Nasze małe domowe rytuały
Zanim urodziłam moje pierwsze dziecko, w rozmaitych poradnikach i poradnikopodobnych miejscach czytałam o znaczeniu rutyny w życiu codziennym. Generalnie chodziło o to, że dobrze pojęta rutyna i uporządkowanie to dobra rzecz. Urodziłam Jadźkę i… zgadzam się z tym w zupełności. A im więcej czasu upływa, tym zgadzam się bardziej.
Postępowanie według jakiegoś schematu przychodzi mi o tyle łatwiej, że sama lubię tak funkcjonować i nie znoszę sytuacji nieprzewidzianych. Wszystko ma swoje miejsce i czas, jak gadał Kohelet.
Codzienne domowe rytuały są w życiu małego obywatela niezwykle ważne. Pozwalają mu poczuć się bezpiecznie. Od samego początku bombarduje go prawdziwy wodospad bodźców, z którymi jego mózg musi się uporać, i miło jest wiedzieć, że przynajmniej niektóre z nich są przewidywalne. Dziecko, które ma zaprogramowane stałe punkty w rozkładzie zajęć, mniej płacze i lepiej się rozwija.
Dla nas na przykład od początku ważna była stała pora kąpieli dziewczyny. Po kąpieli było karmienie i lulu. Być może dzięki temu nie mamy teraz najmniejszych problemów z wieczornym usypianiem. Zawsze pilnowałam, żeby na spacer chodzić o tej samej porze. Było to o tyle prostsze, że wyprowadzałam przy okazji psa i zsynchronizowaliśmy zegarki z psiejskim podnoszeniem nogi i porą karmienia. Dziecka nie psa rzecz jasna. Staram się, żeby obiad również był o tej samej godzinie, podobnie popołudniowa drzemka.
W miarę jak mała rosła, punktów w programie przybywało. Dzisiaj mamy szczególnie rozbudowany zwłaszcza rytuał wieczorny. O 19.00 idziemy „kompa-kompa”, następnie przebieramy się w piżamkę. Jemy kolację. O 20.00 młodzież jest wykąpana, wysuszona i najedzona. Do dalej? Dalej zalegamy w wyrku i czytamy, czytamy, czytamy. Najczęściej do 21.00. Nie zmuszam, samo tyle chce. Zasypiamy między 21.00 a 21.30. Może się walić i palić, ale wieczorny schemat pozostaje niezmienny. Polecam wszystkim funkcjonowanie według stałego rozkładu zajęć. Jest to dobre też dla rodzica, bo dziecko staje się przewidywalne i wiemy, że o takiej a takiej porze będzie marudzić, bo to zwykły czas chodzenia spać. Łatwiej jest zaplanować wypad do znajomych, na miasto czy inne tego typu atrakcje człowieka zadziecionego. Zawsze może zdarzyć się coś nieoczekiwanego, jasna sprawa, ale jeśli kręgosłup mamy silny, to i cały organizm funkcjonuje lepiej.
U nas też wszystko jest według ustalonego porządku, a Witek i tak zrobił się płaczliwy i mamy problemy np. z popołudniowymi drzemkami. Chyba jednak nie ma reguły…
Nie, ze nie ma reguly, ale dziecko rosnie i przy okazji zmienia mu sie porzadek dnia, taki „naturalny”. Wydaje mi sie, ze warto wtedy przeznaczyc pare dni na obserwacje dziecka, nie walczyc z nim, a dokonac paru modyfikacji i zaczac funkcjonowac zgodnie z nowym planem dnia, oczywiscie w granicach rozsadku
Tak, tak i jeszcze raz tak:) rytulaly to dobra rzecz i dla dziecka i dla rodzicieli. Z jednym tylko ALE, o ktorym poniekad wspomniala przedmowczyni. U malutkich dzieci szybko sie wszystko zmienia i mozna sie troche zdziwic, kiedy 3-miesieczniak nagle nie chce juz swojej posniadaniowej drzemki. Czasem to rodzicom sie trudniej przestwic, bo tak juz bylo piknie ladnie, 2h laby miedzy 10 a 12 na prasowke i mailowanie, a tu ZONK;) takze ten plan dnia w pierwyszm roku chyba dosc czesto trzeba modyfikowac, a potem to juz chyba nie tak czesto, co?
No i nie ma co „katowac” rozkladem dnia od pierwszego tygodnia. Ja sie troche stresowalam, bo tez sie naczytalam, zeby sie trzymac zegarka, bo dziecku wtedy bezpieczniej. No i chociazby z takim „kąpu-kąpu” byl problem, bo sobie wymyslilismy, ze ok. 19 kąpiemy. A tu dupa blada – dziecie raz o tej godzinie spalo, a raz nie. I co teraz – budzic? (oczywiscie nie budzic!!!) Takze po dwoch tygodniach przestalam sie przejmowac i dalam Potomce i nam samym troche czasu na oswojnie, obserwacje i dorosniecie. Po ok 1,5 miesiaca wszystko sie w miare wyklarowalo i mozna bylo juz na dobre zrytualizowac:) U nas najwazniejsze jest, ze po 2-3h aktywnosci dziecie musi sie zdrzemnac, bo jak nie, to uuuuu… drzyjcie narody;) Na cale szczescie chetnie spi w chuscie, wiec nawet jak sa drobne modyfikacje w planie dnia (weekendowe wypady, odwiedzinki itp), to jesli chusciak pod reka, to hop do kangura i dziecie jest happy. I my tez:D
Ależ oczywiście, wszystko należy modyfikować na bieżąco. Przecież nikt od 2-latka nie będzie wymagał trzech czy czterech drzemek, bo tak młode miało w wieku sześciu miesięcy! Wszystko się zmienia, chodzi tylko o to, żeby być elastycznym i utrzymywać jako takie reguły.
Przykład: jeśli jednego dnia kąpiemy dziecko o 20.00, drugiego o 18.00, a potem znowu o innej godzinie, to jemu się, brzydko mówiąc, wszystko popierdzieli. Dziecko oczywiście samo z siebie też ustala sobie pewien rytm. Chodzi o to, żeby pójść na kompromis. Np. do tej pory Jadzia zasypiała o 20.00, teraz od pewnego czasu zasypia o 21.30. Sama się przestawiła, nikt nad tym nie pracował. Rzecz jednak w tym, że tej pory się trzymamy. Nie imprezujemy do późna, nie zmieniamy pór dowolnie, tylko trzymamy się tej wypracowanej przez dziecko. Trzeba się „wsłuchać” w swojego podopiecznego.
Będę się upierać przy stałej porze posiłków. Jeśli już nam się karmienie ustali na tyle, że dajemy żryć pięć razy dziennie (bo dziecko ma 1,5 roku i więcej itp.), to trzymajmy się stałych pór podawania posiłków. Nie ma znaczenia, czy obiad będzie o 14 czy o 16, grunt, żeby nie było tak, żeby jednego dnia był o 12, drugiego o 14, a trzeciego o jeszcze innej porze. Trzymanie się ustalonych godzin pomoże wyregulować pracę żołądka i po prostu trawienie.
Wiadomo, że każdy dzieć jest inny i rytuały domowe nie są panaceum na wszystko, ale naprawdę sprzyjają rozwojowi. Młody człowiek jest istotą uporządkowaną i ma potrzebę stałości w swoim dotychczasowym króciutkim życiu. Dlatego dobrze jest, jeśli są stałe punkty dnia i mniej więcej o tych samych godzinach (z uwzględnieniem zmian wynikających z naturalnego rozwoju dziecka).
codzienne rytuały to podstawa:)dziecko czuje się bezpiecznie i pewnie,a modyfikacje są niezbędne:)święte słowa dobrodziejek:)!
Moje dziecko ma w nosie moje starania. Ma rok i raz śpi o 9.30, a na drugi dzień o 12, żeby trzeciego dnia zasnąć o 14.30. Raz drzemka trwa pół godziny (na cały dzień), a innym razem 3h. Posiłki dostaje o stałych porach, ze spacerkami bywa już różnie, bo zależą od pory drzemki. Piszecie, zeby obserwować dziecko, ale jestem w pracy do 16 lub 18 i tyle moich obserwacji! A mama z kolei nie dba o rytuały, któe z takim trudem wprowadziłam. Naprawdę nie wiem, co robić. Ciężko cokolwiek zaplanować, ciężko młodego uśpić po obiedzie, ogólnie mi ciężko. Poradzicie coś?
Jeśli jesteś w pracy przez pół dnia, to oczywiście nie możesz niczego kontrolować, to zrozumiałe. Z mamą trzeba by porozmawiać. To jest ważne. To Twoje dziecko i jeśli życzysz sobie, żeby coś miało miejsce, a inna osoba tego nie robi, to trzeba o tym pogadać. To nie jest łatwe, ale mimo wszystko.
Choć powiem Ci, że u nas od samego początku pora kąpieli raczej się nie zmieniła. Kiedyś tylko mała była kąpana o 18.00, teraz o 19.00. Minęły dwa lata i jedziemy dalej tym trybem.
A kto kąpie dziecia? Babcia też czy rodzice? Bo możesz się trzymać np. stałej pory kąpieli. No, póki dziecko nie przestawi się znowu ze spaniem oczywiście
Akurat pora kąpieli jest stała i jeszcze się nie zdarzyło, by mały nie mógł być wykąpany o 19.30, jak zawsze. Zasypia między 20 a 20.30. Ale martwią mnie drzemki w ciągu dnia. Śniadanie też dostaje o stałej porze, ale drugie lub obiad nie zawsze, bo czasami o tej porze śpi. Jak dzisiaj: zasnął o 11.30, po drugim śniadaniu, ale porę obiadu przespał, bo miał go dostać około 14. Mam nadzieję, że w końcu jakoś się nauczę obsługi swojego dziecka. Z mamą rozmawiałam nie raz i nie dwa; obiecała poprawę. Zobaczymy! Seerdecznie dziękuję! Pozdrawiam!
No właśnie, te plany i schematy to dopiero od jakiegoś trzeciego miesiąca chyba można wprowadzać, co? Ja bardzo sie staram porządkować dzień, ale jak młody cO trzy tygodnie skończył wyje przez pól dnia, bo kolka, a potem w koncu mu sie uda usnac tak po 17tej powiedzmy i śpi jak zabity, bo zmęczony tym wyciem, to przecież nie będę go budzić bo kąpiel, bo godzina, prawda?
I wszystko może sie tak przesuwać, bo to od kolki zalezy, czy ile spał w nocy, jak sie czuje w dzień, a w dodatku laktacja nieunormowana, wiec i On nie ma stałych por posiłków, a w związku z tym i drzemek, itd, itp.
No wiec sie pocieszam, ze jak podrosnie trochę i wyjdzie z tych pierwszych miesięcy i kolek to se dopiero plan ustalimy. A z drugiej strony jak kolki ustaną to zęby ruszą i tak w koło macieju…
To jak to zrobić?
Spokojnie, przeżyłam galopujące kolki u bliźniaczek. Będzie dobrze, zobaczysz. Rwałam włosy z głowy, rzucałam łaciną, ale było, minęło. Teraz lada moment skończą 11. miesięcy i wstaję w nocy raz na jedno karmienie. Plaża normalnie