Znajdź różnice:
Zdjęcie własne i nieśmiertelny różowy stolik z Ikei.
Bardzo dobrze. To jest dokładnie ten sam krem, tylko egzemplarz po lewej jest w wersji polskiej (w tym wypadku próbka, ale zużyłam też pełnowymiarowe opakowanie w starszej szacie graficznej – czy skład był inny?), a egzemplarz po prawej w wersji francuskiej. Znaczy z zagramanicy został przywieziony, bo tam kupiony. Oczywiście można się czepiać, że na naszym opakowaniu jest "hipoalergiczny", a na francuskim "superdelikatny". Pod tym względem w działaniu najmniejszej różnicy nie ma. I jeden, i drugi jest przebadany klinicznie i może być stosowany przez alergików (przynajmniej teoretycznie). Stosowne znaczki testy potwierdzają.
Mamy więc dwa wcielenia tego samego produktu: wcielenie polskie i wcielenie zagraniczne. Jest jakaś różnica w samym produkcie? Ano, wyobraźcie sobie, jest. Krem w wersji polskiej, choć też gęsty, jest znacząco rzadszy niż krem francuski. Tamten to normalnie beton prawie taki jak legendarny i chwalony przeze mnie Penaten. Co to oznacza? Prawdopodobnie to – to moja prywatna hipoteza – że czegoś zawiera więcej niż krem francuski, a czegoś mniej. Strzelam: zawiera więcej wody, a mniej "treści".
Czy to źle? Nie wiem. W działaniu gorszy nie jest, przynajmniej nie zauważyłam. O próbce mówię. Zużyłam kiedyś i oceniłam polską wersję kremu w starszej szacie graficznej (tutaj). Tamten raczej na kolana nie powalał, ale być może oprócz wyglądu i skład miał inny.
Zawsze z rezerwą odnosiłam się do rzucania się na dostępną na rynku polskim chemię w wersji niemieckiej. Na moich peryferiach i nie tylko można spotkać stoiska z niemieckimi wersjami proszków do prania, płynów do płukania, szamponów, żeli pod prysznic itp., które mają być w założeniu lepsze niż te same produkty w polskojęzycznych opakowaniach. Daleka jestem od spiskowej teorii dziejów, również w dziedzinie chemii gospodarczej. Chyba jednak przyjdzie mi zrewidować mój sceptycyzm, bo coś na rzeczy jest. Jeśli konsystencja obu kremów jest inna, to czymś różnić się muszą, pytanie tylko, czy ta różnica wpływa na jakość czy też nie.
A samo działanie? Miodzio. Nie rozumiem tylko idei wciskania tak gęstego kremu do opakowania w kształcie tubki. Za Chiny ludowe nie da się go wycisnąć do końca bez rozcinania tuby. Znacznie lepiej sprawdziłoby się okrągłe pudełeczko. A tak potrzeba jakiegoś strong mena, żeby zużyć całość.
Zaznaczam też, że działanie oceniam na tyłeczku dwuletnim, który lada chwila wyskoczy z pieluch całkowicie. Czekam tylko na cieplejsze dni, żeby przystąpić do działań na froncie nocnikowym. Na pupy noworodkowe trzeba poczekać do września
Podsumowanie
Producent: Nivea
Nazwa: Nivea Baby Kojący krem przeciw odparzeniom oraz Nivea Baby Pommade Protectrice pour le change.
Ocena w skali 1 do 6 – wersja polska: oceny brak, próbka to za mało, by wyrobić sobie zdanie. Wersja francuska – 5



Kalendarz ciąży

Coś na rzeczy jest… Moja mama całe życie używa poczciwego kemu Nivea, ale tylko pod warunkiem, że jest kupiony w Niemczech… Kilka razy kupiła wersję polską i była zdegustowana różnicą
Używam tego kremu i jestem zadowolona. Nie zdał egzaminu podczas popuszczania przez malucha i kupka pozostawała w ”rowku” tworząc odparzenia. Znalazłam na to metodę… sudocrem. Rowek sudocremem resztę nivea, a jak się pupa zagoi to tylko nivea:)
teraz skończyło się popuszczanie i jest ok:D
Ja bym dała 6, używam od samego początku
Ja mam kupioną polską wersję tego kremu i dla mnie jest mimo wszystko za gęsta… Ciężko mi go rozsmarować po pupie w porównaniu np. z S.O.S.’em też Nivei. Ale mam na to radę – rozsmarowuję go najpierw dość pobieżnie, a kończę rozsmarowywać z odrobiną oliwki – wszystko się pięknie i równomiernie pokrywa.