Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Wszyscy jesteśmy medykami

wt, 06 kwi 2010 · Opublikowane w Życie...

Jak tam po świątecznym obżarstwie? Zaokrągliło się to i owo? Serniczki sprzątnięte? Żarełko szpitalne z okazji Wielkanocy wcale, wcale, a pieczony kurczaczek był naprawdę w porzo. Ponieważ jestem nieuleczalnym przypakiem medycznym wykazującym upodobanie do szpitalnego jedzenia, moje zachwyty traktujcie z pewnym takim dystansem. Dość powiedzieć, że rzeczonego kurczaczka wchłonęłam tylko ja. O jedzeniu już kiedyś było, zaspokoiwszy więc potrzeby ciała, zwróćmy się ku duchowi.

Duch czy umysł, jedna cholera, pies pojęciu mordę lizał. O naukę mię idzie, o wiedzę ściślej rzecz biorąc. A wiedza wśród pacjentek jest naprawdę szokująca. Sama nie wiem, na czym znają się lepiej, na teologii czy na medycynie. I w jednej, i w drugiej dziedzinie fachowcy nie są im do niczego potrzebni. Kilkanaście godzin na dobę trwają więc fascynujące dyskusje na poziomie, przy którym akademicki wygląda jak ploty z magla. Młodości, ty nad poziomy wylatuj – powiedział kiedyś Mickiewicz i współspaczki chyba wzięły to sobie głęboko do serca, bo odfrunęły naprawdę wysoko. Zastanawiam się skąd biorą te wszystkie rewelacje i zachodzę w głowę, dlaczego nie ujawnią ich szerszemu gronu. Nobel czeka.
Ogólnie wychodzi na to, że zajęła się nimi banda nieuków, których wiedza i inteligencja jest na poziomie eugleny zielonej i którzy powinni postępować wedle jedynie słusznych wskazówek. Jakich? Wiadomo jakich, tych naprawdę kompetentnych.

Oczywiście w każdej dziedzinie są ludzie i stołki, lekarze bynajmniej nie są tu wyjątkiem, ale z pewną dozą prawdopodobieństwa należy przyjąć, że jednak studia medyczne i specjalizacja ginekologiczna jakiś ślad w zwojach mózgowych zostawiły. Dwa razy przedstawiłam teorię odmienną do lansowanej na sali i zostałam zmiażdżona ciężarem konstruktywnej krytyki i argumentów nie do odparcia. Wyjścia miałam dwa. Albo forsować swój punkt widzenia i jakoś przetrwać, albo siedzieć cicho i też jakoś przetrwać. Wybrałam drugą opcję. Na szczęście mam co czytać, lektura mnie pochłonęła.

Nie wiadomo, ile tu jeszcze poleżę. Wykazuję osobowość bumerangu i jeśli mnie porządnie nie zaleczą, istnieje niebezpieczeństwo, że wyrzucona na orbitę, powrócę z radosnym „a kuku!” A oni z równie entuzjastycznym „mamy cię” przystąpią do cementowania naszych relacji. By więc nie było podobnie jak w piosence Ewy Bem „wyszłam za mąż, zaraz wracam”, postaram się uzbroić w cierpliwość. Przyrzekam też solennie zostawić w spokoju ścierę do podłogi i inne tego typu atrakcje domowe, przez które się tu znalazłam. Ale jest dobrze. Optymizm mam w naturze :-)

Słowa kluczowe: , ,

7 odpowiedzi odnośnie posta “Wszyscy jesteśmy medykami”

  1. Napisz kiedyś przy okazji jakie to rewelacje owa panienki lansowały. Uwielbiam wręcz takie teorie. Jak byłam w ciąży to zostałam "zabita" przez znajomą ostrzeżeniem, że absolutnie nie można przez całą ciążę leżeć na plecach bo się dziecko udusi.
    Życzę ci dużo zdrowia i nieprzebranych pokładów cierpliwości;)

  2. kruszyzna pisze:

    No chociazby dlaczego przy przedwczesnym porodzie wywoluja porod naturalny – bo cesarka moglaby byc podciagnieta pod aborcje. Pomijam zupelnie fakt, ze forma porodu zalezy od kondycji dziecka i matki.
    Drugie: kobieta, zeby zwiekszyc mase dziecka, powinna jak najwiecej jesc. W zwiazku z czym jedna wrecz zapycha sie superkalorycznymi specjalami.
    Ale rozlozyla mnie instrukcja, jak odczyniac uroki. Trzeba manowicie pod lozeczkiem rozbic surowe jajko i jesli ktos rzucil czar na dziecko, to z jajka wyjda igly. I swieta prawda to jest, bo ciotka jednej z nich specjalizuje sie w odczynianiu urokow i na wlasne oczy widziala, jak igly wychodzily.
    Przy jajku sie poddalam.
    Czerwone wstazeczki to standard.
    No i w ogole podwazanie wszystkiego: nie sluchaj ich (lekarzy), bzdury ci mowia, ja wiem lepiej, bo moja kuzynka…

  3. ewa.emilia12 pisze:

    Kruszyna ciesz się,że nikt nie poleca przekładania niemowlaka przez noszoną damską bieliznę:)tak nawiązując do uroków, bo gdy kuzynka nieśmiało powiedziała,że ona z nogawkami nie ma ,bo nosi stringi- teściowa orzekła: e to po dzieciaku:( Trzymajcie się ciepło w całym pakiecie, dużo zdrówka:)

  4. katharynka pisze:

    wiesz co? trafiłam na kilku konowałów i wiem, że lekarz też być "w mylnym błędzie" lub zwyczajowo się nie znać. Mam dziecko po rozszczepie całkowitym lewostronnym i w dodatku astmatyka. Ojjj co ja się rewelacji od lekarzy nasłuchałam i o rozszczepie i o metodach leczenia itd. Ale kuriozum to kiedy to lekarz się pyta skąd o się taka choroba bierze… A wiedza o astmie u dzieci też pozostawia wiele do życzenia… mojego starszego syna z reguły usiłują faszerować antybiotykami, bo tak… wiec patrz lekarzowi na ręce…
    Ale nic mnie tak do szału nie doprowadza jak… domowe leczenie. I wiedza o której piszesz… Po co bierzesz sterydy? Bo mam astmę. Nie bierz dobrze ci radzę, koleżanka kuzynki zza buga miała tak samo i wiesz co? odstawiła i jak ręką odjął. co komfort życia bez duszności, się pytam?

    A Ty notuj, notuj skrzętnie i dziel się nowym aspektem medycyny niekonwencjonalnej. Sądze że nie tylko ja z chęcią się pośmieję :)

  5. kruszyzna pisze:

    Jasna sprawa, ja spotkałam nie tylko kilku konowałów, których wiedza medyczna była, delikatnie mówiąc, skandaliczna. Tutaj jednak była sytuacja, że lekarz tłumaczył coś jak krowie na rowie i – w moim pojęciu – brzmiało to sensownie (i takim się okazało), a potępiane było w czambuł, niezależnie od tego, co powiedział. Po prostu zawsze ta "właściwa" była opcja odwrotna.

  6. Anonymous pisze:

    uwielbiam twój blog! sama nie jestem bloggerką, ale za to mamą bliźniąt- prawie rocznych chłopców!
    spędziłam swojego czasu 1,5 m-ca na patologii i opowieści współtowarzyszek niedoli są imponujące, daleko szukać…moja teściowa wyprawia czary nad moimi dziećmi jak znikam z zasięgu wzroku;)
    powodzenia i wytrwałości!
    pamplemousse1
    mama bliźnią

  7. Marlenica pisze:

    Moja przyjaciółka miała okazję wysłuchać sprawozdania dziewczyny, której babcia fachowo się zajmuje zdejmowaniem uroków. I zadajecie sobie pytanie, skąd wiadomo że dziecko jest zauroczone? Już Wam mówię – otóż bierzesz dziecko w łapska i liżesz po czole. Jak czoło jest słone to ktoś zauroczył dziecko – trzeba odprawić uroki, co jest czynione przy pomocy obrazków świętych i innych „kościelnych” gadżetów ;) Aby była jasność, dziewczyna szczerze wierzyła w moc babci ;)

A Ty co myślisz?