Pierwsza pomoc przy zakrztuszeniu
Czarny sen rodzica: chwila nieuwagi, dziecko chwyta kuleczkę/klocek/nakrętkę/guzik/orzech/winogrona* (*niepotrzebne skreślić), połyka i… zaczynają się kłopoty. Przedmiot utyka w gardle. Coś trzeba zrobić, tylko co? No właśnie, dzisiaj o tym, co robić w przypadku zakrztuszenia. Jeśli krztusi się niemowlę, dodajmy.
Instrukcję, co robić, zaczerpnęłam z gazetki przychodnianej. Podam ją tutaj po przetłumaczeniu z polskiego na nasze, bo ktoś, kto ją układał, zapodał tak skomplikowaną składnię, że byłoby czynem wbrew miłości bliźniego, gdybym ją przytoczyła, jak leci.
Dobra. Dziecko zaczyna kaszleć. Musimy najpierw się zorientować, czy kaszel jest efektywny, czy nieefektywny. Efektywny jest wtedy, kiedy mały może płakać i nabrać powietrza przed kaszlem. Na pewno nie jest to przyjemny widok, ale wygląda na to, że nic strasznego się nie dzieje i człowiek sam poradzi sobie z problemem. Pozostaje nam obserwacja. Gorzej jest z nieefektywnym. Kaszel nieefektywny jest bezgłośny albo wręcz nie ma go wcale, dziecko wyraźnie ma problem z nabraniem powietrza, staje się sine i/lub traci przytomność.
Jeśli mamy do czynienia z kaszlem nieefektywnym, wołamy pomoc, dzwonimy po pogotowie a sami przystępujemy do działania. Naszym zadaniem jest pomóc niemowlęciu w pozbyciu się tego, co zalega w drogach oddechowych.
Po pierwsze: kładziemy dziecko na kolanie głową w dół. Głowa lekko zwisa. Jedną ręką trzymasz główkę, a drugą odsuwasz żuchwę niemowlęcia w dół. Otwierasz mu po prostu usta kciukiem i jednym lub dwoma palcami tej samej ręki.
Po drugie: nadal odsuwasz żuchwę w dół, a drugą ręką wykonujesz pięć MOCNYCH uderzeń między łopatkami. To nie ma być głaskanie, ciało obce trzeba zmusić do przesunięcia w stronę ust, uderzenie musi więc być zdecydowane.
Po trzecie: odwracasz dziecko na plecy, układasz na swojej ręce i trzymasz je lekko głową w dół. Dłonią przytrzymujesz główkę od tyłu. Patrzysz, czy przedmiot został usunięty (ewentualnie czy można go łatwo wyjąć).
Po czwarte: jeśli nadal nie ma efektu, dwoma palcami pięć razy uciskasz dziecko w dolnej połowie mostka (bardzo podobnie jak przy reanimacji). Jeśli wyleciało, to dobrze, jeśli nie, to przewracasz dziecko z powrotem na brzuch i uderzasz między łopatkami tak jak poprzednio. I znów na plecy i pięć uciśnięć mostka. I znów na brzuch i klepiemy. I tak w kółko. Do skutku lub do momentu, kiedy dziecko straci przytomność.
A co, jeśli straci przytomność i nie udało się usunąć ciała obcego?
Jeśli nie udało się usunąć felernego przedmiotu, dziecko straciło przytomność, ALE ODDYCHA, to kładziemy je na płaskiej powierzchni, kładziemy rękę na jego czole i odchylamy głowę do tyłu, żeby ułatwić oddychanie.
Jeśli dziecko NIE ODDYCHA, przystępujemy do resuscytacji. Jak ją wykonać? O tym tutaj.
Jeśli udało się usunąć przedmiot, a dziecko jest nieprzytomne, kładziemy je na boku i czekamy na karetkę. Chwilowo możemy odetchnąć.
Mam tę przykrą cechę, że pewne rzeczy powtarzam z uporem maniaka. Tym razem również podkreślę, że nie tyle jest istotna fachowość udzielonej pomocy, ile to, czy w ogóle się jej podejmujemy. Nie bójmy się udzielać pomocy! Bardziej zaszkodzi dziecku brak reakcji niż niewprawne działanie! Nie życzę żadnemu rodzicowi znalezienia się w sytuacji, kiedy będzie musiał zastosować sztuczne oddychanie i oby żadne z dzieci nigdy się niczym nie zakrztusiło. Jeśli jednak zdarzy się nieszczęście, nie możemy wpadać w panikę. Trzeba działać, nie rozpaczać.
Obrazki pochodzą z tej samej gazetki co „instrukcja”. Jakiś mały pacjent porysował ją niebieską kredką, sorry




Dzięki za zamieszczenie tej instrukcji. Nauczę się jej na pamięć w razie czego. Trzeba dmuchać na zimne jak mówią. Oby się nigdy nie przydała. Mała jest na etapie pełzania i pchania do buzi wszystkiego co popadnie więc nigdy nie wiadomo co się zdarzy.