Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Pan tanio zapłodni panią

wt, 23 lut 2010 · Opublikowane w Podpatrzone, przeczytane, Wstrząśnięta i zmieszana
Już kiedyś pisałam o tym, kto to jest surogatka i jakie usługi oferuje. Pisałam też o „podziemiu płodnościowym” czy raczej „podziemiu bezpłodnościowym”, kiedy to różni ludzie kierujący się różnymi motywacjami robią często zupełnie niezłe pieniądze na nieszczęściu życiowym innych. Na „wolnym rynku” można bez problemu nabyć spermę (wraz z usługą zapłodnienia klasycznego, jeśli ktoś chce, czyli bzykanko w celach prokreacyjnych z obcym mężczyzną), komórkę jajową, wynająć brzuch na urodzenie dziecka czy też… kupić „gotowe” dziecko. Po co zostawiać w szpitalu za darmochę, skoro można na tym zarobić, prawda? Ten ostatni manewr jest co prawda najdroższy i wymaga zaangażowania osób nie tylko trzecich, ale i czwartych, ale i takie „transakcje” są przeprowadzane (cena – około150 tys. złotych).
Jest zapotrzebowanie, więc rynek startuje z ofertą. Prosta zasada – popyt i podaż. Natrafiłam ostatnio na stronę, która ułatwia kontakt sprzedawcy z kupującym. Przyznaję, że skala zjawiska powaliła mnie na kolana i spowodowała permanentny opad szczęki. Adresu nie podaję celowo, ale jak ktoś przysiądzie fałdów, to na pewno wujek Gugiel trud wynagrodzi. 
Skupiłam się na ofertach dawców spermy. Proszę państwa, do wyboru, do koloru.
Jest oto 30-latek „wykształcenie wyższe (mgr) z kreatywnym umysłem„, który swoje ogłoszenie zatytułował „Gwarancja i profesjonalizm„. Na czym polega profesjonalizm, można się domyślać. Zapewne z wprawą używa tego, czym go natura obdarzyła. A gwarancja? „Bardzo wysokie prawdopodobieństwo powodzenia… zdrowy chłopak 4300 na koncie”. Nie wiadomo, czy to owoc małżeńskiego związku tego człowieka, czy też efekt jego hotelowej działalności prokreacyjnej.
Są tacy, którzy prezentują dużą mobilność i orientację na klienta. Choćby 22-latek, który z dziedziny humanistycznej jest dobry, ale z matematyki coś tam też liznął. Jak zapewnia „Zapłodnie dyskretnie dojade w każde miejsce/ nasienie sperma”. Hmm, nie wiem, jak miałoby wyglądać zapłodnienie niedyskretne? W hipermarkecie? Przed kamerą?
Są i tacy, którzy ograniczają się do wąskiego rewiru, ale – uwaga! – usługa może być gratis! Oto 21-letni dawca spermy z Wrocławia, który działalność ogranicza do tego jednego miasta, ale za to, jak zapewnia, „zapłodni w każdy sposób” (to znaczy w jaki? zgłębił Kamasutrę, czy jak? Bo ja znam jeden sposób – kontakt penis-pochwa). Geny wartościowe, bo altruista: „Proszę mnie nie obrażać ofertami pieniężnymi. To co robię jest powodowane chęcią pomocy – nie chęcią zarobku!
Jak przyciągnąć uwagę potencjalnych zainteresowanych? Można na przykład przedstawić ofertę wierszem.
Nie jestem ideałem ale i nie skąpcem! Wykształcony też nie jestem, ani piękny ni wysoki, lecz sięgaam do niebios po obłoki! Więc bierzcie odemnie hektolitry spermy, bo jak nie to jesteście . . .ofermy!„. No, jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy skorzystać, to pan przedstawia się jako „100%, katolik, bogobojny, altruista i filantrop„. Na dodatek zapłodni gratis. Zaprawdę, wielka jest wasza nagroda w niebie.
Bywa, że motywacja dawcy jest zupełnie jasna:
Jestem młodym mężczyzną, który potrzebuje pieniędzy, aby rozwijać swój intelekt. Jestem gotów oddać własne nasienie za opłatą. Oczywiście zrzeknę się jakichkolwiek praw do dziecka i nie będę ingerował w jego proces dorastania.”

A bywa, że niekoniecznie:

„Jestem wykształconym mężczyzną posiadam świetnego synka jestem żonatym facetem nie pijącym nie palącym [...] forma oddania nasienia to decyzja kobiety która się na mnie zdecyduje„. Czyli ależ, ależ, wcale nie musi chodzić o zdradę (och, co za straszne słowo, a kysz). Można po prostu zebrać spermę do pojemniczka, a z pojemniczka za pomocą strzykawki para może zafundować sobie chałupniczą inseminację (już bez obecności dawcy). No i wzorowy mąż i ojciec. Geny naprawdę nie do pogardzenia.
Po co o tym piszę?
Jestem zszokowana, ale samym istnieniem zjawiska pokątnego handlu spermą, bo ono wcale mnie nie dziwi. Przeraża mnie luka w polskim prawie, które tej dziedziny życia zupełnie nie zagospodarowuje. Nie dziwi mnie, że są ludzie, którzy są zainteresowani nabyciem czyjegoś nasienia. Dziwi mnie,  że korzystają z takich chałupniczych ofert.
Dlaczego? W Polsce funkcjonują banki spermy, gdzie każdy mężczyzna może „zdeponować” swoje nasienie. Zanim do pobrania dojdzie, dawca jest bardzo dokładnie badany pod kątem chorób genetycznych, wenerycznych i każdych innych. Materiał, jaki jest zebrany w tych bankach, jest przechowywany we właściwych warunkach i jest po prostu – strasznie to zabrzmi – wysokiej jakości. Skorzystanie z banku spermy jednak kosztuje i to drożej niż „dyskretne zapłodnienie” gdzieś w wynajętym pokoju w motelu. Sam dawca, któremu za oddanie spermy się płaci, również tych pieniędzy otrzymuje mniej, niż przy takim niezobowiązującym bzyknięciu na lewo.
No właśnie, tylko czy na pewno niezobowiązującym? 21-letni dawca zastrzega sobie, że wymaga „podpisanego dokumentu o zrzeczeniu się prawa do alimentów.” Niestety biedaczysko nie wie, że taki dokument nie ma mocy prawnej. Mogą go sobie spisywać piętnaście razy, a kobieta i tak ma prawo ubiegać się o alimenty, bo nagle zmieniła zdanie, a ojcostwo ustalić przecież nie problem. 
Drugie wymaganie: „w razie zapłodnienia klasycznego – aktualnego badania na choroby weneryczne”. Bardzo słusznie. Natomiast z drugiej strony nie mamy żadnych dowodów na stan zdrowia dawcy, poza jego zapewnieniem, że jest zdrowy. Dawca może nie mieć bladego pojęcia, że np. jest nosicielem wirusa HIV, co jest wielce prawdopodobne przy licznym przygodnym odpłatnym seksie z osobami praktycznie anonimowymi. Takie kontakty są zatem szalenie ryzykowne.
Dziwi mnie, że ktoś ze względów finansowych decyduje się na tak nieodpowiedzialny krok. Kwestie etyczne pomijam (czy bzykanko prokreacyjne i zapłodnienie w sposób „klasyczny” to już zdrada czy jeszcze nie?).
Nie potępiam i nie osądzam osób korzystających z takich ofert. Naprawdę wiem, co znaczy chęć posiadania dziecka. Własnego dziecka, które się samemu urodziło, czuło się jego ruchy, doświadczało się blasków i cieni okresu ciąży i budowało się świadomość, że oto kobieta staje się matką.
Ktoś może powiedzieć: „Ale przecież można adoptować! Tyle niechcianych dzieci czeka w domach dziecka”. Tak, można. Ale tak najczęściej mówią ludzie, którzy po pierwsze mają już dzieci, po drugie nie mieli najmniejszych problemów z ich poczęciem. Nie doświadczyli, co to znaczy chcieć mieć SWOJE dziecko i nie móc zrealizować tych pragnień. 
W poprzedniej ciąży leżałam w szpitalu na sali z kobietami, które starały się o dziecko 7, 10 i 12 lat. Każda z nich mogła przecież adoptowa

Słowa kluczowe: , ,

A Ty co myślisz?