Zima trzyma! Kremy ochronne dla niemowląt i dzieci.
Ożeż w mordę jeża, nigdzie nie ma sanek! Ludzie się rzucili i wykupili nawet najdroższe badziewie, na które nie spojrzeliby nawet w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody. Wcale się temu nie dziwię, my sami odbyliśmy pielgrzymkę po hipermarketach i sklepach sportowych zakończoną wyniesieniem kolejnej porcji danonków i nic poza tym. No, ale, panie dzieju, śnieg to jeszcze pikuś. Gorzej, że rtęć w termometrze jest chimeryczna jest kobieta w PMS i obecnie raczy zalegać na poziomie -10 st.C.
Czy można wychodzić z dzieckiem, kiedy takie temperatury panują za oknem? Niektórzy muszą. Ja na ten przykład mam psa i nie ma bata, jeśli nie uda się rozwiązać tego inaczej, trzeba się zebrać całą bandą (ja, dziecko i pies), by umożliwić zwierzęciu podniesienie kończyny i stopienie kawałka zaspy strumieniem żółtej cieczy. Mimo mrozu, wychodzimy. Kto jednak nie musi, to przy temperaturze niższej niż -10 st.C powinien sobie raczej spacerek darować.
Co jednak, jeśli wychodzimy? Musimy wtedy zastosować pewne zabezpieczenia.
Przede wszystkim chronimy dziecięce ryło. Skóra dziecka jest niezwykle delikatna, musi więc być chroniona odpowiednim kremem. Jakim? No właśnie, natłuszczającym przede wszystkim, czyli inaczej mówiąc specjalnym smarowidłem przeznaczonym na niskie temperatury. Raczej nie używamy teraz takich klasycznych kremów z wysokim filtrem, które stosujemy latem. My na przykład taki "letni" krem mamy taki:
Pisałam już o nim wcześniej. Krem na zimę musi być znacznie bardziej bogaty, nie tylko jeśli chodzi o filtry.
Wbrew pozorom zupełnie przyzwoicie radzi sobie zwykły krem Bambino (też zrecenzowany).
Wbrew pozorom, ponieważ jest śmiesznie tani. Filtr raczej symboliczny i tutaj nie ma co się spodziewać rewelacji, ale cała reszta naprawdę w porządku. Twarz świeci się dziecku co prawda jak psu klejnoty, ale bez przesady, to akurat można przeżyć.
Co jeszcze? Mieliśmy świetny krem Bubchen.
Mieliśmy niestety krótko, bo pewnego feralnego dnia wypadł mi gdzieś na spacerze i tyle go widzieli. Szukałam w parku, ale chyba już ktoś zdążył się na niego połakomić. Wcale się nie dziwię, krem jest rewelacyjny (no, filtry pozostawiają trochę do życzenia). W dodatku młode bardzo lubiło być nim smarowane, a to nie jest takie oczywiste.
Teraz mamy krem Mustela Cold Cream. Hicior. Czad. Absolutna rewelacja, droga, jak to Mustela, jak sto pięćdziesiąt.
Świetnie się wchłania, jest wydajny, bardzo dobrze chroni i na dodatek przyjemnie pachnie. Ma zaskakująco lekką konsystencję, ale nic to nie zmienia, jeśli chodzi o działanie.
Tyle mieliśmy, ale oferta rynkowa jest oczywiście znacznie szersza. Z nieprzetestowanych przykładowo:
Skarb Matki krem na zimę z filtrem UV
Flos-Lek krem Sopelek
Dax Perfecta Wintercare (od 6. miesiąca życia)
Johnson’s Baby Soothing Naturals (od 1. miesiąca życia).
Penaten (do tej serii mam słabość za sprawą kremu do tyłka – ocena wkrótce)
I to jest zaledwie wycinek tego, co znajdziemy w ofercie rynkowej. Do wyboru, do koloru. Zwracać tylko należy uwagę na to, od jakiego wieku dziecka można dany krem stosować. Nie każdy się nadaje od chwili narodzin i producenci zaznaczają to na opakowaniach.
Dobra, koniec, ubieram się ciepło, bo pies znacząco przestępuje z nogi na nogę i wywiera na mnie presję w postaci kręcenia się pod drzwiami i groźby zroszenia korytarza. Nigdy tego nie robi, ale kto go tam wie. Zwłaszcza że to suka.









Ja ostatnio wypróbowałam Ziaję na trudne warunki. Pachnie kokosami, ale nie chroni jakoś wybitnie, mam wrażenie. Tyle dobrze, że cała rodzina może używać…
A tak swoją drogą, piszemy: „ożeż” i „chimeryczna”…
A Bambino – na jak młodym pyszczku można stosować?
), ale jakoś mi umknęła informacja, od kiedy wolno stosować.
Kupiłam Bambino dla potomki już na wyjście ze szpitala (te sakramenckie mrozy! acz przez 3 tygodnie mogą się zrobić tropiki
Od pierwszych dni życia, jak zapewnia producent. Ja stosowałam od narodzin i nie było bólu. Z tym, że rodziłam w marcu, a nie w styczniu
Choć wtedy i tak padał śnieg z deszczem.
ten Johson zielony jest całkiem spoko:) Smaruję dziób młodego, i przy okazji swój. Nie świeci się!