Toksoplazmoza – nakaz eksmisji dla kota?
Bywa, że sprawa wygląda tak: mieszkamy z kotem i dobrze nam razem. Któregoś dnia widzimy dwie kreski na teście ciążowym i od tej chwili dobre dni kota odchodzą do przeszłości. Zwierzę dostaje nakaz eksmisji z natychmiastowym trybem wykonania, a zdarza się, że jest to eksmisja na bruk (i tak wychodził, to se poradzi, no nie?). Dlaczego? Bo ta straszna toksoplazmoza czyha za rogiem a jej atak jest tylko kwestią czasu. Tymczasem jest tak, że zadomowione zwierzę, które do nas się przywiązało i vice versa, wyrzucamy zupełnie niepotrzebnie.
Dziś zatem kilka słów o toksoplazmozie, na chłodno i z dystansem.
Prawdą jest, że toksoplazmoza jest zaraźliwa. Zarażenie następuje na drodze zwierzę – człowiek. Nie ma możliwości zarażenia człowiek-człowiek, z wyjątkiem relacji ciężarna matka i jej dziecko (drobnoustroje przez łożysko dostają się do płodu).
Prawdą jest też, że skutki przebycia choroby w ciąży mogą być poważne. Istnieje ryzyko poronienia lub ciężkich wad u dziecka.
Prawdą jest, że toksoplazmozę przenoszą zwierzęta z rodziny kotów. A zatem zwykłe dachowce, ale też tygrysy, lwy, pumy, a przenosiły też zapewne tygrysy szablozębne z trzeciorzędu czy skądeś tam, ale ich z oczywistych względów nie bierzemy pod uwagę.
Pierwotniak Toxoplasma gondii – sprawca społecznej histerii
Nie jest jednak prawdą, że toksoplazmoza jest jakąś plagą społeczną. Nie ma pandemii toksoplazmozy, ani epidemii nawet. Wcale nie jest tak prosto się nią zarazić a samo chorowanie jest naprawdę sporadyczne! Dlaczego? O tym poniżej.
Nie jest też prawdą, że chorobę mogą przenosić jakieś zwierzęta oprócz kotów. Węże boa, psy, chomiki, świnki morskie, fretki i inni milusińscy mogą spać spokojnie.
Nie jest prawdą, że każde zakażenia równa się chorobie. Bardzo wiele osób jest nosicielami pierwotniaka, ale nigdy nie zachorują.
Nie jest prawdą, że toksoplazmozą zarazisz się poprzez dowolny kontakt z kotem.
No to właśnie, jak się zarazić?
Zarażenie toksoplazmozą następuje tylko i wyłącznie drogą pokarmową. Co to oznacza? A to, że tylko i wyłącznie poprzez zjedzenie surowego mięsa zakażonego pierwotniakiem, czyli mięsa, które wcześniej dany kotek pomacał, polizał itp, lub zwierzęcia, które wcześniej miało kontakt z chorym kotem, a którego mięso chcemy zjeść teraz. Dlatego w ciąży nie jemy metki, tatara i innych tego typu specjałów. Nawet jeśli jednak twój ulubiony kot wziął i dorwał się do twojego posiłku, to po obróbce cieplnej (czytaj: upieczeniu, ugotowaniu, usmażeniu) mięsa problem znika. Bo giną drobnoustroje.
Cykl życiowy pierwotniaka Toxoplasma gondii
Zakażenie w sporadycznych przypadkach jest też możliwe drogą kropelkową. Sprowadza się to do tego, że twój kot musiałby na ciebie nakichać, ale nakichać tak szczególnie, żeby efekty jego kichania trafiły od razu do twoich błon śluzowych. Bo jeśli nakicha ci na rękę, to myjesz ręce i po sprawie. Musiałbyś otworzyć szeroko japę, kot kichnie ci prosto na język i w łańcuchu pokarmowym następuje zmiana żywiciela.
W takim razie jak uniknąć zarażenia toksoplazmozą?
Metoda jest tak prosta, że wręcz trywialna – DBAĆ O HIGIENĘ. Czyli po pierwsze w czasie ciąży nie jeść surowego mięsa, a po drugie myć ręce po kontakcie z kotem. I to wystarczy. Nie trzeba się pozbywać zwierzęcia, które najczęściej nam wiele lat towarzyszyło. Nie też co popadać w histerię i omijać szerokim łukiem wszelkie ssaki, które nie należą do homo sapiens. Nawet jeśli opiekujesz się jakimiś zabiedzonymi dachowcami i dokarmiasz rozliczne przybłędy, nic ci nie grozi, jeśli… myjesz ręce.
No dobrze, robisz jednak badania krwi na obecność toksoplazmozy. Jaki wynik możesz otrzymać?
- Słabo dodatni wynik badania – to oznacza, że kiedyś tam przeszłaś chorobę (najczęściej bezobjawowo, a jeśli już objawy były, to najpewniej pomyliłaś je z przeziębieniem, bo są identyczne). Nie ma żadnego niebezpieczeństwa dla płodu
- Wysoko dodatni wynik – wygląda na to, że zupełnie niedawno przechodziłaś toksoplazmozę. Trzeba o tym powiedzieć lekarzowi prowadzącemu ciążę, a on w razie potrzeby zaproponuje konkretne leczenie. Nie jest powiedziane, że twoje dziecko się zarazi, ale jest to możliwe.
- Ujemny wynik badania – nie chorowałaś na toksoplazmozę i najprawdopodobniej nie jesteś nosicielem pierwotniaka. Uważaj na siebie i dbaj o higienę osobistą.
Więcej o interpretacji wyników na toksoplazmozę znajdziesz tutaj.
Czy badania na toksoplazmozę są obowiązkowe? Nie, ale są zalecane. Czy lekarz, który nie zleci tych badań, jest konowałem i popełnia błąd? Nie, nie popełnia. Ale jeśli nie zleci, zrób je sama. Pamiętaj, żeby zbadać obie referencyjności IgG i IgM. Tylko wtedy otrzymasz miarodajny wynik.
Czy badania na toksoplazmozę są obowiązkowe? Nie, ale są zalecane. Czy lekarz, który nie zleci tych badań, jest konowałem i popełnia błąd? Nie, nie popełnia. Ale jeśli nie zleci, zrób je sama. Pamiętaj, żeby zbadać obie referencyjności IgG i IgM. Tylko wtedy otrzymasz miarodajny wynik.
Przy okazji toksoplazmozy kilka słów w obronie psów i innych lokatorów naszych mieszkań. Już w poprzedniej ciąży wypytałam weterynarza o możliwość zarażenia się chorobami odzwierzęcymi. Weterynarza, bo mam psa i z psem byłam na "przeglądzie technicznym". Od psa możesz się zarazić tylko i wyłącznie wścieklizną. Nawet typowe psie robaki, które może on mieć, nie są robakami człowieka. Nie zachorujesz na nosówkę, psi katar i inne tego typu atrakcje. Jeśli dbasz o swojego psa, szczepisz go regularnie i odrobaczasz, to możesz go przytulać, ile wlezie. Obowiązuje jednak ta sama zasada, co w przypadku kotów: po kontakcie ze zwierzęciem zanim przystąpisz do posiłku, myj ręce. Nie oznacza to, że musisz lecieć do łazienki po każdym pogłaskaniu lub podrapaniu za uchem. Pamiętaj, by nie pchać rąk do buzi (może masz nawyk obgryzania paznokci?) i koniecznie myć ręce przed posiłkiem.
Obrazki z Wikipedii, część danych też.
Dopisek: W ramach uzupełnienia notki kilka spraw:
Toksoplazmoza jest naprawdę bardzo groźną chorobą i nie ma co jej lekceważyć. Skutki nieleczonej choroby w ciąży mogą być bardzo groźne. Trzeba starać się unikać niebezpieczeństwa (nie jeść surowego mięsa i myć ręce po każdym kontakcie z kotem), ale nie należy popadać w paranoję. Chorobą można zarazić się drogą pokarmową, czyli drobnoustroje musisz wpakować sobie do ust. Za pomocą brudnych rąk. Toksoplazmozę się leczy. Nawet jeśli już ktoś jest w ciąży. Co więcej, im wcześniej zacznie się leczyć, tym mniejsze niebezpieczeństwo dla płodu. Nie musisz się pozbywać kota w domu, jeśli jesteś w ciąży. Wystarczy, że ograniczysz z nim kontakt i będziesz myć ręce po kontakcie z nim. Jest to pewnie ciężkie przy 5 kotach, ale przy jednym z pewnością wykonalne.
Dopisek: W ramach uzupełnienia notki kilka spraw:
Toksoplazmoza jest naprawdę bardzo groźną chorobą i nie ma co jej lekceważyć. Skutki nieleczonej choroby w ciąży mogą być bardzo groźne. Trzeba starać się unikać niebezpieczeństwa (nie jeść surowego mięsa i myć ręce po każdym kontakcie z kotem), ale nie należy popadać w paranoję. Chorobą można zarazić się drogą pokarmową, czyli drobnoustroje musisz wpakować sobie do ust. Za pomocą brudnych rąk. Toksoplazmozę się leczy. Nawet jeśli już ktoś jest w ciąży. Co więcej, im wcześniej zacznie się leczyć, tym mniejsze niebezpieczeństwo dla płodu. Nie musisz się pozbywać kota w domu, jeśli jesteś w ciąży. Wystarczy, że ograniczysz z nim kontakt i będziesz myć ręce po kontakcie z nim. Jest to pewnie ciężkie przy 5 kotach, ale przy jednym z pewnością wykonalne.


no co Ty? Kot to nie tylko toksoplazmoza, która jest chorobą śmiertelną, wybijającą rocznie setki tysięcy ciężarnych kobiet i ich dzieci. Kot to również zagryzane nocą niemowlęta, bo jak wszystkim powszechnie wiadomo, kot śpi na piersiach dziecka i rzuca się na grdykę (a widział ktoś szyję u niemowlaka? Bo jak dla mnie dziecko składa się z głowy i reszty;P). Kot to przecież także odgryzione dziecięce paluszki, bo one (te paluszki) wyglądają jak małe robaczki. Kot to przecież też wszelkiej maści alergie, katary sienne, wysypki, wypryski oraz plamy na koszulach i nieurodzaj roślin doniczkowych.
Więc droga cieżarna kota z domu musi się pozbyć koniecznie. Bo musi i już. Tak samo jak musi koniecznie smarować biust smalcem, okładać go kapustą i trzymać w cieple, bo inaczej zaziębi cycki, jak nic. No i nie może zaglądać przez dziurkę od klucza, przechodzić pod liniami wysokiego napięcia, nosić łąńcuszka, korali i paska (achh te dzieci okręcone pępowiną)
Gratuluję recydywy
Ja też niecałe 9 miesięcy temu poszłam do lekarza i powiedziałam mu… „a tak sobie zaszłam”. Choć ten drugi pasek na teście zaskoczył mnie podobnie jak Ciebie
No z tą drobną różnicą, że moje pierworodne miało wtedy rok i 2 miesiące
Tu, w Anglii, uczulaja, zeby nie zmieniac kotu zawartosci kuwetki, kiedy jest sie w ciazy. To znaczy zmieniac, ale nie wlasnorecznie, a mezem lub innym domownikiem. Bo podobno w odchodach „czai sie” toksoplazmoza.
Zawsze warto przy takiej czynności założyć rękawiczki, a potem dodatkowo umyć ręce. Jak ktoś bardzo się boi, może kupić rękawiczki lateksowe, jednorazowe. Tanie jak barszcz i dostępne w każdej aptece
@katharynka Różnica faktycznie drobna
Aha, i nie zapominaj, że koty wysysają oddech. Oprócz rzucania się na grdykę oczywiście
Dziewczyny, oczywiście higiena to podstawa. Ale mam znajomą, która miała 2 koty i zaszła w ciążę. Nie wiem, czy ona myła ręce za każdym razem jak dotykała koty, ale faktem jest to, że synek urodził się chory. Właśnie toksoplazmoza stała się przyczyną choroby. Dawid ma już ponad 10 lat nie rusza się, ma poważne neurologiczne zaburzenia. Czy można było tego uniknąć? To zapytanie można by skierować do lekarzy albo do Boga…
p.s. a koty już dawno nie żyją.
Właśnie, pytanie, jak ona dbała o higienę? Może nie myła rąk? A może ma zwyczaj obgryzania paznokci? A może zmieniała kuwetę bez rękawiczek ochronnych? Bo ja znam kilka par, które mają dzieci i oprócz dzieci co najmniej po jednym kocie, a koty były przed dziećmi i nic. Całe stado zdrowiuteńkie. No, można się przyczepić do kondycji psychicznej kotów. One już robią bokami
Jasne, że zdarzają się zachorowania na toksoplazmozę, ale zalecenia, które tu podałam (nie jeść surowego mięsa i dbać o higienę) usłyszałam od ginekologa, którego przepytałam pod kątem toksoplazmozy. A przepytałam go drugi raz z rzędu i po dwóch latach powiedział mi to samo. Choć nie pamiętał poprzedniej rozmowy. Czyli nie kłamał
A, i ważna sprawa: dowiedziałam się, ze toksoplazmozę w ciąży można leczyć. Chodzi tylko o to, żeby odpowiednio wcześnie ją rozpoznać. Samo zachorowanie matki nie musi więc oznaczać wyroku dla płodu. Jeśli choroba pozostaje nierozpoznana, to niestety najczęściej jednak ten wyrok zapada. A konsekwencje są bardzo poważne.
ja sobie pozwolę wypowiedzieć się w temacie ponieważ koty w domu mam od kilku lat, w porywach do 4 sztuk, do tego psy w ilości też rozmaitej, nikt poza mną się tym towarzychem w domu nie zajmuje, w sensie że kuwetki, kąpiele /psy/ do tego są jeszcze rybki… w zeszłym roku była synogarlica z podwórza… koty fakt… z domu nie wychodzą, tylko co najwyżej na dach. Teraz Kicia jest tylko jedna… moja osobista… Dwa razy podczas obecnej ciąży robiłam sobie badania na toksoplazmozę. I nic.
A kuwetę opróżniam oczywiście ja i po prostu zaraz po myję ręce… chyba odruch sam się narzuca. Co do mycia rąk po każdym głaskaniu… nie kontroluję tego ale nie sądzę. Zatem chyba nie tak łatwo toksoplazmozą się zarazić, bo gdyby tak było powinnam mieć ją na bank.
Mój doktór mówi, że toksoplazmoza to przede wszystkim choroba brudnych rąk.
Zatem…
i bardzo Ci dziękuje za ten wpis, bo tych zwierzątek mam tak rozmaicie ilościowo bo trafiają do mnie niechciane chore itede … m.in z opisywanego tu powodu … właśnie moja osobista Kicia padła ofiarą ciąży byłej właścicielki… więc staram się im szukać nowego właściciela a dopóki nie znajdę to bywa różnie.
Jednak swoją drogą, przyznaję… jak się ma małe dzieci, a zwierzątek się jeszcze nie ma to lepiej te kilka lat odczekać z nabyciem czworonoga. Małe dzieci i zwierzątka są bowiem kompletnie niekompatybilne.
Pozdrawiam
hej,
poza oczywistym myciem rąk, jeszcze jest coś, co może trudno kontrolować, ale nie powinno się lekcewazyć, a mianowicie obecność kota w waszym łóżku. Jak kicia wskakuje, trzeba ją zmusić do wyskoczenia, nawet jeśli przymilnie mruczy.
Zdarzało się, co prawda, że w ciąży sypialiśmy wszyscy w jednym łóżku, w tym kot na poduszce (choć niezapraszany do współspania, zwyczajnie nie przyjmował odpowiedzi odmownej…), i nic się nie stało, ale ten kot nie wychodził z domu. A może miałam po prostu więcej szczęścia niż rozumu?
Moja pani doktor mawiała: bez fobii, ale lepiej nie kusić losu, no i w ogóle, zwierzęta w łóżku to chyba coś nie do pomyślenia, prawda? Ale co wytłumaczysz czytelnie psu, to kotu już nie koniecznie…
A ja powiem tak … o ciąży dowiedziałam się na „wakacjach”, które spędzałam u mojej przyjaciółki (właściwie pod koniec tychże). Mieszkałam u niej 2 tyg. w 3 pokojowym mieszkaniu, a ona ma 5 KOTÓW! Dwa z kocim katarem i ich gilki były wszędzie
. Koty ze mną spały, właziły do jedzenia, piły z mojej szklanki, ja sprzątałam im kuwetki, jak robiłam obiad to koty mi kurczaka, którego kroiłam podbierały, jak robiłam kanapki zlizywały masło. Naturalnym więc odruchem po potwierdzeniu ciąży i powrocie do domu było zrobienie badań na toxo … i co? Toxoplazmozy brak
A z higieną było różnie
Ciężko po każdym kontakcie z kotem myć ręce, kiedy jest ich 5, a co najmniej 2 cały czas Cię liżą, iskają, lub łasza się do Ciebie
Katharynka: „przechodzić pod liniami wysokiego napięcia”. No to mnie teraz nastraszyłaś :/ Przepiepszone mam w takim razie O_o. Ale jak w mieście nie przejść pod takimi? … oh ja głupia …. gdybym tylko wiedziała wcześniej ;( ;( ;( …. Buuuu.
Kruszyna, oczywiście że można leczyć
Może więc warto byłoby notkę wzbogacić?
Izumi, nie każdy kot jest nosicielem tokso. Gdyby któryś z tej uroczej piątki był felerny, pewnie byś się nie ustrzegła. Przy tej natrętnej inwazji miałaś sporo szczęścia
No, ale to kolejny argument za tym, żeby się kota jednak nie pozbywać. Nasz zwierz może być zupełnie zdrowy przecież.
Mam koty od lat dwudziestu, z czego pierwsza kicia była wychodząca. I teraz w ciąży robiłam badania na toxo – ujemne w obu klasach, ostatnie robiłam ze dwa tygodnie temu – ujemne.
Twoja notka, Kruszyzno, koncentruje się na kotach i mięsie, ale warto pamiętać, że trzeba myć nie tylko ręce, ale i warzywa i owoce. BTW przeżyłam piekiełko, kiedy, zapomniawszy o toxo, zeżarłam jabłka zebrane z ogrodu, nieumyte, wiedząc, że przychodzą koty sąsiadów i załatwiają się u nas. Na szczęście i tym razem mi się upiekło.
Tak się składa,że nie przepadam za kotami, więc ich nie głaszczę. Owszem, podobają mi się małe kociątka,ale do fanek nie należę, raczej podziwiam na odległość. W moim domu nigdy nie było kota. Mięsa surowego nie jadam,ale…. toksoplazmozę mam. Pomijam już fakt,że dbam o higienę i staram się nie zapominać o myciu rąk, owoców, mięsa przed przyrządzaniem obiadu etc. A jednak… pewnie wystarczył jeden raz i…wyjątkowy pech. Ja widocznie takiego miałam i po ilości przeciwciał i poziomie awidności lekarze stwierdzili,że musiałam się zarazić tuż przed zajściem w ciążę albo na samym początku. Ten mój wyjątkowy pech totalnie mnie zaskoczył. Myślałam,że może z którejś podróży przywiozłam…Oboje z mężem lubimy jeździć do egzotycznych krajów, a niektóre, zwłaszcza kraje Trzeciego Świata, niespecjalnie przejmują się higieną (tuż przed zajściem w ciążę byłam na Sri Lance,a tam koty chodziły po stołówce hotelowej:/),ale teraz to można gdybać… prawdziwej przyczyny się nie dojdzie, bo według lekarzy nawet jedząc owoce i warzywa można się zarazić.
Na szczęście u mnie dość wcześnie wykryto tę chorobę i niemal od początku ciąży jestem na antybiotyku. Teraz jestem w 29 tc i pewnie będę brać antybiotyk do końca ciąży. Oczywiście,że nie jest dobrze brać antybiotyk,ale w przypadku toksoplazmozy lekarze mówią,że to mniejsze zło, bo jest to jedyny sposób na powstrzymanie pierwotniaków przed dostaniem się do krwiobiegu dziecka. Oczywiście też,że się boję o Młodego. Ale na usg lekarz nie dopatrzył się żadnych „uszkodzeń”. Ciąża przebiega prawidłowo, Młody jest bardzo ruchliwy i duuuży. Ja czuję się dobrze. Pozostaję cały czas pod opieką Poradni Chorób Odzwierzęcych, co miesiąc kontrola i badanie poziomu przeciwciał, o kontroli Młodego nie wspomnę. Wierzę,że wszystko będzie dobrze i urodzę zdrowego Bobasa, czego i Wam życzę
Ja sama toksoplazmozę przechodziłam – jak się okazało podczas rutynowych badań. Proces jest zakończony, o czym świadczy dodatki pierwszy znacznik i ujemny drugi. PO trzech tygodniach od pierwszego badania powtórzyłam na polecenie lekarza wynik drugiego znacznika – i znów był ujemny. Dzieci zatem są bezpieczne.
Kandydaci są dwojacy: albo koty u teściów na wsi, albo jeden taki łaszący się dachowiec, który nawiedzał plac zabaw, na którym często przebywałyśmy latem.
Bardzo ważna uwaga: w obu przypadkach przy kontakcie z kotami NIE MYŁAM RĄK po zetknięciu się ze zwierzęciem i najprawdopodobniej sięgnęłam tymi rękoma po jedzenie. Na pewno tak było w przypadku dachowca z placu zabaw – oderwałam dziecko od kota (bo ani się obejrzałam, już mu robiła tuli-tuli) i zanim umyłam ręce, zjadłam biszkopcik. Podejrzewam – choć nie pamiętam dokładnie – że w przypadku kociarni wiejskiej uraczyłam się owocami z sadu, nie zadając sobie trudu udania się do łazienki. To potwierdza, że toksoplazmoza to choroba brudnych rąk. Pierwotniaki muszą dostać się do przewodu pokarmowego, żeby doszło do zakażenia.
Jeśli chodzi o historię ze Sri Lanki – Ty pewnie higienę zachowywałaś, ale czy obsługa restauracji też? Nie wiadomo, prawda? Skoro koty kręciły się wszędzie. Ktoś brudnymi rękoma mógł nałożyć Ci jedzenie na talerz. Na to samo wychodzi.
Tokso przeszłam bezobjawowo, nie przypominam sobie nawet objawów grypowych. Jeśli winny jest dachowiec z placu zabaw, to znaczy, że moje dziecko prawdopodobnie również chorobę przeszło. Toksoplazmoza ogólnie jest chorobą bardzo łagodną, niebezpieczna jest TYLKO WTEDY, kiedy do zakażenia dochodzi W TRAKCIE CIĄŻY lub krótko przed zajściem, bo proces chorobowy (czyli wylęgania się pierwotniaków i wytwarzania przeciwciał) trwa kilka tygodni.
U mnie lekarze stwierdzili,że musiałam się zarazić na samym początku ciąży lub krótko przed zajściem (podobno ilość przeciwciał im na to wskazuje)…. I też przechodzę bezobjawowo… Trochę za wolno mi te przeciwciała spadają,ale cóż… Grunt to pozytywne nastawienie
witam, choruje na toksoplazmoze, w moim przypadku jestem w połowiem nie widoma gdyż nie widze na jedno oko. na oby dwuch oczach posiadam tysty – blizny teraz, jestem pod stałą kontrolą okulisty jeżeli tak to mozna nazwać bo w dzisiejszych czasach ciężko sie dostać, mam 17 lat. nigdy nie pytałam lekarza o to czy moge mieć kota, i włąsnie to jest moje pytanie czy mam możliwośc by mieć kota domowego ? czy jeżeli bym go juz miałam mój stan mógłby sie pogorszyć ?
Mam 2 kicie. I IgG wskazuja, ze kiedys tam tokso przeszlam…
Ale ja nie o tym: kotka mozna zbadac czy jest nosicielem tokso.
Po drugie: mieso. Kroimy mieso, smazymy etc A ile z nas pamieta zeby potem dobrze wyparzyc deche do krojenia? Jak zaszlam w ciaze to dostalam listewskazowek: wlasnie o myciu desek i o przetrzymywaniu jedzenia w lodowce: konieczne w zamyknych pojemnikach, nie dopuszczac do kontktu warzyw z rzeczami, ktore je sie na surowo np wedlina. WArzywa lepiej myc przed wlozeniem do lodowki. % odzwierzecych zakazen tokso jest naprawde niewielki. Wiekszasc: brudne rece, warzywa i mieso…
„nigdy nie pytałam lekarza o to czy moge mieć kota, i włąsnie to jest moje pytanie czy mam możliwośc by mieć kota domowego ? czy jeżeli bym go juz miałam mój stan mógłby sie pogorszyć ?”
Jeśli nigdy lekarza nie pytałaś, to czas najwyższy to zrobić. Tylko on może Ci kompetentnie na to pytanie odpowiedzieć. Ja się nie podejmę, nie znam się.
„nie dopuszczac do kontktu warzyw z rzeczami, ktore je sie na surowo np wedlina.”
To Ty nie jesz kanapki z pomidorkiem?
Jem, tym bardziej, że właśnie mam jazdę na pomidory ze szczypiorkiem.
Ale biegało o to, żeby nie trzymać niemytej marchewki np w pobliżu napoczętej wędliny…teraz to co otworzone przekładam do pudełek zamykanych (chyba, że ma swoje własne)..i generalnie nie jem rzeczy, które w lodówie leżą napoczęte zbyt długo, nawet jeśli data ważności jest ok. Taki tu przykaz ma piśmie. Zmieniłam dechy do krojenia, choć wbrew zaleceniom nie szarpnęłam się na specjalna szklaną dechę do obrabiania mięsa…
A, kumam, o niemyte chodziło
Informuję,że pomimo mojej toksoplazmozy w ciąży, Synuś urodził się zdrowy. Jedynie ma przeciwciała po mnie (IGg), natomiast nie choruje (brak IGm) i nie ma żadnych oznak toksoplazmozy. Niestety, musieliśmy spędzić 3 upiorne dni w Klinikach na Bujwida (Wrocław) w izolatce na Oddziale Zakaźnym,żeby porobić mu badania (wysyłane również do Krakowa) celem sprawdzenia,czy na pewno nie ma toksoplazmozy wrodzonej. Personel szpitala jest PRZEMIŁY I BARDZO KOMPETENTNY. Ale spędzenie w izolatce 3 dni, bez jedzenia dla karmiącej matki, podczas, gdy wszystkie badania zostały zrobione w ciągu jednego dnia, było prawdziwym koszmarem. Izolatka z wyjściem na trawnik to z jednej strony fajne rozwiązanie,z drugiej strony, na trawniku bawią się wszystkie dzieci – zdrowe i chore i nawet te, które mają nowotwory hematologiczne i są po przeszczepach….I ja pomiędzy nimi z wózeczkiem z miesięcznym Niuńkiem…Same rozumiecie,że stracha miałam niezłego…Po powrocie do domu Mały odreagowywał pobyt w szpitalu przez prawie tydzień…nie poznawał domku, nie dał się położyć do łóżeczka (chociaż od urodzenia nie było problemu z samodzielnym zasypianiem w łóżeczku), cały czas musiał być noszony na rękach ściśle przytulony do mamusi. Jednym słowem miał niezłą traumę… Za taki stan rzeczy należy podziękować NFZ-owi,który płaci szpitalom od 3 dni pobytu pacjenta. Najważniejsze jednak,że wszystkie wyniki wyszły ujemnie. Pod kontrolą musimy być do skończenia przez Małego roczku. Następna wizyta czeka nas, kiedy Synuś skończy 6 mieś i już zarzekamy się z Mężem,że staniemy na głowie i zrobimy nawet prywatnie wszystkie wymagane badania, ale nie pozwolimy się położyć do szpitala.
P.S. Po kontakcie w szpitalu z innymi „przypadkami” nasuwa mi się jeden wniosek: w przypadku toksoplazmozy bardzo ważne jest to, jak szybko od momentu zakażenia rozpoczęło się leczenia i jak dużą dawkę antybiotyku się przyjmowało. Ja przez całą ciążę brałam bardzo dużą dawkę i myślę,że ochroniło to mojego Synka przed zakażeniem.
Moja ginekolog powiedziala mi, ze oczywiscie higiena po pierwsze (mam 2 koty), ale tak poza tym to trzeba byloby pozrec ze 2 kg piasku z kuwety zeby sie zarazic…
) A wiec NO PANIC!
No ja piasku z kuwety nie żarłam
bo raz,że kotów nie posiadam,dwa,że jakoś mnie nie ciągnie do takich przysmaków:P co do toksoplazmozy u mojego Młodego,to byliśmy na kontroli jak skończył 6 mieś i stwierdzono,że nie ma żadnych oznak toksoplazmozy pierwotnej, w związku z czym nie musimy się już meldować w szpitalu i poradni. Uff…