Baba na macierzyńskim się byczy
Przy ostatniej wizycie u lekarza zostałam obdarowana paczuszką reklamową, w której oprócz szamponu przeciwłupieżowego (eeee, potrzebny mi?) i zniżkowego bonu do Smyka znalazłam pisemko dla rodziców, jedno z wielu, jakie są na rynku. A tam zachęcają do podnoszenia kwalifikacji zawodowych, kiedy się jest na macierzyńskim.
Czy będziesz już mniej atrakcyjnym pracownikiem, bo masz dziecko? Nie czekaj, żeby się o tym przekonać. Wykorzystaj to, że nie chodzisz teraz codziennie do pracy i masz sporo wolnego czasu. Podnieś swoje kwalifikacje zawodowe.
Idea skąd inąd słuszna, ale kiedy to czytam, krew mnie zalewa. Panuje w społeczeństwie jakiś kretyński stereotyp, że jeśli ktoś jest na macierzyńskim, a potem, nie daj Bóg, na wychowawczym, to nie ma co z czasem robić. Baba na macierzyńskim spędza życie na plotach z przyjaciółkami (na temat dzieci oczywiście), malowaniu paznokci i pielęgnowaniu urody u fryzjera i kosmetyczki. Mąż zarabia, a ona co najwyżej wydaje. Skoro tak się włóczy bez sensu, to mogłaby coś pożytecznego w końcu przedsięwziąć i zrobić sobie dajmy na to kurs językowy.
Gdyby to napisała jakaś gazeta motoryzacyjna, można by było wybaczyć. Ale wszelakiej maści czytadła rodzicielskie nie powinny powielać tego obrazu.
Ileż to razy słyszałam: „Na macierzyńskim jesteś? Fajnie, w domu se siedzisz”. Se siedzę, ale, na Boga, nie z chipsami przed telewizorem. Nikomu ze świeżo upieczonych rodziców nie trzeba tłumaczyć, ile czasu zajmuje opieka nad noworodkiem i niemowlęciem. Karmienie (co dwie godziny średnio tak wychodzi), przewijanie, lulanie, kąpanie, spacery. A spacerujemy nie dlatego, że mamusia się nudzi i musi obczaić nowe wózki sąsiadek, tylko chcemy, żeby nasze dziecko nabierało odporności, prawda? Do tego dochodzi zwyczajowe pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, a nie każdy ma babcię na wyciągnięcie ręki, gotową przylecieć zawsze i wszędzie, i w każdym momencie.
Nie mówię, żeby się nie doskonalić. Ja podczas macierzyńskiego zrobiłam kurs na prawko i zdałam egzamin. Gratuluję sobie do dzisiaj. Doskonalić się zawsze warto. Tylko nie przychodzi to tak łatwo, jak się to poszczególnym redaktorkom wydaje.
Zgadzam się. Razem z mężem wychowujemy dziecko bez pomocy babci i wygospodarowanie czasu np. na naukę angielskiego wymaga od nas niezłej gimnastyki. Nie mówiąc już o nieprzespanych nocach i czasami po prostu braku sił.