Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Macierzyństwo i praca w domu

śr, 06 sty 2010 · Opublikowane w Życie...
Każdy szanujący się tytuł prasy kobiecej i/lub rodzicielskiej musi poświęcić parę zdań zagadnieniu powrotu kobiety do pracy po macierzyńskim. Każdy szanujący się tytuł nieodmiennie od paru lat (to znaczy odkąd ja się z tym zetknęłam) daje cud-receptę, która złagodzi traumę, jaka towarzyszy kobiecie, kiedy musi zostawić swoje dziecko na ileś tam godzin, żeby po prostu na nie zarobić. Otóż nie musi go zostawiać – grzmią tytuły. Może pracować w domu. O ile oczywiście pracodawca wyrazi na to zgodę i pójdzie na rękę. Po tym odkrywczym stwierdzeniu następuje zazwyczaj lista korzyści, jakie pracodawca czerpie, jeśli umożliwi matce dziecka taką opcję. No i wypowiedzi matek, które pracują w domu i są z tego powodu przeszczęśliwe.
Genialne, prawda? Och, gdybyż to było takie proste…
Zazwyczaj żaden szanujący się tytuł nie zająknie się nawet, że nie każdą pracę można wykonywać w domu. O ile architektka (trudne słowo), prawniczka, web designerka, graficzka komputerowa (ależ to brzmi), copywriterka, redaktorka czy księgowa mogą świadczyć usługi na rzecz pracodawcy poza firmą, a przynajmniej można sobie to wyobrazić, o tyle sekretarka lub kasjerka czy też pracownica banku raczej nie. Czyli nie dla wszystkich to panaceum na kłopoty jest. A to ważne.
Nie mówi się też o tym, że żeby wykonywać w domu pracę, której poświęcało się czas poza miejscem zamieszkania, potrzebna jest… niania. Tak, niania, inaczej mówiąc opiekunka do dziecka lub babcia, jeśli się taką na podorędziu ma. 
Póki sama nie zostałam matką i sama nie próbowałam pracować w domu, pukałam się w czoło i byłam skłonna przypuszczać, że to kiepska organizacja czasu lub rozpuszczenie małoletniego nie pozwala rodzicowi pracować. Teraz wiem, że jeśli nie ma się kogoś do pomocy, to jako-tako można siedzieć przy komputerze tylko do momentu, kiedy dziecko nie jest w stanie przemieszczać się samodzielnie po mieszkaniu i kiedy jeszcze w miarę śpi w ciągu dnia. No, chyba że ktoś ma nieletniego, który, jak się go posadzi na kocyku i da klocek do ręki, to po czterech godzinach nadal będzie tam siedział i co najwyżej klocek zmieni. Moje dziecko wykazuje jakieś wybitne zainteresowanie wspinaczką wysokogórską i ogólnie sportami ekstremalnymi niemalże od chwili narodzin, trzeba więc je stale mieć na oku. A jak masz na oku, to w monitor się nie gapisz, prawda? Nie mówiąc już o tym, że nie możesz się skupić.
Próbowałam manewru z kojcem. Działało na początku, ale mała po prostu nie lubiła tam siedzieć. Jeśli nie spała, to domagała się uwagi, co jest zupełnie naturalne i trudno się temu dziwić. A moim zadaniem jako matki (bo to w końcu teraz moje podstawowe zadanie życiowe) było jej oczekiwania w tym zakresie zaspokoić.
Efekty? Zapomnij o tym, że będziesz mogła poświęcić na pracę osiem godzin dziennie, czyli tyle, co w firmie. Nie ma na to najmniejszych szans. To z kolei oznacza, że to, co robiłaś w osiem godzin, musisz zrobić w dwie. A i te dwie masz rozpieprzone na odcinki mniej więcej 20-minutowe. Jeśli więc pracodawca oczekuje od ciebie wydajności i – jakież to popularne – pracy pod presją czasu, to po prostu nie będziesz ani tak wydajna, ani odporna, jak on się tego spodziewa.
To kiedy więc kobieta pracująca w domu wykonuje swoją pracę zawodową? Bardzo dobrze – w nocy. Bo to jest jedyna pora, kiedy może posiedzieć przez te trzy lub cztery godziny, a przerwę robi co najwyżej na karmienie. Nie pozostaje to jednak bez wpływu na jej ogólną kondycję, prawda? Ileż można zasuwać nocami?
Poza tym poza pracą masz jeszcze pranie, sprzątanie, gotowanie, spacery z dzieckiem, zakupy itp. Jeśli nie masz kogoś do pomocy, pogodzenie tego wszystkiego jest delikatnie mówiąc trudne.
Przetestowałam na sobie, pisałam artykuły na zamówienie. Ileś tam wytrzymałam, a potem trzeba było po prostu szukać innej pracy. Nie w domu. I już.
Słowa kluczowe: , ,

A Ty co myślisz?