żeby za dużo nie przytyć? Czy jest jakaś cudowna zasada? Czy istnieje jedynie słuszna dieta dla ciężarnych? To jest mniej więcej tak jak z dietą dla matki karmiącej – idealna NIE ISTNIEJE. Co nie znaczy, że nie można zastosować pewnych wytycznych, żeby odżywiać się racjonalnie.

Jedno jest jasne – w ciąży pod żadnym pozorem nie można stosować żadnej diety-cud, preparatów odchudzających, przyspieszających trawienie, spalających tkankę tłuszczową, niepozwalających trawić tłuszczu itp. Pamiętajmy, że wszystkie te preparaty przechodzą przez łożysko. Nasz płód odchudzać się nie musi i nie chce. On ma za zadanie przybierać na wadze, rozwijać się i rosnąć. Nierozważnie stosowanymi suplementami możemy mu zrobić krzywdę, a nawet doprowadzić do poronienia czy przedwczesnego porodu.

To w takim razie co jeść i jak jeść?

Najpierw o tym jak. Ciąża to świetny moment, żeby wypracować w sobie prawidłowe nawyki żywieniowe. Jeśli do tej pory jedliśmy śniadanie, obiad, a kolacji wcale, to dobrze by było przerzucić się na pięć posiłków dziennie. Częściej, ale mniejsze porcje. Dlaczego to takie ważne? Chodzi nie tylko o to, że organizm łatwiej upora się z mniejszą jednorazowo podaną ilością kalorii niż z większą. W ciąży bardzo łatwo o zaparcia, a w konsekwencji o hemoroidy. Duże porcje rzadko spożywane sprzyjają temu. Do tego dochodzi problem zgagi. Macica powiększa się i przesuwa do góry wszystkie narządy. Wątroba, żołądek, trzustka – wszystko jest uciśnięte i nie radzi sobie z pokarmem tak rewelacyjnie jak do tej pory. Nie kopie się leżącego :-) Dodatkowo mniejsze posiłki jedzone częściej sprawiają, że słabnie poczucie głodu. Kiedy przychodzi pora posiłku, nie rzucamy się na talerz jakbyśmy nie jadły od miesiąca, jemy mniej, trawimy łatwiej, po posiłku nie czujemy się ociężałe. A co za tym idzie – łatwiej utrzymać prawidłową masę ciała.

Częstsze i mniejsze posiłki powodują, że nie mamy potrzeby podjadać między nimi. Czym zazwyczaj podjadamy? Rzadko kiedy, powiedzmy sobie szczerze, sięgamy po jabłko czy marchewkę. Raczej są to paluszki, czekoladki, chrupki, herbatniki i tego typu sprawy.

Jeden z częstszych błędów, jakie popełniają ciężarne (głównie zresztą pod presją nadopiekuńczej rodzinki), to jedzenie za dwoje. Nie ma potrzeby jedzenia ZA DWOJE. Dziecko potrzebuje bardzo niewiele! Leżałam w szpitalu z dziewczyną, która ładowała w siebie, ile wlezie, żeby dziecko lepiej przybrało na wadze. Trudno o większą bzdurę. Dzienne zapotrzebowanie kaloryczne kobiety w ciąży wzrasta o około 300-500 kalorii. Tylko o tyle.

Sprawę „jak” mamy z głowy, został problem „co”.

Warto sięgać po produkty lekkostrawne. Ale uwaga! Nie te w wersji light! Wersje light to marketingowa ściema. Jeśli porównacie sobie kaloryczność zwykłych płatków śniadaniowych, a tych light, zobaczycie, że jest… identyczna. A nawet na korzyść zwykłych płatków. To samo z jogurtami, serami itp.

Z potraw smażonych czy pieczonych lepiej przesunąć akcent na gotowane. Nie znaczy to, że nie można zjeść schabowego czy pizzy, ale warto to ograniczyć. Świetnym rozwiązaniem są różnego rodzaju zupy – wartościowe odżywczo, lekkostrawne i zawierające sporo warzyw, co za tym idzie błonnika.

Właśnie, błonnik. Błonnik jest zbawienny, bo ułatwia trawienie i w ten sposób zmniejsza ryzyko zaparć. Dużo błonnika zawierają warzywa, pieczywo z ziarnem, kasze i owoce z drobnymi pesteczkami, czyli np. truskawki, maliny, jagody, kiwi itp.

A pieczywo? Proszę bardzo. Bardziej wartościowe jest to ciemne. Lepiej się trawi.

Warzywa czy owoce? To i to jest dobre z akcentem na warzywa. Ja jestem fanką najróżniejszych surówek i sałatek – mogę je pochłaniać na kilogramy. To bardzo dobry sposób przyswajania warzyw. Jeśli takie sałaciszcze wzbogacimy oliwą (np. sosik typu oliwa, ocet lub cytryna i wyciśnięty czosnek), to otrzymujemy naprawdę bardzo wartościowy posiłek. Warto mieć w lodówce taką dyżurną zieleninę. Przyjdzie ochota na przegryzkę – sięgamy po nią i batoniki idą się rypać :)

Owoce też są bardzo ważne, ale uwaga! Zawierają dużo cukru. Jabłka to pikuś, ale zwróćmy uwagę na winogrona, banany lub czereśnie. Zwłaszcza dwa pierwsze są wyjątkowo kaloryczne.

Poradniki podają, żeby zrezygnować z tłuszczów zwierzęcych na rzecz roślinnych. Ja jestem przeciw. Nikt mnie nie przekona, że margaryna jest bardziej wartościowa niż masło. Albo że jest smaczniejsza. Jem masło i na margarynę nie spojrzę. Ale dowodów na szkodliwość czy pożyteczność jednego i drugiego nie ma, dlatego wybór jest kwestią czysto indywidualną.

Ważne jest białko. Dobrym źródłem białka jest nabiał, mięso i rybki. Nie powinno ich w diecie zabraknąć.

Trudne? A gdzie tam. Przy odrobinie chęci da się spokojnie zastosować w codziennym życiu. I co najważniejsze – nie generuje dodatkowych kosztów.

Dlaczego w ciąży warto ograniczyć słodycze i racjonalnie się odżywiać? Nie tylko dlatego, że to bomba kaloryczna, a skutki wybuchu wiadomo jakie są :) Chodzi o dziecko. Płód, tak jak my, ma trzustkę i ta trzustka – tak jak u nas – produkuje insulinę. Od nas również tę insulinę dostaje – razem z krwią, bo krwiobieg przecież mamy wspólny. Jeśli jemy słodycze, produkujemy tej insuliny więcej. O wiele więcej, bo trzeba rozprawić się z nadmiarem cukru. W związku z tym dziecko jest bardziej obciążone, bo z taką ilością hormonu po prostu sobie nie radzi!

Kolejna rzecz – nadwaga i otyłość w ciąży są częstą przyczyną ciążowego nadciśnienia. Nadciśnienie  u ciężarnych jest groźne. W krańcowych przypadkach (nie w każdym, podkreślam!) może prowadzić do hipotrofii płodu, czyli do zatrzymania jego wzrostu i przyboru na wadze. Może też sprawić, że łożysko przestanie prawidłowo wypełniać swoje zadanie.

Nadmierna waga sprzyja też cukrzycy ciążowej i to też dla dziecka dobre nie jest.

Zamiast słodyczy lepiej postawić na koktajle owocowe. Zwłaszcza teraz, kiedy nam się przyroda rozbuchała. Szał truskawek, czereśni, wiśni, niedługo malin i jagód. Mleko czy kefir zmiksowane z rodzimymi owocami i urozmaicone np. bananem dla nadania słodkości – czy może być coś pyszniejszego?

Pamiętajmy też o piciu wody. Zwłaszcza że mamy lato i woda szybciej z organizmu paruje za sprawą wysokich temperatur.

Od czego się puchnie? O, puchnięcie to bardzo przykra dolegliwość. Moje kochane, puchnie się najczęściej od nadmiaru soli w diecie. Moje zdanie jest takie, że w ciąży lepiej nie dosolić niż przesolić. Warto ograniczyć wszystko, co tej soli zawiera sporo – np. wędliny. Zwłaszcza nasze sklepowe naszprycowane, czym popadnie. Widzę po sobie. Wędliny ograniczyłam bardzo (prawie ich nie jem)  i stwierdzam, że w tej ciąży o wiele mniej puchnę! Praktycznie wcale!

Uff, czy ktoś dotarł do końca? Notka ciągnie się jak Amazonka, ale na szczęście doszliśmy do ujścia. W każdym razie, drogie przyszłe mamy, trzymajmy się, będzie dobrze. Zobaczycie :)

Tagi:  
Share →

6 komentarzy do Co jeść w ciąży…

  1. Ania pisze:

    ale piękny ptyś! takiego właśnie zjadałam w 3 trymestrze przynajmniej raz w tygodniu…kolejną zachcianką były suchary ;> no i sezonowe owoce i warzywa: truskawki, czereśnie, arbuz, bób itd. Przytyłam 14 kg co przy mojej wadze wyjściowej (50 kg) było akurat

  2. ashja pisze:

    No i narobiłaś mi ochoty na tego ptysia :) A co do notki to się zgadzam, wszystko (prawie ;) ) z umiarem oczywiście i najlepiej jak najzdrowiej się odżywiać i przed i w trakcie i po ciąży :)

  3. kyja pisze:

    święte słowa pań dobrodziejek:)aa, może się zdarzyć,że ginekolog prowadzący ciążę coś tam odradzi-żeby nie jeść. Lekarka odradziła rzucać się na maliny (nie rzucałam się, ale nie wiem na ile te malinowe historie są prawdziwe…), mięso dogotowane czy dopieczone (czyli nie surowe,normalnie mam tę niezdrową chęć czasem skubnąć surowiznę-jakiś atawizm chyba;)),no i zaleciła unikania serów pleśniowych (ryzyko zarażenia się listeriozą-nie jadłam tego w ciąży, ale też nie wiem jak naprawdę wygląda sprawa serów pleśniowych).Na wieść, że w rodzinie popularna jest alergia, radziła unikać w-w miarę możliwości-opychania się „rodzinnymi” alergenami.No to unikałam:)

  4. tafranca pisze:

    Z malin szkodliwe sa herbatki, ktore zawieraja suszone liscie, a nie owoce…
    Z serami plesniowymi jest tak, ze nie mozna jesc zadnych serow z mleka niepasteryzowanego…
    Poniewaz miesa jakos mi nie sluzy (nie mam ochoty, poza drobiem i watrobka) to staram sie bialko podawac w roslinach straczkowych, soi etc i generalnie jakos bilansowac…tzn jesc wszystkiego po trochu i jak najwiecej urozmaicac…

  5. martinii pisze:

    a ja się rozmarzyłam o tych płatkach z mlekiem i truskawkami, tylko zamiast kiwi walnęła bym troszkę banana pysio ;)

  6. nominativa pisze:

    Prawda jest taka, że je się te potrawy, na widok których nie robi się niedobrze :)
    W moim przypadku było to pieczywo chrupkie, serek biały ze szczypiorkiem oraz pieczona kiełbasa. Trwało to nad wyraz urozmaicone odżywianie chyba ze cztery miesiące, potem do zestawu dołączyło parę innych wyrafinowanych dań typu parówki na gorąco. :)
    Kulinarnie ciąża jest cholernie trudna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>