Zainspirowała mnie szajabaja, która na forum założyła wątek o hitach i kitach wśród ubranek dla dzieci. Co zajmuje najwięcej czasu matce-debiutantce? Skompletowanie wyprawki dla niemowlaka. Szukamy ubranek ładnych, niebanalnych, markowych, dobrych gatunkowo, wygodnych i nie najdroższych – niekoniecznie w tej kolejności. I bywa tak, że napalimy się na jakiś ciuszek, oczy płoną czystą żądzą posiadania, wywalamy kupę kasy i… okazuje się, że bodziak można sobie co najwyżej w ramkę i na ścianę albo – mówiąc ordynarnie – wsadzić. Bo chodzić się w tym nie da za Chiny ludowe.
Dziś więc o tym, co mnie (bo mogę wypowiadać się za siebie
) zachwyciło i zdrzaźniło w ubrankach dla niemowląt.
Plusy
Body tzw. kopertowe, czyli takie, które można rozłożyć na płasko, zapinane z boku. Oto fotka ciuszka, który wczoraj nabyłam na Allegro.
Sprzedawca: sylwina5555
Body nie posiada co prawda bardzo modnego napisu „Jestem szefem piaskownicy” lub „Mały terrorysta” (drugi tekst skądinąd uroczy
), ale ma niesamowitą zaletę – zapięcie z boku. Dzięki temu unikamy przekładania przez głowę. Są dzieci, którym sposób nakładania odzieży zwisa i powiewa, ale są i takie – jak moja pierworodna – które ubierania przez głowę nie cierpią. Warto, moim zdaniem, na początek kupić kilka ciuszków ułatwiających serwisowanie noworodka. Potem można sobie wrzucić na luz.
Śpiochy rozpinane w kroku. Genialny wynalazek. Nie wyobrażam sobie kupna czegoś, co nie posiada tego bajeru niezwykle ułatwiającego życie. Przerabiałam śpiochy nierozpinane i obiecałam sobie, że w życiu grosza nie zainwestuje w coś takiego. Trzeba wziąć pod uwagę to, że noworodka i małe niemowlę przebiera się też w nocy, bo ochoczemu dojeniu mamy towarzyszy najczęściej okazała kupa. A często bywa tak, że młodego człowieka przebieramy na śpiąco, bo przy karmieniu odpłynął w objęcia Morfeusza. I teraz jeśli nie masz śpiochów rozpinanych w kroku, to musisz poprzewracać dzieciaka, zapiąć mu szeleczki, on zaczyna się budzić, kwękać, wkurzać się (zupełnie słusznie) i ryzykujesz, że kolejne dwie godziny możesz spisać na straty.
Czapeczka wiązana pod brodą. Dziecko posiada zadziwiającą umiejętność szybkiego pozbywania się odzieży. Nieprawdopodobne, gdzie potrafi przełożyć nogę w za dużych śpiochach. Z czapeczkami idzie mu jeszcze łatwiej. Pokręci głową i hops, całość ma na twarzy albo w zupełnie innej części wózka. U starszaków jest to samo. Moja panna daje stuprocentową gwarancję na to, że czapeczki czy kapelutka niewiązanego pozbędzie się najpóźniej przy wychodzeniu z bramy. Potem przez cały spacer mamy atrakcję w postaci permanentnego nakładania nakrycia głowy. Sznureczek bardzo ogranicza możliwości manewru.
Pajacyki i rampersy rozpinane z góry do dołu. Tutaj mamy sytuację analogiczną jak w kopertowych body. Rozkładamy pajaca, układamy malucha, zapinamy całość i wio. A przy zmianie pieluchy rozpinamy tylko dół. Pełen komfort.
Ubranka z metką przyszytą na zewnątrz lub nadrukowaną. Co robimy zaraz po kupnie ciuszka? Oczywiście odcinamy metkę, bo gryzie w karczek. Tyle razy się zdarza, że młody ryczy, demonstruje swoje możliwości wokalne, my podejrzewamy kolki i inne bógwico, a jemu po prostu przeszkadza kłujący kawałek materiału. Podzielam. Nic mnie tak nie wnerwia, jak gryzące zapięcie od stanika czy gryząca metka. Miałam ubranka z minimetką przyszywaną na karku, ale po zewnętrznej stronie. Nie szpeciło to ciuszka (my przecież też nosimy metki na prawej stronie i jest to ponoć trendy, jazzy, cool czy jak to tam zwał), ale nie przeszkadzało niemowlęciu i zostawiało bezcenną informację na temat rozmiaru. Jeśli chcemy ubranka zachować, bo planujemy recydywę rodzicielską, nie musimy dociekać, czy to aby było 56 czy też może 62. Świetnym pomysłem jest też wydrukowanie informacji metkowych wewnąrz ubranka. Nie czuć ich, nie spierają się – genialne.
Plusy ujemne. Że tak zacytuję klasyka, który nie chciał, ale musiał, a ostatnio żałował, że jednak nie startował, bo Polska dużo bez niego straciła.
Body z zakładkami na ramionach. Nie jest to minus, bo body łatwo się przez głowę przekłada, ale tego typu ciuszki mają to do siebie, że lubią się rozciągać w trakcie używania. Efekt jest taki, że często-gęsto te małe ramionka wyłażą. Już lepsze są zapinane przy szyi na napy. Ale te z kolei trudniej założyć.
Minusy
Kaftaniki. Kurde, nie pojmuję. Sweterek – rozumiem, potrzebny jest. Ale po kiego cienki kaftanik, który zakładamy pod śpiochy? Kaftanik wykazuje tendencję do rolowania się na pleckach, przez co staje się niewygodny. Nie trzyma pieluchy jak body. Często ze śpiochów wyłazi pod pachami. Kaftaniki funkcjonowały w PRLu, bo niczego bardziej pomysłowego wtedy nie było, ale nadają się, moim zdaniem, jedynie do muzeum.
Śpiochy, pajacyki i rampersy zapinane z tyłu. Na Teutatesa, co za idiota to wymyślił? Żeby zapiąć ciuch, trzeba albo dolną część ciała oseska zarzucić mu na głowę, albo ułożyć delikwenta na brzuszku. A dzieci tak uwielbiają leżeć na brzuszku, że hej. Zwłaszcza w trakcie przebierania. W nocy. Mamy piżamę dla starszaka zapinaną z tyłu. Taki duży pajac. Prawie nigdy jej nie ubieram, bo rano zawsze całość jest rozpięta, a bywa i tak, że młodzież przez to rozpięcie całkowicie wylezie.
Pajacyk zakładany przez głowę. No to już jest absolutny hit. Przekładasz przez głowę całość, żeby dostać się do nóżek. Potem szukasz w tym wszystkim rękawów i nakładasz. Dzieć wrzeszczy. Tragedia.
Kołnierzyki. Czasami sztywne i koronkowe, brrr… Być może wygląda to bajerancko, ale kołnierzyk jest tym, co się brudzi najszybciej. Mleko ścieka podczas karmienia piersią czy z butelki, młode sobie od czasu do czasu rzygnie lub uleje, a kołnierzyk służy za świetną zaporę. Potem przylega do brody i… uczula jak ta lala.
Rajtuzki w rozmiarze 56. Nie rozumiem idei. Po co sobie tak utrudniać życie? Co innego, kiedy dzieciak ma rok lub więcej, zdecydowanie rzadziej zmienia mu się pieluchę i takie rajty można sobie nosić. Ale noworodka przebieramy kilkanaście razy na dobę.
Sukienki w rozmiarze 56 lub 62. Służą chyba tylko po to, żeby mama mogła błysnąć córeczką na spacerze. Szalenie niepraktyczne. Zawija się toto, pod spód i tak trzeba włożyć rajty (grrr) lub śpiochy (a wtedy gorąco).
Uff, więcej grzechów nie pamiętam. Za wszystkie żałuję i poprawę obiecuję. Przy obecnych maluchach nie popełnię błędów, które popełniłam wcześniej. Mam nadzieję, że jestem jednostką wyuczalną



Kalendarz ciąży

Co do różnych rzeczy zapinanych z tyłu, to chyba cholernie gniecie (biorąc pod uwagę że jednak niemowlę więcej czasu spędza horyzontalnie).
U nas znowu czapeczki ze sznurkiem to zło wcielone. Tylko spróbuj zawiązać
To ja do listy ciuchów nie całkiem udanych dopisuję pajaca rozpinanego z góry na dół aż do końca jednej z nóg. Co oznacza, że wciskanie nogi w tą nierozpinaną nogawkę jest dosyć kłopotliwe.
a fajne były, m.in w helikoptery
Kaftaniki kupiliśmy bo kazali w szkole rodzenia – żeby bodziak nie drażnił gojącego się pępka. Jak tylko pępki odpadły, kaftaniki całkiem poszły w odstawkę
Fajne są rampersy (śpiochy bez stópek), bo starczają na dłużej niż zwykłe śpiochy (tułów dziecka rośnie wolniej niż nóżki, przynajmniej u mojego).
Absolutnie nie trafione są ubranka aksamitne (chyba że aksamit 100% z bawełny, ale rzadko się zdarza). Pięknie wyglądają, ale nie nadają się dla niemowlaka, bo są sztywne, drażniące i niewygodne.
Niestety warto też inwestować w dobre jakościowo ubranka – ENDO, Mothercare, Gap itp. Tanie rzeczy po dwóch-trzech praniach robią się sztywne i nieprzyjemne, nie wspominając o blaknięciu kolorów.
Poza tym zgadzam się ze wszystkim z 10-miesięcznego doświadczenia. Bez żalu oddaję wszystko zapinane z tyłu, zapinane na guziki (niech żyją napy!), rajstopy i sukienki dla dziecka niechodzącego (nie nadają się nawet dla raczkującego, bo nie chronią kolan przed otarciami i siniakami). Za koszulkami też nie przepadam, wolę body trzymające pieluchę, zakładam głównie w funkcji bluzki na body, jak chłodniej.
Jeżeli i ja moge cos dodac od siebie to chciałabym napisać o całkowicie zbędnych butkach dla niemowlaków. Nie powiem- sama kupiłam „espadryle” dla 6 m-cznej córki- ani razu nie ubralam bo juz w trakcie przymiarki w domu Mała zawirzgała girami i po butach. Wiec leżą gdzieś z innymi „hitami” z tego okresu których nie założyła ani razu. Ostatnio szukałam pierwszych butów dla córki- takich prawdziwych, do chodzenia po parku bo w domu śmiga na bosaka- natknęłam sie na JAPONKI dla noworodka, sandałki z obcasikami (dla noworodka także)- szok… Nie wiem po co to dzieciom zakładać- teraz wiem że dziecko najlepiej czuje się boso- córka do tej pory ściąga skarpety jak tylko może- chyba ma traumę po espadrylach w kwiatuszki ;D
Chłopca nie miałaś, więc dodam w ramach uzupełnienia w minusach – spodnie ze sztywnych materiałów (dżins, sztruks) w rozmiarze 56/62. Tylko do szpanowania.
Kolejny minus: pajacyk rozpinany tylko na jednej nodze. A druga?
Zakładania kaftaników nigdy nie opanowałam i do tego miałam wrażenie, że kończyły się w połowie pleców, bez względu na rozmiar. Zestaw kaftanik+śpioszki zdecydowanie przegrywa z body+pajacyk.
A, o butach nie pisałam, bo to dla mnie absurd. Córka miała na nogach dwa razy miękkie kapcie z pieskami, głównie w celu ocieplenia stópek poza domem. Teraz kupiliśmy pierwsze sandałki, bo staje i powoli zaczyna chodzić. W domu robi to boso bądź w skarpetkach, ale ponieważ chce stawać poza domem, to czemu nie.
Spodnie miałam malutkie (ale nie zakładałam), dopóki dziecko nie raczkuje, nie widzę sensu – gumka niepotrzebnie uciska mały brzuszek. Teraz Maj nosi portki, bo – jak pisałam – inaczej ma większe siniaki na kolanach i łydkach.
*Zuzanka
Ja się z Tobą nie zgodzę, gdyż dla mnie rampersy są maksymalnym kitem. Mam 2 sztuki, i bardzo mało noszone. Dziecku marzną w nich nogi i trzeba dodatkowo zakładać skarpetki (a z tymi wiadomo, historia podobna do bucików). Jeśli zaś potrzeba ostudzić dziecię to lepiej w samym bodziaku jak leży, zawsze można „doubrać”
@Zuzanka – spodnie nie tylko gniotą w brzuszek, ale też często w plecy. Jeśli w pas wciągnięta jest guma i doszyte są szlufki do paska (tylko po co?), to przy tak sztywnym materiale kilka jego warstw gniecie dokładnie w punkcie, gdzie plecy przylegają do podłoża.
stanę w obronie kaftaników- u nas się sprawdzały w dni chłodniejsze (za ciepło na zestaw bodziak plus śpiochy, za zimno na samego bodziaka), nic się nie wałkowało, a dziewczyny z gatunku tych bardziej energicznych
)
to jeszcze ja dopiszę: koszulka, w którejś ktoś zapomniał doszyć napy i rozciąga się tylko na pół obwodu głowy, więc chyba misia w nią ubiorę. Skarpetki, które mają ściągacze tak ciasne, że dziecko po pięciu minutach ma mega wgniecienia. Szelki przy spodniach, nie wiem po co? chyba tylko po to, żeby gniotły w plecki, bo przecierz kiedy mają te spodnie spaść? Twade, sztywne jeansy, lub inne spodnie i do tego koszula z kołnierzykiem ??
?? dobrze, że nie ma krawatów dla dzieci i mokasynów lakierowanych, Nam najlepiej w dresiku, lub sam bodziak w gorące dni, koszulki lądują pod pachami, buciki ubieramy takie luźniutkie kiedy jest chłodno na dworze.
No właśnie – kto wymyśla dla dzieci skarpetki z ciasną gumką? Nawet na mojego wychudzonego Macieja były ciasne, nie wiem, co robiły mamy dzieci z pulchnymi nóżkami.
„dobrze, że nie ma krawatów dla dzieci i mokasynów lakierowanych”
Są jeszcze czapki-cyklistówki.
Są kochana, są. Wpisz sobie w guglach „ubranka do chrztu”. Szczęka opada
Co do skarpetek to jak dla mnie to większość się nie nadaje do niczego z powodu za luźnych gumek.
Kopnie nogą raz i drugi i już zleci, ciągle to poprawiać trzeba. A jak już wam dzieci łazić zaczną to się na tych skarpetkach zabiją:)
A co do plusów to sobie dzisiaj przypomniałam ubierając córkę na spacer że świetne moim zdaniem sa spodnie z regulowanym pasem od wewnątrz. Mam córke długą a chudą i wszystkie spodnie zlatują jej z tyłka- takie rozwiązanie (dwie gumeczki po bokach co można spiąć mniej lub bardziej guziczkami) bardzo mi odpowiada. Minusem jest to że moze dziecko ugniatac w boczki (te gumki z guziczkami) gdy sa źle dopasowane.
Hej hej, to ja, inspiracja
Jest lato, więc dziewczę ubierane w body często – no i CZASEM, rzadko niestety, na rynku spotkać można body rozpinane i w kroku, i na całej długości – genialne. Córce obojętne, czy przez głowę się wkłada, czy od nóg, czy jeszcze inaczej, ale tatuś przez głowę nie lubi.
U nas czapeczki wiązane do luftu, dziewczę lekko główkę przechyli i czapeczka znika.
Za to mamy jeden hicior – a właściwie ojciec ma
Ogólnie egzemplarz mamy cudny, we wszystkim jej wygodnie
A my też lubiliśmy kaftaniki
Dzieciątko wcześniaczek, za nic nie chciała sobie pozwolic założyc body przez główkę, więc kaftaniki były dłuuugo hitem
Za to teraz dziewczę blisko półroczne, ślicznie wygląda w body-sukienkach no i oczywiście już nie protestuje
Z pozostałymi rzeczami- zgadzam się całkowicie!
Bo body zakładane przez główkę jest straszne. Dlatego ja na początek wybieram te kopertowe. A przez główkę to potem, jak się młodzież oswoi z ubieraniem
W książce ,,Język niemowląt” Tracy Hogg pisze jak w łatwy sposób zakładać body przez głowę. W skrócie – najpierw rączki, potem głowa. Nie próbowałam, bo wyobraźnia podpowiada mi powykręcane rączki i powybijane stawy