Jeśli dumny tata lub wymaltretowana porodem mama usłyszą stwierdzenie, że dziecko otrzymało 10 punktów, to w uszach rozbrzmiewają im chóry anielskie, trąby niebieskie i do tego wcale nie fałszują. Gdyby wówczas ktoś im powiedział, że trafili szóstkę w totolotka, pewnie nie zrobiło by to na nich aż takiego wrażenia. Od westchnienia ulgi wydawanego z rodzicielskiej piersi unoszą się szpitalne żaluzje.

Potem młode (lub niemłode) mamy leżą sobie na sali i zaczyna się… licytacja. To dziecko dostało 10 punktów, to dostało 9, a to dostało 8. No tragedia, mama 8-punktowego wpada w kompleksy, wyobraża sobie bógwico, zaczyna doszukiwać się różnych ułomności i dociekać, co z jej dzieckiem jest nie tak.

Tymczasem nie ma żadnych powodów do niepokoju. Odczarujmy nieco te tajemne okołoporodowe rytuały.

Punkty, które przyznawane są noworodkom na starcie noszą miano skali Apgar. Skalę wymyśliła kobitka, Virginia Apgar w połowie XX wieku. Tak się przy okazji złożyło, że jej nazwisko posłużyło jako akronim poszczególnych przesłanek, jakie bierze się pod uwagę podczas oceny noworodka. To znaczy, że każda z liter nazwiska odpowiada nazwie poszczególnej przesłanki. Pierwszej literze tej nazwy. Popatrzmy.

A – Appearance

P – Pulse

G – Grimase

A – Activity

R – Respiration

Tłumacząc z ogólnoświatowego na normalne, pod ocenę bierze się:

A – kolor skóry

P – tempo bicia serca dziecka

G – reakcję na bodźce

A – aktywność, czyli napięcie mięśni

R – czynność oddychania

No i teraz jak to się rozkłada na punkty? Ano następująco. Każdemu elementowi można przyporządkować najmniej 0, najwięcej 2 punkty

Aocena koloru skóry. 2 – całe ciałko różowe, 1 – ciałko różowe, ale rączki lub nóżki mogą mieć zasinienie. Konkretnie ich części dystalne, czyli dłonie i stopy (nie zawsze całe, może chodzić o paluszki). 0 – całe ciało zasinione lub blade.

P – szybkość uderzeń serca na minutę. 2 – powyżej 100 uderzeń, 1 – poniżej 100 uderzeń, 0 – bicie serca niewyczuwalne.

G – reakcja na (nieprzyjemne) bodźce. Dziecku wprowadzany jest cewnik do nosa. 2 – kaszel lub kichanie, 1 – grymas, skrzywienie twarzy (widać, że mu się to nie podoba), 0 – brak reakcji.

A – napięcie mięśniowe, ruchy. 2 – samodzielne ruchy, napięcie prawidłowe (np. dziecko reaguje lekkim oporem, kiedy próbuje się odciągnąć rączki lub nóżki), kończyny są naturalnie zgięte jak w życiu płodowym. 1 – kończyny zgięte, napięcie obniżone. 0 – wiotkie całe ciało.

R – oddychanie. 2 – głośny płacz, 1 – oddech nieregularny i zwolniony, 0 - brak oddechu.

Kiedy dokonuje się oceny skalą Apgar? W pierwszych minutach życia na tym padole. Konkretnie w 1., 3., 5. i 10. minucie życia. Na tej podstawie określa się funkcjonowanie noworodka, jego moment wielkiego przejścia ze świata wewnętrznego do zewnętrznego (że tak polecę Danem Brownem), stopień przystosowania do życia.

Uwaga! Skala Apgar nie mówi o tym, czy dziecko będzie w przyszłości zdrowe albo czy ma lub nie ma jakieś wady wrodzone! Nawet jeśli czyjeś dziecko dostało 5, 4 a nawet 2 punkty, to absolutnie to nie oznacza, że sobie w późniejszym życiu nie poradzi i nie będzie się prawidłowo rozwijać! Skala określa, w jakiej kondycji jest noworodek zaraz po porodzie i czy będzie mu potrzebna pomoc.

W zależności od ilości uzyskanych punktów określa się stan nowego mieszkańca naszej planety.

10-8 punktów to stan dobry

7-4 punkty to stan średni

3-0 punkty to stan ciężki

Dzieci, które uzyskały 10-8 punktów nie wymagają żadnej pomocy. Dzieci, które mają 7-4 punkty wymagają albo po prostu obserwacji, albo pomocy w postaci podania tlenu. Dzieci z najniższą ilością punktów wymagają intensywnej opieki medycznej.

Oczywiście ta ostatnia grupa musi dłużej zostać w szpitalu, póki funkcje życiowe nie będą na tyle ustabilizowane, żeby można było mieć pewność, że dziecko poradzi sobie dalej samo.

I teraz chwila prywaty. Nic mnie tak nie wnerwia jak licytowanie się na punkty. Ci, co dostali maks, mają czasem tendencję do myślenia, że ich dziecko jest w jakiś sposób lepsze niż to, które otrzymało 8 punktów. Sama tak miałam, przyznaję, bijąc się  mą pierś z mikrobiustem. To na pewno jest powód do dumy, ale to jeszcze o niczym nie świadczy, jeśli chodzi o dalszy rozwój nieletniego.

Leżę teraz na oddziale, gdzie jest intensywna opieka noworodka (wcześniaka najczęściej). Są tu dzieci, które dostały 1 czy 2 punkty w skali Apgar, i widzę, jak niesamowicie są waleczne. Ważą nawet po 700-900 gramów, ale wdzierają się do życia pazurami. Co jakiś czas któreś jest wypisywane ze szpitala jako zdrowe niemowlę (waży wtenczas o wiele więcej, rzecz jasna). Jasne, że rodziców takiego dziecka czeka kursowanie po lekarzach, to jest nieuniknione. Znam jednak rodziców, których dziecko miało 1 punkt w skali Apgar (tylko serce biło, wszystko inne na zero), i dzisiaj chłopak jest zdrowym dziesięciolatkiem, który bardzo dobrze radzi sobie w szkole.

Dlatego apel do rodziców, których dzieci nie dostały magicznej dziesiątki: nie przejmujcie się, uszy do góry. W żadnym wypadku nie myślcie, że wasze dziecko jest gorsze czy że czegoś mu brakuje. Wierzcie w nie. Koniecznie.

Przy pisaniu notki korzystałam z Wikipedii.

Tagi:  
Share →

18 komentarzy do Skala Apgar i drżenie serca rodzica

  1. Anonimowy Gall :) pisze:

    Kruszyzna, a nie jest to tak, ze punktuje sie dziecko zaraz po porodzie i pozniej za jakies 5 minut znowu? Bo jak urodzilam, to powiedzieli, ze 9 pkt, a za chwile znowu mierzyli i 2 zapis mowi o 10 pkt. Nie wiesz moze czy to tak jest zawsze?

    • anonim pisze:

      mój synek dostał 1 punkt w 1′ 3 w 7′ i 7 w 10′ po wielu badaniach kontrolnych moge śmiało powiedzieć że jest zdrowy jak rybka
      raczkować zaczął jak miał 7 miesięcy
      chodzić w 10 miesiącu
      no i teraz ma 14 miesięcy i mówi naśladuje i śmieje się cały czas
      wyłazi z łóżeczka od 2 miesięcy
      włazi na meble na krzesła jest tak sprytny że nikt nie uwierzyłby że miał 1 p
      do tego tańczy i śpiewa
      drogie mamusie 1p to nie wyrok mój synek był owinięty w pępowinę i miał cieżką zamartwicę okołoporodową ale wszystko juz za nami :)

      • Kolunia pisze:

        dodam, że 0 pkt. to nie wyrok :)
        moja córcia ma obecnie 16 misięcy i rozwija się rewelacyjnie a otrzymała 0-4-4-5 pkt.
        oczywiście nie bez znaczenia jest fakt, iż została poddana zabiegowi hipotermii mózgu.
        Tak czy inaczej cuda zdażają się częściej niż nam się wydaje :) i o tym należy pamiętać w chwilach największego zwątpienia.

  2. pena pisze:

    W pierwszej, trzeciej i piątej minucie.

  3. nominativa pisze:

    Kiedy leżałam w szpitalu po urodzeniu córki, położna tłumaczyła mojej zestresowanej sąsiadce, że najważniejsza jest ocena po piątej minucie (córeczka sąsiadki dostała w pierwszej minucie chyba 4 czy 5 pkt, ale w następnych minutach ocena wzrosła znacząco i dziecię w stanie dobrym wyszło z mamą w trzeciej dobie.
    Moja córka miała 10 pkt w każdej minucie i ja się z tego po prostu cieszyłam, bez odwołania do punktacji cudzego potomstwa ;)

  4. nominativa pisze:

    Uzupełnienie (gdzieś wsiąkły dwa zdania):
    [...wyszło z mamą w trzeciej dobie.] Ocenia się stan dziecka kilkakrotnie, bo istotna jest nie tyle pierwsza czy ostatnia ocena, ale jej zmiany: czy z 10 pkt nie spada, czy też z 4 pkt rośnie. Myślę, że na to też warto zwrócić uwagę.

  5. kruszyzna pisze:

    @pena
    W pierwszej, trzeciej, piątej i dziesiątej.

  6. kruszyzna pisze:

    @Anonim Gall
    No przeca napisałam, że cztery razy się mierzy :)
    Chociaż to różnie podają, bo portal jeden medyczny (zabijcie, nie pamiętam nazwy, wyguglałam), że w pierwszej, trzeciej i piątej, jak pisze pena. We wszystkich innych miejscach znalazłam, że cztery razy, ale możliwe, że powielali info podane w jednym źródle.

  7. kruszyzna pisze:

    @nominativa
    Ja oczywiście nie twierdzę, że każdy podbudowuje sobie samopoczucie porównując swoją dziesiątkę z siódemką sąsiada, ale zaobserwowałam niejednokrotnie takie przypadki. Zresztą rodzice licytują się we wszystkich możliwych dziedzinach. Kiedy z kimś rozmawiałam i mówiłam np., że moje dziecko mówi pełnymi zdaniami, to zawsze z tej drugiej stronie spadał kamień z serca, kiedy nadmieniałam, że jeszcze nosi pieluchy :)

  8. nominativa pisze:

    Kruszyzno, licytacja zaczyna się w zasadzie już od czasów prenatalnych :) Kiedy zaczęło bić serduszko, jakie było NT, jaka waga, potem kto szybciej urodził i kto miał najmniej skurczów partych (albo w drugą stronę, kto najbardziej cierpiał), a potem punktacja Apgar, odpieluchowanie, mowa, wzrost, waga, wieża z klocków, świadectwa, egzaminy i praca w korporacji ;)

  9. Anonimowy Gall :) pisze:

    No, Kruszyzna, stawiam se jedynke z czytania ze zrozumieniem :D

  10. kyja pisze:

    nominativa,coś w z tymi porównaniami jest na rzeczy:)wystarczy usiąść na ławce przy placyku przy jakiejś mamie albo babci-oj, można się nasłuchać o cudownych dzieciach:)!babcie celują w tym chyba bardziej niż matki:)zauważyłam z kolei,że niewiele rodziców przyznaje się do tego,że ich maluchy mają z czymś kłopot lub cierpią na jakieś schorzenie-niemalże temat tabu:)a najgorsze jest to,że często rodzice dzieci naj(-lepszych, mądrzejszych,ładniejszych itp) leczą swoje kompleksy za pomocą swoich dzieci.
    Ja punkty apgar swoich dzieci traktuję przede wszystkim,jako ocenę stanu dziecka po przejściu przez kanał rodny.I dlatego oczywiste wydawało mi się,że córka, po cc (planowym,tylko czekaliśmy,aż akcja porodowa się zacznie), dostała 10 p-któw.Ale strach czy mała nie ma choroby genetycznej towarzyszył mi do momentu,gdy ją ujrzałam.A stracha z chorobą napędził mi…widok buzi małej w ostatnim trymestrze na usg 4D.A najbardziej wystraszył mnie jej nos.Na szczęście okazało się,że nos jest w porządku:)a swoja drogą, zdjęcia dzieci z usg 4D są trochę groteskowe, nie uważacie?

  11. Kami pisze:

    kyja, zgadzam się, dlatego nie przepłacaliśmy z mężem i zdecydowaliśmy się tylko na 2D czyli standardowe usg, zresztą sam lekarz ginekolog takie sugerował, mowiąc, że te następne to już dla rodziców na pamiątkę, wskazań medycznych ku takiemu badaniu żadnych z jego strony ;) jedyne co żałuję, że z 2D nie dali nam nic na płycie nagranego, coby się pochwalić :) także pierwszy raz z córeczką twarzą w twarz spotkałam się po porodzie ;p

  12. ewag pisze:

    moj maly mial 8 pkt w minucie- potem nadrobil. teraz ma 6,5 mies i juz raczkuje stoi i zaczyna mowic pierwsze slowa.
    i oczywiscie jest najmadrzejszym, najpiekniejszym dzieckiem na dzielnicy- szkoda ze ma taka nieskromna mame ;)
    czyli jak mowicie- nie ma reguly

  13. kruszyzna pisze:

    @kyja
    są groteskowe, bo sprzęt ma pewne ograniczenia i obraz jest zawsze zniekształcony. Pytałam się lekarza, czy to USG 3D i 4D jest niezbędne diagnostycznie czy to tylko taki bajer technologiczny dla rodzica. Powiedział, że czasami takie USG przynosi odpowiedzi na ważne pytania i bywa potrzebne. Na jakie – nie wiem.

  14. kruszyzna pisze:

    @Gall
    No, a oprócz tego do kąta i klęczeć na grochu :)

  15. Ruda Rybka pisze:

    Ja byłam zdruzgotana ze córka dostała w 1. minucie 3 punkty ale rzeczywiscie ciężko z nią było. U nas w Irlandii w ogóle nie podają punktacji (personel medyczny zapisuje ją w dokumentacji dla własnej wiedzy)- ja zajrzałam bezczelnie do karty i niepotrzebnie bo, jak wspominałam, 3 punkty mnie rozwaliły i miałam tylko stresa :/

  16. Olcia pisze:

    Usg 3d i 4d jest bardzo pomocne np. przy diagnostyce wad serca. Można dobrze zobaczyć pracę zastawek, przepływy krwi itp. A obraz „trójwymiarowy” to raczej bajer dla rodziców :)
    Ja zrobiłam 2 takie badania, jedno połówkowe, żeby sprawdzić jak się ma serduszko i przy okazji zobaczyć młodego (jednak trzymał gardę i niestety niewiele było widać), a drugie już typowo dla siebie w 30 tygodniu, bo wtedy już tkanka tłuszczowa się pojawia i dziecko bardziej wygląda jak dziecko :) Pamiątka jest (na płycie).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>