Maty antypoślizgowej nieznane oblicze
Wzruszyłam się. Ale po kolei.
Dziecię z zachwytem obserwowało, jak pies wpierdzielał jakiś szit z puszki. To znaczy szit był z puszki, ale pies wsuwał z michy.
- Luka je jedzenie! – skonstatowała Jadzia cała przejęta.
- Tak – mówię w celach edukacyjnych. – Luka ma w misce swoje jedzenie. O widzisz? Już zjadła. Widocznie głodny pies.
- Głodny pies – zgodziła się Jadzia, po czym ruchem szybszym niż moja reakcja (a jako rasowa baba za kierownicą ma co najmniej sekundowe opóźnienie) rzuciła się do szafki pod zlewozmywakiem, dopadła wiaderka i wpakowała psu do michy… dorodną cebulę. Zdumienie zwierza nie miało granic. Głupio było nie podziękować, więc chociaż polizał prezent.
- Luka już ma jedzenie – oznajmiło moje dziecko, a mnie łzy rozczulenia niczym Niagara zalały lico, odsyłając tusz do rzęs w zaświaty (nie był wodoodporny).
Na trosce o pełny żołądek psa się nie skończyło. Należało zadbać o to, żeby miał ciepło. W związku z czym przez następne pół godziny Jadzia próbowała wiecznie uciekającego zwierza przykryć. Gumową matą antypoślizgową z wanienki…
Ekhm, nadal można wyrażać pogląd, że blog jest OK i wspierać go w konkursie. Szczegóły po kliknięciu w banerek.