcie celu wymaga poświęceń. Gdyby jeszcze kiedyś zdarzyło mi się być w ciąży, zrobiłabym sobie sesję zdjęciową? Oh, yes. Ale raczej nie w stylu zdjęcia powyżej. To byłoby raczej coś w ten deseń.
.
.
.
.
.
.
Akty? A dlaczego by nie? Ja lubię akty, a akty pięknie zrobione są niezwykle wymowne. Wyguglałam blog fotografki Anny Pawlety. Część zdjęć podanych wyżej jest właśnie jej autorstwa. Polecam!
Drogie przyszłe mamy! Cykajcie brzuszki, bo potem będziecie żałować, żeście tego nie zrobiły. Jak ja. Całą ciążę nie chciałam się fotografować, bo mówiłam, że od uwieczniania kaszalotów jest National Geographic. Efekt jest taki, że ze stanu błogosławionego mam cztery (!!!) zdjęcia, z czego dwa zrobione przypadkiem! Nie do odratowania.
PS. Jak tam Święta? Bardzo przytyły? Hehe
PS2. O fotografowaniu brzuszków można też pogadać na forum.
Możesz też pobrać Asystenta Ciążowego, bezpłatną aplikację na swoją komórkę, dzięki której na bieżąco będziesz śledzić rozwój Twojego dziecka. Opis tutaj, a szczegóły instalacji i plik tutaj.

















Kalendarz ciąży

Fajna notka, dopiero teraz ją znalazłam. Ja też mam mało zdjęć z tego okresu. A teraz myślę, że to był najpiękniejszy czas…