Rower dla 3-latka
Przez ostatnie dni można się było z tym spierać, ale teraz klamka zapadła – mamy wiosnę! A skoro wiosna, to wzmożona aktywność ruchowa. A skoro aktywność ruchowa, to nie tylko kopulacja, choć są takie stworzenia, które dość energicznie świętują rozpoczęcie nowej pory roku (być może pomagał w tym dzień wagarowicza, ale nie zanosi się na ocieplenie klimatu, już więc prędzej juwenalia). Parki zaludniają się kobietami z wózkami. No, nie bądźmy seksistowscy, mężczyzn z wózkami też jest dużo. Co większe latorośle zakładają rolki i jeżdżą dokładnie tam, gdzie jeździć nie powinny. W ruch poszły hulajnogi, wrotki, deskorolki i oczywiście – rowery.
Sklepy sportowe i hipermarkety przeżywają prawdziwe oblężenie. Rodzice masowo kupują dzieciom rowery, trzeba się przeciskać przez masy, żeby dotrzeć do odpowiedniego stoiska. Nie byliśmy gorsi. Ochoczo złączyliśmy się z owczym pędem (jakby to powiedział spec od wirusa filipińskiego).
Kupiliśmy rowerek. Nieco na wyrost, bo dla dziecka od lat 3 (inaczej mówiąc od 90 cm wzrostu), ale wzięliśmy pod uwagę kilka spraw.
- Rowerki na trzech kółkach były w bardzo podobnej cenie, a kupienie trójkołowca w tym roku oznaczałoby wydanie dokładnie tej samej kasy za rok. Co za tym idzie…
- … rowerek posłuży nam dłuższy czas.
- Mała jest dość wysoka (89 cm) – 75-85 centyl – i rowerek jest dla niej w sam raz, a siodełko się podwyższy i będzie miodzio.
- Rowerek, jaki wybraliśmy, daje dużo więcej możliwości nauki jeżdżenia. Można przyczepić do niego dwa boczne kółka (mamy takie) i/lub takie specjalne trzymajło, które doskonale spełnia rolę kija od szczotki – trzymajła epoki PRL.
- Jest bezpieczny, solidnie zbudowany, a ojciec dziecka – zapalony rowerzysta – wydał opinię pozytywnie.
To w takim razie jaki to rowerek? A taki:
Wybaczcie lamerstwo zdjęciowe, ale taki ze mnie fotograf jak z Dody minister kultury.
Do rzeczy. Kółka rozmiaru 12" – jest to najmniejszy rozmiar w tego typu rowerkach, czyli dwukołowcach. Na zdjęciu pozbawiony jest bocznych kółek, posiada za to "trzymajło". Niestety nie ma możliwości jednoczesnego zamontowania tego i tego, nad czym ubolewam. To ewidentna wada tego sprzętu, czy też może brak przewidywalności konstruktora.
Rowerek został kupiony w Decathlonie, o czym świadczy logo na ramie.
To jest decathlonowa marka, mamy jeszcze rowery "dorosłe" z tej serii. Polecam, bo jest to sprzęt o bardzo dobrej relacji cena-jakość. Inaczej mówiąc cena jest niewygórowana – jak na DOBRY rower – a jakość naprawdę wysoka.
Rower dla 3-latka ma pomysłową obudowę na łańcuch. Tatuś ściągnie ją bez trudu i zajrzy w bebechy, a młodzież nie ma szans wepchnąć nogi w łańcuch, ufajdać się smarem itp. A wszyscy wiemy, że trzylatki są w fajdaniu się świetne.
Naprawdę nic nie poradzę na tego okropnego konika. Była wersja z konikiem lub z konikiem.
Rzut oka na kierownicę. Hamulec przedni i tylny (oczywiście trzeba je w domu wyregulować), zabawna trąbka w roli dzwonka. Dzwonek – nie mniej zabawny – też nożna zresztą dokupić.
I jeszcze siodełko. Montować je łatwo, regulować wysokość jeszcze prościej, bo za pomocą specjalnego wichajstra. To jednocześnie wada i zaleta, bo częste regulowanie wysokości siodełka może prowadzić do wyrobienia się mechanizmu.
Rower kosztował 290 zł i był w promocji (obniżka o 70 zł). Po oponach widać, że już go zdążyliśmy przetestować w terenie. Uwaga! Trzeba go w domu samodzielnie złożyć, łącznie z przeciągnięciem linki hamulcowej. Spokojnie, jest instrukcja (ja wiem, wiem, mężczyźni zaczynają czytać instrukcję dopiero na samym końcu, jak coś się nie zgadza), taka w stylu "dla opornych". Rower złoży każdy, nie potrzeba do tego ani wielkiej siły, ani wiedzy, ani szczególnych predyspozycji.
Ktoś może powiedzieć: "o matko, wywalili trzy stówy na zabawkę dla dziecka!". No tak, wywalili. Mogliśmy kupić w Tesco taki za 140 zł. Tylko że z rowerami jest tak samo jak z fotelikami samochodowymi dla dzieci: mają być bezpieczne. Jasne, że można kupić badziewie, albo w ogóle – jak pisała Theli – wieźć dziecko na stojąco między siedzeniami, tak jest najtaniej, ale jeśli zależy ci na sprzęcie, który jest solidny i gwarantuje bezpieczeństwo, musisz wyłożyć kasę. Nie oznacza to, że dziecko nigdy się nie przewróci. Kto się nie przewróci, ten się nie nauczy. Ale rower jest solidny i nie rozpadnie się ani nie spłata przykrej niespodzianki podczas normalnego użytkowania.
Nie wspomniałam o kasku. Kask dla dzieci poniżej 13 roku życia jest OBOWIĄZKOWY. Nawet jeśli jeździ w ogródku przed domem. Takie są przepisy. Pamiętajcie o tym.





Rowery dziecięce można kupić w Tesco za stówkę z hakiem, można kupić też za ok. tysiąc pln. Więc na moje oko wcale tak dużo nie zapłaciliście, a faktycznie, ma szanse posłużyć długo
A nie próbowaliście taką metodą: http://www.eioba.pl/a77612/dziecko_i_rowerek_skuteczna_metoda_nauki_jazdy_bez_kija_i_bocznych_kolek albo laufrad zamiast rowerka?
Jednego nie rozumiem, po co się tłumaczysz z tego ile, zapłaciłaś. Jakość kosztuje. Na mój gust to cena wcale nie jest wygórowana. Poza tym w Decathlonie zdaje się, że ewentualne części zamienne można później dokupić.
Jako ciekawostkę tylko podam, że moja najmłodsza siostra (a mam ich 4:) zjechała 4 rowerki zanim skończyła 5 lat. W końcu kupili jej porządniejszy i pojeździła na nim kolejne 2 czy 3 lata:)
Pozdrawiam, Ada
SIĘ nie tłumaczę
Tłumaczę w ogóle, bo jakość – tak jak słusznie piszesz – kosztuje. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich jest to oczywiste. Znam parę osób udających się po, by tak rzec, najtańszej linii oporu.
Nie próbowałam, bo młoda jest jeszcze za mała na taką naukę na serio. Rowerek jest kupiony nieco na wyrost, na zasadzie oswajania ze sprzętem. Nikt na razie nie będzie jej uczył na poważnie jeździć, to se ne da. Wychodzimy na rowerek na zasadzie takiej, że ojciec rodziny powolutku prowadzi dziecię za owo trzymajło, a ono zapoznaje się z nowością. Na razie musi skojarzyć, że jest coś takiego jak skręcanie kierownicą i to coś daje. Już powoli łapie
Na tej samej zasadzie nie stosowaliśmy laufradu (chodzi o taki rower bez pedałów?). Poza tym jestem zdania, że laufrad to akurat niepotrzebne wydawanie pieniędzy. Równowagi można się też inaczej nauczyć, a taki sprzęt kosztuje tyle samo co rower.
>Na tej samej zasadzie nie stosowaliśmy laufradu (chodzi o taki rower bez pedałów?). >Poza tym jestem zdania, że laufrad to akurat niepotrzebne wydawanie pieniędzy. >Równowagi można się też inaczej nauczyć, a taki sprzęt kosztuje tyle samo co rower.
Cena jak cena, nic szokującego. Ale po co kupować rowerek trójkołowy albo taki z „popychaczem”, na którym dziecko równowagi się nie nauczy? O wiele więcej sensu maja laufrady – dziecko uczy się utrzymywać równowagę a po roku, półtora może przesiąśc się na zwykły rower DWUkołowy. Tak, to możliwe. Nie mówiąc o tym, że jazda na laufradzie to wielka frajda – wszystkie znane mi dzieci uwielbiają się nim bawić. Jeżeli coś jest wyrzucaniem pieniedzy to obawiam się, że jest kupowanie takich rowerków, jaki wy kupiliście. A hamulec dla trzylatka to pomyłka – większośc dzieci w tym wieku nie jest w stanie na tyle koordynować ruchów, żeby używać kierownicy i hamulca jednocześnie.
jak czytam ze piszesz ze lepiej kupic drogi niz tanie gowno to smiac mi sie chce ty moze jestes bogata i stac cie na drogi rower ale pomysl ze wielu ludzi nie stac nawet za 100zl kupic narpiew pomysl co piszesz i nie patrz tylko na siebi ja uwazam ze sa itanie rowerki dobre moj syn ma za 150z z kulkami bocznymi koszykiem i prowadnikiem i jest bardzo dobry wiec niepisz ze te drogie sa najlepsze