Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Olej na płótnie albo mus na talerzu

czw, 22 kwi 2010 · Opublikowane w Podpatrzone, przeczytane
Artykuł sponsorowany
 
Epopei kaszkowej ciąg dalszy. Zdążyliśmy się już zapoznać ze sposobami uatrakcyjniania kaszki znajdującej się na talerzu za pomocą musu owocowego i malunków, jakie można nim wykonywać. Czas przyjrzeć się bliżej temu, co łączy w sobie przyjemne z pożytecznym. Po pierwsze jest smaczne, po drugie, no cóż, edukuje za sprawą oswajania młodzieży z szeroko pojętą dziedziną sztuk plastycznych. Mowa o tymże musie właśnie. Co to jest? To po prostu owoce w tubce. Zmiksowane. Weźmy na przykład na tapetę mus z jabłek, gruszek, moreli i bananów. W środku znajdziemy – jak czytam na stronie BoboVity – „3/4 małego jabłka, plasterek gruszki, 1/4 moreli, plasterek banana, łyżeczka zagęszczonego soku jabłkowego i pomarańczowego, witamina C.”
No i taki mus można sobie wysiorbać radośnie prosto z tubki, zwłaszcza jeśli młodociany przejawia tendencję do wyjadania z tubki pasty do zębów. Bezcenne doświadczenie, które można wykorzystać w słusznej sprawie i wzbogacić organizm o porcję witamin. Jeśli morelom i gruszkom dziecko mówi stanowcze nie, można sięgnąć po mus jabłkowo-bananowy lub mus z owoców południowych (w składzie banan, mango i marakuja).
 
To jeśli chodzi o warstwę kulinarną. Teraz przejdźmy do edukacyjnej. Duch i ciało możemy zaspokoić za jednym zamachem. Jak? Ano właśnie malując to i owo musem bezpośrednio na talerzu. Nawet z pominięciem kaszki. Wszystko zależy od wyobraźni. Możemy malować sami, a możemy pozostawić inicjatywę potomkowi. Po stworzeniu dzieła możemy je oczywiście zlizać, żeby zrobić miejsce kolejnym wykwitom inwencji twórczej. I radośnie, i edukacyjnie. Tak, tak, do konsumpcji możemy również użyć sztućców, jeśli komuś nie odpowiada kultywowanie tradycji jedzeniowych naszych przodków.
 
Należy przy tym uważać na zwierzęta domowe, szczególnie do tradycji przywiązane. Mój pies nieustannie zgłasza swoją kandydaturę na funkcję naczelnego wylizywacza statków i nieodmienne przegrywa wybory. Z równą atencją traktuje produkty mięsne, jak owoce czy choćby ogórki kiszone, dlatego należy przypuszczać, że w przypadku malowideł z musu nie byłoby inaczej. Wzrok pt. „pies nie jadł od miesiąca” naprawdę działa i jest w stanie skruszyć silną wolę największego twardziela.
Co jest jeszcze ważne? Ano to, że każdy z trzech rodzajów owoców w tubce wzbogacony jest o witaminę C. Oprócz zatem walorów smakowych mamy i zdrowotne.
Wszystkie musy są dostępne dla dzieci w wieku po 14. lub po 15. miesiącu. Nic dziwnego. Obsługa tubki wymaga pewnej wprawy. Zarówno jeśli chodzi o pejzaże na talerzu, jak i o dobranie się do zawartości poprzez jej wyssanie bądź wyciśnięcie. Za moich czasów człowiek obcował z oranżadką w proszku lub oranżadą w woreczku. Mamy XXI wiek, czas więc na produkty zdrowe i cywilizowane.
Poniżej zamieszczam filmik, coś w rodzaju instruktażu obrazkowego do malowania na talerzu. Przydatne.
 [flowplayer src='film_2.flv']
 

1 komentarz odnośnie posta “Olej na płótnie albo mus na talerzu”

  1. Anonimowy pisze:

    A co z samolotami i hangarami? :)

    Jeszcze nie jesteśmy na etapie kaszek nawet, ale, moim skromnym zdaniem, pomysł z tych no-bez-przesady. Ada

A Ty co myślisz?