Mustela Soothing Comfort Balm – ułatwiacz zasypiania
Oczywiście od siostry dostałam. Nie jest to może niezbędny atrybut rodzica debiutanta i rodzica recydywisty, ale może zafundować dziecku (i rodzicowi) kilka chwil ponadplanowego relaksu. Mowa o Baume Reconfortant, inaczej Soothing Comfort Balm firmy Mustela.
A cóż to jest? Ano, moje drogie rodzice, jest to coś w rodzaju smarowidła do zadań specjalnych. Nie jest to balsam do ciała – nikt nie zamyka balsamu w tubeczce o pojemności 40 ml! – ale nie jest to też maść do punktowego nanoszenia. Dziecię można potraktować, czym tam się ma i używa, czy to oliwką, czy to balsamem, czy to specjalnym kremem. Potem plecki i brzuszek na wysokości piersi (czy jak Jadzia mówi „cycusie”) smarujemy właśnie tym. Masujemy. Bo to do masażu jest.
A po co? Ano po to, żeby szybciej odesłać młodzież w objęcia Morfeusza (nie tego z Matriksa oczywiście
). Ja to działa? Na stronie producenta (www.mustela.com) jest napisane, że Baume jest oparty na maśle karite i zawiera ekstrakt z miodu, rumianku oraz czegoś, co się w oryginale zwie plantes aux vertus calmantes, a co mój wielce kulawy francuski pozwolił zidentyfikować jako zioła ułatwiające zasypianie. Podczas smarowania uwalniają się więc substancje eteryczne, co z kolei sprawia, że oddycha się łatwiej, a skoro łatwiej się oddycha, to i odpręża się człowiek, a skoro odpręża, to zasypia. Uff.
Czy to jest skuteczne? Cóż… Nie zauważyłam, żeby moje rozgadane mowlę (prawie dwuletnie) jakoś szybciej po tym zasypiało. My mamy tak, że co wieczór obserwujemy erupcję energii, jakby cały dzień się kumulowała, by wybuchnąć właśnie przed zaśnięciem. Natomiast masaż sprawia małej wyraźną przyjemność. Balsam – no, nazwijmy go balsamem – przy okazji świetnie nawilża skórę.
No i pięknie pachnie! Faktycznie czuć tam rumianek i coś, czym się w dzieciństwie nacierało plecy i piersi, kiedy człowiek chorował. Coś a la kamfora, ale bardzo delikatne. Producent zresztą pisze, że kamfory, mięty i eukaliptusa w tym produkcie nie ma. Faktycznie lepiej po tym oddychać. Podejrzewam, że kiedy dziecko ma katar, to ten specyfik w jakimś sensie przyczynia się do odetkania noska.
Mustela, jak wiadomo, przebadana na wszelkie sposoby, hipoalergiczna itp. Środek nie zawiera – uwaga – phenoxyethanolu, ftalatów, parabenów (czyli estrów kwasu parahydroksybenzoesowego), czyli jest przeznaczony również dla alergików.
Wiekowo? od chwili narodzin do skończonych 3 lat.
Jest tego co prawda 40 ml, ale ustrojstwo jest niezwykle wydajne. Wystarczy odrobina, żeby zagospodarować całe plecy i przód.
Czy kupić? Wiadomo, że można się bez tego obejść, ale ja się cieszę, że to mam. Sprawuje się świetnie.
Podsumowanie:
Producent: Mustela
Nazwa: Baume Reconfortant (Soothing Comfort Balm)
Ocena w skali 1 do 6 – no 6 oczywiście
PS. Przypominam, że już za chwileczkę, już za momencik, czyli jutro o 15:00 rusza głosowanie w konkursie na Blog Roku 2009. Oczywiście nie znam jeszcze numeru, pod który wysyłamy smsy, ale jutro w południe na pewno będzie można ten numer znaleźć na stronie konkursowej przy blogu Dzieciowo mi. Czyli tutaj. W treści smsa wpisujemy kod, który również będzie widoczny obok ocenianego blogu. Z jednego telefonu można zagłosować tylko raz. Ekhm, liczę na wsparcie

Kupiłam, jak mi mała zachorowała (katar u miesięcznego dziecka to koszmar). Dziewczyny no poprostu rewelacja. Smarowałam rano i wieczorem, plecki i klatkę piersiową, a mała po 15 minutach miała czysty nosek i zasypiała na kamień. I jeszcze jedno Olka jest wyjątkowym alergikiem, a ten wynalazek przyjeła bez jednej krostki