Ha! Przyszedł czas na to, żeby przesunąć się w ewolucji o jedno oczko wyżej. Zaczynamy przyuczanie do nocnika. Za i przeciw zostały rozważone i właściwie nie było wyboru. Po pierwsze to już lato, ooo (ewentualnie lato z komarami, lato swędzące bez przerwy), można więc po domu latać w gaciach, a rajtuzki poszły won. Po drugie dziewczyna w zaawansowanym wieku dwóch lat i trzech miesięcy – prawie panna na wydaniu. Po trzecie później nie będzie jak, bo pojawi się na świecie dwóch (lub dwoje) amatorów (amatorek?) pieluch i trzeba będzie tańczyć wokół ich szanownych zadków. Słowem – najwyższy czas i nie ma innej opcji.

Ganianie bez pieluchy bardzo się młodej spodobało, szybko okazało się jednak, że nie przewiduje opcji siusiania do czegoś, co świetnie się nadaje do celów ogólnie rzecz biorąc zabawowych. Inaczej mówiąc, sikanie – tak, nocnik – nie. A nawet NIE! Nie ma rady, trzeba było dziecko do nocnika przekonać.

Najpierw siadał miś. I był zachwycony. Potem po kolei inne pieski i kotki. Każdy lał, aż miło, ale nie zaobserwowałam, żeby opcja „nie!” straciła na sile.

Następnie doszedł element w stanie płynnym. Nocnik jest z pozytywką, zaczęłyśmy się więc bawić w nalewanie doń wody, co zawsze skutkowało moim cielęcym zachwytem („zobacz, jak nocniczek się cieszy. Cieszy się, bo ma wodę. Nocniczek lub sisiu i czeka na nie”). Opcja „nie!” nadal twarda jak skała i to bez żadnych wyłomów.

Postanowiłam kupić inny nocnik, bo podejrzewałam, że na tym z różnych względów może nie być wygodnie. Mieliśmy taki:

Niby OK, ale jak się lepiej przyjrzeć, „siedzenie” zwęża się z przodu i może wpijać się w nóżki. Samo siedzenie nie jest też zupełnie poziome, tylko takie jakby pod kątem. Wewnątrz krawędź jest nieco wyżej niż na zewnątrz. Kupiłam inny? Jaki? No cóż, nie można powiedzieć, żebym błysnęła inwencją twórczą:

No nie, nie jest identyczny :) Przód jest szerszy niż w tamtym nocniku i w ogóle cały tron nieco szerszy też. Nie widać tego na zdjęciach, ale jakby postawić oba nocniki obok siebie, to będzie wiadomo, w czym rzecz.

Tych kotków oczywiście nie było. Kotki stanowiły kolejny etap przyswajania nocnika. Żeby wydał się bardziej jej niż mój (w końcu matka kupiła, dziecko nie wybierało), kupiłam nalepki i pozwoliłam dowolnie nocniczek okleić. Efekt widoczny powyżej :) Żadnej ingerencji rodzicielskiej. Przy okazji okotkowionio również łóżeczko i ścianę, ale powiedzmy, że to skutki uboczne terapii, na które trzeba się zgodzić. Kot jest ukochanym zwierzęciem mojego dziecka zaraz po domowym kudłatym kundlu.

I chyba te koty zadziałały. W każdym razie do tej pory młodzież broniła się rękami i nogami przed siadaniem na plastikowy sprzęt. W końcu jednak z pewną taką nieśmiałością posadziła swój szanowny zadek na tronie. Oczywiście na sucho, ale zawsze coś. Siadałyśmy i wstawałyśmy chyba z piętnaście razy, manewr uważam więc za opanowany do perfekcji.

Zaznaczę, że nic na siłę. Nie chciała, to nie naciskałam. Ktoś jednak musiał zwyciężyć w tych zapasach woli i optymistycznie zakładałam, że będę to ja :)

I oto wczoraj zaliczyliśmy pierwsze siknięcie do nocnika. Nie obyło się co prawda bez wpadki, bo dziewczyna zgłosiła fakt sikania już w pierwszej fazie jego wystąpienia, ale moja reakcja była błyskawiczna i resztę zebraliśmy w okocione ze wszystkich stron naczynie, które w nagrodę zarzęziło „Happy birthday to you„.

Ludzie, w życiu nie przypuszczałam, że tak mnie ucieszy widok czyichś siuśków! Owacjom nie było końca. Dziecię pokraśniało i chodziło dumne jak paw. Czyn został obwieszczony ojcu i babciom i ponieważ u wszystkich zachwyt był identyczny i równie szczery, dziecko załapało, że nocnik jest OK. Trochę trzeba było wcześniej ze szmatą polatać, bo fakt siusiania sygnalizowała po fakcie lub nie sygnalizowała wcale, ale trud się opłacił. Dzisiaj kilkanaście razy robiłyśmy podejście (majty w dół, siadamy, siedzimy, nic się nie dzieje, majty w górę i z powrotem do zabawy), przy czym zawsze było to z inicjatywy dziecka. W końcu obrzydliwie elektroniczna melodyjka znów rozbrzmiała. Wyduszono dosłownie trzy kropelki, ale liczą się intencje, a te były szczere.

Dziecku tak się spodobały te zawody, że zaraz po przebudzeniu zamiast „dzień dobry, mamo” czy coś w tym sensie raczyła mi oznajmić: „Do majteczek nie siusiamy. Tylko do nocniczka”. Węszę sukces. Nie ma innej opcji. Nie znam nastolatków noszących pampersy. Kiedyś musi się udać.

Tagi:  
Share →

10 komentarzy do Początek akcji „nocnik”

  1. kyja pisze:

    gratki dla dzielnej dziewczyny:)!!!

    Kruszyzna, za jakiś czas będziesz pewnie oswajać dziecinę z muszlą-warto kupić wtedy nakładkę na kybele i podeścik.Niedrogie i sympatyczne podeściki są w Ikei-bodajże z 10 zł lub 15 zł.W hurtowni na Sztabowej podeścik potrafił parę lat temu kosztować coś ok 50 zł,zgroza…

  2. Anonimowy Gall :) pisze:

    No… homo nocnikus, brawo!!!
    Wlasnie mialam napisac, ze niektore dzieci maja opor przed nocnikiem a przed deska nie – „tak jak mama” albo „tak jak tata” robi furrore. Niektorzy chlopcy upodobali sobie sikanie na stojaco – czy to do nocnika, czy do klozetu. Tak jak piszesz – nic na sile! :D

  3. tafranca pisze:

    Gratulacje!

  4. katharynka pisze:

    Nam psycholog powiedziała, kiedy Mikołaj był łaskaw wołać 1 sek. przed lub w trakcie, że jesteśmy na ostatniej prostej. Bo dziecię już WOŁA że chce, jeszcze momencik, a zacznie wołać odpowiednio wcześniej :)
    Tak czy inaczej witamy w świecie nocnikowców :D

  5. ashja pisze:

    Serdeczne gratulacje dla małej panny i dla mamy za wytrwałość :) Jak się jest do czegoś przekonanym to jakoś szybciej idzie przekonać dziecko. Zazwyczaj… ;)

  6. kruszyzna pisze:

    Nakladke mamy, ale młoda z jeszcze większą rezerwą podchodzi do toalety niż do nocnika. Drąze nocnik. Jak wyjde że szpitala ofkorz :-) Teraz mąż drązy za mnie.

  7. Dori pisze:

    Poszukiwalam jakiejs notki na ten temat bo wlasnie na tym etapie jestesmy… I juz wiem jak ;)

  8. kruszyzna pisze:

    Nocnik powoli przechodzi do przeszłości, a my wkraczamy w wyższy etap ewolucji, czyli nakładkę na sedes :)

  9. Polla pisze:

    Super porady! Ja się zamierzam zabrać za „nocnik” na wiosnę… czy też jak się zrobi ciepło (np, cieplej). Mały już dostał nocnik w te wakacje, ale … no właśnie… ku zaskoczeniu mojej mamy (która była pewna że roczne dziecko to już będzie robiło na nocio noł problemo) kawaler odmówił współpracy i wolił szkolić się w chodzeniu, wspinaniu i uciekaniu niż siedzeniu na jakimś badziewiu :P
    Jak zwykle ja (czyli mama) miałam rację mówiąc, że chyba jeszcze za wcześnie.
    Choć czytałam o 2miesięczniakach które robią na nocnik!!!! HAHAHAHA!!! Geniusze a nie dzieci! :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>