Jakie to szczęście, że IKEA jest tak blisko. To znaczy jakoś tak szczególnie blisko nie, ale dobrze, że jest. Nam chodzi oczywiście o wyposażenie sklepu, a dziecku o dodatek do wyposażenia. Dodatek jest przy tym jednocześnie główną atrakcją. O co chodzi? O „plac zabaw” z piłeczkami.

Zdjęcie w stylu: „znajdź dziecko” :D Jakie więc to szczęście! Mężczyzna lata po sklepie z ogniem w oczach i notatnikiem w ręce, a dziecię z nie mniejszym ogniem pożądliwie patrzy na piłeczki i wszystko, co się z nimi wiąże. Ja – ponieważ było oczywiste, komu będę towarzyszyć – rozwaliłam bezczelnie odwłok na skórzanej sofie (wygodna), wyciągnęłam odnóża (bosko) i skupiłam się na kontroli wzrokowej.

Właściwie na początku nie było czego kontrolować, bo dziecko zapadło w stupor (podebrałam Szwai, podoba m się ten wyraz) i ekstatycznie gapiło się w piłeczki. Kiedy się w końcu zebrała do kupy i rozkreciła, nie można jej było stamtąd wyciągnąć. O co mię biega? Ano o to, że takie miejsca do zabaw dla dzieci w centrach handlowych to genialny wynalazek. IKEA wcale nie jest tu wyjątkiem. Zyczylabym jednak sobie, żeby były bardziej eksponowane. Bo nigdy jakoś w oczy mi nie lazły. No dobrze, na razie tyle. Dokanczanie notki na telefonie wygodne nie jest. Że szpitalnego łoża specjalnie dla czytelników bloga nadawała kruszyzna. Oddaję głos do studia. ;-)

Share →

7 komentarzy do Lecimy sobie w kulki

  1. Marlenica pisze:

    „Że szpitalnego łoża specjalnie dla czytelników bloga nadawała Kruszyzna. Oddaję głos do studia.”
    A czegóż Ty tam, droga kobieto, znowu szukasz? mam nadzieję że tylko dla kontroli pracy personelu tam jesteś, nic poważnego? :)
    W takie kuleczki, to Wam powiem, sama chętnie bym się rzuciła, aby poczuć jak to jest. Wydają się być fajną zabawą :) :)

  2. Katka pisze:

    Kruszyna, przyznaj sie, pojeść sobie poszłaś do tego szpitala, co?
    A kulki w IKEI czas wypróbować.

  3. Asiek pisze:

    zdrowia dużo Krusz. I niech was szybko do domu puszczą :)

  4. Myszqa pisze:

    U mojej mamy jest taki basenik dmuchany z 300 piłeczkami – kupiony dla dwóch diabłów. Miałam przyjemność trochę się poprzewalać w piłkach kiedy młode spały – naprawdę polecam :P

  5. kyja pisze:

    te kulki w Ikei znam-rzeczywiście niezła frajda dla maluchów:)ostatnio młody, gdy byliśmy w Ikei i zaproponowaliśmy mu zabawę w kulkach, oświadczył,że jest za stary na zabawę w kulkach:)))dzieci rosną nie wiadomo kiedy…Kruszyzna, daj znać co u Was!

  6. milenaw pisze:

    Wyobrażam sobie jaka to frajda dla dzieciaków!!! Sama bym chętnie spróbowała wskoczyć w takie kulki :) ) Moja córa jeszcze dużo za mała,by się bawić w „kulki”,ale jak już będzie chodzić ;) i będzie starsza to na pewno wypróbujemy! Może pozwolą nam byśmy obie wskoczyły- a co!

  7. kruszyzna pisze:

    No, podjeść sobie poszłam :) I grzybki w łazience pooglądać :) Zresztą walnęłam już notkę na ten temat, korzystając ze zdobyczy techniki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>