Jaki powinien być idealny szpital do rodzenia?
Zostawmy na razie na boku tezę, że takowy nie istnieje
Ponieważ wielkimi krokami zbliżam się do porodu (jeszcze tylko trzy miesiące), jestem na etapie szukania odpowiedniej placówki. Właściwie już prawie się zdecydowałam. Nie, nie na szpital idealny, bo temu akurat do ideału sporo brakuje. Poszłam raczej na łatwiznę. Pomyślałam sobie jednak, że gdybym miała powiedzieć, jakie cechy powinien posiadać szpital, w którym chciałabym rodzić, to ujęłabym sprawę w kilku zagadnieniach i każdemu z tych zagadnień przyporządkowałabym odpowiednią punktację. Powiedzmy od 1 do 6, gdzie 1 oznaczałoby „sodomię i gomorię” i w ogóle apage satanas, a 6 wywoływałoby efekt maślanych oczu i rozanielenia paszczowego. Na co bym więc patrzyła? Co wziąć pod uwagę przy wyborze szpitala?
Pierwsze, co mi się nasuwa (choć niekoniecznie musi to być najważniejsze), to stosunek lekarza do pacjenta. Psia mać, w trakcie porodu jesteśmy chyba najbardziej bezbronne w całym naszym życiu. Nie wiem jak wy, ale ja nie cierpię tego uczucia. Liczy się więc dla mnie, jak lekarz traktuje pacjenta. Czy zwraca się do niego z szacunkiem? Czy człowiek jest w stanie otrzymać potrzebne informacje i w ogóle czegoś się dowiedzieć? Czy lekarz jest dyskretny? Czy posiada odpowiednią wiedzę i kompetencje? Jakie jest jego podejście do wykonywanej pracy?
Podpunkt do punktu pierwszego – kadra. Każda ciąża jest inna, jedna z problemami, inna nie, jedne dzieci rodzą się zdrowe, inne nie. Dobrze się jest zorientować, czy w danym szpitalu pracują neonatolodzy z odpowiednim doświadczeniem. Jaka w ogóle jest ta kadra szpitalna? Czasem ktoś już w czasie ciąży wie, że jego dziecko będzie wymagało szczególnej opieki po porodzie (i np. operacji). Czy szpital jest na to przygotowany? Czy pracują tam ginekolodzy cieszący się dobrą opinią?
Po drugie – wyposażenie szpitala. Ha, ciężko to stwierdzić, już tam trafiwszy z rozwarciem na 8 cm, obłędem w oczach i jedną myślą „żeby, kurde, mniej bolało”
Ale jeśli ktoś ma możliwość zasięgnąć języka wcześniej, to dobrze się zorientować, czy sprzęt, jakim dysponuje szpital, nie jest przypadkiem z epoki kamienia łupanego. Jakiej jakości jest sprzęt do diagnostyki? Jak wyposażony jest oddział noworodkowy? Czy szpital posiada inkubatory i jest w stanie opiekować się dziećmi przedwcześnie urodzonymi albo takimi, które urodziły się z rozmaitymi komplikacjami? To nie jest takie oczywiste. Są placówki, które prowadziły w rankingach akcji „Rodzić po ludzku”, a wcześniaki i dzieci problematyczne wożą erkami do innych placówek, z którymi mają podpisane umowy. Ból. Ty w jednym szpitalu, dziecko w innym.
Po trzecie – stan sanitarny. No, można pisać prace doktorskie na temat higieny w państwowych szpitalach i tego, jak wyglądają tam kible. Jak często i jak dokładnie oddziały są sprzątane? Jak wyglądają toalety i łazienki i ile ich jest na cały oddział? Czy jest grzyb na ścianach? Czy prysznice są sprawne i leci z nich ciepła woda? Jakich środków używają salowe do sprzątania? Czy na łóżkach w salach w ogóle da się spać? Czy trzeba mieć własny papier toaletowy? Ilu osobowe są sale? Wyobraźcie sobie siedmioosobową salę pełną babek, które właśnie urodziły i tabuny odwiedzających. I weź tu nakarm dzieciaka… No właśnie, czy dzieci są razem z matkami?
Po czwarte – opieka położnych i pielęgniarek. Miałam okazję się przekonać, że słowo „opieka” często jest używane mocno na wyrost. Pielęgniarki na przykład nie zniżały się do wyniesienia pełnego basenu. W nocy. Człowiekowi chciało się lać, ale basen pełny. W nocy salowych niestety nie ma, dla pielęgniarek to było poniżej ich godności, brały to więc na siebie inne dziewczyny z sali, które akurat mogły wstawać. Zdarzało się, że jeśli naciskało się alarm, nie było odzewu. Alarm działał. Ktoś szedł po położną, a ta ciężko obrażona pytała „no czego znowu chce?”. Czy trzeba się o pomoc dopraszać, czy też raczej udzielana jest chętnie? Jaki jest stosunek położnych do pacjentek i ich świeżo narodzonych dzieci? Czy za opiekę trzeba dodatkowo płacić? Jeśli tak, to czy dostaje się jakiś dowód zapłaty? Jaki jest stosunek do karmienia piersią?
Po piąte – położenie szpitala. Czy można szybko i bezproblemowo do niego dojechać? Ostatnim razem rodziłam w Polanicy-Zdroju. Szpital cud-miód, ale ma jedną podstawową wadę: znajduje się 120 km od mojego miejsca zamieszkania. Tym razem wyprawa tam po prostu odpada. Często mąż/partner/narzeczony* (*niepotrzebne skreślić) musi kursować kilka razy, bo a tego się zapomniało, a to będzie potrzebne, a coś tam trzeba załatwić itp. To też warto wziąć pod uwagę przy wyborze szpitala. Zwłaszcza jeśli się nie ma samochodu. Nie mówiąc już o tym, że z porodem nigdy nic nie wiadomo i do upatrzonej placówki możemy nie zdążyć dojechać
Jeszcze jedno (dotyczy planowych cesarek): czy w danej placówce można wcześniej umówić termin przyjęcia? Z doświadczenia wiem, że to bardzo wygodna opcja.
Po szóste – opinie na temat danej placówki. Jestem zdania, żeby nie przywiązywać do nich szczególnej wagi. Zawsze się znajdzie ktoś bardzo niezadowolony i zupełnie odwrotnie. Jeszcze się taki nie narodził, któryby wszystkim dogodził. Różni ludzie, różne porody, różne sytuacje. Przykład: leżałam z babką (lat 46 chyba), która psioczyła strasznie na lekarzy, że bardzo późno ma robioną amniopunkcję. Fakt, w 21. tygodniu. Powinna mieć w 16. Tylko że ona w 16. tygodniu dopiero zgłosiła się do poradni genetycznej! Jakby nigdy w życiu nie chodziła do lekarza w tym kraju! I była zaskoczona, że kazano jej czekać pięć tygodni, bo takie terminy. A wystarczyło na początku ciąży ruszyć dupę, zadzwonić i zapytać się, jak takie rzeczy się załatwia i kiedy najlepiej. Wracając do tematu, jeśli jednak opinii negatywnych na temat placówki jest przytłaczająca większość, to daje to co nieco do myślenia.
Taka jest moja propozycja wytycznych, którymi możemy się kierować przy wyborze szpitala. Każdemu z tych punktów przyporządkowujemy stosowną ocenę i patrzymy, co nam wychodzi. Nie chcę decydować, który punkt powinien być priorytetowy. Dla jednego najważniejszy jest stan sanitarny, dla innego jakość diagnostyki lub położenie szpitala. Jeśli ktoś w danej placówce miał okazję leżeć, to może sobie wyrobić zdanie na jej temat, obserwując ją od środka. To bardzo dużo daje.
Można też wziąć pod uwagę jeszcze inne okoliczności, które ja pominęłam. Tak czy siak myślę sobie, że notka powinna coś tam pomóc osobom stojącym, jak ja, przed ważnym wyborem życiowym
Kruszyzna, jak to czytam, to mi sie wlos jezy… i wspolczuje koniecznosci wyboru. Moze to sie niektorym wyda glupie, ale oboje z mezem zdecydowalismy, ze wrocimy do Polski, ale dopiero jak urodze na emigracji drugie dziecko. Jak po urodzeniu corki porownalam moje wrazenia z porodu i opieki poporodowej z opowiesciami kolezanek z Polski, to powiedzialam: nie ma bata, jak miec drugie dziecko, to przed powrotem. Tu nie mam rozterek przy wyborze szpitala, a jedynym kryterium jest odleglosc od miejsca zamieszkania. I przykre to, bo tak tesknie za Polska…
Pyszna, doskonale Cie rozumiem…ja stwierdzilam, ze urodze na obczyznie a potem wrocimy…choc kurcze wyc mi sie chce czasem….przyjaciele daleko, rodzina (rodzice czylii ewentualna pomoc
tez…sprawdzilam: w douce france tylko 3% kobiet rodzi bez znieczulenia…
I ja dopisuję sie do koleżanek- nie wrócę póki nie urodze drugiego dziecka poza granicami Polski właśnie żeby nie musieć wybierac tak jak Ty i wiele, wiele innych kobiet. Wiem że nie zawsze jest tak źle ale nie chcę byc tak traktowana jak moje koleżanki rodzące w Polsce. Mam znajomą która leżała plackiem na podtrzymaniu kilka miesięcy- wiele razy zdarzyło się że pani roznosząca obiad zrugała ją że „tyłka sie jej nie chce podnieść żeby talerzyk odstawić”. Ręce opadają…
Ja brałabym te same rzeczy pod uwagę jeśli chodzi o wybór szpitala- dla mnie bardzo ważne była opieka lekarska i pielęgniarek/położnych.
Najgorsze dla mnie jest to, ze sa kobiety w Polsce, ktore nie moga sobie finansowo pozwolic na znieczulenie, na lepsza pomoc czy opieke…a to, ze w Polsce rodzi sie bez znieczulenia i z nagminnym nacinaniem krocza uwazam w XXI wieku za skandal…i co moge zrobic? Nic.
Szkoda Kruszynko, ze nie mozesz rodzic w Polanicy, czytalam opis Twojego tam pobytu i brzmial bajkowo niemal…moze jednak?
Nie dam rady, nie dojadę. Trzeba tam jechać, żeby umówić termin, a ciąża jest na tyle wysokiego ryzyka, że nie podejmę się jazdy 120 km tam i z powrotem, a potem jeszcze raz, żeby urodzić. Niedawno po raz trzeci wyszłam ze szpitala. Stać mnie na przejście do przychodni ulicę dalej i na rundkę z kundlem dookoła bloku. To wszystko. Podróż byłaby zbyt męcząca.
Najtrudniejszy jest pierwszy raz. Potem człowiek się jakoś szpitalnie wyrabia.
Tak na marginesie, w Polsce trwa nieśmiałe postulowanie o to, żeby znieczulenie przy porodach było bezpłatne. Oczywiście nikt nic nie zrobi w tym kierunku tak bardziej na poważnie. Mamy znacznie ważniejsze problemy narodowe typu dostęp do teczek IPN i wybór prezesa tej instytucji. Dla mnie płacenie za znieczulenie to jak płacenie za opiekę położnej lub pielęgniarki – dawanie kasy za coś, co mi się należy jak psu micha. Na szczęście wszystkie cesarki są pod znieczuleniem
Zachowam sobie piękne wspomnienie z premiery porodowej
To ja Ci życzę, i wszystkim innym zaciążonym, żeby udało Wam się trafić na dobry personel (najzwyczajniej na dobrych ludzi) i w przyzwoite miejsce. Bo grzyb w łazience i niewygodny materac można wytrzymać, ale niekompetentny, niesympatyczny personel już niekoniecznie.
Trzymam mocno kciuki
A
Jak ja sobie przypomnę jak… no właśnie leżało nas 7 na sali, gdzie tak naprawdę max był5!!!! i jeszcze sie zastanawiali czy może jeszcze jednego łóżka nie dałoby się jakoś cholera wcissnąć…. no właśnie i weź tu człowieku mądry, matko zrozpaczona nakarm dziecko zejdź z tego twardego i niewygodnego łóżka obolała po nacięciu….przy sali pełnej obcych ludzi ;( masakra!!!!!!!!!!!!!!! ale za to położne-a dokładnie 2 suuuper babki starsznie pomocne przy pierwszych kontaktach matki z dzieckiem- widać że praca jest dla nich wszystkim, ale oczywiście były 2 inne które generalnie miały w d…. że ja jako pierworódka mam z czymś problem…..
a ja mam radę dla wszystkich babek w ciązy mnogiej, sprawdzcie czy wasz szpital przyjmuje porody bliżniacze… W szpitalu w Starogardzie , skąd pochodzę, nie przyjmuje się porodów bliżniaczych, nie bada się nawet pacjentek w ciązy mnogiej. Gdy odeszły mi wody z jednego worka pojechałam do szpitala w Stg aby mnie zbadali i stwierdzili czy zdąze dojechac do kliniki położnictwa w Gdańsku(50km dalej), a pan doktor na to, że:” mam usiąść w poczekalni i zaczekać na karetkę(czekałam godzinę), bo przecież nie urodzę bliżniaków w Stg, ewentualnie w drodze do Gdańska mogę urodzić”… Na szcęście dojechałam do Gdańska na czas i wszystko było git, ale przecież już w Stg mogłam mieć główkę dziecka między nogami…
@ kruszyzna
czytam i czytam i wiem żeś z Wrocławia.
Ja tyż.
I tyż rodziłam.
więc poradzę.
Brochów.
pewnie, że zdania uczonych (czyt. położnic) podzielone, a ja byłam na faworyzowanych zasadach zapewne, bo mój ginekolog jest tam położnikiem
ale i tak uważam, że standard niezły.
może wyposażenie gorsze niż na Kamieńskiego, ale nie tylko o standard kibelka chodzi.
polecam wykup sali do porodów rodzinnych (ale czy ty czasem cesarki mieć nie będziesz z dwojakami?)
i potem wykup (100 zł za dobę) pojedynczej sali poporodowej – leżysz sama, otwierasz okno kiedy uważasz za stosowne, odwiedziny prawie 24h/dobę, cisza, spokój. a jak już rodziłaś to odpada problem douczania się obsługi Gnojka od jak to mówisz współspaczek (ja tam i przy pierwszym podejściu ceniłam bardziej świeże powietrze na zawołanie niż dobre rady)
a no i jest bonus: od 8 do 15 (czyli w czasie obecności anestezjologów w ilości 3 na cały szpital) poród ze znieczuleniem za darmo. Masz zacząć rodzić przed 15 to ci się wkłują i będzie cacy. Wcześniej chyba trza się umówić na spotkanko i podyskutować z jednym z nich co do twej świadomości o tym jakie to straszne uszkodzenia mogą przy wkłuwaniu się powstać. Ja urodziłam o 15:15 więc oczywiście załapałam się
Jak tak czytam i czytam te komentarze i tą właśnie notke to ocieram czoło i mówię ufff…. miałam szczęście! Szpital wybrałam najbliżej domu,poza tym pracowała tam moja doktor która opiekowała się nami w czasie ciąży! No i szczęście takie,że znałam pare osób z personelu szpitalnego! Czułam się dużo bezpieczniej! Poza tym wydaje mi się,że miałam łatwy poród tzn.pare przeszkód było,ale i tak jestem zadowolona z siebie
Szpital taki sobie! Dla mnie najważniejsza była opieka i wyposażenie,może nie koniecznie najnowsze ale żeby był! Opieka była dobra,ale ja też sama sobie dobrze radziłam! Nie wiem co by było,gdyby było inaczej… Uff… Żałuję jednak,że to nasze Państwo jest taaak zacofane,do tyłu… i tak wiele nam brakuje ! Uwielbiam nasz kraj choć ma tak wiele wad! I oby to się zmieniało i to jak najszybciej!
@karolina
Brochów odpada w przedbiegach, moja noga tam nie postanie. Pracuje tam lekarz, który dwa lata temu zażądał ode mnie 2000 zł łapówki za umówienie cesarki. Cesarkę miałam ze wskazań, poród sn wykluczony i należała mi się jak psu micha. A ja po prostu chciałam umówić termin przyjęcia do szpitala. Zaśpiewał taką cenę, więc serdecznie podziękowała. Nigdy w życiu Brochów. Jeszcze natknęłabym się na gnoja. A poza tym ja mieszkam dokładnie po przeciwnej stronie miasta. Nie mam dalszego szpitala jak Brochów
Acha, i jeszcze coś: tak, mam cesarkę, ale nie dlatego, że dwojaczki. Lekarze mówią, że jeśli oba płody są w położeniu główkowym i nie ma komplikacji, to przeprowadza się poród siłami natury nawet przy bliźniętach. U mnie cały czas są aktualne wskazania ortopedyczne z pierwszej ciąży, no i fakt, że już jedno cc było. To sprawia, że i tym razem cc jest murowane.
@ADZIA
„W szpitalu w Starogardzie , skąd pochodzę, nie przyjmuje się porodów bliżniaczych, nie bada się nawet pacjentek w ciązy mnogiej.”
Rany, dlaczego??? USG pacjentki w ciąży mnogiej trwa po prostu trochę dłużej. Nie widzę różnicy między pierwszą ciążą pojedynczą a obecną mnogą odnośnie badania. To samo badanie ginekologiczne. KTG – tu tez jest wyjście. Podłącza się do aparatu drugą głowicę i są dwa zapisy na monitorze. Nawet trojaczki w ten sposób badają.
To jest normalna dyskryminacja!
Kruszyzna, to co piszesz o tym lekarzu z Brochowa, to nadaje się do mediów! makabra, co za lekarz-łapówkarz obrzydliwy!dobrze,że na niego nie trafiłam!
Pierwsze dziecko rodziłam sn, karetka zawiozła mnie do najbliższego szpitala (nieistniejący na Pl.1 Maja) we Wrocławiu), tam zbadano mnie i lekarz niestety odmówił przyjęcia mnie z powodu braku miejsc, ustalił,że właśnie jest miejsce na Dyrekcyjnej, więc karetka zawiozła mnie na Dyrekcyjną.I tam już zostałam-rodziłam na ogólnej sali porodowej( były 3 łózka porodowe), po porodzie umieszczono mnie w 2-osobowym pokoju.i było mi tam dobrze.Jakoś nie natrafiłam na zołzowaty personel, ale wyczuwało się u niektórych lekarzy i położnych takie lekkie i rutynowe podejście do pytań położnicy czyli mnie:)wspominam ten poród dobrze, pomimo,że tak naprawdę nie miałam wpływu na wybór szpitala:)przy drugim dziecku ze wskazaniem do cc wybrałam Brochów, pomimo,że najbliżej mnie jest Dyrekcyjna ( zraziłam się do Dyrekcyjnej po wizycie na izbie przyjęć z fałszywym alarmem-moim)Z tym,że lekarz prowadzący ciążę zalecił udać się do szpitala dopiero wtedy ,gdy zacznie się poród.Oczywiście ciągle byłam w strachu,że nie zdążę:)!!zdążyłam:)tym razem byłam w sali 6-osobowej i rzeczywiście pewien dyskomfort odczuwałam w czasie odwiedzin.Potem byłam w 1-osobowej sali.Ten poród i pobyt w szpitalu też dobrze wspominam.Udało mi się nie trafić na jakieś zołzowate jednostki z personelu:)ale fakt,że obie ciąże nie były zagrożone, dzieci-jak wynikało z badań w czasie ciąży, też były zdrowe, więc nie było konieczności stosowania dodatkowych zabiegów przy mnie czy dzieciach.Ale gdybym miała jakieś komplikacje poważne w czasie ciąży czy wiedziałabym,że z dzieckiem może być coś nie tak, to szukałabym szpitala,w którym byłby odpowiedni sprzęt i personel.
A moja siostra rodziła w Anglii-wg niej poród to bajka:)!zazdrościłam jej komfortu i warunków jakie tam miała:)
Kruszyzna, ja tez od brochowa trzymalabym sie z dala… Trafilam tam przypadkowo na poczatku pierwszej ciazy. Juz spakowani, mielismy wracac do Wiednia, a tu jakies krwawienie sie napatoczylo. Pojechalam na brochow, lekarz „zajrzal” i powiedzial: „no tak, jest ciaza, jest krwawienie, ciazy do WIednia Pani nie dowiezie, na oddzial”. I tak mnie polozyli i do poniedzialkowego przedpoludnia nikt sie mna nie zainteresowal. Bo zeby USG w niedziele zrobic? Kto to slyszal? A w poniedzialek tez na USG musialam godzinke na korytarzu poczekac, bo pierwszenstwo mialy prywatne pacjentki Pana Doktora (ktore nie byly przyjete do szpitala, po prostu przyszly na USG). Potem zaczeli mi podawac lekarstwa, ale zaden lekarz nie pofatygowal sie, zeby mi powiedziec co dokladnie sie dzieje i jakie leki dostaje. Malo tego, nie chcieli udzielic informacji mojemu mezowi!!! Musial przyjsc do mnie na sale z lekarzem i musialam lekarzowi osobiscie powiedziec, ze moze udzielic informacji! Juz nie bede wspominac, jakie byly afery przy wypisie… Zalecenie lekarskie: unikac stresu, a doprowadzili mnie do takiego stanu, ze zaplakana latalam w szlafroku po szpitalu i szukalam dzialu administracyjnego, bo im sie cos z moim ubezpieczeniem nie zgadzalo i mi grozili, ze obciaza mnie kosztami leczenia. Szkoda gadac.
@kyja
Lekarza chciałam podać do CBA. Zrezygnowałam. Kto wie, czy to nie był błąd. Nie miałam żadnych dowodów, bo oczywiście wizyty nie nagrywałam. Skąd mogłam wiedzieć? Przecież żadna z nas nie idzie do lekarza z planami, że go sobie nagra. Wiem jednak, że nie jestem jedynym przypadkiem tego faceta. Wiem od innych „przypadków”. Nie wiem, czy dalej tam pracuje, ale na wszelki wypadek spotkać go nie chcę. Facet na pewno mnie nie pamięta, widział mnie raz w życiu. Minęło dwa lata i jest po ptakach.
@Pyszna
Ja słyszałam też entuzjastyczne opinie na temat tego szpitala. Co osoba, to ocena. Ale ze względów przeze mnie wymienionych nie chcę tych zdań weryfikować
Rozważam Chałubińskiego i Dyrekcyjną. Dyrekcyjna jest wsiurska w sensie grzybków w łazienkach itp., ale leżałam tam już tyle razy (trzy razy w tej ciąży, dwa razy w poprzedniej plus kilka wizyt bez konieczności przyjęcia na ostrym dyżurze), że znam ją jak własną kieszeń, a baba na izbie przyjęć wita mnie „o, to znowu pani”. No i wiem, że sprzęt mają dobry, przyjmują bez problemu ciąże mnogie i cesarki robią taśmowo. I można umówić termin. O Chałubińskiego natomiast słyszałam dobre rzeczy i polecano mi ten szpital.
Przykro sluchac tych wszystkich opowiesci porodowo-horrorowych:( Ale chyba nie wszedzie jest tak zle. Niedalej jak wczoraj bylam na spacerku z dwiema innymi mamami. Wszystkie trzy rodzilysmy w tym samym szpitalu (Police k. Szczecina) i wszystkie jestesmy zadowolone! Oddzial odremontowany, sale podwojne za darmoche, lazienki czysciutkie – pod wzgledem lokalowo-sanitarnym – cud miod i orzeszki. Ale nie tylko – polozne – rewelka! Zachecaja do korzystania z pilek, workow sako, prysznica, wanny – zeby bylo szybko i sprawanie. I dodaja niesamowiteko powera!
:):)
Na pologu troszke gorzej – kazdy pediatra na obchodzie kaze robic co innego i wogole jakos tak bezdusznie… Ale panie pielegniarki przylatuja w srodku nocy na kazde zawolanie/zadzwonienie. Wiem, bo kilkakrotnie niechcacy przycisnelam tego zawolacza (mililo mi sie z przyciskiem do zapalania swiatla;), i zadnej gbury nie uslyszalam, tylko „Jest pani pewna, ze nic nie trzeba? A z dzidzia wszystko ok?”
Nie mam pojecia jak w tym szpitalu jest na patologii, albo jak sie ma sprawa cesarek. Do sprawdzenia.
W kazdym razie… w polskim szpitalu tez moze byc OK:)
odnosze niejasne wraznie po waszych wypowiedziach, ze najgorzej jest w duzych miastach…
@tafranca
Nie było żadnego problemu z zawołaniem położnej w środku nocy, żeby pomogła przystawić dziecko. Szpital położony w lesie na górce, widok na dolinę przecudny i cicho
Tym razem niestety nie dam rady, stąd poszukiwania „etykiety zastępczej”.
Coś w tym jest. Ja rodziłam w małym miasteczku (Polanica-Zdrój) i cudnie. Góra dwuosobowe sale (były jedynki – bez dopłat!!), sale do rodzenia pojedyncze, wszystko monitorowane, położne cudne, lekarze kontaktowi, wygodnie, czysto, wszystko nowe (szpital ruszył w 2006 lub 2007 roku), serdeczność, dobry sprzęt, oddział nieprzepełniony i jeszcze wszyscy byli pod wrażeniem, że chciało mi się do nich z Wrocławia jechać
Z małych miejscowości rozważałam podwrocławską Trzebnicę, która gdzieś tam górowała w rankingach „Rodzić po ludzku.” Problem polega na tym, że mieszkam dokładnie po przeciwnej stronie miasta i muszę przebijać się przez słynne wrocławskie korki, a poza tym Trzebnica nie jest przygotowana na dzieci rodzące się przedwcześnie czy dzieci z wadami – wożą je karetkami do Wrocławia. Polanica-Zdrój nigdzie nie wozi, wszystko mają u siebie.
szpital w Starogardzie nie ma refundowane z NFZ porodów blizniaczych, a badań to lekarz mi chyba z lenistwa nie zrobił, bo akurat cisza byla na dyżurze i spokojnie mial czas by to zrobić… We wczesnej ciązy (15 tydz) trafiłam na patologię, bo odwodniłam się przez wymioty( całą ciąże żygałam-nawet na porodówce na koniec), konował lekarz mnie zbadał na fotelu, poczytał kartę ciązy( jak byk tam jest napisane ” ciąza mnoga”), po czym przy badaniu usg zdrowo mnie opierd… za to że się nie przyznałam, że mam blizniaki pod sercem… No to ja się zapytywuję, kto tu do cholery jest lekarzem i kto kogo bada? A on mi ma to , że na ciazach bliżniaczych to on się nie zna… Masakra…
„A on mi ma to , że na ciazach bliżniaczych to on się nie zna… Masakra…”
Wiesz co, brak mi słów. Masakra to chyba najdelikatniejsze określenie dla „kompetencji” tego gnoja.
Zastanawiam się, co ci ludzie robią na studiach. W szpitalu lekarz zadawał studentom zupełnie podstawowe pytania podczas obchodu. Ja znałam odpowiedź z palcem w nosie, choć z medycyną mam tyle wspólnego co z uprawą rzepaku. Wystarczył internet. A studenci ani be, ani me. Rozpaczliwy wytrzeszcz ocząt.
Nienawidzę chałturzenia. Ale chałturzenie w medycynie jest nie tylko obrzydliwe, ale jeszcze szkodzi.
słyszałam entuzjastyczne opinie o Świebodzicach – położnę w nocy tłukły koleżance kapustę na obolałe piersi! a sama miałam cc w Oleśnicy i też sobie chwalę. wszyscy sympatyczni i pomocni. ale oddziału ratunkowego dla niemowląt to chyba nie mają. a co do łapuwkarskich obyczajów na Brochowie to potwierdzam – miałam mieć tam na ginekologii operację i na wstępie usłyszałam, że prawidłowo przeprowadzona, tj. taka po której będę mogła mieć dzieci, kosztuje. od razu poszukałam innego szpitala i dziś jestem zdrowa, mam synka i nikomu nie musiałam wręczać koperty
dziewczyny mamy tyle róznych doswiadczeń związanych ze szpitalami, czy porodówkami konkretnie, że proponuję zrobić ranking najlepszych szpitali do rodzenia. Dla ciężarówek z pomorskiego goraco polecam Klinikę Ginekologii i połoznictwa w Gdańsku. Ze względu na stan dzieci spędziłam tam dwa tygodnie, i naprawdę było super!! personel zarąbisty, opieka nad dziećmi na bardzo wysokim poziomie, nawet żarcie w miarę dobre. Niedawno rodziła tam moja przyjaciółka i również wyszła ze szpitala bardzo zadowolona. polecamy!!
@ADZIA
Pomysł chyba dojrzał. Kiedyś tam już go rzuciłam, ale odzewu nie było. Myślę, że teraz możemy zebrać jakąś bazę szpitali (polecanych i niepolecanych).
Myślę, że odpowiednim miejscem będzie forum. Założyłam odpowiedni wątek tutaj: http://forum.dzieciowo.pl/viewtopic.php?f=17&t=117
Zapraszam, można dzielić się opiniami. Zaproponowałam pięć punktów, według których możemy dokonać oceny, żeby ją jakoś usystematyzować. Po mojemu jakoś tam są logiczne
Zapraszam!
TRZEBNICA
Bo?
Piszę w związku ze szpitalami dolnośląskimi. Po wysłuchaniu kilku opinii koleżanek a także na bazie własnych szpitalnych doświadczeń nie pali mi się do porodu we Wrocławiu. Trzebnica podobno świetna, ale neonatologii nie ma.
Mam pytanie – czyk któraś z Was rodziła w Ząbkowicach Śl.?
„Trzebnica podobno świetna, ale neonatologii nie ma.
Mam pytanie – czyk któraś z Was rodziła w Ząbkowicach Śl.?”
Właśnie, Trzebnica jest świetna, jak masz JEDNO zdrowe dziecko i rodzisz je w terminie. W pozostałych przypadkach i tak wożą do Wrocka.
Ząbkowic niestety nie znam.