Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Czas na sanki!

pt, 18 gru 2009 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta
Zgodnie z nową świecką tradycją zima w tym roku znów zaskoczyła drogowców. Mimo że przebijanie się przez zaspy stanowi coroczny gwóźdź programu, nie przestaje mnie to zadziwiać. Wczoraj więc mknęłam do roboty z prędkością zdolną zawstydzić nie tylko turbodymomena, ale samego Kubicę – w porywach jakieś 35 km/h. Nie ma sensu odświeżać drogi krajowej, która jest jednocześnie trasą międzynarodową. Przeca ją znowu zasypie, czyż nie? A jak nie zasypie, to samo stopnieje.
No dobra, ale skoro zima w pełni, to i sanki na tapecie. Sanki są obecnie artykułem pierwszej potrzeby, bez którego nie wyobrażam sobie dalszej egzystencji. Głównie z tego powodu, że wózkiem rzadko gdzie można dojechać. Nie no, przesadziłam. Moją "parasolką" Coneco pomimo mikrokółek dotrze się w zadziwiająco sporą ilość miejsc, ale sanek i tak nam potrzeba. Zapuściłam więc żurawia w studnię www i oto, co udało mi się odnaleźć.
Sanki najbardziej klasyczne z klasycznych. To jest to. Najważniejsze jest to oparcie, bo mała jest jeszcze na takim etapie, że nie jarzy za bardzo, na czym polega idea utrzymania równowagi.
 
 
Ten model (w sensie ten kształt sanek) zdążyłam już wypróbować. Dziecko posadzone i oparte nie wypada, nawet jeśli wdrożymy opcję "z górki na pazurki".
Są też sanki oparciowe ze "wspomaganiem pchania". Też fajne, tylko że nie przekonuje mnie rozmiar oparcia. Jakieś takie płytkie mi się wydaje, a wizja łapania dziecka w locie (rzucamy siaty z zakupami i łapiemy dzieciaka, zbieramy siaty, ruszamy, znów rzucamy, znów łapiemy itp.) nie wydaje mi się szczególnie atrakcyjna.
 
 
No cóż, ja mam w domu już tzw. starszaka. Nie oznacza to jednak, że najmłodsze oseski mają być pozbawione przyjemności białego szaleństwa.
 
Zdjęcie z malypodroznik.pl

Ten patent mnie rozwalił :-) No i jeszcze można mieć dwa w jednym:

Zdjęcie z malypodroznik.pl
 
Ja pierniczę! A ja tak marzę, żeby kiedyś pojeździć na biegówkach! Macierzyństwo jak widać nie musi być przeszkodą.
Jeśli dla kogoś nie tylko rozmiar (sanek), ale i design ma znaczenie, może wybrać coś takiego:

Ciekawa jestem, jak ze "ślizgalnością". Albo coś takiego:

 
Dla najmłodszych chyba nieodpowiednie. No i nie wiadomo, w jakiej kondycji jest tyłek po takim ślizganiu.  Pewnie w podobnej jak w przypadku zjeżdżania na "jabłuszku".
Jest też coś dla starszych. Np. dla miłośników skuterów śnieżnych.
 

Coś dla jeszcze starszych miłośników wrażeń ekstremalnych.

 
Ręka w górę, kto nie chciałby się tym przejechać. Nie widzę :-)
Są też sanki, których konstruktorzy za najważniejsze uznali troskę o kondycję miejsca, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Proszę bardzo, oto sanki na resorach.
 

No, na tym to i z Giewontu zjedziesz…
Jest też coś dla tych, którzy na pierwszym miejscu stawiają markę, a reszta nie ma większego znaczenia. Lub dla tych, którzy sanki chcą dopasować do posiadanego samochodu. Oto sanki Volkswagena. Autentyczne!

Sanki BMW…

… i Porsche.

Nie mam pojęcia, ile kosztują, ale pewnie wprost proporcjonalnie do ceny samochodu :>
Producenci pomyśleli też o lokatorach małych mieszkanek na dodatek nieobdarzonych takim dobrodziejstwem, jakim jest piwnica lub strych. Co zrobić z sankami po sezonie zimowym? Wiadomo, ile miejsca zajmują. Są takie, które można złożyć.
 
Wybór duży, a pchła mała. Czym się kierować przy wyborze sanek? Tak na mój gust kilkoma wskazówkami.
  1. Czy sanki są dopasowane do wieku dziecka?
  2. Czy są solidnie wykonane?
  3. Czy są stabilne i zapewnią w miarę bezpieczną jazdę (w miarę, bo wszystko zależy od tego, z jakiej górki zjeżdżamy)?
  4. Czy są wygodne?
  5. Czy są łatwe w konserwacji?
Ostatnia rzecz. Póki śnieg jest zmrożony i suchy, to pikuś. Ale przed wyjściem na mokry dobrze sanki nasmarować. Najlepiej jeśli ma się taki specyfik do smarowania nart (do kupienia w każdym sklepie sportowym). A jeśli nie, to porządnie natrzeć świecą. Wtedy śnieg nie będzie się przyklejał do płoz.
Słowa kluczowe: , , ,

1 komentarz odnośnie posta “Czas na sanki!”

  1. A ja polecam ślizgacze, coraz bardziej popularne także w Polsce. Zobaczcie co na tym można wyprawiać. http://www.domenasportowa.pl/product-pol-9131-Slizgacz-Ghosky-MiniBob-pomaranczowy.html
    pozdrawiam.

A Ty co myślisz?