Jakie to szczęście, że IKEA jest tak blisko. To znaczy jakoś tak szczególnie blisko nie, ale dobrze, że jest. Nam chodzi oczywiście o wyposażenie sklepu, a dziecku o dodatek do wyposażenia. Dodatek jest przy tym jednocześnie główną atrakcją. O co chodzi? O „plac zabaw” z piłeczkami.
Zdjęcie w stylu: „znajdź dziecko”
Jakie więc to szczęście! Mężczyzna lata po sklepie z ogniem w oczach i notatnikiem w ręce, a dziecię z nie mniejszym ogniem pożądliwie patrzy na piłeczki i wszystko, co się z nimi wiąże. Ja – ponieważ było oczywiste, komu będę towarzyszyć – rozwaliłam bezczelnie odwłok na skórzanej sofie (wygodna), wyciągnęłam odnóża (bosko) i skupiłam się na kontroli wzrokowej.
Właściwie na początku nie było czego kontrolować, bo dziecko zapadło w stupor (podebrałam Szwai, podoba m się ten wyraz) i ekstatycznie gapiło się w piłeczki. Kiedy się w końcu zebrała do kupy i rozkreciła, nie można jej było stamtąd wyciągnąć. O co mię biega? Ano o to, że takie miejsca do zabaw dla dzieci w centrach handlowych to genialny wynalazek. IKEA wcale nie jest tu wyjątkiem. Zyczylabym jednak sobie, żeby były bardziej eksponowane. Bo nigdy jakoś w oczy mi nie lazły. No dobrze, na razie tyle. Dokanczanie notki na telefonie wygodne nie jest. Że szpitalnego łoża specjalnie dla czytelników bloga nadawała kruszyzna. Oddaję głos do studia.



Kalendarz ciąży

„Że szpitalnego łoża specjalnie dla czytelników bloga nadawała Kruszyzna. Oddaję głos do studia.”
A czegóż Ty tam, droga kobieto, znowu szukasz? mam nadzieję że tylko dla kontroli pracy personelu tam jesteś, nic poważnego?
W takie kuleczki, to Wam powiem, sama chętnie bym się rzuciła, aby poczuć jak to jest. Wydają się być fajną zabawą
Kruszyna, przyznaj sie, pojeść sobie poszłaś do tego szpitala, co?
A kulki w IKEI czas wypróbować.
zdrowia dużo Krusz. I niech was szybko do domu puszczą
U mojej mamy jest taki basenik dmuchany z 300 piłeczkami – kupiony dla dwóch diabłów. Miałam przyjemność trochę się poprzewalać w piłkach kiedy młode spały – naprawdę polecam
te kulki w Ikei znam-rzeczywiście niezła frajda dla maluchów:)ostatnio młody, gdy byliśmy w Ikei i zaproponowaliśmy mu zabawę w kulkach, oświadczył,że jest za stary na zabawę w kulkach:)))dzieci rosną nie wiadomo kiedy…Kruszyzna, daj znać co u Was!
Wyobrażam sobie jaka to frajda dla dzieciaków!!! Sama bym chętnie spróbowała wskoczyć w takie kulki
) Moja córa jeszcze dużo za mała,by się bawić w „kulki”,ale jak już będzie chodzić
i będzie starsza to na pewno wypróbujemy! Może pozwolą nam byśmy obie wskoczyły- a co!
No, podjeść sobie poszłam
I grzybki w łazience pooglądać
Zresztą walnęłam już notkę na ten temat, korzystając ze zdobyczy techniki.