Cesarka na życzenie?
Nie jest to zapewne ta skala problemu jak legalizacja bądź też nie aborcji, ale w kraju zaczyna się nieśmiała dyskusja na temat cesarki na życzenie. Cesarka ze wskazań, kiedy poród naturalny jest wykluczony, to oczywista oczywistość. Cesarka, którą kończy się ciężki poród siłami natury także – czasami po prostu wyjścia nie ma. Pada jednak pytanie, czy kobieta powinna mieć prawo wyboru metody rodzenia, nawet jeśli wskazań do operacji nie ma?
Trochę wałęsałam się po szpitalach i posłuchałam tego i owego. Kobiety, które tam leżały w ogromnej większości bardzo chciały cesarkę mieć. Panował – nie przesadzę tutaj – powszechny strach przed ciężkim porodem, a testy oksytocynowe, które się przeprowadza, gdy ciąża jest po terminie i trwa nadal, traktowano jako zło konieczne i czynność zgoła bezsensowną. Po co próbować, skoro i tak to nic nie da? Nie lepiej ciach-ciach i po zawodach?
No właśnie, czy aby na pewno lepiej? Rozważmy kilka za i przeciw. Zaczynamy od przeciw.
Cesarskie cięcie, o czym się często zapomina, to zabieg operacyjny i z definicji niesie ze sobą większe ryzyko komplikacji niż poród siłami natury, od reakcji alergicznej na znieczulenie zaczynając, a jej nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nikt o zdrowych zmysłach, mogłoby się wydawać, nie będzie kroił człowieka wtedy, kiedy to nie jest konieczne.
Podczas cesarki traci się więcej krwi niż w trakcie porodu sn. To normalne, przecież rana jest o wiele większa.
Rekonwalescencja przebiega dłużej, wychodzi się dzień później niż w przypadku porodu naturalnego (jeśli nie ma komplikacji oczywiście).
Po cesarce przez pewien czas nie można nosić nic cięższego niż dziecko. I weź tu taskaj wózki, zakupy, foteliki i tego typu sprawy.
Po cesarce zostaje blizna. Nie tylko zewnętrzna, bo ta akurat to pikuś. Chodzi o bliznę na samej macicy. Organ goi się, ale zrosty są zawsze. A to stwarza komplikacje przy następnych ciążach. W szpitalu, gdzie leżałam, robi się nawet specjalne badanie dla kobiet kilka tygodni po cesarce, które ma za zadanie ocenić wytrzymałość macicy i szansę na donoszenie kolejnych ciąż.
Z powodu tych wewnętrznych zrostów nie jest wskazane, by dokonywać więcej niż dwóch cesarskich cięć u tej samej kobiety. Innymi słowy w ciążę można zajść jeszcze tylko raz. Są oczywiście przypadki szczególne. Spotkałam kobietę, która miała trzy cesarki i była w czwartej ciąży, ale nikt nie mówił, że nie będzie miała problemów. I rzeczywiście miała. Zmniejsza się wytrzymałość takiej pociętej macicy i ciąży można zwyczajnie nie donosić.
Sama operacja rzecz jasna nie boli. Boli za to później i to porządnie. Wszystko zaczyna się zrastać, środki przeciwbólowe przestają działać i to naprawdę nie wygląda różowo.
Ta metoda porodu nie jest biologicznie w nas „zakodowana” i przewidziana przez ewolucję. Nie jest to normalna droga przyjścia na świat dla dziecka. Podczas przechodzenia przez kanał rodny usuwany jest np. nadmiar płynu z płuc. Po cesarce trzeba dziecko specjalnie odsączać i bywa, że czynność ta nie jest wykonywana prawidłowo. Do tego dochodzi wpływ środka znieczulającego na dziecko. Lekarze starają się wyciągnąć malucha jak najszybciej, w ciągu pierwszych kilku minut, ale różnie to bywa.
Pokusiłabym się o stwierdzenie, że dla dziecka trauma zmiany środowiska przy porodzie naturalnym jest mniejsza niż przy cesarce. W tym drugim przypadku jest to nagły szok, natomiast przy porodzie sn proces trwa o wiele dłużej.
Zdarzają się skaleczenia dzieci. Córka mojej współspaczki szpitalnej miała rankę na głowie od skalpela.
To byłyby głosy przeciw. A za? Proszę bardzo, niekoniecznie w kolejności od najważniejszych do najbardziej błahych.
Po cesarce nie ma – jak to określiła Agnieszka Chylińska – rozklapuchy. Nie łudźmy się. Pochwa po porodzie sn nie jest taka sama jak przed porodem i nigdy nie będzie. Nawet wzierniki ginekolodzy mają inne dla kobiet, które rodziły naturalnie, i inne dla tych, które jeszcze nie rodziły lub miały cesarskie cięcie. Odczucia podczas kontaktów seksualnych dla faceta mogą być inne. Jeśli któraś trafi na męski egzemplarz mocno toksyczny (a przecież jest takich wcale niemało), ten może poczuć się nieusatysfakcjonowany i może chcieć wymienić swoją partnerkę na lepszy model. Ciaśniejszy.
Wprowadzenie cesarki na życzenie zakończy traumę użerania się z lekarzami podważającymi zasadność wskazań. Zdarza się, że opinie okulistów, neurologów czy ortopedów są brane w cudzysłów.
Cesarka na życzenie zlikwiduje „szarą strefę cesarkową”, która prosperuje wcale nieźle. Wiele kobiet załatwia sobie lewe wskazania – za odpowiednią opłatą rzecz jasna – i na tej podstawie poród przebiega metodą cesarskiego cięcia. Bywa też wcale nierzadko, że lekarze pracujący w danym szpitalu dokonują „lewych” cesarek na szpitalnym sprzęcie. Wskazania jakieś tam można zawsze wymyślić, coś się znajdzie zgodnie z powiedzeniem, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko niewłaściwie zdiagnozowani. Funkcjonują specjalne „cenniki cesarkowe” – różne w zależności od miejscowości, szpitala i rangi lekarza. Nie muszę pisać, że od tego grosz podatku nie jest odprowadzany do skarbu państwa, bo dochody nie są nigdzie wzmiankowane. Jeśli cesarka na życzenie stanie się normalną nadprogramową, płatną usługą, będzie można ją legalnie rozliczać.
Bywa, że kobieta rodzi duże dziecko (ponad 4,5 kg), ale wskazań do cc nie ma. Taki poród jest z pewnością o wiele trudniejszy niż w przypadku dzieci o mniejszej masie. Dla tych kobiet byłoby to ogromne ułatwienie.
Są wreszcie osoby, które panicznie boją się bólu i ból to dla nich wyjątkowo traumatyczne przeżycie. Operacja na życzenie byłaby dla nich jakimś rozwiązaniem. Boli oczywiście później i to jak cholera, ale jednak jest się już PO a nie W TRAKCIE, co nie wiadomo, jak długo potrwa.
Fakt, cesarki można mieć dwie, a co za tym idzie tylko dwoje dzieci (no chyba że komuś się trafi ciąża mnoga), ale jakoś nie widać powszechnej tendencji do posiadania więcej niż dwójki dzieci.
A ja? Jestem za czy przeciw takiemu rozwiązaniu? Hmm… Ciężko mi się wypowiadać, bo jestem po cc, ale akurat wskazania miałam niepodważalne i tym razem będzie dokładnie tak samo. W innych okolicznościach wolałabym mieć możliwość wyboru. Czy jednak bym z tej możliwości skorzystała, to zupełnie inna sprawa.
Jeszcze dopisz: cesarka jest dla leniwych bab, którym się nie chce popracować przy porodzie. Zaskakująco dużo razy słyszałam to od mężczyzn.
Poza tym to kwestia osobnicza. 5 dni po cc byłam w niezłym stanie (dziecko nosiłam już w szpitalu), w domu zwykle do pomocy przy świeżym dziecku jest mąż, po tygodniu już ze spokojem można robić wszystko. Horror stories o znajomych wymęczonych porodem naturalnym opowiadać nie będę.
Ja jestem za wyborem, ze wszystkimi konsekwencjami. Żeby nie trzeba było czekać w szpitalu ze skierowaniem od lekarza do wykonania cc do czasu (w niektórych szpitalach nawet 12 dni po terminie), aż się zacznie poród naturalny. I to z wielką łaską.
Nie lubię tego argumentu z bólem i strachem. Dociążając, skoro boję się dentysty i leczenia kanałowego, może pod narkozą wyrwę sobie zęby i wstawię sztuczną szczękę ;>
więc nie sprawdzałam pań ginekolożek)
Co do tego, że bezpiecznie mieć tylko dwie cesarki, to AFAIK nie do końca tak działa. Po pierwszym cc dowiedziałam się od gin, że to b.dobrze, że byłam cięta w pierwszej fazie porodu, a nie przed i że po dwóch latach zupełnie spokojnie mogę mieć drugą cc. Przy drugiej ciąży inna pani gin, to potwierdziła, dodając, że jeśli tym razem będzie tak samo, czyli cięcie po rozpoczęciu akcji, to po kolejnych dwóch latach trzecia cesarka też nie powinna sprawiać problemów. (Drugi poród był sn, a na trzeci to się już raczej nie zanosi
Zuzanka, zapoznani przy okazji porodów lekarze zgodnie twierdzili, że lepiej jest robić cesarkę jeśli akcja rozpocznie się samoistnie (a najlepiej samoistnie bez oksytocyny*), bo wtedy się inaczej wszystko układa. Nie pomnę oczywiście nazw, bo z biologii lepiej znam się na jamochłonach ;>, ale chodzi o to, że te powłoki brzuszne, błony, etc. są wtedy w najlepszym ułożeniu i że dzieciak jest też już gotów.
*czy nadmieniałam, że nie znoszę oksytocyny? ;>
@Zuzanka
Tego argumentu nie słyszałam. Leniwe baby? Szkoda, że mężczyźni nie zachodzą w ciążę, ciekawe, jakby to znieśli
@oshin
Starałam się znaleźć wszystkie możliwe argumenty, niekoniecznie te, które są mi bliskie. Takie akurat wpadły mi do głowy. Ja miałam cc kompletnie bez żadnej akcji porodowej 2 lata i 4 miesiące temu. A następną cesarkę, jak dobrze pójdzie, za parę tygodni. Był problem z moją macicą. Nie jakiś tam szczególny, ale zrosty bolały, kiedy macica się powiększała. Zwłaszcza że ciąża jest bliźniacza i organ naciąga się o wiele szybciej.
Oshin, oczywiście, że lepiej, ale czasem (jak u znajomej) oznacza to 4 dni bez sensu w szpitalu i operację nieplanowaną na cito. Zwłaszcza że czasem przy czekaniu obrywa dziecko i wyciągane jest podduszone. Ja jestem za skodyfikowaną elastycznością.
kruszyna, wiem, że niektóre z argumentów nie są Ci bliskie, po prostu tego jednego nie lubię
A tak poza tym, to też jestem za wyborem. To, że ja bym chciała rodzić pod drzewem wdychając pranę nie znaczy, że każdy tak chce
Dodam jeszcze, że w przypadku porodów przez cc działa silne lobby (podobnie jak w przypadku karmienia piersią), które wywołuje w kobietach poczucie, że nie są prawdziwymi kobietami/są mniej matkami, bo nie urodziły naturalnie. Kolejna silnie zmitologizowana rzecz związana z ciążą i macierzyństwem.
Zuzanka, bo ONI są dziwni :> W szpitalu, w którym rodziłam, są punkty za takie jak ja, co to pierwsze przez cc, a drugie sn. Więc wykorzystują wszystkie zdobycze ginekologii żeby im tylko statystyka ładnie wyglądała. I tak o siła natury oksytocyny i vacuum ;>
Przepraszam ale cesarka by uniknąć rozklapciuchy to chyba jeden z głupszych powodów jaki słyszałam..
@Zuzanka
Właśnie. Znam osobę, której dwa początkowo naturalne porody zakończyły się cc i ona uważa to za swoje dwie porażki życiowe. Wszystko mi opadło łącznie z biustem.
@Agnessa
Wierz mi, że są osoby, dla których to jest podstawowa motywacja do cc. To może dziwić, ale taka jest rzeczywistość.
ja też jestem za wyborem.
Pierwszy poród miałam sn, chociaż wspomagany oxy, bo sama z siebie nie wykrzesałam wystarczająco silnych skurczy, a wody już się lały przez 7 godzin+dolargan w tyłek pod koniec, gdy myślałam,ze odlecę z powodu bólu kręgosłupa;drugi poród to cc ze wskazań ortopedycznych (wskazania nie były naciągane, lekarz po przejrzeniu dokumentacji i zdjęć rtg powiedział,że tak ma przebiegać poród) i mam jakąś tam skalę porównawczą.Generalnie najlepsza byłaby kombinacja:poród bez bólu jak przy cc, a dochodzenie do siebie jak po sn:)))mój gin, przy drugim porodzie, zalecił,abym udała się do szpitala, gdy zacznie się akszyn.Pojechałam, gdy w moim przypadku klasycznie już, wody mi odeszły, w szpitalu cały dzień odchodził mi czop śluzowy +silne, nieregularne skurcze, w nocy stały się bardzo regularne i takie”miesiączkowe” i przy rozwarciu 3,5 cm, miałam zrobioną cc,więc miałam jakąś tam namiastkę porodu naturalnego:)a co do rozklapichy czy raczej hmm, samego raju po sn, to powiem tyle,że miałam długo po pierwszym porodzie blokady,aby poprzytulać się z mężem.Wyobrażałam sobie,że po porodzie raj to jedna wielka gorejąca, niegojąca się rana (po połogu):))moja wyobraźnia zawsze mnie męczy, heh
A co myslicie o tym???
http://www.youtube.com/watch?v=pgpVCZ99RGg
Jak dla mnie niezla propoganda! ogolnie artykuly pani Dr Agrawal bardzo lubie, ale ten filmik to chyba lekka przesada.
Czy jestem za wyborem? Chyba tak, aczkolwiek, tak samo jak przy karmieniu piersia jestem za tym, zeby probowac. Jak sie nie uda (od samego poczatku wiadomo, ze sie nie da = cc ze wskazan), to oczywiscie zadna to porazka, dokladnie tak samo jak przy karmieniu butla.
Ale jest i druga strona medalu… choc wlasny porod wspomninam baaaaaaardzo dobrze (moglabym dostac jakas mala rolke w kolejnym filmiku i cala rozpromieniona opowiadac o cudzie nardzin;), to niestety dyskomfort podczas przytulanek dalej jest. I nie chodzi mi o zadna „rozklapciuche”
, tylko o najnormalniejszy na swiecie bol podczas zblizen. Nie spodziewalam sie, ze to moze tak dlugo trwac…
I wlasnie z tego powodu mysl o cc na zyczenie czasami niesmialo przemyka przez glowe. Czy to egoizm? Nie wiem, moze i tak.
Ale do powtorki z rozrywki pewnie jeszcze troche czasu uplynie, wiec sie wtedy bede zastanawiac. Ciekawe czy do tego czasu bedzie wybor???
Jestem po cc – brak efektywnej akcji porodowej, 3 oxy nie sprawiły, by me dziecię zeszło niżej i wlazło w kanał rodny. Bywa. Cieszę się tylko, że na dyżurze był mój lekarz, który widząc, co się dzieje, nie przeciągał akcji do 20h (przykład koleżanki, rodzącej w innym szpitalu dzień wcześniej – a potem cc jej spratolili), tylko po 7,5h zbyt słabych skurczy podjął decyzję o cięciu. Zresztą, zabieg przeprowadził mistrzowsko, mam cieniuchną bliznę, a 2 tygodnie po zabiegu śmigałam normalnie, bez bólu. Osobiście cieszę się, że było cc, ale to ja – naprawdę koncertowo doszłam do siebie, zagoiło mi się wsio jak na psie. Czasem pobolewa mnie jeszcze podbrzusze, ale po niespełna 11tyg. ma chyba prawo.
Ale znam też przypadki, gdzie cc było koszmarne, decyzja podjęta za późno, zszycie złe… Nie wiem, czy chciałabym być krojona przez pierwszego lepszego konowała, którego nie znam.
Nawiasem mówiąc – paniczny lęk przed porodem, stwierdzony przez fachowca, JEST wskazaniem do cc
Są takie przypadki, ale przyznaję, rzadko.
Bylo i tak i tak. Pierwszy porod przez CC, 11 lat temu, blizniaki – to byl koszmar i porod i polog. Teraz 3 dziecko 3 mce temu – porod sn – Rewelacja. Oczywiscie bolalo, ale bez porownania z cesarka. Polog tez jakis lajtowy w porownaniu do pierwszego. Mam wrazenie, ze z blizniakami to jakos tak wszystko ze zdwojona a nawet potrojna sila <:). Co do przytulanek – to faktycznie minelo trzy miesiace i to nadal boli, ale kontrolone badanie po porodzie – po przepisowych 6 tygodniach – to byl hardkor. myslalam, ze lekarza wlasnymi nogami zadusze, albo kopne, albo jeszcze co innego.
Co do tematu – to chyba jednak nie powinno byc wyboru – mysle ze to zbyt powazny zabieg, zeby "pacjent" decydowal. z drugiej strony…hmmmmmmm..czarny rynek pewnie nadal bedzie funkcjonowal, jak nie przy cesarce, to przy czyms innym. Moze raczej znieczulenie na zyczenie zamiast cesarki?
Po 11 godzinach pierwszej fazy (wywołanej i podtrzymywanej oksytocyną) i stwierdzeniu totalnego braku jakichkolwiek postępów porodu, lekarz zdecydował o cc (na które byłam zupełnie nieprzygotowana psychicznie, bo nawet mi się poczytać nie chciało, tak byłam pewna, że urodzę sn). Nie wiem, czy będę miała drugie dziecko, ale jeżeli tak, to postaram się mieć cc na własne życzenie, tym razem z pełną świadomością konsekwencji i samopoczucia po zejściu znieczulenia. To, że mój syn ważył ponad cztery kilogramy też ma tutaj pewne znaczenie
)
Jak wspomne swój poród siłami i drogami natury,to jestem w szoku że było tak „cudownie”! Nie bałam się porodu! Ba! Było już po terminie,a ja robiłam wszystko,by Niusia chciała wyjść! I stało się w lutowy czwartek po 23ej skurcze co 5min. (rozwarcie nie postępowało-wszystko powoli),po 9ej w piątek leżałam już na porodówce a po 14ej urodziłam
To niesamowite,ale myślałam że skurcze są mega silniejsze,że nacinanie krocza boli jak chole*a!,że gdy dzidziuś przeciska się przez kanał rodny to napitala,że hej! A Niusia urodziłaby się prawie,że w czepku bo worek owodniowy nie chciał pęknąć,a główke było już widać! O jak ja parłam z całych sił! Zerkałam co jakiś czas na zegarek,bo byłam zmęczona tymi skurczami,między nimi zasypiałam ze zmęczenia,kręgosłup bolał…ale nie jakoś potęrznie,pomogło masowanie męża! Nie chodziłam,tylko leżałam cały czas- byłam zmęczona,a poza tym na leżąco mniej bolało! Wiem,że miałam to szczęście,że poród miałam łatwy i dla mnie niesamowity i z chęcią powtórzę taki sam jeszcze raz!
Wiem,że inne kobiety mają właśnie mega silne skurcze,zwłaszcza te ze wspomaganiem oxy- i wiem,że wiele z nich wolały by mieć wybór CC! I jestem za tym,by każda z nas miała taki wybór-jak chce rodzić! Jestem pełna nadziei,że jeśli będę miała szczęście rodzić jeszcze raz,to będę miała taki sam poród jak pierwszy! Życzę sobie tego! A połóg…hmm…prawie nic nie odczułam!
Byłam i jestem swoją cesarką zachwycona.
Poród siłami natury mnie nie nęcił i nie nęci nadal, te wszystkie bajery o fizjologii, anatomii i zgodzie z naturą do mnie nie trafiają.
http://kobieta.dziennik.pl/twoje-emocje/artykuly/209299,porod-to-slepy-zaulek-ewolucji.html
Ciekawy artykuł, bardzo ciekawy.
Hmmm, pierwszy poród siłami natury wspominam nie najlepiej – 15 godzin bólu, Młody słusznych rozmiarów (4 kg), ale nie wiem, czy zdecydowałabym się na cesarkę na życzenie. Mimo tego, że wszystkie koleżanki, które miały bardzo sobie chwalą…Zwłaszcza, że mieszkam w mocno prowincjonalnym miasteczku i nawet o zzo, a cóż dopiero o cesarce na życzenie można sobie jedynie pomarzyć…Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma…Co do rozklapuchy, to jakoś nie zauważyłam…W trakcie szycia tak z żartów poprosiłam o dodatkowy szewek „dla męża” – może to dlatego
…
P.S-rozklapuchy również nie zauważyłam! A jak dla mnie-jest nawet lepiej
A Niusia urodziła się 3.700 to taki mały kolos-jak powiedział lekarz!
Bardzo, ale to bardzo ciekawy artykuł, który podlinkowała nominativa. I rozsądny, zrównoważony facet się wypowiada. Przeczytajcie koniecznie od deski do deski. Popieram gościa rękami i nogami.
@Kruszyzna, ale ja Cię przepraszam, ten artykuł jest z 2007 (publikacja, a mam wrażenie, ze jeszcze jest starszy). Trzy lata to powinna być epoka, zmiany, a ja tutaj widzę, że nawet jest gorzej.
Dla mnie różnica między cc a sn to znane (nawet niech i bolesne i z możliwymi powikłaniami) kontra nieznane (do kilkudziesięciu godzin, nie wiadomo, czy zamiast znieczulenia nie usłyszy się „teraz to już za późno, przyj, mamuśka”, dziecko wychodzi czasem z uszczerbkiem, podobnie kobieta i mimo całego wysiłku i tak może w finale być cc). Warunki w nawet dobrych polskich szpitalach są jakie są (mało sal do porodu rodzinnego, wymuszanie pozycji na wznak, brak pryszniców, wanien, tak trywialnych rzeczy jak uchwytów przy łóżkach), a teraz jeszcze loteria, czy jak się przyjedzie na porodówkę to przyjmą, czy się usłyszy, że jest pełno i proszę szukać innego szpitala. Dla mnie to naprawdę nie jest dziwne, że umówione na termin cc zyskuje na znaczeniu jako poród łatwy i przyjemny.
„ale ja Cię przepraszam, ten artykuł jest z 2007 (publikacja, a mam wrażenie, ze jeszcze jest starszy). Trzy lata to powinna być epoka, zmiany, a ja tutaj widzę, że nawet jest gorzej.”
Nie zwróciłam na to uwagi. Ale to dowodzi po raz kolejny tego, że w naszym państwie wszyscy są mocni w gębie, a kiedy przychodzi do czynów, to oczywiście tych czynów nie ma. Skoro nikt nic od tamtego czasu w przepisach nie ruszył, to nie ruszy i przez następnych kilka lat, możemy być pewni.
Żeby było jasne – ja też jestem za pełnym wyborem ze świadomością wszystkich konsekwencji. I to podejście w przytoczonym artykule mi się podoba. Zrobić cesarkę na życzenie – proszę bardzo, ale poinformować kobietę o wszystkich za i przeciw. Tak samo jak przed amniopunkcją lekarz ma obowiązek poinformować, że istnieje jakieś tam prawdopodobieństwo poronienia wskutek przeprowadzonego badania.
Nie żałuję, że cc miałam, wprost przeciwnie, cieszę się z tego. I cieszę się, że będę miała po raz kolejny. Nawet jakby wskazań nie było, nikt nie będzie się wygłupiał z porodem sn – jak to określiła jedna pani doktor – bo dzieci są źle ułożone. Jedno co prawda główkowo, ale drugie zupełnie w poprzek. I raczej marne szanse, że coś się zmieni, bo miejsca już mają bardzo mało.
A najbardziej jestem za zlikwidowaniem szarej strefy, co dzięki wprowadzeniu takiej usługi miałoby szansę się dokonać. Sama padłam (prawie padłam) jej ofiarą, kiedy dwa lata temu przy umawianiu terminu przyjęcia na planowe cc zażądano ode mnie 2000 zł. Bo taki jest cennik pana doktora i powiedział o tym bez żenady. Nie zapłaciłam, urodziłam w innym szpitalu za darmochę. Wskazania miałam niepodważalne.
Jeślibym nie miała wskazań, to mogłabym wybrać taką operację i za nią zapłacić. Ale wtedy chciałabym dostać do ręki fakturę.
Jeszcze jedno – rodzenie dziecka to coś, do czego kobieta jest zmuszona (jak już w ciążę zajdzie). Nie można sobie fanaberyjnie wybrać terminu, nie można najczęściej wybrać lekarza bez większych hocków, nie można się rozmyślić, znając możliwe powikłania. Jakoś to dziecko trzeba na świat sprowadzić. Czemu rodzące są traktowane jak dopust Boży, czemu ich potrzeby są minimalizowane?
Wracając jeszcze do artykułu – ważna rzecz: „I jeśli pacjentka decyduje się na cięcie cesarskie, to albo w tym momencie NFZ płaci za nie według ustalonej stawki, albo pacjentka powinna wpłacić jakąś kwotę na rzecz szpitala – wysokość różnicy między porodem naturalnym a cięciem, bo cena cesarskiego cięcia jest znacznie wyższa. Zakładając, że pomijamy znieczulenie przy porodzie naturalnym, bo te ceny zaczynają już być wtedy podobne”. Zobacz, zakłada on w taryfikatorze NFZ-ową politykę nieznieczulania przy porodzie sn. Czyż to nie urocze?
Nie wiem, czy nie chodziło mu przypadkiem o wyliczenia punktowe narzucane przez NFZ. Każda procedura szpitalna jest jakoś tam wyceniana na ileś punktów i jest określona cena za punkt w zależności od kontraktu podpisanego z NFZ.
Ja to zrozumiałam tak, że cena za cesarkę byłaby różnicą między ceną za poród sn przeprowadzany bez znieczulenia a ceną za cc podawaną przez NFZ (z tego, co napisał, 11oo zł). Bo jeśli byłoby brane pod uwagę znieczulenie przy porodzie sn, to różnica w wyliczeniach punktowych NFZ między takim porodem a cesarką jest niewielka. Jeśliby więc szpital miał coś zarobić na cesarkach na życzenie, różnica musiałaby być wyższa.
Nie wiem, generalnie chodziło mi o podejście gościa, nie wdawałam się w szczegóły. On też, zauważ, sądzi, że kobieta powinna mieć wybór. Zwraca jednak uwagę na to, że powinno się kobiety rzetelnie informować. To jest słuszne, bo i przy porodzie sn, i przy cesarce może coś nie pójść. Kobieta powinna znać ryzyko jednego i drugiego.
Inna sprawa, że idąc tym torem, kompletnie nie informuje się kobiet, jakie jest ryzyko związane z porodem naturalnym i tutaj – faktycznie – traktuje się rodzące jako dopust boży. I jeśli już cesarce na życzenie środowiska lekarskie mówią apage, satanas, to stwórzmy porządne sale porodowe z wannami, piłkami, leżankami i wszelkim możliwym wyposażeniem W STANDARDZIE. I żeby nie trzeba było dopłacać za coś, co się należy jak psu micha.
Wydaje mi się, że sprawa cesarek nie wzbudzałaby takich emocji, gdyby kobiety rodziły w ludzkich warunkach. Niestety – abstrahując od wszelkich horror stories – kobiety miło wspominające swój poród sn to chlubny wyjątek. Najczęściej rodzące traktowane są źle, rodzą w kiepskich warunkach, nie są o niczym informowane i w ogóle olewa się ich potrzeby. A jeśli chcą czegoś lepszego, to muszą zapłacić, co – jak stwierdziła ostatnio NIK – jest bezprawne.
Wiecie, mnie tu uderza jeszcze jedna sprawa – przeciąganie porodu SN ile wlezie, bez względu na np. brak postępów. Bo poród bezpostępowy (skurcze 70%, 2cm rozwarcia, omdlenia rodzącej) do 20 godzin to jakiś tragiczny dowcip. Na koniec cc, przy której okazuje się, że z pewnych względów nie było szans na SN (co było niemożliwe do wcześniejszego wykrycia). Albo odejście wód 72h wcześniej, poród całkowicie na sucho, po wielu godzinazah mimo wszystko cc, ale dla dziecka za późno – niedotlenienie, mpdż, dramat. A takich przypadków w pracy mam pierdyliard.
To prawda, mój mąż po porodzie Starszego stwierdził, że to „rosyjska ruletka” – uda się albo się nie uda. Przyznam, że tak właśnie czułam rodząc przez 15 godzin, teraz też się boję. Już mniejsza o mnie, byle tylko Młodszy przetrwał bez szwanku…
Cesarskie cięcie jest zabiegiem operacyjnym, na który można nie wyrazić zgody (jak na każdy zabieg), na poród siłami natury także można zgody nie wyrazić, słowa: ” nie wyrażam zgody na poród sn” są podstawą do cc. Tylko niewiele kobiet o tym wie. Czasem wydaje mi się, że lekarze i położna są głuche na prośby rodzących. Ja miałam cc 4 tyg przed terminem, dziecko było zagrożone, nie wspominam tego miło, nie czuję się jako matka której nie poszło, tylko przykro mi, bo nastawiłam się na poród sn, rodzinny z mężem, po cc gorzej dochodziłam do siebie psychicznie, może dlatego, że doszło do tego wiele innych problemów. Chieliśmy mieć wcześniej drugie dziecko, teraz musimy rok odczekać. Także uważam, że kobiety powinny mieć wybór, ale niech będzie on świadomy. Natomiast jeśli chodzi o przytulanki, to po cc też nie jest fajnie.
„na poród siłami natury także można zgody nie wyrazić, słowa: ” nie wyrażam zgody na poród sn” są podstawą do cc. Tylko niewiele kobiet o tym wie.”
Ja pierwsze słyszę.
A przytulanki po cc – no tak, blizna boli i powoli się zrasta, nie mówiąc już o tym, że zanim stanie się białą, cieniutką kreseczką, to wygląda okropnie, jakby się było zarżniętym prosiakiem
To na początku, potem nie przypominam sobie żadnego dyskomfortu.
Seks po cc był dla mnie o tyle komfortowy, że nie miałam żadnych lęków i niepokojów związanych z przeżyciami niewymownej po porodzie. Brzuch bolał mnie bardzo krótko i nie wymagał nawet podawania żadnych środków przeciwbólowych (przy każdym obchodzie padało sakramentalne pytanie: ‘czy chcesz’, na co odpowiadałam ‘nie, nie chcę’
Znacznie bardziej przysłużył mi się worek z piaskiem). Jedyną przeszkodą była konieczność zachowania abstynencji do zakończenia połogu.
Jeśli chodzi o artykuł, który zalinkowałam, podoba mi się podejście Dębskiego, który ani nie demonizuje cesarki, ani nie gloryfikuje porodu sn. Mówi: ‘Mam pełną świadomość ryzyka jednego i drugiego rodzaju porodu i tego, że suma tego ryzyka po jednym i po drugim jest podobna’, czego kobiety często nie dostrzegają upatrując w cc ratunku od wszystkich możliwych dolegliwości i komplikacji (a poród sn to wynalazek szatana) albo postrzegając sn jako gwarancję udanego przyjścia na świat potomka (a cc to, rzecz jasna, wynalazek szatana). A to nie jest ani tak, ani tak. Jedno i drugie niesie ze sobą określone skutki, jedno i drugie niesie zagrożenia. Dlatego uważam, że Dębski ma rację sugerując możliwość wyboru z uświadomieniem wszystkich możliwych konsekwencji.
BTW rodziłam na jego oddziale – nie wyszło sn, nikt się nie patyczkował, nie kazał przeć, tylko ciachnęli i już, a po trzech dniach wyszłam do domu równolegle z dziewczynami, które w tym samym czasie rodziły sn.
„Jedyną przeszkodą była konieczność zachowania abstynencji do zakończenia połogu.”
Ale przy porodzie sn to chyba też tak jest. Czy nie?
Jest, ale chodziło mi o to, że nie było żadnych innych przeciwwskazań, bo zregenerowałam się bardzo szybko – blizna mi absolutnie nie przeszkadzała, krwawienie poporodowe dość szybko ustało, cud, miód i orzeszki. Przeszkadzał tylko ten formalny zakaz.
Oczywiste jest, że każda forma porodu niesie zagrożenie, ale też nie zawsze ta straszna cesarka powoduje zgięcie wpół na dwa miesiące ani też to okropne sn niekoniecznie powoduje masakrę niewymownej.
„na poród siłami natury także można zgody nie wyrazić, słowa: ” nie wyrażam zgody na poród sn” są podstawą do cc. Tylko niewiele kobiet o tym wie.
Ja pierwsze słyszę.”
Bo o tym się nie mówi, z reguły czeka się na medyczne przesłanki do cc, bo gdyby tak każda rzuciła takim zdaniem, to byłaby samowolka. Jest to informacja ze źródła szpitalnego, wiarygodnego. Zastanawiam się jak zareagowaliby lekarz i położna na takie hasło.
A po cc cierpię na straszne suchoty, jakbym przechodziła menopauzę, idę z tym do lekarza, bo jest mi nieprzyjemnie i strasznie mnie to męczy.
Ach, syndrom menopauzalny też zaliczyłam na początku. Ale dość szybko się wszystko unormowało. Myślę, że to wynikało z drastycznej zmiany sytuacji i jakiegoś powolnego przystosowywania się do nowości. Stan bez dziecka a stan z dzieckiem wygląda jednak zupełnie inaczej. Nie mówiąc już o tym, że nie uskuteczniasz przytulanek, kiedy masz akurat największą ochotę, tylko wtedy, kiedy nie karmisz/nie zmieniasz pieluchy/młode śpi/młode nie ryczy/nie odciągasz pokarmu/nie padasz totalnie na pysk. Słowem nie jest tak romantycznie, jakby się to mogło wydawać, zwłaszcza jeśli jednym uchem nie nasłuchujesz usilnie, czy przypadkiem nie słychać kwilenia z łóżeczka. Ciężko się wtedy skupić tylko na jednym
Pomaga wrzucenie na luz
Tak, wiem, to truizm
święta racja Kruszyzna!
dziewczyny, ja miałam te suchoty po pierwszym dziecku-to nie jest związane ze sposobem zakończenia ciąży, tylko z hormonami,w tym tymi odpowiedzialnymi za laktację (pytałam lekarza).
A mój lekarz rzekł do mnie, że z góry patrząc na pacjentkę wie kto urodzi naturalnie a kto nie.
To po pierwsze primo.
A po drugie rzekł mi również, że lekarze to się co do zasady cieszą jak panna wchodzi i ogłasza na porodówce że pragnie cesarki. Powiedział, że dla lekarza cesarka, to krócej, mniej problemów i full control. A sn to istotnie ruletka i lekarze się nieco zawsze obawiają o to czym się skończy sn. Mimo że większe ryzyko powikłań po cesarce jest. To oczywiste.
Kruszyna – umieram z ciekawości co to za lekarz na Brochowie co ci złożył tę niecną propozycję…
A jak to jest teraz z ciążą bliźniaczą? czy kończą się wszystkie przez cc?
@karolina
Publicznie tego oczywiście nie powiem, ale do tej pory mam jego numer telefonu, adres itp.
Ciekawa jestem, po czym ten gin ocenia, że ktoś urodzi naturalnie a ktoś nie. Prorok jakiś czy cuś…
@aniula
Ciąża bliźniacza wcale się nie musi zakończyć z definicji cesarką. Jak leżałam teraz w szpitalu, dwa razy przyszły na świat bliźnięta i dwa razy był to poród naturalny. Na dodatek oba przebiegły bardzo szybko i zupełnie bez żadnych komplikacji. Ale ważne było to, że dzieci były dobrze ułożone – główkowo, to raz, a dwa, nie jakoś pod kątem, tylko centralnie głową w dół. Obie ciąże zakończyły się w 38. tygodniu bez wywoływania oksytocyną, po prostu same z siebie
Trojaczki też dwa razy się rodziły, ale tu już było cc. Z trojaczkami sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana.
U mnie sprawa jest tego typu, że mam kręgosłup w opłakanym stanie (kilka dysków wypadniętych, zwłaszcza w okolicy lędźwiowej) i wskazania do cesarki nie zmieniły się od pierwszego porodu, bo nic się nie polepszyło, wręcz przeciwnie. Będzie więc cięcie na pewno. Gdyby nawet tych wskazań nie było, to poród najprawdopodobniej też zakończyłby się cc, bo dziewczyny nie są ułożone główkowo. To znaczy jedna jest, ale druga leży całkiem w poprzek, na płasko. Mała szansa, że jeszcze się przekręcą. W ciąży pojedynczej na tym etapie (32. tydzień) młode jeszcze się obraca, ale one mają o wiele mniej miejsca.
Ja też miałam planowane cc ze wskazań lekarskich. Mogliśmy sobie niemal wybrać datę urodzin córki:) Wszystko fajnie, cc bez powikłań, wszystko zagoiło się jak na psie:) Wyszłyśmy w piątej dobie, a po mnie w zasadzie nie było widać, że urodziłam dziecko. Samą operację wspominam zatem dobrze, ale jest jedno ale… Mała zupełnie nie była przygotowana na przywitanie świata zewnętrznego (poród odbył się 1szego dnia 40tego tygodnia, ale wg odbierającego ją pediatry wyglądała na to, że jeszcze nawet 2 tygodnie mogła się poinkubować, w 1szej minucie dostała tylko 5 punktów). Planowane cc mają wielu przeciwników wśród ginekologów i pediatrów – dzieci rodzą się nieprzygotowane, bez naturalnych skurczy, później są najtrudniej adaptowalnymi noworodkami, sporo płaczą, często są marudne itp. Dlatego uważam, że wybór jak najbardziej powinien być, ale nie powinno się przeprowadzać cc bez naturalnej akcji porodowej.
„Planowane cc mają wielu przeciwników wśród ginekologów i pediatrów – dzieci rodzą się nieprzygotowane, bez naturalnych skurczy, później są najtrudniej adaptowalnymi noworodkami, sporo płaczą, często są marudne itp.”
Każde dziecko jest inne. Moje nie wyglądało na nieprzystosowane. Dostało 10 na 10, płakało mało lub bardzo mało a marudne nie było wcale. Nie mówiąc już o tym, że niezwykle rzadko choruje. Urodzone również bez akcji porodowej w przedostatni dzień 40 tygodnia (czyli dwa dni przed wyznaczonym terminem porodu). Po raz kolejny sprawdza się zasada, że ciężko daną tezę zastosować do większej grupy.
Ale jestem w stanie zgodzić się z tym, że czynność skurczowa daje dziecku sygnał, że coś zaczyna się dziać i jest inaczej niż było, jakoś więc je stawia w obliczu nowości.
… a jeszcze kolejne rządy wycierają sobie gęby ‘polityką prorodzinną’. Taaaaak.
… z którą absolutnie nic nie robią, by przeprowadzić ją ze sfery teorii w sferę praktyki. Niestety. I przez najbliższy rok na pewno nic się nie zmieni, bo czekają nas wybory, najpierw samorządowe, potem parlamentarne. Co najwyżej ktoś nam obieca więcej żłobków i przedszkoli. I oczywiście ich również nie przybędzie.
Co do argumentu ‘rozklapciocha’, to ja jestem w grupie, ktora przy decyzji o cc brala go pod uwage. Ze wzgledu na siebie i na meza (tak – na meza, ktory jest najwazniejszym czlowiekiem w moim zyciu i z ktorym nie chce psuc relacji na zadnym polu – ‘niestety’ nie jestem nowoczesna feministka, ktora wyszla za maz po czym przestaje o siebie dbac i ma wszystko gdzies, lacznie ze swoim malzenstwiem). Lubie te czesc swojego ciala i naprawde nie chcialam ryzykowac jej zniszczenia
Drugim argumentem za cc byl paniczny strach przed porodem sn, ktory czulam cale zycie i ktory nasilal sie, a nie malal, z biegiem czasu. Co do dochodzenia do siebie po cc: nie mialam zadnego bolu glowy, ani innych ubocznych skutkow znieczulenia, wiadomo ze rana bolala, ale i tak doszlam szybciej do siebie niz wiele kobiet po porodzie sn
Jak wyobrażałam sobie swój poród sn, to miałam w nocy niezłe koszmary. Początki niezłej traumy. Wydaje mi się,że każdy człowiek zna sam siebie na tyle,że mniej więcej potrafi określić swój próg bólu. Ja wiem,że potrafię znieść duży ból,ale krótko,a nikt mi nie mógł obiecać,że poród sn będzie trwał krótko. Do tego doszła jeszcze świadomość,że, za przeproszeniem,nie mogę szeroko nóg rozstawić, co raczej jest niezbędną umiejętnością podczas porodu, ze względu na zwyrodnienie w stawie biodrowym, które ciąża jeszcze pogłębiła. Wizje zakleszczonego dziecka, siłą wyciąganego jakimś pseudo odkurzaczem, samej siebie na wózku (niestety,realne)… Masakra… Nie powiem,żebym decyzję o cc mojego ortopedy przywitała z niewiadomo jakim entuzjazmem, bo jestem na tyle rozsądną osobą,że wiem,jakie są plusy i minusy takiego zabiegu. Zresztą moja Pani Gin zadbała o wydatne poszerzenie mojej wiedzy w tym zakresie.
Cc wspominam bardzo dobrze. W dodatku trafiłam na lekarza,na którego chciałam trafić i tu …WIELKIE DZIĘKI, PANIE DOKTORZE R.- FACHOWA ROBOTA!!! Zabieg był szybki i chociaż nie powiem,żebym nic nie czuła, bo czułam troszkę ból w trakcie (może za słabe znieczulenie – jednym paluchem u lewej stopy ruszałam
), to jednak uważam,że to był najlepszy wybór. Po cc pozbierałam się szybciutko, nawet bardzo nie bolało,zresztą Panie Położne, nie miały oporów przed podawaniem znieczulenia, chociaż ja sie nie chciałam faszerować, bo bałam się,że wszystko Młodemu w mleku przekażę. Na obchodzie żartowano sobie,że ze mną można kręcić film instruktażowy jak powinna się zachowywać pacjentka po cc. A ja po prostu na szkole rodzenia usłyszałam,że najważniejsze po cc to wstać i się od razu wyprostować, bo jak się człowiek nie wyprostuje, to może dłuuuuuugo chodzić taki zgarbiony i obolały. Potwierdzam,że rada okazała się trafna. Małego nosiłam od razu i w ogóle jakoś niespecjalnie się oszczędzałam przy noszeniu zakupów czy fotelika z Młodym. Po prostu wiedziałam ile jestem w stanie unieść, poza tym…. Mąż musiał szybko wracać do pracy i trzeba było sobie radzić , nie było czasu na rozczulanie się, chociaż nie chcę w ten sposób krytykować innych kobiet, bo tak jak pisałam na początku, każdy ma inny próg bólu.
Ale na pewno jest to duże ułatwienie dla kobiet,które z różnych przyczyn nie mogłyby urodzić naturalnie albo odbyłoby się to ze szkodą dla ich zdrowia. Mój Mały ważył prawie 3700, a cesarkę miałam robioną całkowicie „na zimno”, więc jakbym go jeszcze trochę ponosiła, to mógłby ważyć zdrowo ponad 4 kg… i jak ja bym go urodziła nie mogąc rozszerzyć nóg? odpowiedź jest prosta: siłą by mi je rozszerzyli, bo życie i zdrowie dziecka jest ważniejsze od życia matki i z tym się całkowicie zgodze…A jakbym się nim zajmowała jeżdżąc na wózku? Na szczęście nie muszę już się nad tym zastanawiać. Wiele kobiet po sn, dłużej do siebie dochodziło niż ja po sn,ale….ja mam bliznę na macicy,a one nie.A co się z tym wiąże, to już wiadomo. Rozumiem też, jeśli ktoś panicznie się boi bólu przy sn, ja też się bałam. Dlatego jestem za wyborem,ale PRZEMYŚLANYM.
Na cc szłam z silnym postanowieniem: nie zrobić z siebie „ciepłej kluchy”, szybko się pozbierać i zająć się Synkiem. I udało się
Ogólnie jestem za wyborem,ale powinien być to rozsądny i PRZEMYŚLANY wybór. Kobieta powinna sobie zdawać sprawę,że nie jest drobny zabieg,ale operacja, w którym przecina się 8 powłok brzusznych i że wszystko może się zdarzyć. Należy najpierw przyjrzeć się sobie i odpowiedzieć sobie na pytanie, z którym porodem lepiej sobie poradzę. Jeśli robi mi się słabo po upływie krwi, źle reaguję na znieczulenie, jestem mało odporna na ból rany, to należy się poważnie zastanowić nad cc i w dodatku mieć tę świadomość,że w szpitalach tzw. „ciepłe kluchy” nie są mile widziane,bo personelu zwykle jest zbyt mało,żeby ciągle ktoś przy nas był i podawał kolejne dawki środków przeciwbólowych i pomagał się podnosić za każdym razem jak chcemy do toalety. Zasada w szpitalach jest jedna: kobieta ma szybko wstać, czy to po cc,czy po sn i zająć się własnym dzieckiem i nikt tu się nie ma czasu certolić, bo trzeba szybciutko wyjść do domku i zwolnić miejsce dla następnej rodzącej. Brutalne? Ale prawdziwe! Należy sobie zdawać sprawę z tego,że nie do cc nas natura stworzyła, bo jak to mówi mój Mąż:”jakby kobiety miały rodzić przez cc, to Pan Bóg wszyłby im zamki błyskawiczne na brzuchu”