Przychodzi lekarz do baby i noworodka
Dnia pewnego Felinity zwróciła mi uwagę na jedną ciekawą rzecz. Rodzicie, no nie? Albo nie rodzicie, a urodzicie wkrótce. I co? I wychodzicie ze szpitala, docieracie do domu. Ani się obejrzycie, a tutaj puk, puk do drzwi. Kto tam? Położna. Czego chciała? Przegląd techniczny tudzież serwis noworodka. Serdecznie welcome. Położna nawiedza was kilka razy. I teraz proszę usiąść: ile razy odwiedził was pediatra?
Ani razu? Jakoś mnie to nie dziwi. A wyobraźcie sobie, że jest przepis mówiący o tym, że macie prawo do wizyty pediatry w waszym domu. Nie że zabieracie dzidziora w fotelik i gnacie do przychodni. To przychodnia wali do was.
Jest, proszę ja was, Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 21 grudnia 2004 roku „w sprawie zakresu świadczeń opieki zdrowotnej, w tym badań przesiewowych, oraz okresów, w których te badania są przeprowadzane„. Są załączniki do tego rozporządzenia. Nas interesuje załącznik nr 2. Załącznik nr 2 jest przypisany do par.3 pt. „Zakres profilaktycznych świadczeń opieki zdrowotnej u dzieci do ukończenia 6. roku życia wraz z okresami ich przeprowadzania„. I cóż w nim stoi? O położnej owszem stoi, że do malucha przychodzi (wizyty patronażowe położnej, nie mniej niż 4). Ale jest też, cytuję:
W 1-2 tygodniu życia wizyta patronażowa lekarza pediatry (rodzinnego) obejmująca badanie podmiotowe i przedmiotowe z uwzględnieniem rozwoju fizycznego, pomiaru i monitorowania obwodu głowy, oceny żółtaczki, podstawowej oceny stanu neurologicznego oraz badania przedmiotowego w kierunku wykrywania wrodzonej dysplazji stawów biodrowych.
Chodzi więc o to, że nie musisz ze świeżo narodzonym dzieckiem iść pokazać się w przychodni (i narażać je na jakieś wykichane przez innych zarazki). To lekarz ma obowiązek przyjść do ciebie i doglądnąć twojego dziecka tak, jak to robi położna, która przecież lekarzem nie jest. Zanim w szóstym tygodniu życia stawicie się na obowiązkowe szczepienie.
Ja o tym przepisie nie miałam pojęcia i byłam przekonana, że tylko położna ma nas nawiedzać. Może czas upomnieć się o swoje prawa?
U mnie pani lekarz była. I powiem Wam szczerze, że może lepiej by było, jakby nie przychodziła. Miło że się babeczka pofatygowała, ale wiele więcej niż Położna to ona nie zrobiła, tzn też obejrzała Młodą, no i tyle że wypisała receptę na witaminę D oraz na krople do oczu (Młodej strasznie ropiały). Poza tym stwierdziła że moje dziecko jest za małe, chude, trzeba je dokarmiać, albo w ogóle na sztuczne mleko przenieść
Tłumaczenie moje i pani Położnej, że dziecko urodziło się drobne, ja i mój facet też jesteśmy skromnej budowy oraz że dziecko rośnie, ale bardziej wzdłuż niż w szerz nie pomogły. Pani lekarz wiedziała swoje. Przez tydzień walczyłam ze sobą co zrobić. Postanowiłam Młodej nie dokarmiać, bo skoro, w mojej opinii mam dobry pokarm, Mała jest wesoła, zdrowa, wali książkowe kupciolagi i rośnie, to jakimś absurdem było by dawanie jej mleka modyfikowanego. Tym bardziej, że dopiero na przełomie 3-4 doby po urodzeniu dostałam pokarmu, i był on ciężko wywalczony, więc pomyślałam, tak łatwo to ja go nie oddam
Ale w głowie mi narobiło to sporego bałaganu, bo zaczęłam się czuć jakaś taka made in China, nie pierwszej jakości mleczarnia.
Wyobraźcie sobie, że po tygodniu przychodzi pani Położna, ale sama, bez lekarza, i mi mówi, że bardzo dobrze że karmie nadal piersią, bo nie ma wskazań w jej opinii do zmiany.
To ja dziękuję za takie wizyty lekarskie, które mnie stresują na tydzień, i dają tyle co nic :/ Ale na papierku ładnie to wygląda, że konsultacja była.
u mnie też pediatrzyca była,jak zorientowała sie,ze to drugie dziecko, to wizyta nabrała tempa:)szybkie oględziny dziecka i osłuchanie, zalecenie,żeby małej dawać niewielkie ilości wody przegotowanej( mała miała ślad żółtaczki), wypisanie recepty na witaminę D i usilne namawianie,żeby przy pierwszym szczepieniu zacząć szczepić młodą przeciwko rotawirusowi (szczepionka ofkors płatna, niezależnie od ceny już się rozpędziłam,taa:) i koniec wizyty.Parę godzin później przyszła położna-pogadałyśmy o karmieniu naturalnym, obejrzała młoda, na ślad żółtaczki zaleciła dopajać małą wodą z glukozą, zaleciła przemywać kikut pępowiny spirytusem lub nawet wódką( nie robiliśmy tego w ogóle i wszystko się zagoiło jak trzeba), odradziła dodatkowe szczepienie,heh;) i już.Potem jeszcze raz wpadła ,żeby zobaczyć jak skórka małej( żółtaczka) i tyle.Marlenica, ale Twoja lekarka to niezła z tym tekstem o dokarmianiu!przecież,zanim powie się coś takiego matce, należy przynajmniej zważyć dziecko i ocenić przyrost wagi -czy jest w normie,a potem szafować wyrokami:)maj gat, jak człowiek musi jednak być czujnym przy lekarzach…eh.Dobrze,że się nie dałaś:)!
Heh, no twarda przy niej byłam, ale facetowi memu się potem w rękaw wypłakiwałam, że jakaś taka ni jaka jestem, Tym bardziej że mam po porodzie anemię, i naprawdę ciężko było z pokarmem u mnie
Ale teraz już wiem że jest wszystko oki, a Młoda niech się cieszy że drobna i szczupła, aby jej tak w dorosłości zostało 
), już trochę inaczej ze mną rozmawiała i uciekła. I dobrze, niech ucieka i nie wraca, ooo!
Jakoś nie miałam sumienia atakować Młodej spirytusem.
Kyja, co do żółtaczki, u mnie też popatrzyła „oo, dziecko ma jeszcze żółtaczkę” i nic więcej czy coś jej podawać, czy nie. No i samo przeszło. Rędzina jest moim pierwszym dzieckiem, ale tez mam wrażenie że jak się kobitka zorientowała że nie jestem patologią, dziecko ma czysto i ładnie to szast pras i po lekarzu. I co warto wspomnień pani mnie traktowała z góry, dopóki nie podałam jej mojego peselu na receptę. Pani lekarz głośno wyraziła zdziwienie że nie mam 19 lat tylko 25 (rano, bez makijażu, w domowym dresiku – ale i tak mi ego podniosła
Pępowiny tez nie ruszała, niczym nie przemywałam, i książkowo odpadła w 8 dobie, pięknie zagoiła i mamy śliczny pępuszek
„Postanowiłam Młodej nie dokarmiać, bo skoro, w mojej opinii mam dobry pokarm”
Marlenica, nie ma złego pokarmu! Każdy pokarm produkowany w piersiach jest OPTYMALNY. Ani za tłusty, ani za chudy. Chude lub tłuste mleko to jedne z wielu rozpanoszonych mitów o karmieniu piersią. Natura wie, co robi. Zawsze produkuje mleko z taką ilością składników odżywczych, jaka jest dziecku potrzebna. Nawet jeśli odżywiasz się kiepsko, to organizm wysiorbuje do mleka od Ciebie. W związku z tym Tobie może brakować mikroelementów, ale dziecku żadnym sposobem. Tak ten świat jest skonstruowany
@ kruszyna
A tu przychodzi mi taka psita
do domu, pierwszy raz na oczy dziecko widzi i zaburza mój ład i spokój niedoświadczonej jeszcze matki
No fakt, złapałaś mnie za słówko, chodziło mi o to, że mimo wcześniejszych problemów z laktacją, wiem (czuję to sama w sobie) że teraz jest w porządku i nie ma potrzeba dokarmiać Młodej, skoro pokarm jest i do tego w ilościach wystarczających aby zaspokoić głód dziecka
A u mnie Pan Pediatr był w domu i wręcz przyznał że woli pierwsze spotkania odbywać w najbliższym otoczeniu Noworoda. To nasz pierwszy Egzemplarz więc dokładne tłumaczenie punkt po punkcie jak dbać o Małego zajęło mu chyba z godzinę. Z resztą wcześniej przybyła położna więc Pediatr się powtarzał ale przynajmniej w głowie dobrze wszystko zapadło;)
Upał i wilgoć na zmianę więc jeszcze tylko poproszę o stworzeniu notki o specyfikach antykomarowych -zaczynam zgłębiać temat i ciężko się doczytać rzetelnych recenzji zwłaszcza o specyfikach dla niemowląt a stronę czytam i cenię więc pewnie zaufam doświadczeniu;)