Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Czytanie na śniadanie

pt, 29 sty 2010 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta
Wychowałam się na książkach. Ale tam, żaden wyczyn to jest. W moim przypadku. Jestem starą rurą urodzoną w latach 70-tych (klasyk w "Psach" ująłby to inaczej), dorastającą w czasach, kiedy nie było komputerów, komórek (Boże, jak ja sobie radziłam bez komórki?), nawet video, nie mówiąc już o kablówce. Dzieci pisały listy do telewizji, żeby Kaczor Donald pojawiał się częściej w wieczorynkach. Znaczy się częściej niż z okazji świąt. Nic dziwnego zatem, że czytałam. Oglądać nie było co.
Na punkcie czytania do dzisiaj mam podobnego świra jak na punkcie pisania. Zresztą jedno i drugie ściśle się ze zobą wiąże na zasadzie przyczyny i skutku. 
No i teraz po co to piszę? Bo dzisiaj jest znacznie trudniej zachęcić i przyzwyczaić nieletnich do obcowania z papierem nie tylko toaletowym. Dzisiaj mamy taaaaaaką ofertę rozmaitych Mini Mini i innych Cartoon Network. Ściągamy bajki z Internetu i w ogóle jest tak, że nasze pociechy znacznie dłużej gapią się w monitor niż w kartki. Czyż nie? I coś trzeba z tym robić, moi mili. Nie mówię, żeby nie oglądać, bo sami oglądamy różne Reksie i Boby Budownicze, ale żeby ustalić właściwe proporcje. Słowem – więcej czytać.
 
Jestem gorącą propagatorką czytania dziecku od kołyski, od samego początku. Sama tak robiłam. Jasne, że mnie wtedy jeszcze nie rozumiało, ale melodyjność mowy wiązanej wyraźnie przypadła mu, temu bobasu, do gustu.
Co mamy w repertuarze? Przede wszystkim klasyków. Brzechwa Dzieciom:
 
 
Ma trochę mało ilustracji, dlatego posiadamy też wiersze Brzechwy w wersji o wiele bardziej kolorowej i tamta książka, ochrzczona przez młodzież "Kuma duma" jest w użytku znacznie częściej. Do tej natomiast mam sentyment, ponieważ identyczną książkę pamiętam z dzieciństwa. Na rynku jest mnóstwo wcieleń Brzechwowych wierszy dla dzieci. Ot, pierwsze z brzegu:
 
 
Mamy też wiersze Tuwima. Książkę pt. Słoń Trąbalski i inne wiersze zgarnęłam z półki w Empiku.
 
 
Tę serię polecam. Obłędnie kolorowa, przykuwa wzrok i oderwać się nie można. W środku najbardziej znane Tuwimowe wiersze dla dzieci, od Murzynka Bambo, przez Lokomotywę, po Słonia Trąbalskiego i Ptasie Radio
Skoro jest i Brzechwa, i Tuwim, nie mogło zabraknąć Jachowicza z jego słynnym "Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku".
 
Ilustracje przepiękne, ale samym doborem repertuaru jestem nieco rozczarowana. Konopnicka jeszcze przejdzie (zwłaszcza Stefek Burczymucha), Jachowicz też, ale Krasicki jest już potwornie archaiczny. Na pewno nie dla malutkiego dziecka.
W bardzo częstym użyciu (co niestety widać po ozdobach ukradkiem wykonanych za pomocą długopisu) jest książeczka, którą dostaliśmy od cioci Krysi: Przytulanki, czyli wierszyki na dziecięce masażyki.
 
 
Pamiętacie z dzieciństwa zabawę w szły konie po betonie, szła pani na szpileczkach? No właśnie. Książka zawiera zbiór krótszych i dłuższych wierszyków, do których przyporządkowane są odpowiednie "czynności okołoczytelnicze" w postaci zorganizowanego gmerania po plecach i nie tylko. Znakomita zabawa, Jadźka to uwielbia. Polecam.
Teraz jednak rządzi Byczek Fernando. Polecam ze względu na prostotę i fantastyczne ilustracje. Nawet jeśli nie przeczyta, to z pewnością chętnie poogląda.
 
 
No i oczywiście Koziołek Matołek. W tej oldschoolowej wersji.
 
 
Nie samą klasyką żyje człowiek. Pisałam już kiedyś, że warto dzieciom czytać dobre komiksy. Baranowski dla starszych, Kajko i Kokosz dla młodszych i inne. Wzdycham do Antresolki profesorka Nerwosolka i Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa? Ponieważ moim życiem nadal rządzi kupa (a była kupa? a jaka? spora? a twarda czy miękka? ale nie zielona?), pisałam też na temat książeczek poruszających ten jakże ważny dla każdego rodzica temat. Swoją drogą fajna sprawa. Ja chciałabym mieć w domu książkę o kupie :-)
 
Co daje czytanie praktycznie od dnia narodzin? Nie wiem, jak to jest w przypadku innych dzieci, ale u mojego zaskutkowało szybkim rozwojem mowy i nie tylko. W wieku roku i 4 miesięcy mówiła pierwsze proste zdania, teraz nawija jak kataryna. Teraz część wierszyków zna na pamięć i na przykład dokańcza za mnie kolejne wersy. Zna litery alfabetu. Prawie wszystkie (obecnie mamy 1 rok i 10 miesięcy). Ma świetną pamięć i bogatą wyobraźnię. 
Tak chwalę się, chwalę bez opamiętania, ale chodzę dumna jak paw i gratuluję sobie wytrwałości w czytaniu. Przy drugim dziecku obowiązkowo ten sam proceder. Jak recydywa, to ze szczegółami.

A Ty co myślisz?