Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Dzień kobiet i w miarę łagodne lądowanie

pon, 08 mar 2010 · Opublikowane w Ciąża i rozwój płodu, Życie...
Zanim przeczytasz, odłóż kanapkę/chipsy/czekoladę/paluszki* (*niepotrzebne skreślić). Lojalnie uprzedzam, że lepiej nie czytać przy jedzeniu.
Zaliczyłam dzisiaj wizytę w szpitalu i najadłam się strachu. To znaczy właściwie w odwrotnej kolejności. Najpierw był strach, potem szpital. O co biega?
Ano późnym wieczorem odkryłam, że krwawię. Powiedzmy, że w ciąży jest to niepożądane. Mówiąc dokładniej jest to ostatnia rzecz, jakiej bym sobie życzyła, zwłaszcza jeśli powiązana jest z bólem brzucha. Wyrzuciłam z siebie wiązankę, której tematem przewodnim były panie lekkich obyczajów lub, jak kto chce, zakręty (po włosku curva to po prostu zakręt), bo oczywiście takie rzeczy muszą się zdarzać właśnie w nocy, a nie wtedy, kiedy wszyscy lekarze pracują. Ponieważ krwawienie było nieznaczne, przemęczyłam się do rana (połowa nocy nieprzespana) i rano zadzwoniłam do mojego gina. Ten kazał zbierać zad i jechać do szpitala. Krwawienia, nawet małego, nigdy nie należy lekceważyć i zawsze trzeba je zdiagnozować.
No to pojechaliśmy. Znalazłam się tam, gdzie ponad dwa lata wcześniej leżałam na podtrzymaniu. Stwierdziłam, że z roku na rok stosunek lekarzy do pacjentów jest coraz bardziej olewacki. Czekałam na izbie przyjęć 2,5 godziny. Przez ten czas lekarz (nie ten „mój”, inny gość) nie raczył ruszyć swych szanownych czterech liter, mimo że rejestratorka cztery razy wzywała go, dzwoniąc na komórkę. Sama przyznała, że nie wie, dlaczego tyle czekam, bo przecież operuje inny facet, a ten nie ma jakiś nagłych zadań. 
Zanim pan doktor łaskawie mnie zbadał („no, jest krwawienie, jest”) i zrobił USG („o jakie piękne, okrągłe pęcherze owodniowe”), zdążył pogadać z pielęgniarkami o dniu kobiet w ogólności i o okazjonalnych pączkach w szczegółach. Pączki są lepsze niż kwiatki, bo można je zjeść. Ja oczywiście zdążyłam obeżreć wszystkie pazury.
Dowiedziałam się w końcu, że z dziećmi wszystko w porządku, a krwawienie jest wynikiem pęknięcia krwiaka. Krwiak z kolei wziął się prawdopodobnie z drobnego odklejania się kosmówki (kosmówka to takie pre-łożysko). W rezultacie w szpitalu zostać nie musiałam, ale mam leżeć plackiem (co właśnie czynię, niech żyje netbook), maksymalnie się oszczędzać i jakby objawy się nasiliły, to o każdej porze dnia i nocy przylecieć do nich ze spakowaną szczoteczką do zębów i piżamą. Zwiększono mi dawkę hormonu, który biorę na podtrzymanie i kazano pojawić się za kilka dni na kontrolę.
Czyli komfortowo nie jest, ale tragedii też nie ma. Zaliczyliśmy miękkie lądowanie.
Ponieważ problemy z ciążą stają się jakąś moją prywatną świecką tradycją, to mam w tym pewne, ech, doświadczenie. Dlatego parę słów dla dziewczyn w stanie błogosławionym:
Nigdy nie bagatelizujcie nawet najmniejszego krwawienia. Nie bagatelizujcie silnych bolów brzucha. Zawsze warto zadzwonić do lekarza prowadzącego i zapytać się, co on na to. Jeśli każe jechać do szpitala, to jechać. Nawet jeśli boicie się, że wyjdziecie na hipochondryczki, idiotki czy kogoś tam jeszcze. Jeśli tylko macie wątpliwości, pytajcie. Jeśli dzieje się coś niepokojącego, działajcie. Zawsze lepiej się wychodzi na przesadnej ostrożności niż na jej braku.
Słowa kluczowe: ,

A Ty co myślisz?