Herbatkowa akcja i niejadkowa reakcja
Firma Posti poprosiła mnie o przetestowanie i zrecenzowanie herbatek dla dzieci. Pod lupę jako pierwsza poszła Herbatka dla niejadka, owocowo-ziołowa z witaminami. Pisali, że zależy im na rzetelnej recenzji, bez wazeliny. Chcieli, to mają
W ogóle ta herbatka wchodzi w skład czegoś w rodzaju herbatkowej "trójcy nie najświętszej" spod znaku Herbuś (nie mylić z tak zwaną aktorką). Jest jeszcze herbatka dla bystrzaka (pamięć i koncentracja), i herbatka dla mistrza (odporność i higiena jamy ustnej). O pozostałych herbatkach będzie później. A w ogóle o produktach z serii Herbuś można poczytać na www.herbusie.pl.
Mamy do czynienia z herbatkami w saszetkach. Wszystkie saszetki pakowane są w jeden "worek". Może to i dobrze, pewnie nie wietrzeją tak szybko. W jednej saszetce mamy hibiskus, jabłko, aronię, koper włoski, biedrzeniec anyżu, liść jeżyny, truskawkę, aromaty i witaminy.
Na początku podałam ją Jadzi z miodem i cytryną. Łyknęła. Potem – i powodowało mną wrodzone lenistwo – podawałam już zupełnie saute, bez dodatków. I też łyknęła, bez żadnej różnicy. Wnioskuję z tego, że herbatka jest co najmniej pijalna, a pewnie i smaczna. Piszę tak, dlatego że dla mnie okazała się nie do przejścia, zarówno jeśli chodzi o smak, jak i o zapach. Poprawkę należy wziąć na stan mój odmiennym zwany, kiedy to wszystko wydaje się inne (np. gustuję teraz w perfumach raczej świeżych i sprawiłam sobie Ardenbeauty, choć normalnie wybieram nasycone, orientalne wonie). Kiedyś próbowałam mojej dziewczynie aplikować granulowaną herbatkę z kopru włoskiego i anyżu bodajże firmy Hipp (bez innych dodatków smakowych) i kategorycznie odmawiała współpracy (opakowanie wyrzuciłam). Dlatego przemycenie tych dwóch ziółek wśród owocowego otoczenia uważam za dobry pomysł. Fajnie, że herbatka jest zaparzana a nie granulowana. Mniej cukru i te sprawy.
Jadzia codziennie wypijała jedną lub dwie takie herbatki. Testujemy od poniedziałku. A "testerka" właśnie z gatunku niejadków permanentnych. I co? I pijemy sobie, witaminki przyjmujemy, ale spadku poziomu niejadkowatości jakoś nie odnotowałam. Może jest to kwestia zbyt krótkiego czasu. Wiadomo, że żeby coś zadziałało, musi trochę wody upłynąć. W każdym razie jak marudziła przy jedzeniu, tak marudzi dalej, a gdyby mogła, żyłaby pewnie powietrzem.
Sama herbatka jest dobrym pomysłem, uważam. Od pewnego czasu przygotowywałam herbatki owocowe takie "dla dorosłych", a skoro jest dla dzieci, to tym lepiej. A tak na marginesie Jadzia da się pokroić za coś, czego w tym wieku pić jeszcze nie powinna, czyli za zwykłą herbatę earl grey i to koniecznie z Lidla. I bądź tu mądry.
