Czterdziesty tydzień ciąży – jak wygląda poród?
To był niezły maraton, co nie? No, ale koniec końców dobrnęłaś do mety. Jak zmordowany długodystansowiec wpadający na stadion – jeszcze nie wierzysz, że to już koniec, ale już widzisz wiwatujące tłumy i trenera czekającego z rozpostartym ręcznikiem. Inaczej mówiąc RODZISZ.
Tak, to już! Dziecko postanowiło zabrać swoje manatki i opuścić wygodne i przyjemnie mokre lokum. Jego rozwój płodowy dobiegł końca. Jest ukształtowane w 100% (już od pewnego czasu było, a przez ostatnie tygodnie jedynie przybierało na wadze i rosło), a teraz nastąpił najodpowiedniejszy moment, by powiedzieć światu „drżyjcie, nadchodzę!”.
Zastanawiasz się pewnie jak wygląda poród i czynności, by tak je nazwać, okołoporodowe. Cóż, mogę się wypowiedzieć odnośnie cesarki. Poród naturalny zilustruję – umówmy się wpierw: żadnego tabu, OK? – fotkami.
Jedno ważne na początek. Zanim udasz się do szpitala, warto wcześniej w domu wydepilować krocze. Do zera. Oczywiście to wcale nie jest proste, skoro brzuch przesłania ci krajobraz raju. No i jeśli będziesz w stanie rzecz jasna. Dlaczego? Bo i tak to zrobią w szpitalu. Mnie położna jeszcze „poprawiała”, kiedy leżałam na fotelu ginekologicznym przed badaniem. To było dla mnie dość krępujące. Warto więc popracować w domu, a do pomocy zatrudnić małżona.
JAK WYGLĄDA CESARKA (planowa, nie z konieczności)
- Na początku lewatywa. To nie jest takie straszne, a jeszcze za nią podziękujesz, zobaczysz
- Potem przebierają cię w śmieszne białe szmatki, przez które więcej widać niż nie widać, ale trudno. Szmatki są niezbędne, inaczej twoją koszulkę nocną trzeba byłoby spisać na straty.
- Zakładają ci cewnik do cewki moczowej. To nie jest przyjemne i dosyć piecze, ale po znieczuleniu i do samego wyjęcia rurki w ogóle nie czuć.
- Z cewnikiem wędrujesz na salę operacyjną. Anestezjolog zapodaje znieczulenie. No i tak: standardowo jest to ukłucie w kręgosłup.
- Bywa jednak, że cesarka odbywa się pod narkozą. Znieczulenie w kręgosłup dostaje się albo na siedząco, albo na leżąco. Ja miałam na siedząco. Ważne jest, żeby się przy tym rozluźnić (wiem, łatwo mówić). Wówczas wbicia igły praktycznie nie czuć. Dalej wszystko dzieje się z prędkością światła.
- Spokojnie, sprawdzają, czy znieczulenie zadziałało
- Kładziesz się, na twarz (właściwie na nos) dają ci maskę z tlenem (choć niekoniecznie, ja akurat potrzebowałam) dolną część twojego ciała zasłaniają parawanikiem i zaczynają swoje. U mnie było tak, że anestezjolog czuwał nad całością, dwoje lekarzy majstrowało na dole, a obok czekały zwarte i gotowe położne z czymś w rodzaju szafki z przewijakiem dla dziecka. Widoczność masz mniej więcej taką:
- Sam „poród” trwa dosłownie trzy minuty. Myk, rozcięcie, myk, wyjęcie dziecka, a potem można sobie spokojnie pozszywać. Wyciągają zatem, słyszysz pierwsze „uuuaaaa!”, przecinają pępowinę. Położne odsączają wydzielinę z płuc malucha (dziecko nie przechodziło przecież przez kanał rodny i ma w płucach płyn owodniowy, którym „oddychało” w czasie życia płodowego), a lekarze wyciągają łożysko. Śmieszne jest to, że się czuje coś w rodzaju dotyku, choć to oczywiście w ogóle nie boli.
Po cesarce
- Dostajesz dawkę oksytocyny, żeby macica zaczęła się obkurczać (przecież nie było akcji porodowej).
- Następuje zszywanie. Trwało mniej więcej 20 minut. Rodzaje szwów są dwa. Wewnątrz są samorozpuszczalne, natomiast zewnętrzne mogą być albo też samorozpuszczalne, albo takie do późniejszego wyjęcia. Ja miałam te drugie. Nie przeraź się, jeśli zobaczysz grubo „nabraną” skórę. Spokojnie. Moja blizna jest obecnie praktycznie zupełnie niewidoczna. Cieniusieńka bialutka kreseczka. Mogę paradować w skąpym bikini. Wyjęcie szwów (wyjmuje się w siódmej dobie po porodzie) jest proste jak konstrukcja cepa, wystarczy mocno pociągnąć. Choć ciut bolesne. Szwy oczywiście zdejmuje lekarz, nie próbujcie tego w domu
- Ad rem. Po cesarce jesteś znieczulona od pasa w dół. Należy zwracać uwagę na to, by nie dźwigać głowy do góry – może cię po prostu potem bardzo boleć. Jeśli już musisz, to delikatnie. Dostajesz w kroplówkach substancje odżywcze (glukoza i sole mineralne) oraz środki przeciwbólowe – możesz bezpiecznie karmić piersią, choć na początku nie jest tak prosto wypracować odpowiednią pozycję. Ja karmiłam już 30 minut po wyjęciu dziecka, czyli jakieś 10 minut po założeniu szwów.
- Jak długo te kroplówy i ile się leży po cesarce? Bardzo różnie, zależy od kobiety i szpitala. Kroplówki miałam przez dwie doby, a wstałam po 32 godzinach. Są jednak kobiety, które wstają szybciej, a są takie, które leżą dłużej. Na czas „kroplówkowania” nie można było nic jeść, a pić tylko symbolicznie, parę łyczków. Tak naprawdę jednak nie chce się ani jednego, ani drugiego.
- Całość procedury kończy się kolejną lewatywą, która ma za zadanie pobudzić jelita do pracy. Fajna sprawa, bo na początku wcale nie jest tak łatwo korzystać z toalety.
JAK WYGLĄDA PORÓD NATURALNY
W kwestii porodu naturalnego jestem zielona jak wiosenny szczypiorek. Wiem tylko tyle, że nacięcie krocza, którego tak boją się kobiety, nie zawsze jest konieczne i nie zawsze boli, a przynajmniej nie tak bardzo, jakby się tego człowiek spodziewał. Informa cje szczegółowe spod znaku jak wygląda poród naturalny minuta po minucie znalazłam tutaj. Moim zdaniem dość fachowo. Na ile zgadzają się one z rzeczywistością – wam to oceniać, wam, któreście rodziły, ja dysponuję w tym wypadku jedynie teorią.
Nie zawsze w każdym bądź razie poród wygląda „klasycznie”.
Bo możesz też rodzić w pozycji stojącej.
A możesz i w wannie.
Podobno świetna sprawa i mniej odczuwa się ból, choć w naszym kochanym kraju pewnie za dopłatą, jak znam życie.
Jeśli towarzyszy ci mąż/partner i zaklepałaś sobie poród rodzinny (też zdaje się coś tam trzeba odpalić – wyprowadźcie z błędu jak coś), to po nim może nastąpić piękna chwila.
Jeśli mężczyzna wytrzyma, co wcale nie jest takie oczywiste
Jeśli jednak trzyma się dzielnie, a na dodatek ma w ręku aparat fotograficzny (który jakimś cudem przemycił) i przepchał się przez tłum, może uwiecznić prawdziwe wyjście smoka.
Fot. Piotr Ociepski. Źródło, strona autorska: www.transvimed.pl
Niezależnie jednak od tego, czy z cesarką mamy do czynienia, czy nie, dziecko tuż po prezentuje się tak samo: mały wymoczek.
Rany boskie, to chyba najdłuższa notka w historii tego bloga. Kończąc życzę wszystkim oczekującym narodzin pierworodnego lub pierworodnej spokoju, luzu i relaksu. Życzę wam porodu jak marzenie, takiego który chciałybyście przechodzić co najmniej raz w miesiącu
Życzę fachowych lekarzy i położnych. Ja swój poród wspominam jako fantastyczną przygodę (głównie za sprawą personelu właśnie) i najpiękniejszy dzień mojego życia. Życzę wam po prostu tego samego, ot co.
No i oczywiście o porodach własnych i cudzych możemy pogadać na forum. Zapraszam!Możesz też pobrać Asystenta Ciążowego, bezpłatną aplikację na swoją komórkę, dzięki której na bieżąco będziesz śledzić rozwój Twojego dziecka. Opis tutaj, a szczegóły instalacji i plik tutaj.
No i oczywiście o porodach własnych i cudzych możemy pogadać na forum. Zapraszam!Możesz też pobrać Asystenta Ciążowego, bezpłatną aplikację na swoją komórkę, dzięki której na bieżąco będziesz śledzić rozwój Twojego dziecka. Opis tutaj, a szczegóły instalacji i plik tutaj.









No właśnie, najczęściej dzieje się tak, jak mówisz. Dlatego ja zdaję sobie sprawę, że jestem raczej wyjątkiem jeśli chodzi o „przygodę z porodem”. Bardzo wiele zależy od szpitala.
Co nie zmienia faktu, że wszystkim ciężarówkom życzę porodu jak marzenie
Hre, hre
Oczyma wybraźni widzę Cię paradującą po korytarzu i męża z szlafrokiem
))
No bo właśnie, jak się rodzi normalnie, a kończy cesarką, to to wygląda inaczej. Dlatego zaznaczyłam, że opisuję cesarkę planową. U mnie poród naturalny nie wchodził w grę z racji kręgosłupa w ruinie. Neurolog powiedział, że żywego dziecka nie urodzę :/
Ja mialam cesarke w prywatnej klinice i wspominam ja bardzo ciepło. Nie robiono mi lewatywy bylam prawie 2 tyg po terminie wiec mialam wyznaczony dzien. Kazano mi tylko zjeść lekką kolację no i przyjechac rano. Gdy to zrobilam zbadano mnie a potem podano mi oksytocyne (najpierw mialam rodzic naturalnie) ale wody mi odeszły i nic wiecej dlugo dlugo wiec zdecydowano ze bedzie cięcie. Poszlam z pielegniarka na sale podano mi zewnątrzoponowe i położono. Przeraziło mnie tylko ze mnie przypieto pasami za ręce do stołu ale to chyba normalne. Absolutnie nic nie czulam wszystko trwało chwile gdy usłyszałam jak lekarz mowi:”trzymaj trzymaj główkę” wpadłam w panikę i zaczęłam dyszec jak ryba wyrzucona na brzeg aparatura zaczęła wyć ręce sie trzasc i widzialam ogromne przerażone oczy mojego meza ktory stał za drzwiami i patrzył przez szybę. Na szczescie trwało to chwile bo kochana pielegniarka dala mi maskę i zaczęła głaskać po glowie anestezjolog powiedział dowcip i po chwili mialam mojego synka przy sobie. Pobeczalam sie jak dziecko naprawde wiele robi podejście lekarza i personelu ja czulam sie bezpieczna gdy sie balam nikt na mnie nie wrzeszczal ani tez sie nade mna nie roztkliwial to byla po prostu fachowa życzliwa pomoc i wsparcie. Wstałam gdy zeszło znieczulenie z pomocą pielęgniarki ktora az mnie pochwaliła za „męstwo”. Na drugi dzien chodziłam co prawda zgieta wpół ale sama mialam moje dziecko caly czas przy sobie bo tak chcialam a pielęgniarki dziwiły sie ze ich nie wzywam. To byly najlepsze chwile niestety gdy chodziłam na szczepienia to w przychodni zepsuto mi ten cudowny czas bo panie tam pracujące uznały ze skoro mialam cesarke to poszlam na łatwizne i sama jej sobie zażyczyłam i zatruwaly mi życie nieustannymi docinkami jakie to dziewczęta teraz sa słabe itp. za 3 miesiace przeżyje kolejna przygodę z moim drugim dzieciątkiem i nie wiem jak to bedzie ale wiem ze na pewno bede rodzic w tym samym miejscu naprawde wiele da sie znieść gdy ma sie wokół życzliwych ludzi ja moich lekarzy wyściskalam
Ja miałam cesarkę planowaną. Jednak dzień wcześniej lekarze kazali mi sie położyć dzień wcześniej by zrobić ost badania. Poszłam na czczo. No i dziecko sie pośpieszyło i jak podłączyli mnie do ktg okazało sie że mam skurcze. Przyszedł mój lekarz prowadzący i kazał szykować się na cesarkę. Lewatywy nie uświadczyłam. Zdążyłam tylko zadzwonić do męża by wracał z powrotem z pracy bo rodzę. Cewnik załżony bez bólu, znieczulenie w kręgosłup na leżąco. Z workiem od moczu szłam pod ręką na operacyjną z pielęgniarką. Co do golenia to w domu przy pomocy męża. Dali maskę z tlenem. Anestezjolog opowiadał dowcipy, 2 lekarzy wyciĄGAŁO Agatkę i pielęgniarki. Poczułam tylko przez chwilę popchnięcie w górze brzuch. Jak pokazali mi małą to od razu się rozpłakałam a pani instrumentariuszka od razu powiedziała, że wzrosło mi ciśnienie. Anestezjolog mi pogratulował i za chwilę już wieźli mnie na pooperacyjna. W drzwiach mąż krzyczałZDROWA 10 PKT APGAR! Przełozyli mnie na łózko i od razu dostawili małą do piersi. Mąż robił zdjęcia, a ja płakałam. Wstałam po 30 godz. Siostrzyczki super. Bardzo mi pomagały i chwaliły moją samodzielność i ciągle proponowały leki przeciw bółowe. Dziecko było ze mną ciągle. Pierwsza noc ciężka ja nie miałam pokarmu, a mała płakała głodna i żadna z nas nie spała. To były piękne przeżycia. Życzę wszystkim takiej opieki! Tylko głowa przez jakiś pierwszy tydzień bolała po znieczuleniu…
A mi tu czegoś brakuje…
Opisu 41 i 42 tygodnia ciąży, która jakoś nie ma zamiaru się rozwiązać (wrrrrrrrrrrrr!). Proponuję post na ten temat – w moim wykonaniu byłby on pełen kropeczek, wszak nie wypada propagować nieparlamentaryzmów…
Coś pięknego – termin już dawno minął, a ty się tu, kobito, kulaj dalej i podśmierduj sobie wewnętrznie… eeetam.
Pozdrawiam przeterminowane!
Ja mam bardzo miłe wspomnienia zarówno z samego porodu jak i późniejszego naszego pobytu w szpitalu. Na porodówkę trafiłam kilka godzin po tym jak zaczęły mi odchodzić wody, z tego względu że tatuś miał nocna zmianę, a mamusia koniecznie chciała aby ta najwspanialsza chwila w życiu była naszym wspólnym przeżyciem.
. Zaraz po porodzie położono mi maluszka na brzuchu i praktycznie tylko z przerwa na mierzenie, ważenie i badanie dzieciątko cały czas było ze mną.
Szpital w którym rodziłam jest szpitalem miejskim i posiada tytuł „ Szpitala Przyjaznego Dziecku”. Śmiało mogła bym również dodać „Przyjaznemu Matce”.
Na porodówce odwiedziła mnie moja prowadząca pani doktor i zapewniła mnie że oddaje mnie w dobre ręce:). I faktycznie tak było. Bardzo miło zaskoczyła mnie postawa położnej która przyszła, przedstawiła się, przywitała. Zarówno lekarz który odbierał poród, położna i cały personel na porodówce obdarzeni byli niezwykłą cierpliwością i wyrozumiałością. Jestem pełna podziwu, ja będąc na ich miejscu juz dawno nerwowo bym nie wytrzymała, a pomyśleć, że oni na co dzień maja takie „wyjące baby”:). Tak jak chcieliśmy, poród przeżyliśmy wspólnie, a jedynym wydatkiem był zakup ubrania ochronnego który kosztował nas całe 11zł
Na sali dzieciaczki leżały w gondolkach przy naszych łóżkach. Pamiętam pierwszej nocy siostra-położna wsadziła mi dziecko pod kołdrę mówiąc „mamusia musi dogrzać dzieciątko”:). Niby to takie małe drobiazgi, ale w tym szczególnym czasie przybierają rangę „rzeczy wielkich”.
Na prawdę są jeszcze miejsca gdzie za opiekę nie trzeba płacić, nie wspominając juz o „kopertach” i być potraktowanym „po ludzku”.
pozdrawiam.Magda.