Leci sobie w telewizorni jedna reklama o porozumieniu międzyplanetarnym. Ona jest klasycznie z Wenus, on z samczego Marsa. Spotkanie w pół drogi – czyli na Ziemi – następuje za sprawą cudownego dyngsu sałatkowego. Jest to jakiś pomysł.
Porozumienie damsko-męskie można zaprowadzić również w innej dziedzinie życia. Jeśli męska część rodziny obstaje przy kupnie samochodzika do jeżdżenia, a damska upiera się przy koniu na biegunach, wydawać by się mogło, że tym razem Ziemię ominą i jedno poleci gdzieś w stronę pasa planetoid, a drugie wyląduje na Merkurym. Wcale jednak nie musi tak być. Dlaczego? Bo oto, drodzy rodzice, istnieje coś takiego jak dwa w jednym. Koniosamochód. Autokoń. Jak zwał, tak zwał. Wygląda to następująco:
Pomysłowe, prawda? Zabawka w stylu wilk syty i owca cała. Chcesz mieć samochód, odwracasz ustrojstwo kółkami do dołu. Chcesz mieć bujak – odwrotnie, kołami do góry. I jeszcze się skubane nie przewróci, bo ma zabezpieczenia przed się przegibnięciem. I ekologiczne, bo drewniane. Tylko skręcać nie można. Ale czymże jest skręcanie wobec dialogu dwóch cywilizacji ukoronowanego podpisaniem co najmniej paktu o nieagresji, a nawet sojuszu?
Korzystając z okazji chciałabym przypomnieć, że na forum został założony specjalny wątek, w którym możemy wystawić ocenę szpitalom, w których rodziłyśmy. Jeśli ktoś chce zostawić przyszłym pokoleniom w spadku parę słów na temat danej placówki, to zapraszam. Jestem przekonana, że kiedy dopracujemy się czegoś w rodzaju „bazy danych porodówek”, ktoś może na tym skorzystać. Może na przykład trafić do świetnego szpitala, którego wcześniej nie brał pod uwagę lub uniknie skansenu niekompetencji.



Kalendarz ciąży

Jak się uprzeć, to i lektykę z tego się zrobi
Zachwyciłam się tym ustrojstwem i z ciekawości sprawdziłam cenę – 600, słownie SZEŚĆSET, euro. Ała.
Bo to taka dizajnerska pierdołka
Uzywany samochod mozna kupic za te pieniadze
no dobra, bardzo uzywany samochod