Koń na biegunach - różne wcielenia bujanej zabawki

Konik, z drzewa koń na biegunach, Przyjaciel wiosny, uśmiech radosny, każdy powinien go mieć!
Wszyscy znają tę bardzo wdzięczną piosenkę Urszuli, która tak naprawdę nie jest jej autorstwa (muz. Jacek Dybek, sł. Franciszek Serwatka). Ale nie w tym rzecz. Rzecz w temacie piosenki, zabawce ponadczasowej i ponadpokoleniowej. Nie znam osoby, która nie miała lub nie chciała mieć konia na biegunach. Konik na biegunach rządzi i prędzej czy później rodzice lub dziadkowie zafundują podopiecznym bujanego wariata. A jest w czym wybierać!
Można pojechać klasyką:

Pluszowa sierść, siodło, uzda, strzemiona (strzemiona zasługują na szczególną uwagę!), drewniane bieguny. Piękny, prawda? Tylko że ciut wysoki. Mniejsze dzieci mogą mieć problem z samodzielnym dosiadaniem zwierza. Mogą też bać się na nim jeździć i wtedy cała radość i oczekiwania rodziców pryskają jak bańka mydlana. A nawet jeśli się nie boi i chętnie jeździ, to jednak trzeba na tego konia bez przerwy wsadzać i zsadzać. Męczące. Klasyka kosztuje, warto więc rozglądnąć się nad rozwiązaniem prostszym. I w kosztach, i w formie. Zwłaszcza jeśli nie wiemy, czy nieletni zagustuje w tego typu przyjemności.

Warto podkreślić, że obecnie drewniane zabawki są w modzie i propaguje się odwrót od plastiku na rzecz drewna właśnie. My mamy konia (bo mamy oczywiście!) tego środkowego. Jest idealnie dopasowany do wzrostu mojej Jadzi (1 rok i 9 msc), dzięki czemu w obsłudze konia następuje pełna... samoobsługa. Wsiadamy i zsiadamy bez pomocy rodzica. Oprócz tego koń jest lekki, a zatem transport zwierza również odbywa się solo. Kosztował o wiele mniej niż koń "klasyczny" (wedle zapewnień dziadków), a daje radości wcale nie mniej.
No, ale ktoś może chce postawić na drewno, ale cena nie gra roli. W takim razie proszę bardzo, koń drewniany w wersji lux.


Target: właściciele spasionego portfela. Ale uwaga, krótkie bieguny! Bieguny w koniu muszą mieć odpowiednią długość, żeby dziecko się nie przegibnęło. Konie fundowane podopiecznym w epoce PRL-u niestety taką wadę konstrukcyjną posiadały. Jak się człowiek trochę bardziej rozbujał, to ani się obejrzał, a lądował na pysku lub na potylicy. A to wcale nie jest takie trudne.
Bywają też konie z zabezpieczeniem, żeby młodociany jeździec nie zsunął się z siodła. Zabezpieczenie ma swoje minusy - dziecko samo z zabawki nie zejdzie. Pozdrowienia dla twojego kręgosłupa. Nie mówiąc już o tym, że cały czas trzeba być w gotowości bojowej i lecieć na wezwanie.

 

Ważny szczegół - podpórki na nóżki! Dzieci wykazują zadziwiającą wprost skłonność do pakowania stóp pod bieguny.
Dążenie do prostoty może być naprawdę daleko posunięte. Oto koń symboliczny.

Polecany zwłaszcza dla maluchów. Nie ma szans przegibnąć się do przodu lub do tyłu, a i siodło niemal w parterze. W dodatku jest lekki i - co ważne - łatwo go utrzymać w czystości, bo bywa przecież że na koniu jemy (koniecznie na koniu, bo bez konia się nie da).
Umownością formy przoduje IKEA, która zadziwia turbodymomena.

Nikt nie mówi oczywiście, że na biegunach musi być stworzenie wydające rżący odgłos paszczowy. Bujać się można też na krowie...

... a nawet na kurze.


Ta kura jednak bardziej dla ozdoby lub siedzenia niż prawdziwego bujania. Te minibieguny...
Powyżej mamy sytuację, gdzie są bieguny, ale zwierzę na nich osadzone nie jest koniem. Może być też i tak, że koń owszem, jaki jest, każdy widzi, ale... nie służy do bujania.
Panie i panowie - koń-huśtawka.


Koń-rowerek - mój designerski ulubieniec.


Na koniec koń w stylu dwa w jednym. I do bujania, i do jeżdżenia.

Konik na biegunach jest jak mała czarna wśród sukienek - nigdy nie wychodzi z mody.

Uwaga! Możesz śledzić rozwój Twojego dziecka za pomocą Centylografu, darmowej aplikacji na komórkę z systemem Android. Szczegóły tutaj

1 komentarze:

Wenus pisze...

My mamy to ustrojstwo z ikea, tyż czerwone. Sprawdza się rewelacyjnie :))
A mi osobiście podoba się strasznie "Koń w wersji lux", boski jest!

Zobacz także: