Miód – chwila prawdy
We wszelkich możliwych pismach kierowanych do rodziców (czytaj: do matek, bo jeszcze nie znalazłam pisma, które poświęcałoby ojcom więcej uwagi niż jakiś jeden skromny artykulik o durnej tematyce w stylu "tata na spacerze" czy "kąpanie niemowlaka") miód odsądzany jest od czci i wiary. Jeśliby streścić wywody, dojdziemy do konkluzji, że miodu należy się wystrzegać mniej więcej tak jak chipsów i coca-coli. Tej z cukrem rzecz jasna. Miód to hiperpotężny alergen, który straszy matki po nocach i jeden z częstszych powodów wizyt u lekarza pediatry lub alergologa.
Żeby oddać sprawiedliwość, to trochę w tym prawdy jest. Miód jako produkt surowy nie powinien być podawany dzieciom poniżej 1. roku życia. Prawdą też jest, że może działać alergizująco, dlatego mamy wrażliwców powinny zachować – jak w ruchu drogowym – szczególną ostrożność. Działa też rozwalniająco, dlatego nie dajemy miodu, kiedy młodzież cierpi na biegunkę. Ale uczuleniowość miodu w głównej mierze zależy od dwóch spraw: od pochodzenia miodu i od aplikowanej ilości.
Najpierw o tej ilości. Eksperymenty z miodem zaczynamy od jednej łyżeczki raz na dwa dni. Czyli np. raz na dwa dni można zrobić dziecku napój w postaci wody z miodem i cytryną (moja Jadźka to uwielbia, nazywa to "dobrym piju"). Nie ma reakcji alergicznej? To stosujemy dalej. Moja pediatra mówi, że łyżeczka dziennie w zupełności wystarczy dla dziecka w tym wieku. Większa ilość może właśnie wywołać niepożądane konsekwencje. Może, ale nie musi.
Druga, znacznie ważniejsza w moim pojęciu, sprawa to pochodzenie miodu. Niestety najczęściej jest tak, że miód gdzie kupujemy? W hipermarketach. A potem narzekamy na jego alergiczność. Moi kochani, dobry miód jest po pierwsze DROGI. Słoik 900 ml za 9,90 zł to nie jest miód tak jak oliwa z oliwek 500 ml za 10 zł to nie oliwa! Nie ma bata, proces produkcji jest kosztochłonny i upierdliwy. To musi się przełożyć na cenę. Zwróćcie uwagę, co jest napisane na słoikach z tym tańszym miodem: "mieszanka miodów pochodzących z Unii Europejskiej oraz spoza Unii". Wytłuściłam drugą część, ponieważ oznacza ona, że to, co w słoiku się znajduje, pochodzi z Chin. Tak, z Chin. I tego z Chin jest w tym słoiku większość, a prawdziwy miód jest tylko na okrasę. Dlaczego te Chiny są takie ważne? Dlatego, że żeby zwiększyć produkcję – a co za tym idzie, obniżyć koszty – Chińczycy podają pszczołom ANTYBIOTYKI. I to te antybiotyki najbardziej uczulają a nie sam miód! Antybiotyki (wybaczcie, nie pamiętam nazwy) sprawiają, że wśród pszczół jest mniejsza umieralność (jak u ludzi), a zatem zwierzyna jest wydajniejsza, więcej pyłku zbierze, koszty uzyskania są niższe. Kontrole różnych instytucji wykazały również, że w tanich słoiczkach z miodem znajdują się najróżniejsze inne cukry poza fruktozą. Inaczej mówiąc smak miodu mniej więcej jest (i to jak sobie porównacie prawdziwe miody, to raczej mniej niż więcej), ale to, co jest w środku, miodem raczej nazwać nie można. Tak jak w pasztecie z zająca samego zająca jest 3%, a reszta to wątróbki kurze.
Dlatego jeśli macie zamiar podać dziecku miód, to niech on pochodzi ze sprawdzonego źródła. Ja miód kupuję w aptece. Apteka rzut beretem ode mnie współpracuje z pasieką z okolic Kłodzka i z tamtej pasieki miody sprzedaje. Różnica smakowa między takim miodem a miodem hipermarketowym jest wprost trudna do oddania. To zupełnie co innego! Tak samo inna jest konsystencja (miody hipermarketowe są zaskakująco rzadkie nawet jak na miód nieskrystalizowany). No i cena. Mały słoiczek miodu z kłodzkiej pasieki kosztuje prawie 15 zł, czyli jest kilkakrotnie droższy niż chiński szajs. A reakcje? Proszę bardzo. Po PRAWDZIWYM miodzie moje dziecko uczulenia nie ma (zaznaczam, że nie jest alergikiem). Po miodzie z hipermarketu dostała go natychmiast.
Pamiętajmy, że miód jest bardzo wartościowym produktem, inaczej mówiąc po prostu jest zdrowy. Warto go podawać. Ale, na Boga, ze sprawdzonego źródła.
W tvn STYLE mówił jeszcze pan z Instytutu Pszczelarstwa czy czegoś podobnego, że im bliżej miód został wyprodukowany miejsca naszego zamieszkania, tym lepiej. Nie wiem za bardzo dlaczego, czy o treansport chodzi, czy o to, że te pszczoły mieszkają w znanym nam otoczeniu (przez co mnie miód alergizuje?). Ja mieszkam w Łodzi i wczoraj kupiłam miód z pasieki w Aleksandrowie Łódzkim. O!
duszka84
O rany, nawet nie zdawałam sobie sprawy, jaka ze mnie szczęściara (pod kątem miodu oczywiście) – moja babcia ma pasiekę i odkąd pamiętam jadłam stamtąd miód i pochodne (pyłek, mleczko pszczele). Uffff…
Jestem w 39 tc z synkiem, więc i on pewnie będzie hodowany na babcinym miodzie
Żeby było śmiesznie, ja miodu nie cierpię. A zawsze moja babcia raczyła mnie słoikami od sąsiada zza płotu. Stały te miody i stały. Doceniłam dopiero, jak mała pojawiła się na świecie. Na własne oczy wiele razy widziałam, jak sąsiad wokół pszczółek chodził, okadzał, wyjmował miód, słowem – stawał na rzęsach, żeby miały dobrze. Nieduża pasieka, chyba z osiem tych uli albo dziewięć. Niestety źródełko się wyczerpało, bo sąsiadowi się zmarło.
http://www.tatagotuje.pl/blogtatagotuje.pl/?p=44
A takie rozwiązanie z zastosowaniem miodu próbowaliście
Ja kuuje miód od firmy Gajm z okolic Łodzi , nigdy nie kupuje tzw marketach
przeprazam za błedny link http://tatagotuje.pl/?p=44
Kruszyno, miód jest nie tylko źródłem potencjalnych alergenów, ale i niestety bakterii jadu kiełbasianego, i nie powinno się go podawać do końca pierwszego roku życia. Nie ze względu na możliwość zatrucia jadem (niemożliwe), ale ze względu ma obecność i namnażanie się bakterii. To tylko tak tytułem uzupełnienia…
A czemu autorka nic nie wspomniała o tych droższych miodach z hipermarketów? Pisze tak jakby w hipermarketach była tylko sama tanizna i podróba, a w hipermarkecie miody wcale nie są tańsze niż te z pasieki. Nie mówię tu o tych zupełnie tanich w cenie 12zł/1kg, bo to chemia i domieszki syfu, ale mówię o tych porządniejszych. 1300 g miodu wielokwiatowego z marketu – 32 zł, z pasieki – 25zł. Poza tym tekst „mieszanka miodów pochodzących z Unii Europejskiej oraz spoza Unii” jest na każdym miodzie sklepowym, nie tylko tym najtańszym, ale i tym najdroższym, niezależnie od firmy.
I właśnie to jest niepokojące. Na miodzie z pasieki nie masz napisane, że to mieszanka miodów SPOZA UNII. Bo miód jest z danej konkretnej pasieki.
Nie piszę o droższych, bo nie ma sensu. Tak samo mamy w hipermarketach droższą i tańszą oliwę, ryby mięso itp. Chodzi o to, że promowany jest ten najtańszy syf i syf był przedmiotem notki. A także to, żeby kupować miody ze SPRAWDZONEGO źródła. Jeśli sprawdzone źródło ma swoje produkty w hipermarkecie, to nie ma sprawy.
sorry ale gdy pisałaś aby unikać tanich miodów z hipermarketów, to odebrałem to tak, jakby ogólnie wszystkie miody z marketu były oszukaną roztapianą tanizną. Tak można mówić o miodzie który ma kuszącą cenę, czyli np ten marki Tesco. Kiedyś taki kupowałem, ale poczytałem że miody o super cenie mogą zawierać partie skażonego miodu oraz syropy cukrowe. Nie zależy mi, aby miód był „żywy” i miał lecznicze wartości, ale żeby nie był szkodliwy jak biały cukier, bo czymś słodzić muszę. Dlatego porzuciłem tani miód z chemią na rzecz pasiecznego lub droższego z marketu. Te drogie hipermarketowe może już nie są takim syfem jak te tanie, ale antybiotyki dalej mają, bo to mieszanka spoza Uni…
„miody hipermarketowe są zaskakująco rzadkie nawet jak na miód nieskrystalizowany” – tu muszę podać swój przykład czerwcowego miodu akacjowego który kupiłem z pasieki na allegro, który lał się niemal jak woda. Sklepowy nawet płynny jest gęstszy.
„sorry ale gdy pisałaś aby unikać tanich miodów z hipermarketów, to odebrałem to tak, jakby ogólnie wszystkie miody z marketu były oszukaną roztapianą tanizną.”
To chyba zacznę się jaśniej wyrażać, bo niczego takiego nie napisałam ani nie miałam na myśli
„tu muszę podać swój przykład czerwcowego miodu akacjowego który kupiłem z pasieki na allegro, który lał się niemal jak woda. Sklepowy nawet płynny jest gęstszy.
”
W takim razie mógł być sztucznie rozcieńczany. Czasem, zanim się trafi na sprawdzone miejsce, trzeba się kilka razy rozczarować.