Jak to dawniej robiły kobiety, czyli starożytna antykoncepcja metodą chałupniczą
Jakiś czas temu rozpisałam się na temat historii prezerwatywy (ach te płócienne woreczki nasączane w soli i baranie kiszki!), pora na płeć piękną, która – jasna sprawa – również miała swoje sposoby na niezajście w ciążę. Wbrew pozorom nie chodzi o permanentny ból głowy. Czyli jest tak: od zarania dziejów ludzkość kombinowała, co tu zrobić, żeby przyjemnie było, ale żeby nie trzeba było wychowywać konsekwencji tej przyjemności.
Już w starożytności stosowano coś, czego współczesnymi następcami są rozmaite kapturki dopochwowe i wkładki. Chodziło o zatarasowanie drogi plemnikom. W tym celu wykorzystywano owoce, liście specjalnego gatunku brzozy, gąbkę nasączaną sokiem cytrynowym (naturalne gąbki to takie zwierzątka morskie, prostsze w budowie niż jamochłony), liście bambusa, fragmenty tkanin lub – proszę usiąść – odchody krokodyla! Nie wiem, czy w przypadku krokodylich ekskrementów można było seks w ogóle rozpatrywać w kontekście przyjemności, a i o skuteczności nic nie wiadomo.
Nowoczesną metodą pozbycia się nasienia jest ćwiczenie mięśni Kegla. Nowoczesną w sensie takim, że stosowaną dzisiaj i można o niej wyczytać w rozmaitych książkach na temat naturalnych metod planowania rodziny. Dawniej zalecano kobietom kucnąć i kichać, ile wlezie. Też ponoć działało…
Szyjkę macicy warto było potraktować oliwą lub miodem. Albo tym i tym jednocześnie. Ewentualnie w grę wchodziła żywica cedrowa lub sok z drzewa balsamowego.
A może coś w rodzaju prymitywnego tamponu? Proszę bardzo: rozdrobniona kora brzozowa, sumak (to taka roślina), wino i wełna. Wszystko mieszamy razem i pakujemy, wiadomo gdzie.
Środki antykoncepcyjne można też było przyjmować doustnie. Wywar z ruty na przykład lub wywar z ziaren dzikiej marchwi. Podobno działało. W ostateczności można było… połknąć żywą osę, a partner – by wspomóc działanie antykoncepcyjne – zjadał mielone jądra muła. Delicje, mniam, mniam
Jeśli zaufanie do środków roślinnych i zwierzęcych nie było stuprocentowe, wspomagano się zaklęciem. Lub amuletem. I bardzo ważne: serce wrony. Facet nosił przy sobie serce samcze, kobieta samicze. Nie można zapomnieć o sercu wrony!
Hmm, jak tak myślę o seksie, to nachodzi mnie ochota, żeby napisać coś o Kamasutrze. Coś w stylu: "myśleliście, że tak się nie da, a jednak!".
@@@
Dobra, żarty żartami, a tutaj ruszyło głosowanie na Blog Roku 2009! Sms o treści A00188 (bez spacji!) wysyłamy na numer 7144 Koszt to 1,22 zł z VAT (głosujących zza granicy obowiązuje stawka ich operatora i może to być niestety drożej). Bez Was sobie nie poradzę
Bardzo zależy mi na znalezieniu się w pierwszej dziesiątce w swojej kategorii, a konkurencja jest, oj, mocna, mocna… Ale to jeszcze pikuś. Najważniejsze jest to, że Wasze smsy mogą po prostu pomóc potrzebującym (dofinansowanie turnusów rehabilitacyjnych dla niepełnosprawnych dzieci). Jeśli więc chcesz niewielkim kosztem spełnić dobry uczynek, głosuj na blog Dzieciowo mi!
