Kurczę, zaczynam coraz łaskawszym okiem zerkać na produkty Nivea Baby. Poza jednym kremem do tyłka (ale nie tym S.O.S., bo S.O.S. jest akurat świetny) i kremem z filtrem (SPF 30), które okazały się totalnymi niewypałami, z każdego jestem zadowolona. Tym razem zaliczam autentyczną nirwanę za sprawą pielęgnującego płynu do kąpieli.
Od zapachu zacznijmy. Zapach przyjemny. Można go lubić lub nie, bo jest taki typowo „niveowy”, mnie akurat podchodzi. Delikatny, trochę szamponowy, nie wali chemią jak rasowy domestos – jak to było w przypadku Sorai Fresh Family.
Bąbelki? Mniejsze niż przy Maziajkach od Ziai, ale umówmy się, że nie o bąbelki w tym wszystkim chodzi. Chodzi o działanie.
A działanie oceniam na piątkę. Pomijam sprawy takie jak brak uczulania, bo mam młodzież niealergiczną, którą uczulić jest naprawdę ciężko (choć się zdarzało). Płyn świetnie sprawdza się w kąpieli, ładnie myje i nic innego już używać nie trzeba. Ewentualnie mydełko do podmycia dupencji. Ale najważniejsze jest to, że skóra po kąpieli ani trochę nie jest wysuszona. Nawet nie muszę stosować balsamu do ciała. Stosuję i tak, ale dzieć miękki jest i nie wymaga wspomagania.
Ten płyn do kąpieli można stosować powyżej 1. miesiąca życia. Atesty tam jakieś posiada – wiadomo. Wydajność – średnia. Dość szybko się kończy, choć nie mogę wykluczyć, że wlewamy go za dużo, żądni bąbelków. Cena w relacji do wydajności – wysoka. Ale działanie rekompensuje ból portfelowy.
Podsumowanie:
Producent: Nivea. Nazwa: Pielęgnujący płyn do kąpieli Nivea Baby.
Ocena w skali 1 do 6 – 4+



Kalendarz ciąży

Nivea była,jest i będzie zawsze!!!
Też używamy, też nie ma konieczności używania balsamu. Niveowy zapach nie przeszkadza. Również polecamy
my płyny Nivea stosowaliśmy, gdy młody skończył grubo 2 lata-wcześniej go uczulały:(ale potem ok:))no, ale młody to był niezły alergik
spróbuje – choc u nas alergia
przy okazji polecam- mielismy paskudne odparzenia pupowe po próbie z truskawkami -piewszy raz sudocrem nie dał rady!
polecono mi w aptece KLORANE-
http://www.klorane.com/public/klorane/html/toolkit/flash/index.php
tanie nie bylo ale zadzialalo błyskawicznie!
tylko uprzedzam ze smierdzi okrutnie – jakby skondensowany linomag?
Na pieluchowe mega-odparzenie pomógł nam Pimafoucort. To jest niestety na receptę. Ale działa cuda. Smarowałam tyłencję tym czymś, potem młodą bach na brzuszek, młoda zadek wypinała do góry, a ja go wtedy traktowałam… suszarką do włosów. Dziecko w międzyczasie zasypiało. Odparzenie zeszło piorunem, a było naprawdę straszne. Nawet się jej dziwię, że nie płakała. Ja bym się darła.