Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Przenośny sterylizator smoczków włóż do… torebki

wt, 01 gru 2009 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta
Sterylizatora jako takiego w domu nie posiadam. Butelki i smoczki odkażałam sposobem a la epoka kamienia łupanego, czyli pakowałam do garnka z gotującą się wodą. Sterylizator wydawał mi się zbędnym gadżetem, którego podstawowymi zadaniami było zajmowanie miejsca w kuchni i wyciągnięcie kasy od nieświadomego rodzica-debiutanta. Odkryłam jednak (za sprawą Twojego Maluszka) nowe wcielenie sterylizatora, czyli jego wersję przenośną, którą można ze sobą zabrać w torebce na spacer.
Oczywiście nie chodzi o kombajn sterylizujący wielkie butle. Tu ograniczamy się do tego, co z uporem maniaka w najmniej oczekiwanym momencie ląduje na ziemi, czyli do smoczków.
Smoczki to się nosi na specjalnej smyczy – ktoś zauważy. Fakt, ale przychodzi taki etap w ewolucji człowieka, że młode smoczek ląduje na ziemi pomimo wszelkich zabezpieczeń. Młode potrafi. Oblewasz oczywiście smoczek wodą mineralną (broń Boże nie oblizujesz!!!) i z jękiem podajesz latorośli, oczyma duszy widząc stada rozjuszonych bakterii galopujące w stronę jej błon śluzowych. Marzysz o czymś, co pomoże ci tu i teraz wytępić wszelkie formy życia przyczepione do smoczka. Dlaczego by właśnie nie mieć przy sobie sterylizatora?
Istnieje oto przenośny sterylizator do smoczków. Taki o (firmy Pipila):

Miejsca w środku jest dokładnie na jeden smoczek. Ale po co ci więcej? Ja zawsze na spacery nosiłam dwa. Kiedy jeden wypadał, ratowałam się drugim. Ten pierwszy można by w międzyczasie wysterylizować. Tak to ustrojstwo wygląda od środka:
Wsadzasz smoczek silikonowym do dołu, zamykasz wieczko i zostawiasz go na pastwę promieni UV. Proces sterylizacji trwa sześć minut. Następuje rzeź niewiniątek i wszelkie formy życia odchodzą w niebyt. Przez te 6 minut dziecko jakoś wytrzyma, no nie? Producent zapewnia, że ginie 99,9% żyjątek, a ta 0,1% i tak zapewne cienko przędzie. Producent zapewnia, że jakość czyszczenia jest porównywalna z tym, które ma miejsce w profesjonalnych szpitalnych sterylizatorniach. Hmmm… Sterylizator działa napędzany dwoma paluszkami.
A cena? 30 dolców. W Polsce 99 zł.
No i teraz pytanie: warto wyłożyć kasę? Cholewcia, jakby pięć dych kosztował, tobym jeszcze wyłożyła, ale stówa? Kupilibyście?
Słowa kluczowe: , ,

A Ty co myślisz?