Żeński worek treningowy
Jeśli się leży w szpitalu należącym do akademii medycznej, trzeba się liczyć z tym, że wszędzie szwędają się studenci. Co skąinąd naturalne jest, bo jak inaczej ma się młodzież wykształcić? Musi się zetknąć z tzw. żywym przypadkiem. Pooglądać sobie różne ciąże nie tylko na obrazkach w książce. No, tylko żeby tak jakoś trochę dyskretniej oglądali.
Praktyką polskich szpitali jest to, że się człowiek czuje jak królik doświadczalny. Przede wszystkim nie uprzedza się pacjentek o tym, że w badaniu będą uczestniczyły osoby przyglądające się i szkolące. A chyba do dobrego tonu należałoby, żeby o tym powiedzieć, prawda?
Wchodzę więc na badanie USG, a tam tłum. Oprócz lekarza wykonującego badanie chyba z piętnaśie osób. Mężczyżni. Jeśli już mam wykonać sriptis, to niech to ma jakąś oprawę. Baba z brzuchem i w piżamie zachęcająco nie wygląda.
- Pani się położy tutaj i odsłoni brzuch – usłyszałam.
Wykonałam polecenie, zajmując swoją szanowną osobą zieloną kozetkę. Badanie przebiegło sprawnie, młodzi adepci medycyny głowa przy głowie zaglądali doktorowi przez ramię i gapili się w monitor ultrasonografu. Rozstępów nie mam, z wyglądu jestem w miarę zadowolona, obiachu nie było.
- No, a teraz proszę ściągnąć gatki, zbadamy szyjkę.
Ożeż w mordę, tego nie przewidziałam. Piętnaście par oczu wbiło chciwy wzrok w moją kwintesencję kobiecości. To był wyczyn. Jak tu lawirować z takim brzuszyskiem, żeby ściągnąć portki i nie zaszczycić gawiedzi widokiem raju? Tłum czekał w napięciu, a ja wykonywałam ewolucje pozwalające z czystym sumieniem określić mnie mianem kobiety-gumy. Ja rozumiem, że się jeszcze tyłków naoglądają, ale, na miły Bóg, mam prawo odczuwać dyskomfort na myśl o ściągnięciu majtek przed taką zgrają meżczyzn, których zresztą widzę pierwszy raz na oczy. A wystarczyło powiedzieć: „Proszę szanownych pań, w badaniu będą uczestniczyli studenci, bo chcemy wykształcić dobrych lekarzy, więc muszą sobie popatrzeć”. Tylko tyle.
Nieuprzedzanie jest jednak normą. Wchodzę więc na badanie ginekologiczne i zajmuję strategiczną pozycję na fotelu. Gawiedź – tym razem żeńsko-męska – kontempluje. Lekarz zbadał i rzucił tekstem:
- Pani Kasiu, teraz pani pomaca. O tutaj, głębiej, głębiej. Tu jest szyjka, czuje pani?
Rasowy worek treningowy. Nie wiem, czy to jest kwestia wyczucia czy wyobraźni, czy też jakaś niezdrowa rutyna. Ale nigdy, przenigdy nie byłam uprzedzana przed badaniem, że ktoś sobie będzie na mnie ćwiczył. Czas chyba coś zmienić, rozpętać kampanię medialną czy coś. Bo potrzeba niewiele, żeby człowiek przestał się czuć jak przedmiot.
no nie!!nie zdzierżyłabym badania ginekologicznego ze zgrają studentów zaglądających i ,co gorsza, badających mnie,bez uprzedniego poinformowania, ba! zapytania czy wyrażam na to zgodę!!!bo chyba pacjent musi wyrazić zgodę na takie coś,zdaje się.Takie mam intensywne wrażenie,że zgoda pacjenta musi być.Ha, trzeba zerknąć w jakiś tekst o prawach pacjenta.Pewnie leżysz na Dyrekcyjnej-rodziłam tam syna 6 lat temu, na szczęście w sierpniu i studentów nie było,uff.Ale pamiętam,że będąc w ciąży robiłam rozeznanie wśród koleżanek na temat porodówek we Wrocławiu i no jakoś tak wynikało z ich doświadczeń,że rodząca może nie życzyć sobie asysty studentów w trakcie porodu.Więc myślę,że przy badaniach zasada jest analogiczna. A swoją drogą odnoszę wrażenie,że lekarze pracujący tam zwrednieli normalnie.Na początku marca lub jeszcze w lutym byłam na izbie przyjęć na Dyrekcyjnej, gdyż wydawało mi się,że młoda już chce wyjść na świat.Samo wnętrze makabryczne, ale to pomijam (to chyba nie wpływa negatywnie na lekarzy;)),ale lekarze, którzy mnie badali, ostro na mnie wsiedli z powodu zalecenia cc, jakie miałam przy drugim porodzie (od ortopedy-Kruszyzna witaj w klubie), obaj stwierdzili (trafiłam na zmianę dyżuru),że jak pierwsze dziecko urodziłam siłami natury (nieważne,że 6 lat temu, gdy byłam zdrowa -chyba),to drugie też urodzę normalnie.Jeden z lekarzy z sarkazmem w głosie zapytał, cóż to się stało,że teraz nie mogę rodzić normalnie.Szlag mnie trafił, wkurzyłam się na maksa i dziękowałam losowi,że to był fałszywy alarm:)Urodziłam parę tygodni później na Brochowie, gdzie żaden z lekarzy nie kwestionował wskazań ortopedycznych.A i tak po porodzie przez 2 tygodnie szarpałam się z bólem nogi…eh.
http://prawocywilne.blox.pl/2009/08/Prawa-pacjenta-w-szpitalu.html
tu jest info, że masz prawo odmówić asysty studentów przy badaniach
haha a po porodzie… też maskara, przy obkurczającej sie macicy, lekarz a za nimi studenci – czy moge pania pomacać, moge??? nosz coś mnie trafiało i tak codziennie, zresztą nie tylko macice ale i inne częsci patrzyli bleee…. a tu człowiek obolały zmęczony…. krew mnie zalewała…..
Tak, dokładnie na Dyrekcyjnej
Izba przyjęć jest faktycznie nie z tej planety
Dzięki za info odnośnie praw pacjenta. Co do cc, musiałaś trafić na wyjątkowo nieużytą personę. Bo tam wykonują bardzo dużo cesarek. Nawet zaskakująco dużo bym powiedziała. Jestem więc zdziwiona. No, ale wiadomo, jest różnie.
Leżę w domu i szprycuję się ukochanym fenoterolem
Dlaczego ciągle jeżdżę na Dyrekcyjną? Z dwóch powodów: po pierwsze mam najbliżej, a po drugie pracuje tam dr Floriański. Jest ordynatorem na patologii ciąży i ginekologii septycznej (to połączone oddziały). I to jest najlepszy w mieście spec od USG. Słyszałam to nie od pacjentek, a od mojego własnego gina, który też kiedyś tam pracował. I zawsze Floriański robił mi USG. Zresztą wszystkim zawsze robi na tym oddziale. Na bardzo dobrym sprzęcie, dodajmy. Szpital więc jest wsiurski, warunki sanitarne wołają o pomstę do nieba, ale sprzęcior mają OK, no i spec jest. Gin powiedział, że mogę mieć pewność, że zostałam porządnie przebadana. I tu mi wielki kamień z serca spada, bo jak gość mówi, że z dzieciarnią wszystko OK, to wiem, że jest OK.
A propos – już mnie wypuścili
jak najlepsze USG, to nie ma o czym mówić:)kursuj tam, kiedy tylko jest potrzeba:)można wtedy i zdzierżyć watahę studentów:)ale tak naprawdę, nie chodzi o to,żeby im zabraniać asysty czy nawet badania, tylko, żeby ktoś zapytał Cię o zgodę i zapewnił komfort psychiczny podczas badania ze stadem gapiów:)Grunt,że już jesteś w domu:)oszczędzaj się:)
złapałam się na tym,że chyba już oswoiłam się z tym,że urodziłam przez cc-zauważyłam, że napisałam w komentarzu o tym,że urodziłam przez cc.Chodzi mi o to,że po narodzinach młodej poprzez cesarskie cięcie,nie przechodziło mi przez gardło stwierdzenie,ze urodziłam ją przez cc.Z naciskiem na „urodziłam”.Ten poród był tak inny w porównaniu do pierwszego siłami natury, że nie potrafiłam się przestawić na myślenie o nim jako o porodzie.Jak ktoś gratulował mi narodzin dziecka, od razu wtrącałam, że jej nie urodziłam, tylko,że lekarze mi ją wyjęli z brzucha.Ale to chyba rozszalałe hormony u mnie tak działały:)widzę,ze jazda powoli mija;)też tak miałyście lub macie?
Ja miałam to samo – z tym cc. Wydawało mi się, że urodziłam tylko w połowie
Ale potem wszystko mi się odwróciło o 180%, jak usłyszałam: „kiedy rodziłaś? a wtedy? a co to za poród, to cesarka była!” O nie, pomyślałam sobie, dlaczego niby mam być dyskryminowana jako „ćwierćrodząca” czy rodząca na pół gwizdka tylko dlatego, że mi małą wyjęli trochę bardziej górą niż dołem?
To nie była cesarka na życzenie z obawy przez – cytując Chylińską – rozklapuchą, tylko ze wskazań medycznych.
Co do studentów, to dokładnie o to chodziło. Niech mi zaglądają w tyłek, w końcu muszą wiedzieć, jak TO wygląda nie tylko u swojej dziewczyny, ale niech wcześniej zostanę zapytana o zgodę.
Inna sprawa, że wiedza tych studentów… Pisałam kiedyś o amniopunkcji i badaniach prenatalnych. Dane ogólnodostępne w internecie, żadnych problemów. I na obchodzie lekarskim ordynator pyta studentów, kiedy przeprowadza się amniopunkcję i co ona daje. Kurde, rwałam się do odpowiedzi, a pytanie nie było do mnie. A studenciny – cisza na morzu, bałwan śpi… A zapytał przecież o sprawę podstawową z podstawowych. O tempora…
Co do cc to mi nawet wydawało się, że to nie moje dziecko (znieczulenie ogólne) i dopiero karmienie piersią pokazało mi, że to ja zbudowałam to dziecko. Ale sporo czasu minęło.
Myślę sobie, że czasem takich lekarzy trzeba trochę wychować i np powiedzieć z pięknym uśmiechem do Pana Dr ” Skoro Pan tak ładnie pyta czy obecność tylu lekarzy przy tak intymnym badaniu mi nie przeszkadza, to ja oczywiście się zgadzam, bo Państwo przecież muszą się uczyć”
Nie dajmy się traktować jak przedmioty badań…
A odmówić – owszem, można, ale jeśli to szpital kliniczny, to chyba nie wypada…słyszałam, że czasem, pacjenci odmawiający są traktowani… inaczej ….
Trzymaj się Kruszyno i wracaj szybko do pionu, bo jak świat światem, makaron z twarogiem lepiej smakuje w domu
Nie jesteśmy przedmiotem badań, tylko człowiekiem. I jak ktos nas nie szanuje, to trzeba go tego nauczyć.
„słyszałam, że czasem, pacjenci odmawiający są traktowani… inaczej ….”
ale takie traktowanie opisane w poście jest straszne, więc dla mnie „inaczej” byłoby i tak wybawieniem
No to ja Cie pociesze
Rodzilam w Irlandii Polnocnej, gdzie rowniez przebywalam ciaze i badania na bezplodnosc. W czasie badan pan dr. Hindus-praktykant w trakcie pobierania wymazu z okolic wiadomych zlamal patyczek (tak mocno i „starannie” pobieral). Odlamek patyczka przeszybowal dlugosc kozetki i uderzyl mnie w czolo a konkretniej mowiac w okulary ktore pewnikiem uratowaly me oko przed dziubnieciem. Dopiero jak wezwal lekarke na pomoc – przy pobieraniu wymazu to sie okazalo ze sie przyucza. Innym razem pielegniarka nie potrafila wlozyc wziernika. Dobrze ze przynajmniej zgadla w ktory otwor (przepraszam za dosadnosc) bo probowala gdzies w pol drogi :/ To sie nazywa fachowa obsluga…
Witam,
Chyba mam szczęście, ale za każdym badaniem w każdej ciąży (ta jest trzecia) pytano mnie o zgodę na obecność i nawet o zgodę na „dodatkowe” badanie przez studenta.
Takie są procedury w Warszawie i na Kasprzaka (IMiD), i na Karowej (Kliniczny księżnej Anny Mazowieckiej).
Mam nadzieję, że ten zwyczaj rozejdzie się do wszystkich palcówek w Polsce.
Pozdrawiam,
Latającamysz
mi to jakoś specjalnie nie przeszkadzało
ja mam takie podejście. : ” eee, tyle już widzieli, że nie zrobi to na nich wrażenia” i ” muszą się jakoś nauczyć ”
leżałam na patologii 3 tygodnie i co dwa dni byli przy moim badaniu studenci… nigdy nie robiłam z tego problemu… nawet rozmawiałam z nimi, pytałam się jak oni to odbierają… zwykle odpowiadali ” nie robi na nas to wrażenia
„. Nawet przy moim porodzie był student, który później mnie zszywał
” baaaardzo przystojny
hehe